Fundusze europejskie dla kobiet. Na co można otrzymać wsparcie?

Gościnnie w Horizon-school.ru
Gościnnie w Horizon-school.ru
6 czerwca 2016
Fot. Pexels / Stockpic /
 

Wsparcie kobiet jest priorytetem! I dobrze. Sprawdź na co dokładnie można otrzymać wsparcie w postaci dotacji z funduszy europejskich w najbliższych latach. Jeśli prowadziłaś własną działalność, sprawdź po ilu miesiącach możesz starać się o dotację!

Rodzaje wsparcia dla kobiet w nowym okresie programowania:

1. Kompleksowe programy na rzecz aktywizacji zawodowej

Programy obejmują takie rodzaje wsparcia jak:

  • indywidualny plan działania,
  • szkolenia i kursy zawodowe, przekwalifikowujące,
  • wsparcie doradcy zawodowego, psychologa, coacha,
  • staże zawodowe,
  • subsydiowane zatrudnienie,
  • pośrednictwo pracy.

Często uczestniczka otrzymuje zwrot kosztów dojazdu na szkolenia, warsztaty, spotkania, a organizator zapewnia środki na opiekę nad dzieckiem do 6 roku życia w czasie uczestnictwa w ww. spotkaniach (np. kącik dla dzieci lub poprzez zwrot kosztów opieki nad dzieckiem poniesiony przez mamę).

2. Wsparcie przedsiębiorczości i samozatrudnienia

W ramach tego typu projektów otrzymamy:

  • wsparcie szkoleniowo-doradcze związane z przygotowaniem biznes planu, otwarciem i prowadzenie działalności gospodarczej, warsztaty motywacyjne, pomoc coacha w dochodzeniu do określenia celów osobistych i zawodowych)
  • dotację bezzwrotną na rozpoczęcie działalności gospodarczą w wysokości do 6-krotnośći przeciętnego wynagrodzenia za pracę w gospodarce narodowej (tj.  na dzień dzisiejszy ok. 23 tysiące zł)
  • wsparcie tzw. pomostowe w postaci szkoleń, doradztwa, coachingu, mentoringu zwiane z rozwiązywaniem problemów pojawiających się w pierwszym okresie prowadzenia działalności gospodarczej (tj. w pierwszych 12 miesiącach prowadzenia działalności)
  • wsparcie finansowe w pierwszym okresie prowadzenia działalności (niestety nie we wszystkich województwach taka forma pomocy została przewidziana). W ramach tego wsparcia młoda przedsiębiorczyni otrzymuje co miesiąc określoną kwotę (nawet do 1850 zł) na bieżące wydatki firmy.

Z udziału w projektach na zakładanie działalności wyłączone są osoby, które posiadały aktywny wpis do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, były zarejestrowane jako przedsiębiorcy w Krajowym Rejestrze Sądowym lub prowadziły działalność gospodarczą na podstawie odrębnych przepisów (w tym m.in. działalność adwokacką, komorniczą lub oświatową) w okresie 12 miesięcy poprzedzających dzień przystąpienia do projektu.

Ważna uwaga:

Programy regionalne są kierowane do osób w wieku powyżej  30 roku życia.

Dla osób poniżej 30 roku życia wsparcie ma miejsce w ramach programu krajowego – POWER (Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój). Program dotyczy osób bezrobotnych i biernych zawodowo. Nie ma tam preferencji dla kobiet, ale kobiety również mogą brać w nim udział.


Tekst pochodzi z serwisu

kobietyrakiety-350pxProwadzisz własną firmę? Opowiedz nam o niej! Ruszamy z akcją #Kobiety biznesu Rakiety

Chcesz pokazać innym, że chcieć to móc, a ty sama jesteś kobietą, która ze swoim biznesem wystartowała jak rakieta?

Napisz do nas koniecznie na adres [email protected]. Na naszym serwisie i na opublikujemy najciekawsze historie. Akcja #Kobiety biznesu Rakiety trwać będzie od 10. maja do 8. czerwca.

Prosimy, by przesyłając swoją historię załączyć oświadczenie:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Horizon-school.ru. Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora akcji swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

 

 


Czy to już mobbing? Gdy szef przekracza swoje kompetencje

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 czerwca 2016
Fot.Splitshire / /
 

Myślisz o pracy i ściska ci żołądek ze stresu? W niedzielę wieczorem już się denerwujesz na myśl o kolejnym tygodniu? Partner ci powtarza „Rzuć tę robotę, wykończysz się”, a ty boisz się, że innej nie znajdziesz, bo w końcu to właśnie w pracy słyszysz, że do niczego się nie nadajesz, ewentualnie do mycia podłóg?

Kiedyś usłyszałam, że gdyby słowo mobbing było znane w Polsce wcześniej, to wiele osób uratowałoby przed nerwicą depresją i fatalnym stanem psychicznym. Tyle tylko, że nam często się wydaje, że zachowanie naszych szefów nie jest może czymś naturalnym, ale koniecznym do zaakceptowania. To nieprawda! Przemoc w pracy jak każda inna nie ma prawa być akceptowana. Tyle tylko, że często nie zdajemy sobie sprawy, że nasi przełożeni czy współpracownicy przekraczają granice, których przekraczać nie powinni, że nie mogą traktować nas w taki a nie inny sposób i w końcu, że też są ludźmi, a ich stanowiska nie są im przypisane na stałe.

Mobbing, aby za taki został uznany musi mieć charakter długotrwały, to jedna z ważnych przesłanek. Dlatego jeśli czujesz, że od jakiegoś czasu praca stresuje cię bardziej niż powinna, że na myśl o kolejnym poniedziałku chce ci się płakać, kiedy podskórnie czujesz, że to jak jesteś traktowana jest dużą niesprawiedliwością, pomyśl, czy nie stałaś się ofiarą mobbingu.

„Na twoje miejsce jest stu innych”

Ile razy słyszysz to w pracy? Kiedy tylko próbujesz się odezwać, powiedzieć, że dane obowiązku są nie do wykonania w tak krótkim czasie, że nie podoba ci się forma, w jakiej zlecane są ci kolejne zdania, twój przełożony mówi: „Masz wolny wybór, idź sobie, na twoje miejsce od razu ktoś się znajdzie”. I nie, nie tłumacz sobie, że nie ma ludzi niezastąpionych i że może powinnaś zacząć się bardziej starać. Nie pozwól, by ktoś podkopywał twoje poczucie wartości tylko dlatego, że lubi znęcać się nad innymi żądając niemożliwego.

„Ty, to lepiej siedź cicho”

Lekceważone jest twoje zdanie? Chcesz zabrać głos w jakieś dyskusji, nad projektem, zadaniem, nowym pomysłem? Ale od razu przełożony zamyka ci buzię w chamski sposób? Tak, bo ten sposób jest chamski: „Ty, to się lepiej nie odzywaj”, „Naprawdę myślisz, że masz coś mądrego do powiedzenia?”, „O patrzcie księżniczka chce zabrać głos”. Nikt nie ma prawa tak się do ciebie zwracać. Nikt nie ma prawa cię ośmieszać wśród twoich współpracowników. Jeśli twój szef czy przełożony ma uwagi do twojej pracy, powinien to zrobić na osobności i w merytoryczny sposób.

„Czy ty w ogóle myślisz?”

Ubliżanie. „Mózg już ci całkiem odebrało?”, „Co ty masz w tym łbie? Na pewno nie mózg?”, „Do niczego się nie nadajesz?”, „Ty, to co najwyżej mogłabyś kible u nas szorować, nie wiem, kto cię zatrudnił”. Mówi tak ktoś do ciebie? Poniża cię w towarzystwie innych? Upokarza? Twierdzi, że gdyby nie ta praca, to byłabyś zerem? To nie są uwagi do tego, co robisz, to jawny terror psychiczny nie mający nic wspólnego z krytyką twojej pracy, z konkretnymi uwagami dotyczącymi wykonywania przez ciebie zadań. Nikt nie ma prawa w ten sposób wypowiadać się o tobie i twojej pracy.

„Jak ty wyglądasz”

„Może lepiej zmień fryzjera”, „Ale ci dupa urosła”, „Jeszcze trochę to się Pani w naszych głównych drzwiach nie zmieści”, „Wygląda Pani, jak szczotka – taka chuda i nastroszona”. Inni się śmieją? Ale tobie nie jest do śmiechu? Uwago dotyczące tego, jak wyglądasz, twojego stroju, fryzury, czy makijażu są w pracy zbędne. Przychodzisz tam pracować, a nie być powodem do niewybrednych żartów twojego przełożonego i do ośmieszania cię w oczach innych, którzy pewnie śmieją się ze tu strachu, że za chwilę oni mogą stać się celem takich dowcipów.

„Urlop? Jaki urlop?”

Trzymasz wniosek urlopowy w dłoni i czujesz, jak drżą ci ręce. W domu partner pyta, czy już masz podpisane wolne, bo planuje wakacje, a ty na samą myśl o rozmowie na temat urlopu dostajesz skrętu kiszek, bo wiesz, jaki teatr się rozegra. Usłyszysz, że za „taką” pracę to urlop ci się w ogóle nie należy. Później zaczną się uwagi dotyczące długości urlopu: „że chyba ci się w tyłku poprzewracało”, że ktoś taki jak ty powinien dostać dwa dni wolnego, bo i tak w pracy odpoczywasz, żebyś pamiętała, że podczas urlopu ktoś może się wgryźć na twoje miejsce. Zgodę na urlop otrzymujesz w ostatniej chwili tak naprawdę do końca nie wiedząc na czym stoisz… Jesteś tak zmęczona tą sytuacją, że na wolnym trudno ci odpocząć.

„Za godzinę chcę to mieć u siebie”

Tylko co? Kiedy? I jak? Dostajesz polecenia wykonania zadań, rzucone na biurko papiery, jakiś niejasny mail, telefon, do poprawy coś, co robiłaś wcześniej bez żadnych wskazówek. Kiedy prosisz o wyjaśnienie, powiedzenie, co tak naprawdę masz zrobić, żeby nie popełnić błędu tak naprawdę pozostajesz z niczym. „No chyba nie musze Pani tego tłumaczyć”, „Rozmawialiśmy o tym w zeszłym tygodniu”. Kiedy próbujesz powiedzieć, że takiej rozmowy nie było, słyszysz tylko: „Trzeba było uważnie słuchać”, „Nie będę powtarzać tysiąc razy”, „Chce Pani nada dyskutować? Czas ucieka”. Masz prawo do informacji o tym, co masz zrobić i w jaki sposób, zwłaszcza, gdy dostajesz niejasne polecenia, gdy nie znasz tematu, a nagle zostajesz zasypana tysiącem zadań, o których nie masz pojęcia. To nie świadczy o twoim braku kompetencji, bo masz prawo spytać, to świadczy o znęcaniu się nad tobą i poniżaniu cię przez przełożonego.

„Nie dostała Pani ode mnie maila?”

Oczywiście, że dostałaś, ale został wysłany o drugiej w nocy, podobnie jak SMS na służbową komórkę. Mobbing to też trzymanie cię w ciągłym napięciu, nie przestrzeganie twojego prawa do czasu wolnego, wysyłanie zdań, informacji na już tu i teraz po godzinach pracy. Oczekiwanie (jeśli nie było to ustalone w umowie o pracę) pełnej i ciągłej dyspozycyjności, reagowania na maile, telefony bez względu na porę dnia i godzinę. To nie jest normalne. Tak nie powinna wyglądać twoja współpraca z przełożonym. Masz pełne prawo powiedzieć: stop, nie godzę się na takie traktowanie.

Boisz się, że stracisz pracę. Że łatwo mówić, ale jak się pracuje w miejscu, gdzie o pracę ciężko, to co zrobić? To wszystko nie tłumaczy takiego zachowania, twoja sytuacja nie jest przyzwoleniem do znęcania się nad tobą w pracy. Nikt nie ma do tego prawa. Wiesz, na co cię stać, wiesz, jakim jesteś pracownikiem. Nie pozwól sobie wmówić, że jesteś nikim, tylko dlatego, że przełożony na tobie wyładowuje swoje frustracje i kompleksy i daje upust swojej agresji. Masz prawo się sprzeciwić. Pamiętaj o tym!

 


Nie ma żadnego kryzysu męskości! Same musicie wiedzieć czego chcecie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 czerwca 2016
Fot. iStock/oleg66

„Chciałabym, żeby był delikatny i silny, czuły i stanowczy. Taki po prostu męski. Tak, niech będzie męski, takiego faceta chcę”. Tylko, co dzisiaj znaczy być męskim? Co my kobiety rozumiemy pod pojęciem męskości? Mamy drwali, za chwilę ulicę zaroją się mężczyznami w nowym „książęcym” trendzie. W sumie dlaczego nie możemy mężczyznom pozwolić na to, żeby byli tacy jacy chcą. Bez spełniania naszych oczekiwań. A my z tego coraz bardziej różnorodnego tłumu wybierzmy sobie tego, który będzie pasował nam najbardziej. Żeby to było takie proste.

Z Michałem Pozdałem psychoterapeutą i skesuologiem, autorem książki „Męskie sprawy” (kto chce lepiej zrozumieć facetów powinien przeczytać) rozmawiamy o współczesnych mężczyznach i o ich męskości.

Ewa Raczyńska: Ciągle mówi się o kryzysie męskości. Czy nie jest może tak, że ten kryzys to dla mężczyzn usprawiedliwienie? W końcu kryzysem można wytłumaczyć wszystko, na przykład zdradę często tłumaczy się kryzysem wieku średniego. 

Michał Pozdał: To, o czym mówisz, to przede wszystkim efekt tego, co zrobił Zimbardo z książką „Gdzie ci mężczyźni”. Okazało się, że całe to biadolenie o kryzysie męskości medialnie świetnie się sprzedaje. I myślę, że właśnie dlatego się o nim mówi. Dla mnie to jednak takie gadanie bez zrozumienia, bo co właściwie kryzys ma oznaczać. Mi kojarzy się jednoznacznie z jakimś końcem, kaplicą, pogrzebaniem męskości, a przecież to, co obserwujemy, możemy rozumieć rozwojowo, traktować jako zmianę.

Natomiast to, co zaproponował Zimbardo idzie w kierunku: jest dramatycznie źle. Z czym ja się zupełnie nie zgadzam. Bo nie jest. Takie jest moje zdanie. Kryzys to taka wydmuszka.

Tak… W końcu w swojej książce „Męskie sprawy” mówisz, że kryzysu męskości nie ma. Wspominasz natomiast o oczekiwaniach kobiet w stosunku do mężczyzn, które nie są jasno, dla facetów, określone. 

Tak, bo z jednej strony są oczekiwania kobiet i fajnie, że są. Ale z drugiej strony pojawia się dla mężczyzn rozdroże, pojawia się pytanie: jacy mamy być i czy możemy faktycznie być tacy.

Dzisiaj kobiety bardzo często chciałyby partnera, który będzie zarówno czuły i serdeczny, będzie świetnym ojcem, opiekuńczy, ale jak będzie trzeba padnie na kolana, poprosi o rękę, załatwi całe wesele. Nie mówię, że tego nie da się pogodzić, bo pewnie się da. Ale wymagania są często sprzeczne, wykluczają się. Myślę, że wielu facetów ma z tym problem, choć młodsi zdecydowanie lepiej sobie radzą.

Mężczyźni akceptacji szukają w oczach kobiety?

Mężczyźni bardziej niż akceptacji kobiet szukają akceptacji innych mężczyzn. My jednak tę rywalizację mamy w sobie zapisaną choćby ewolucyjnie. Ona jest tak silna, że obserwować ją można już w szkole, przecież w stosunku do chłopców najbardziej opresyjni są inni chłopcy. A patrząc chociażby nawet na takie akcje w stylu Parada Równości, to kto bije, kto rzuca tymi butelkami – no mężczyźni w facetów.

Inna strona medalu jest taka, że oczywiście wielu facetów obecnie szuka potwierdzenia swojej męskości w oczach kobiet, czego potwierdzeniem ma być ich życie seksualne. Taki mężczyzna uważa, że jeśli kobieta będzie się dobrze czuła w seksie, jeśli będzie miała przyjemność z seksu, to oznacza, że on jestem świetnym kochankiem, więc może czuć się dobrze, ale jeśli nie jest w stanie zaspokoić jej potrzeb seksualnych, to jest beznadziejny. I wielu mężczyzn tak myśli.

Mówisz o sprzecznościach w wymaganiach wobec mężczyzny, że chcemy by był dla nas partnerem, byśmy w związku byli równo traktowani, a jednak wciąż oczekujemy, że otworzy nam drzwi, przyniesie kwiaty.

To pewnie wynika z tego, że mężczyźni na przestrzeni ostatnich lat zaczęli być inni, bardzo się zmieniają, co dzisiaj niektórym kobietom  trudno zaakceptować i myślę, że facetom również.

Jak się zmieniają?

Myślę, że nowe pokolenie chłopaków, to jest zupełnie nowa bajka. Podam ci przykład: 22-latek zerwał z dziewczyną. Po trzech miesiącach spotyka się z nową, idzie z nią do łóżka i nie ma erekcji, ona w jakiś idiotycznych żartach się z niego nabija, że jest impotentem. A on do niej z uśmiechem na ustach mówi: „A co ty myślisz, że mój penis to jakaś oderwana ode mnie część, ewidentnie nie gra między nami”.

Uważam, że to jest wspaniałe, że oni nie mają poczucia spełnienia misji zaspokojenia każdej kobiety, że nie pozwalają się wpędzić w poczucie kompleksu. Są świadomi siebie i też swojej fizyczności. To nie znaczy jednak, że ten stary, patriarchalny, dominujący i słaby wglądowo emocjonalnie w siebie mężczyzna ginie, że to jakiś gatunek wymarły. On będzie, i będzie czuł się świetnie. I mnie to cieszy.

Tu bardziej chodzi o to, że mężczyźni są więcej niż ten model, który dotychczas znaliśmy.

To nic że mój kolega ma w gdzieś jak wygląda, i w czym chodzi ubrany, i to, że najchętniej spędzałby 12 godzin w swoim garażu, w piątek chlał piwo, i jak jego dziewczyna mówi: „jedziemy na wakacje”, to on odpowiada, że „po co, przecież mamy ogródek”, w którym on ma starego rozwalonego trabanta, którego reperuje od lat. Tacy faceci zawsze będą i to jest rewelacja.

Ważne jest to, że w końcu zaczęliśmy dopuszczać do głosu innych mężczyzn. Okazuje się, że facet może być bardziej emocjonalny, bardziej dbać o siebie, o swoje zdrowie, swoją psychikę, może komunikować inaczej swoje potrzeby, a nie tylko żądać i wymagać.

To trochę, jak wyemancypowanie mężczyzn: „w końcu nie muszę być silny, mogę sobie pozwolić na słabości”.

To jest właśnie rozwój. Ale musimy pamiętać, że oprócz tych „nowych” mężczyzn nadal będzie istniał ten stary typ. I wiele kobiet ten stary sprawdzony, po którym bardziej wiadomo czego się spodziewać, będzie wybierać.

Taki wybór jednak zaskakujący…

Ale myślę sobie, że jest też wielu mężczyzn, którzy wolą „małe idiotki”. I tak zawsze było i będzie. Ta różnorodność jest fajna.

To kim w świetle tego rozwoju jest dzisiaj mężczyzna 35+? Mężczyzna, którego związek się rozpada, który nie spełnia oczekiwań żony, partnerki? 

To są mężczyźni, którzy zostali wychowani w tym starym paradygmacie, którym mówiono: „nie płacz, bo mężczyźni nie płaczą”, „nie piszcz, bo chłopcy nie piszczą”. Tymczasem oni weszli w dorosłe życie, w którym wymaga się od nich między innymi jednak tego, żeby byli fajnymi ojcami. A jakich oni mieli ojców, gdzie oni byli? Ja jestem z tego pokolenia 35+ i prawda jest taka, że nasi ojcowie mieli nas gdzieś, bo wielu z nich umiało ojcami być. A właśnie to pokolenie ma być fajnymi ojcami, nie mając jakichkolwiek wzorców, bez zasobów. Ci faceci potrzebują się trochę poduczyć. Oni nad sobą pracują, sami się zmieniają. To widać nawet po tym, jak przychodzą do na konsultacje do terapeutów. Nie za namową żony, tylko dla siebie.

Zimbardo napisał, że obecnie mamy erę maminsynków i że kobiety powinny być terapeutkami dla mężczyzn. Z całym szacunkiem, ale pomyślałem sobie, że to jakaś wielka pomyłka. Przecież twoją rolą nie jest bycie żadną terapeutką, chcesz nią być, skończ szkołę i zarabiaj na tym. Facet ma być twoim partnerem. Można podjąć terapię wspólnie.

Wielu mężczyzn dzisiaj czuje, że coś jest nie tak. Weryfikuje swoje wcześniejsze wybory, zastanawia się, czy związek w którym są, im odpowiada, czy chcą być w tej relacji, jak się w niej czują. A przecież kiedyś nie zastanawiali się nad tym.

Jest takie hasło, które powtarza się, że kiedyś jak był problem, to ludzie nad nim pracowali, a dziś się rozstają. Ja lubię rekonstruować takie głupoty. Bo mi się bardzo podoba obecne podejście: twój mąż jest opresyjnym alkoholikiem, to masz możliwość, żeby od niego odejść. Oczywiście to się nie dzieje po prostu. Jednak nie musisz z nim być, nie musisz w imię jakieś zapyziałej instytucji najtrwalszego małżeństwa na świecie, być z nim do końca życia, gdzie każdy twój dzień jest koszmarem.

Przestańmy opowiadać legendy o  tym, że dzisiaj wszystko się rozpada, a kiedyś było tak pięknie. Tak, jasne, pięknie. Przemoc domowa kwitła, wiele osób trwało w nieszczęśliwych relacjach. Oczywiście teraz też nie jest tak kolorowo, ale dzisiaj faceci widzą, co jest nie tak. Oczywiście wielu nadal tego nie dostrzega.

Może dlatego, że chłopców nadal wychowujemy w przekonaniu o ich wyjątkowości i niepowtarzalności i sile.

Myślę, że dzisiaj to dotyczy dzieci w ogóle, zarówno dziewczynek, jak i chłopców. Nigdy dziecko nie było w takim centrum uwagi, jak teraz. Mamy królewiczów i królewny, którym później przychodzi mierzyć się z rzeczywistością mają problem, gdzie nie są już najpiękniejsi i najlepsi.

Wychowanie w bliskości – świetna idea. Ale jej skrajne podejście uniemożliwia separację dziecka. Czasami rodzice poświęcają swoje związki, swoje życie seksualne, bo stosują wychowanie w bliskości i dziecko śpi z nimi przez kilka lat. Tylko, że ten dzieciak za kilkanaście lat, będzie daleko od ciebie, a twój związek już nie będzie istniał. To jest problem.

Poza tym uważam, że chłopców wychowuje się w podejściu do seksualności i emocjonalności dużo bardziej instrumentalnie niż dziewczynki. To się zmienia w tym młodym pokoleniu. Ale myśmy, to pokolenie 35+, o którym wspomniałaś, byli wychowywani w ten sposób, że nam się dawało prezerwatywę i mieliśmy działać. Przypominam, ze prezerwatywę trzeba założyć tylko na sztywnego penisa. A przecież taki 16-to, czy 18-latek, który ma mieć swój pierwszy kontakt seksualny jest zestrachany. To wy miałyście możliwość rozmawiania o tym, co czujecie, że was boli, że możecie powiedzieć nie.

To się cały czas odtwarza. Kiedy pytam studentów, który z nich miał rozmowę z rodzicami, którzy powiedzieli: „warto poczekać na kogoś, kogo będziecie kochać, szanować i będziesz czuć się bezpiecznie”, okazuje się, że nikt w ten sposób z nimi nie rozmawiał, takie rozmowy prowadzone są tylko z dziewczynkami.

Tylko do dzisiaj panuje przesąd, że chłopiec mówiący o swoich uczuciach to mięczak. 

Ale wiesz, że tekst „Nie bądź jak baba”, który pada w stronę chłopca, najczęściej wypowiadany jest przez kobiety? Jak można być tak bezmyślną? To tak jakby się mówiło: ty nie możesz płakać, bo jesteś lepszą płcią, ja jestem babą i nie zachowuj się jak ja, jesteś lepszy ode mnie, nie płacz. Przecież to idiotyczny komunikat i to pochodzący z ust kobiet, oczywiście mężczyźni swoje dokładają.

Ale tak wychowywany chłopiec uczy się, że jak chce być męski, to nie może płakać, bo to domena odmiennej płci. Tyle tylko, że od samego powiedzenia chłopcu: nie możesz się bać, nie możesz płakać, on tych emocji nie wyłączy, ale je wyprze. I potem wejdzie w dorosłą relację i dalej będzie takim twardzielem, aż przyjdzie moment, kiedy się załamie i albo będzie mieć depresję, albo zacznie somatyzować i nagle się okaże, że ma migreny lub problemy ze snem.

Faceci boją się kobiet?

Nie zgodzę się z tym, że się boją. Ale zauważam, że w kontaktach seksualnych mężczyźni są traktowani przez kobiety opresyjnie. W takiej sytuacji pojawia się strach przed jej reakcją, nie przed nią samą.

Na przykład?

Bardzo proszę. Dzieje się tak, kiedy kobieta wie, że może wymagać od mężczyzny tego, by ją zaspokoił. Dodatkowo kobiety są bardzo często wyczulone na to, czy są atrakcyjne dla swoich mężczyzn. I kiedy mężczyzna nie ma erekcji, to ona sobie wmawia, że mu się nie podoba, a on ma zwyczajnie problem z erekcją z różnych powodów np. zdrowotnych. Tyle, że jeśli seks kończy się niepowodzeniem, to ona płacze, wybiega z sypialni, on się czuje winny jak diabli i tworzy się błędne koło.

To samo dotyczy panów, którzy mają przedwczesny wytrysk, którym kobieta mówi: nie będę otwierała wesołego miasteczka na trzy minuty. Tak, świetny, wspierający komunikat. A gdyby tak odwrócić sytuację. Gdyby mężczyzna kobiecie, która ma pochwicę, czyli lęk powodujący uniemożliwienie wejścia do pochwy, powiedział: nie no spadaj? To kim będzie? Będzie opresyjnym gościem, patriarchalną świnią. A kobieta może powiedzieć: słuchaj impotenta to ja już miałam? A takie komentarze moi pacjenci słyszą bardzo często.

Czy się boją kobiet? Boją się takich właśnie reakcji, bo jednak mamy wpojone, że nasza sprawność seksualna warunkuje to, czy jesteśmy, czy nie jesteśmy męscy.

Czyli w dużym uproszeniu miarą męskości jest seks? Tyle, że my o tym seksie nie rozmawiamy.

Ludzie bardzo mało rozmawiają o seksie. A jeśli już rozmawiają, to o seksie kogoś innego.

Opowiem ci coś. W swojej praktyce spotykałem wiele par, które mają słabe życie seksualne. Okazało się, że jak poszli wspólnie do kina na „50 twarzy Greya” to po filmie mieli taki seks, jakiego nie mieli przez ostatnie 20 lat. Oczywiście później wszystko wracało do normy. Ale niesamowite jest, jaki ten film obudził w nich potencjał, różne rzeczy się odblokowały. Może bycie z partnerką  na filmie, który dotyka seksu był dla nich podniecający, może wyjęcie na wierzch tego seksu spowodowało, że sami się otworzyli. Mam kilka takich historii. Dużo ludzi krytykuje te książki i film, a ja myślę, że zrobiły one więcej dobrego niż złego?

Im więcej pracy włoży się w życie seksualne, tym bardziej będzie on udany. Kolejna głupota jaka się pojawia chociażby na internetowych memach: „O seksie nie trzeba rozmawiać, seks trzeba uprawiać”. Rozmawiać nie trzeba przez pierwsze dwa lata związku, a potem jednak warto. Mówić o tym, czym jest seks, jak się zmieniliśmy przez lata, jak zmieniły się nasze oczekiwania, jak my sami się zmieniliśmy. Bo seks nie jest taki sam, nasze potrzeby się zmieniają.

Często przychodzą pary tylko po to, żeby ze sobą porozmawiać. Żeby powiedzieć: „kochanie przez ostatnie 20 lat ja nie lubiłem, jak mi robisz to czy tamto, wolę coś zupełnie innego”. Zweryfikować to, opowiedzieć sobie o tym, co nas kiedyś podniecało, a co podnieca teraz. Nie wszyscy oczywiście będą na to gotowi. I nie można nikogo za to krytykować.

Mówisz, że feministki określiły jakich mężczyzn nie chcą, ale nie określiły jakich chcą. 

Dlatego w terapii systemowej zadajemy często parom pytanie: co to dla pana znaczy być mężczyzną, a co to znaczy dla pani. I odwrotnie: co dla pana znaczy być kobietą a co to znaczy dla pani. I podobnie: żoną, mężem, partnerem. Warto określić jakie definicje każde z dwojga wniosło do tej relacji, jakie były ich przekazy transgeneracyjne. Bo nagle okazuje się,  że oboje wiele rzeczy sobie zupełnie inaczej wyobrażają, choć na początku wydawało im się, że trafili tak świetnie na kalkę siebie, która ma takie same poglądy i spojrzenie. Im pary więcej o sobie wiedzą i akceptują, że mogą być różni, tym będzie im łatwiej.


Michał Pozdał

Michał Pozdał

Michał Pozdał – psychoterapeuta, seksuolog. Jest wykładowcą Uniwersytetu SWPS między innymi na podyplomowych studiach seksuologia kliniczna. W Warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach prowadzi terapię indywidualną oraz par. Autor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta.”

 

 

 

 

 

 

 


Zobacz także

5 dowodów na to, że romans w pracy nie jest dobrym pomysłem

5 dowodów na to, że romans w pracy nie jest dobrym pomysłem

Marzysz o czymś, a nie potrafisz tego osiągnąć? Ej, może wcale tego nie chcesz? Jak ruszyć z miejsca w 8 krokach

Co by się stało, gdyby „usunąć” panów z polityki? Brytyjska kampania nie pozostawia złudzeń – chcemy więcej kobiet!

постельные принадлежности киев

лечение алкоголизма харьков

proffitness.com.ua