Zawsze chciałam być jak Alexis

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
17 sierpnia 2016
Zawsze chciałam być jak Alexis
Fot. iStock / sakkmesterke
 

Pamiętacie kultową „Dynastię”? Teraz, na jednym z programów powtarzają ten serial. Dla mnie jest to wspomnienie głębokiego dzieciństwa, kiedy wszystkie kobiety w domu zasiadały przed TV, by z zapartym tchem śledzić losy rodziny Carrington’ów. Fabuły nie pamiętam prawie wcale, więc oglądając od czasu do czasu odcinki właściwie traktuję serial jako całkowitą nowość. ALE! Wzbudza we mnie jedno i nieprzerwane uczucie, które towarzyszy mi od momentu, gdy pierwszy raz go obejrzałam – podziw dla Alexis.

Alexis i jej kapelusze

Na co może zwracać uwagę dziewczynka, która jeszcze nie rozumie mechanizmów dorosłego świata? Na wygląd oczywiście. Alexis była perfekcyjna – jej fantastyczne stroje (esencja mody lat ’80) i nienaganna prezencja były zawsze idealne. Kapelusze – przepiękne, z wielkim rondem. Kiedy miała je na sobie, nikt nie miał wątpliwości, kto jest damą w pomieszczeniu. Zawsze świetnie wyglądająca, zawsze dobrze umalowana, wyprostowana, pewna siebie. Patrząc na nią nie czułam, ze jest sztuczna, przerysowana, że coś udaje, a przede wszystkim, że do czegoś się zmusza i robi na siłę. Ona tak miała wyglądać i taka być, bo była taka. Po latach również mam te same odczucia.

Alexis i jej intrygi

Dziecięciem będąc nie pamiętam, co ona tam wydziwiała. Teraz też nie do końca wiem, bo nie śledzę każdego odcina, a oglądam jedynie, jak trafię, co jest stosunkowo rzadkie. Pamiętam jednak, że to chyba był pierwowzór takiej pierwszej, współczesnej „złej kobiety”. Alexis była zła, bo knuła, intrygi snuła, dybała na majątek Blake’a i darła z nim koty.

Co zauważyłam po latach? Że owszem, kombinowała co i rusz, ale nie dla sportu, a dla utrzymania swojej pozycji w branży i honoru. Knuła, by wyrwać to, co jej się należało od kiedy mąż postanowił się z nią rozwieść i ożenić ze swoją sekretarką… Jakie to typowe.

Teraz patrzę na nią, jak na kobietę walczącą o swoje prawa, którą wszyscy próbują zmarginalizować i pokazać, gdzie jest jej miejsce. Rozpychającą się łokciami w twardym, męskim świecie i robiącą to bardzo dobrze i sprawnie.

Alexis i jej romanse

Mężczyźni uwielbiali ją, ona uwielbiała mężczyzn. Jednych wykorzystywała do celów zawodowych, innych do prywatnych. Zupełnie nie przejmowała się „co ludzie powiedzą”. Nie miała już dwudziestu lat, ale to zupełnie nie przeszkadzało jej w uwodzeniu dużo młodszych mężczyzn, którzy biegli za nią jak w ogień wpatrując się w jej osobę, jak w obrazek.

Można powiedzieć, że to iluzja, że działając w ten sposób, nigdy nie zazna szczęścia. Ale czy na pewno? Męża miała, wielkiego potentata naftowego z Denver, który zostawił ją dla swojej sekretarki. Dzieci miała, własną firmę miała, była niezależna i wolna. Czy naprawdę był jej do szczęścia potrzebny jeszcze jeden chłop na stałe?

Podsumowując

Alexis była silną, niezależną, pewną siebie kobietą sukcesu. Była pierwowzorem tego, do czego większość kobiet w dzisiejszych czasach dąży.

Co się więc stało z moim dziecięcym uwielbieniem do Alexis i jej kapeluszy? Zapomniałam o nim. Przez późniejsze lata, niestety, było mi bliżej do Krystle – sekretarki Blake’a, z którą się ożenił i tym sprawił, że stała się bajecznie bogata. Siedziałam, czekałam i zamartwiałam się, że nikt mego losu nie odmieni. Mogłam się zorientować już wcześniej, że nie jest mi to pisane, bo nawet jak się zgłosiłam do pracy na stanowisko recepcjonistki/sekretarki to wzięli mnie do innego, lepszego działu, bo tam też potrzebowali pracownika. Nie byłam więc sekretarką, nie spotkałam swojego potentata naftowego z Denver, a marzenie o przepięknych kapeluszach z wielkim rondem zakopałam głęboko w szafie. I bym tak trwała w marazmie, żalu i rozmyślaniach, gdyby nie dwa cytaty, na które natknęłam się zupełnie przypadkowo. Pierwszy odpowiedział na moje odwieczne pytanie: dlaczego coś nie jest mi dane/dlaczego tego nie mam? Drugi uporządkował mi czasoprzestrzeń i wybił z niechęci do myśleniem, że coś kiedyś tam może i się zdarzy, albo może to kiedyś zrobię, ale to taki odległy czas! A potem zaczęli powtarzać Dynastię i po ponad dwudziestu latach ujrzałam znów swoją idolkę Alexis. Doszłam do wniosku, że moje dziecięce przemyślenia, cele i upodobania były najlepsze, bo nie zanieczyszczone zewnętrznymi, społecznymi oczekiwaniami i utartymi ścieżkami. Działał mi wtedy tylko zdrowy rozsądek i jasny cel, bo będąc dzieckiem dużo lepiej wiedziałam, czego chce i co mi jest potrzebne, niż później będąc dorosłą kobietą.

Skończyłam więc czekać na Blake’a, opuściłam mury korpo i stwierdziłam, że sama sobie kupię ten kapelusz z wielkim rondem, a potem kolejny i kolejny. Aby to zrobić rozpoczęłam budowę własnego „imperium”, gdzie od początku muszę się rozpychać łokciami w nieprzyjaznym dla mnie środowisku, tak jak Alexis 😀 Romanse sobie darowałam, jeden Chłop mi starczy, a i potencjał ma nawet na przyszłego potentata naftowego, więc może nie będzie tak źle.

Czasem, gdy oglądam TV i lecą programy o pięknych i bogatych tego świata, rozmarzam się, że też bym tak chciała – Jacht w Cannes, ferie zimowe w Szwajcarii w jednym z luksusowych ośrodków, zakupy bez ograniczeń, epickie przyjęcia, Aston Martin w garażu i angielską posiadłość nad brzegiem morza w Kornwalii. A potem sobie myślę, dlaczego nie? Jeśli nie będę dążyć do celu choćby stawiając małe kroczki, to nigdy się do niego nie zbliżę. Oczywiście, nikt nie powiedział, że mi się uda i za mojego życia w miarę młodego, stanę się bajecznie bogata, ale jeśli nie będę robić nic w tym kierunku, to pewne jest, że na pewno się nie stanę.

Wszystko, czego zawsze chciałam, dam sobie sama. A jak kupię swój pierwszy kapelusz z wielkim rondem, to Wam wyśle zdjęcie 😀

Wasza zdeterminowana i dążąca do swojego celu

Baba ❤

P.S.

Cytaty, które odmieniły moje życie:

„Jeśli chcesz mieć coś, czego nigdy nie miałeś musisz zacząć robić coś, czego nigdy nie robiłeś” (nie wiem, kto to powiedział, ale zdanie jest fundamentem zmian w naszym życiu)

„Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”

H. Jackson Brown. Jr.

Więcej cytatów i motywacji w moim poprzednim wpisie.


Baba choruje.

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
29 sierpnia 2016
 

Rycząca Trzydziestka nieświadomie usypała mi fundament do mojego już wcześniej zaplanowanego wpisu. Zbliża się jesień, więc pociągniemy jeszcze przez chwilę temat o chorobach.

Każda Baba wie jak Chłop choruje. Wszyscy wiedzą, cały Internet wie, że oni „walczą o życie”, „umierają”, a finalne stadium malarii, to pikuś w porównaniu z ich katarem, albo, nie daj Boże, grypą (!!11!oneone!!1).

Jak chorują Baby? W ciszy. Nic nie mówią, nie skarżą się, słaniając się na nogach gotują obiad lub idą na zakupy.

Przebiegły los chciał, abym zapadła na groźną chorobę zwaną katarem. Wprawdzie katar później przeistoczył się w dziką zarazę zakończoną antybiotykiem, ale nie o tym. Poczułam w trzewiach to uczucie, które się czuje w środku i już się WIE, że człowiek będzie chory, do tego gardło coś zaczynało się odzywać. Normalnie nałykałabym się aspiryny, witaminy C, zapiła to jeszcze może wódką z Tabasco i poszła spać, ale mnie coś tknęło. Akurat Chłop mój plątał się w przestrzeni, koło konsoli kręcił, coś tam pomrukiwał radośnie. Nałykałam się więc wszystkiego z mojego podstawowego zestawu Małego Hipochondryka, położyłam się z rozmachem i ostentacyjnie na kanapie pod kocem i jęknęłam przeraźliwie załamana:

– OmatkoOmatkoOmatkoO! Chora! Będę chora! Olaboga, co ja zrobię, czuję, że będę chora, ja nie chce być chooooora, raaatuuujjjj!!!

Chłop spojrzał na mnie badawczo, potem z przerażeniem zerwał się na równe nogi i począł biegać w te i nazad poprawiając mi poduszki, robiąc herbatę z miodem i cytryną oraz pytając, czy mi nic nie trzeba i żałując mego stanu.

Nie czułam się tragicznie, czułam się przeziębiona, ale każdą z próśb kierowanych do niego wypowiadałam tonem agonalnym, płaczliwym i beznadziejnym.

Dostałam wszystko: uwagę, troskę, żal i herbatę z miodem.

Potem mój stan się faktycznie pogorszył, czułam się fatalnie, a moją głowę rozsadzał łom. W związku z tym, pomiędzy tradycyjnymi prośbami o herbatę i zupę, pojawiły się mniej sprecyzowane jęki, westchnięcia, krótkie monologi o umieraniu, żal nad własnym losem i tysiące próśb o tematyce „zrób coś!”

Chłop dzielnie się uwijał, usługiwał, sprzątał, opiekował i dzielnie znosił moje jęki. Stanął na wysokości zadania.

Po co to wyznanie? Wcale nie po to, by pochwalić się, jakiego mam uczynnego faceta, choć przyznam się, że sama nie do końca się spodziewałam. Napisałam to, ponieważ zdałam sobie sprawę w trakcie trwania mojej choroby, że gdyby jego nie było, to leżałabym sobie przed TV w ciszy czekając, aż mi wszystko przejdzie, popijając co jakiś czas aspirynę i ibuprom herbatą z miodem. Ale przecież miałam WIDOWNIĘ! Osobę, która jest mi bliska, która mnie kocha i której zależy na moim dobrym samopoczuciu. Wykorzystałam go niecnie i nie mam wyrzutów sumienia, bo przecież byłam chora!

Zastanówcie się, drogie Baby, jak, tak naprawdę chorują Chłopy. Normalnie. Jak każdy. Nałykają się czegoś, wchodzą pod kołdrę i większość czasu przesypiają. Jednak takie zjawisko można zaobserwować, jak nie mają widowni, ani nikogo, kto by przejął się ich losem tragicznym.

Rycząca Trzydziestka opisała typową sytuacje biednej, troskliwej Baby, która została wplątana w katar Chłopa. Zarobiona po łokcie, wściekła i wykończona po tej trzydniowej „zarazie”. Ale czy faktycznie tak musi być?

Nie bierzcie sobie Baby na głowę wszystkiego, tylko dlatego, że Chłop zaniemógł. Czy jak idzie na zwolnienie lekarskie, to w pracy ktoś go zastępuje? Kończy projekty? Odpisuje na maile? Podlizuje się w jego imieniu szefowi? Przecież doskonale wiecie, że nie, tylko mu się zbierają zaległości, które musi jak najszybciej nadrobić. To samo w domu. Dlaczego wykonujecie dodatkowo jego pracę jeśli nie jest ona niezbędna i na już? Coś poleży kilka dni dłużej, powisi zepsute, poodkurzane będzie tylko raz w tygodniu, a nie dwa razy. Obiad mniejszy ugotujesz, albowiem chorzy ludzie tylko rosół mogą jeść. Chce jego mamusia wpaść z tym rosołem i syropkiem dla niego? A niech wpada! Naprawdę masz ochotę gotować ten rosół i podawać mu chusteczki sprzątając jednocześnie te zasmarkane? A nóż- widelec się jeszcze wnukami zajmie! A kiedy już ogarniasz te chusteczki, to może warto, niechcący i nieświadomie kopnąć ładowarkę od jego telefonu tak głębiej pod łóżko, a wychodząc z dziećmi na plac zabaw, zupełnie przez przypadek wyciągnąć kabel od WiFi? Przecież chory człowiek potrzebuje spokoju i snu 🙂

Drogie Baby, choroba uświadomiła mi dwie rzeczy:

1. Jeśli zamierzasz dzielić z kimś życie, zachoruj i sprawdź jak się zachowuje. Nie oszczędzaj go i upewnij się, czy w chwili, gdy go naprawdę będziesz potrzebować, on nie odwróci się na pięcie i nie powie, że ten cały związek, to chyba nie dla niego.

2. Każdy jęczący chory, aby jęczeć, musi mieć widownię. Im bardziej się troszczysz, tym bardziej choroba się wzmaga, a wymagania rosną. Nie twierdzę, że nie należy się opiekować w ogóle, ale jęki wpuszczajmy jednym uchem i wypuszczajmy drugim, bo przecież i tak wszystko się skończy, gdy zwolnienie lekarskie dobiegnie końca.

Baby same wchodzą w role cierpiętnic z kandydaturą na beatyfikacje jeszcze za życia. Nie tędy droga. To nie ma absolutnie żadnego sensu. Dlatego następnym razem, kiedy Chłop poczuje śmiercionośny katar i prze młóci Cię przez trzy dni agonii, dwa dni później powiedz mu ochrypłym i łamiącym się głosem, że chyba Cię zaraził, po czym weź paczkę chusteczek, herbatę z miodem i zamknij się w sypialnie z ulubioną książką nie zwracając na pohukiwania dochodzące ze strony zaszokowanego Chłopa i dzieci. Poradzą sobie, a Tobie przyda się urlop 🙂


Babska motywacja! Dlaczego jedni ruszają dzielnie na przód, a inni siedzą w miejscu

Babę zesłał Bóg
Babę zesłał Bóg
26 kwietnia 2016
Fot. Pixabay / Foundry /

„Nie dam rady!” – krzyknęła głowa i jęknęło ciało osuwając się zrezygnowane.

„Nie dam rady, to trudne!” – jęczała Baba załamując ręce.

„Nie mogę tego zrobić, nie dam rady, to się nie uda, bo to trudne! – krzyknęły chórem wszystkie komórki w babskim ciele.

 

Mistrz Zen Seung Sahn mawiał:

„Mówisz, że możesz – to możesz.

Mówisz, że nie możesz – to nie możesz.

Więc sobie wybierz.”

 

Ja wiem, jak to jest. Doskonale znam cały proces. Teraz większość z Was zapewne krzywi się i mamrocze pod nosem, że to bzdury, że tak to się nie da, że myśleniem nic nie zmienimy i nic się nie zmieni. I takim oto podejściem potwierdzacie drugie twierdzenie Mistrza Seunga – mówisz, że nie możesz – to nie możesz.  Jeśli to Was jeszcze nie przekonuje, to czy któraś z Was próbowała myśleć, że jednak może, da radę i wszystko się uda?

Wszystko jest względne: myśli, słowa, czas, otaczająca nas rzeczywistość. Daltonista widzi świat w czarno białych barwach, czy to znaczy, że świat jest czarno biały? Nie, to oznacza tylko tyle, że daltonista tak go właśnie widzi. To, jak podchodzicie do danego celu, do Waszego czasu, do życia zależy tylko od Was. Kiedy uznacie, że jakiegoś celu nie osiągnięcie, to tak właśnie będzie. Możecie siedzieć obrażone na cały świat, że Wam się nie udało, a tej Babie Sąsiadce tak i że los jest niesprawiedliwy. Tylko że Baba Sąsiadka nie powtarzała sobie, że jej się nie uda. Uznacie więc, że miała więcej czasu, więcej sposobności. Cóż, wierzcie lub nie, czasu miałyście i macie tyle samo każdego dnia, albowiem doba ma zawsze i wszędzie 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Sposobności, no tak, nadarzyły się, ale jeśli siedzisz i nic nie robisz, to nic się nie wydarzy, proste. Ty siedziałaś i marudziłaś, a ona ruszyła na przód to i okazje się napatoczyły. Być może cały czas tam leżały, ale trzeba było do nich podejść, a nie czekać, aż same się przyturlają.

Co nas hamuje? Dlaczego jedni ruszają dzielnie na przód, a inni siedzą w miejscu obgryzając paznokcie, chociaż chęci i pragnienia są tak samo silne?

1. Zmęczenie przemyśliwaniem

Wszystko dzieje się w naszej głowie. Układamy plany, scenariusze, wypadki, sukcesy, wybieramy już kolor klamek, gdy nie mamy nawet kawałka cegły, aby zacząć budować. Maltretujemy się wszystkimi możliwymi scenariuszami katastrof i niepowodzeń, albo napawamy się przyszłymi sukcesami i bogactwem i popadamy we frustracje, że tyle już o tym myślałyśmy, a jeszcze nic z tego nie mamy.  Gdy orientujemy się, że mimo całego wielkiego planu i zmęczenia tym wszystkim, nadal siedzimy na kanapie lub przed komputerem, a wszystko to wydarzyło się tylko w naszej głowie, jesteśmy tym wszystkim tak zmęczone ,że rezygnujemy z braku sił.

2. Strach przed wykonaniem pierwszego kroku

Z jakiś dziwnych i nie znanych mi powodów, czasem dopada nas niewytłumaczalny strach przed działaniem, jakimkolwiek. Odkładamy wszystko na później, na jutro, na kiedyś. Nie mamy odwagi wykonać telefonu, załatwić czegoś, dowiedzieć się. Wewnętrzna blokada się zaciska. Prokrastynacja urasta do niebotycznych rozmiarów. Nie pomagają zachęty, groźby i prośby, hasła w stylu: „Do odważnych świat należy!” No fajnie, ale my w tym momencie tchórzymy jak myszy i nie widzimy perspektywy, aby to zmienić.

3. Zbyt oddalona perspektywa, zbyt długi okres czasu

Czasem może i nie mamy wielu myśli, czasem jesteśmy zwarte i gotowe by działać, ale jak sobie pomyślimy, że efekty mają przyjść za kilka miesięcy, rok, albo – o zgrozo! Za kilka lat? To już wolimy sobie odpuścić, bo kiedy to będzie.

Z rozwiązaniem tych trzech podstawowych problemów, tych podłych hamulców, które powstrzymują nas od naszej boskiej wielkości, przychodzą ludzie starsi ode mnie (w większości już nie żyjący), mądrzejsi, którzy osiągnęli o wiele więcej niż ja i Wy razem wzięte. W walce z moimi hamulcami, niechęciami i świstem omijających mnie okazji i szans, których nie mogłam wykorzystać, bo siedziałam i obgryzałam paznokcie, przychodzą mądrości, które pomogły mi z tymi demonami. Teraz nadszedł czas, aby pomogły Wam. Od razu ostrzegam, że nie będą to całkowite przepisy na sukces, gotowe rozwiązania podane na tacy. Jedno, czego się w życiu od życia nauczyłam, to fakt, że niczego nie docenia się tak bardzo, jak własnej pracy i wysiłku. Oczywiście, jako człowiek leniwy, nie napracowałam się za nadto w dosłownym tego słowa znaczeniu, chodzi mi bardziej o minimum wysiłku jaki trzeba włożyć, aby potem to wszystko docenić.

Na pierwszy problem przychodzi nam z pomocą powszechnie znany i lubiany Walt Disney, mawiał on:

„Sposobem na zaczęcie jest skończenie mówienia i podjęcie działania.”

Dlatego przestałam opowiadać, przestałam przemyśliwać, a zaczęłam działać. Co się nagadałam i namyślałam, to moje, ale nic mi z tego nie przyszło poza bólem głowy i niechęcią. Nie ma co myśleć, a trzeba działać. A jeśli przeraża nas ogrom pracy? Z pomocą przychodzi Henry Ford:

„Żadne zadanie nie jest szczególnie trudne, jeśli podzielisz je na mniejsze podzadania.”

Boisz się jednak niepowodzeń, a katastroficzne scenariusze spędzają Ci sen z powiek? Rozwiązanie ma Margaret Thatcher:

„Dziewięćdziesiąt procent naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą”.

Nadal masz zamiar martwić się „na zapas”?

Drugim problemem zajęła się bardzo przeze mnie ceniona, żyjąca nadal i mająca się świetnie, Ania Witowska.

Dodała ona kiedyś wpis na swoim blogu, pt.: Podaje przykłady i dowody na to, że tej całej chęci, motywacji i odwagi potrzeba nam mniej niż minutę dziennie, aby zacząć, aby postawić pierwszy krok, aby ruszyć z miejsca. Przez 20 sekund każdy potrafi być odważny, a potem to już leci jak z płatka.

Na trzeci problem przychodzi z pomocą H. Jackson Brown, Jr.

„Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”

Co tu więcej pisać? Gdybyś miała zacząć kopać dół łyżką do zupy, mogłabyś się załamać, bo wykopanie go potrwałoby rok. Mogłabyś też zacząć kopać i po roku mieć pokaźny dół. Rok tak czy inaczej zleci i tylko od Ciebie zależy, co w tym czasie zrobisz.

Pamiętajcie! Cokolwiek robicie, czegokolwiek pragniecie, jest na wyciągnięcie Waszej ręki. Jedynym, podstawowym warunkiem jest tę rękę wyciągnąć.

„Możesz mieć wszystko czego zapragniesz, jeżeli pozbędziesz się przekonania, że nie możesz tego mieć.” Robert Anthony.


steroid-pharm.com/

steroid-pharm.com

comprar kamagra oral jelly