10 piosenek na Dzień Kobiet. Co dodałybyście do kobiecej playlisty?

Redakcja
Redakcja
8 marca 2019
Fot. iStock/PeopleImages
 

Dostałyśmy bardzo trudne zadanie. Stworzyć listę 10 piosenek, które kobiety kochają. Po pierwsze – jak to tylko dziesięć? Po drugie – jakie obrać kryterium, przecież gusta mamy różne? Są jednak evergreeny, które nigdy się nie kończą i zawsze wzbudzają w nas emocje. Różne emocje, ale przecież najważniejsze, żeby muzyka poruszała, żeby była pełna wspomnień, wzruszeń, a czasami marzeń i nieodgadnionych pragnień. By nazywała to, czego my nie potrafimy wyrazić, a co nosimy w sobie. 

Podjęłyśmy wyzwanie. Stworzyłyśmy listę dziesięciu utworów, które w pewnym stopniu (bo przecież nie całkowicie) definiują naszą złożoną kobiecość. Wybrałyśmy te, które w gronie przyjaciółek, bliskich nam kobiet, wszystkim są znane, a czasami wyśpiewywane do utraty tchu. I wiecie co… mamy niedosyt, bo tych piosenek mogłoby być ze sto, każda z was pewnie dołoży swoją cegiełkę. Dajcie znać, co wy dodałybyście do tej naszej skromnej listy, co byście wyrzuciły, stwórzmy sobie naszą babską playlistę, muzykę, która poprawia nam nastrój, daje kopa, ale też skłania do nostalgii.

Whitney Huston „I wanna dance with somebody”

Nie ma chyba kobiety, która nie znałaby tego utworu, a pewnie większość z nas właśnie ta piosenka wprowadza w dobry humor i sprawia, że chcemy się rzucić w wir tańca.

Cyndi Lauper „Girls wanna have fun”

Bo dziewczyny chcą się bawić, to nie ulega żadnej wątpliwości.

George Michael „Freedom!”

Dla wielu z nas to utwór naszych nastoletnich miłości, ale przede wszystkim muzycznych odkryć. Nie mogło go zabraknąć. Kto nie kochał George’a Michaela?

Dirty Dancing „Time of my life”

Każdy komentarz jest zbędny, w końcu nikt nie będzie trzymał Babe w kącie.

Berlin „Take my breathe away”

Pewnie na miejsce tego utworu każda z was mogłaby wrzucić inny… Jedna z nas pierwszy raz się przy nim całowała…

Zbigniew Wodecki „Rzuć to wszystko”

Czego byśmy Zbigniewa Wodeckiego nie wrzuciły, byłoby dobrze, ale przecież najważniejsze, to rzucić wszystko, co złe…

Andrzej Zaucha „Byłaś serca biciem”

Nucicie?

Alicja Majewska „Odkryjemy miłość nieznaną”

Szczerze – nie znamy kobiet, które na babskim spotkaniu (z winem w tle) nie zaśpiewałyby tego utworu przekrzykując się nawzajem!

Lady Gaga i Bradley Cooper „Shallow”

Jeśli już szukamy czegoś współczesnego… to dziś króluje Lady Gaga i Bradley Cooper i… ta chemia między nimi.

Paweł Domagała „Weź nie pytaj”

Możecie się wkurzać, bo ile razy można tego słuchać, ale piękna jest, prawda? I prawdziwa? I założę się, że za 10 lat każda z was z przyjemnością doda ją do swojej playlisty.

 

Macie ochotę na babski wieczór, przy waszej ulubionej muzyce? Skorzystajcie z oferty Fresh’n Rebel.  Znajdziecie tam między innymi 

Nie zapomnijcie o porządnych i  -nie tylko tej własnej 😉

Weź udział w naszym konkursie na Facebooku

Artykuł powstał przy współpracy z Fresh’n Rebel


Jak to jest odejść od męża, kiedy masz dzieci. Kilka słów prawdy, której nikt ci nie powiedział wcześniej

Redakcja
Redakcja
8 marca 2019
Fot. iStock/Vizerskaya
 

Naciągając kołdrę tuż po szyję, tulę się do miękkiej poduszki i czuję, jak całe moje ciało roztapia się w tej miękkości. Po całym dniu pracy, po zakupach, odebraniu dzieci z przedszkola, odgrzewaniu im obiadu, przygotowaniu kąpieli i czytaniu książek do snu, jestem tak zmęczona, że nie umiem zasnąć. To chyba pierwszy moment dzisiaj, kiedy mogę głębiej odetchnąć. Czuję się szczęśliwa. Wyciągam rękę i czuję wolną przestrzeń w miejscu, które dawniej zajmował on. I nie mam nic przeciwko samotności w moim łóżku. Wolę tak, jak jest teraz.

Wyprowadził się rok temu. Od tej chwili moje życie jest pełne różnych wyzwań, ale spanie w pojedynkę nie jest jednym z nich. Zawsze chciałam mieć więcej miejsca w moim małżeństwie – po części dlatego zdecydowałam się na to rozstanie. Przez długi czas zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będę miała na to siłę. Zastanawiałam się, czy to nie będzie zbyt trudne dla moich dzieci, które mają teraz 4 i 9 lat. Martwiłam się, czy będę w stanie utrzymać się finansowo. Próbowaliśmy więc terapii małżeńskiej. Poszliśmy na te spotkania trzy razy. Dosłownie trzy.

Jednak ja od dawna czułam, że coś się zmieniło, bezpowrotnie.

Na początku myślałam, że to coś we mnie,  co pcha mnie ku zmianom, wymaga poprawki, przepracowania, przerobienia. Że ten niepokój można naprawić, a przynajmniej zagłuszyć. Więc zaczęłam ćwiczyć, lepiej się odżywiać, rozwijać się zawodowo. Mogłam sobie na to pozwolić – jedno dziecko w szkole, drugie w przedszkolu i ja pracująca w „wolnym zawodzie”. Odniosłam sukces w większości dziedzin mojego życia. Ale nadal nie byłam szczęśliwa. Wewnątrz czułam się stłumiona, rozdrażniona i zgnębiona. Czasami myślałam: „Może tak właśnie jest z dwójką dzieci. Może tak właśnie wszyscy się czują. ”

Nie mogłam sobie wyobrazić, że mogłabym odejść z tego związku, by poczuć się lepiej. Przez lata poczucie winy związane z ewentualnym odejściem utrzymywało mnie w tej niewoli i niemocy. W końcu przyszedł moment, w którym przyjrzałam się sobie samej dokładniej. Nie mogłam już dłużej ignorować faktu, że główną przyczyną mojego samopoczucia jest nieudane małżeństwo. Oddaliłam się od mojego męża. Kłóciliśmy się nieustannie o różne rzeczy: o zbyt późny powrót do domu, pilot od telewizora, zajęcia dodatkowe dzieci… Nie ukrywałam mojej niechęci do niego. Nawet się o to nie starałam.

I mimo że mój mąż i ja walczyliśmy ze sobą bardziej niż kiedykolwiek, mimo że każde z nas cierpiało, nie mogłam zdecydować się na rozstanie. Nie mogłam odebrać dzieciom ojca i stabilnego domu – tak to wówczas widziałam.

Pewnego dnia jednak wszystko się zmieniło. Stało się to po powrocie mojego męża z tygodniowej podróży służbowej. Uświadomiłem sobie, że kiedy go nie było, nie czułem się tak źle przez cały czas. Przestałam się bać, byłam lepszą, bardziej uważną matką. Spałam też dużo lepiej, nie miałam również tych wszystkich niepokojących myśli. Zrozumiałam, że nie mogę dłużej poświęcać mojego zdrowia psychicznego. Musiałam dokonać zmiany.

Co jeśli nie starałam się wystarczająco mocno? Może moje własne szczęście nie było warte wysiłku emocjonalnego, którym obciążyłam mojego męża i dwójkę moich dzieci? Oczywiście, że miałam takie wątpliwości.

Dopiero kilka miesięcy później, byłam w stanie powiedzieć mojemu mężowi, że chcę odejść. To uczucie było miażdżące i wyzwalające jednocześnie. Ale on zrozumiał. Pozostało jeszcze powiedzieć o wszystkim naszym dzieciom. Moja córka zamknęła się w pokoju i płakała, nieustannie pytając o to, co stanie się dalej. Najbardziej bała się tego, że w jej życiu pojawi się ktoś nowy, że któreś z nas sobie kogoś znajdzie. Ten lęk minął dopiero całkiem niedawno.

Staraliśmy się, oboje. Mój mąż wyprowadził się z naszego domu i zamieszkał kilka kilometrów dalej. Po kolejnych kilku miesiącach byłam gotowa na zmianę, wydawało mi się, że dzieci także. Złożyłam pozew w sądzie. Tego dnia nie zapomnę chyba nigdy. Był jak powrót do domu, po latach tułaczki. Po roku od rozstania zaczęłam naprawdę dobrze sypiać. I kiedy zasypiam, uderza mnie to znajome uczucie. Uczucie spokoju i harmonii. Otulenia i ciepła. Mimo całego zmęczenia i mimo samotności, czuję się wreszcie szczęśliwa. Moje dzieci to wiedzą, są dużo spokojniejsze, radosne.

Nie żałuję rozstania.


Na podstawie: 


Daj córce siłę – nigdy nie mów jej tych pięciu rzeczy! Pokaż jej, jak silne są kobiety

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 marca 2019
Fot. iStock / gradyreese

Co najcenniejszego można otrzymać od swojej mamy? Siłę. I choć zabrzmi to jak banał, ta siła bierze się z tego, na ile naszym córkom pozwolimy być  silne. Tylko poczucie akceptacji, wsparcie, pomaga nam ukształtować wiarę we własne siły. Tylko przestrzeń do podejmowania własnych decyzji i próbowania życia, pozwoli nam mądrze wybierać i swoim wyborom ufać. Jeśli dziś nasza córeczka nie dostanie tego cennego prezentu, już jutro, jako młoda kobieta, będzie wątpić… najczęściej w siebie.

Daj córce siłę – nigdy nie mów jej tych sześciu rzeczy! Pokaż jej, jak silne są kobiety

„Nie wiesz, co jest dla ciebie dobre (najlepsze)”

To szalenie trudne, choć jest tak oczywiste. Jak chronić nasze dziecko, a jednocześnie nie odbierać mu samodzielności, poczucia własnej wartości i dumy z tego? Jak nauczyć je stawiać granice? I jak w tym wszystkim pokazać mu, że jego decyzje, marzenia i wybory są ważne, znaczące?

Aż na usta ciśnie się nam to, co powtarzaliśmy, gdy się urodziła, a inni wchodzili w nasze życie z buciorami: „jestem mamą, wiem, co najlepsze dla mojego dziecka”. I chcę tego najlepszego, bo kocham je idealną, matczyną miłością. A jednak od chwili, gdy nasze dziecko zaczyna świadomie chłonąć z każdym dniem świat, wreszcie komunikuje, czego pragnie – to „wiem” nie jest już najważniejsze. Pewnego dnia przed każdą z nas stanie nie dziecko wymagające naszej obecności w każdej minucie życia, a dziewczynka, dziewczyna, wreszcie młoda kobieta. I jedną z najcenniejszych rzeczy jakie możemy jej dać, to odpowiednio dużo miejsca, by być.

Nie uczmy naszych córek, że nie mogą o sobie decydować. Nie uczmy, że ich głos się nie liczy. Nie demonstrujmy niechcący, przez nieuwagę,  że ich zdanie jest światu obojętne.

„Dziewczynki tak nie robią”

Walczymy o równość, o równe płace, parytety. Głośno protestujemy, gdy ktoś sprowadza kobiety do roli obiektów seksualnych, roli prokreacyjnej czy wręcz własności. A z taką łatwością powielamy stereotypy wobec naszych dzieci. Każdy stereotyp jest zły. Każdy piętnuje i buduje głęboko w podświadomości złudne przekonania.

Ileż razy wypsnęło nam się:

  • że dziewczynkom, czegoś nie wypada,
  • że to męski sport,
  • „rzuca, jak baba”,
  • „a bo chłopaki tak mają”…

Przykłady można by mnożyć. I w większości przypadków nie ma w nas złej woli, a zakorzenione bardzo głęboko przyzwyczajenie, to powtarzane od pokoleń frazesy, zwroty, nad których znaczeniem nigdy głęboko się nie zastanowiliśmy.

Ilu kobietom mówiono, że nie dla nich są uniwersytety, matematyka, fizyka, chemia… Ile z nich, na szczęście, nie posłuchało?

„Nie bujaj w obłokach”

 

„Taka artystka”. „Z tego nie będzie pieniędzy”. „Będziesz rowy kopać”… Brzmi znajomo? Słyszeliśmy to setki razy, kiedy sami byliśmy dziećmi. Czasem walczyliśmy, ale częściej w końcu musieliśmy ustąpić. I choć rodzice chcieli nas z całego serca uchronić od rozczarowania życiem, przygotować do tego, co czeka na nas w dorosłości, to dziś w tej dorosłości te słowa odnajdujemy tuż za rogiem lub w lustrze.

Co widzimy? Księgową, która chciała być malarką. Lekarza, który marzył, by zostać weterynarzem. Prawniczkę, która chciała piec torty.

Oklepane? A co z tymi wszystkimi marzeniami, o których nigdy nie ośmielimy się pomyśleć na poważnie?

Własna firma? Gdzie, ja? Bujanie w obłokach, nie dam rady.
Dobra miłość? Tylko w bajkach, przecież powinno wystarczyć, że nie bije i jest.

Nauczmy nasze córki, że marzenia są piękne i potrzebne. I nie zapomnijmy im powiedzieć, że same się nie spełniają.

strona 1 z 2
czytaj dalej – druga część artykułu na następnej stronie

[po publikacja ta część będzie znajdowała się na kolejnej stronie galerii]

„Zbyt wiele oczekujesz”

Bierz, jak leci. Co? Wszystko: miłość, pracę, szczęście i przyjaciół. Nie licz, że zasługujesz na coś więcej, nie jesteś wyjątkowa… – czy tego chcesz ją nauczyć? A może znacznie lepiej powiedzieć, że w pewnych częściach naszego życia nie ma miejsca na kompromisy. Że każdy z nas zasługuje na najlepsza miłość i najlepszych przyjaciół. I że inni też na to zasługują. Niech nie bierze „jak leci”.

Naucz swoją córkę odróżniania toksycznych relacji od dobrych. Naucz ją, jak nie uzależniać się emocjonalnie od innych. Czy może być lepsza recepta na szczęście? Naucz ją dobrej wdzięczności, a nie braku oczekiwań wobec życia, ludzi i siebie.

„Kobiety nie zajmują się takimi sprawami”

Jeszcze nie tak dawno w głowie nie mieściło się, że kobieta może głosować, prowadzić samochód, rządzić krajem… Dziś mogą tańczyć w balecie lub prowadzić ciężarówkę. Choć czasem wydaje się nam to niewinne, nie wzmacniajmy w naszych dzieciach przekonania, że płeć jest ograniczeniem. Dla dzieci ta różnica nie istnieje – to my ją konsekwentnie budujemy.

Powodów, by sięgnąć po Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek jest dokładnie dwieście – bo tyle historii silnych, wspaniałych i utalentowanych kobiet znajdziecie w tych książkach. I każda z nich pokazuje, że przeszkody na drodze najczęściej sami sobie stawiamy…

Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek to książki na miarę naszych czasów. Czasów, które jeszcze od czasu do czasu próbują o kobietach zapomnieć. My nie zapominajmy, skąd bierze się nasza siła i jak wiele z niej dały nam w życiu inne kobiety.

 

Wszystkie portrety pochodzą z tomu 1 i 2 „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” Eleny Favilli i Franceski Cavallo. Książki po raz pierwszy wydano nakładem Timbuktu Labs, Inc., Copyright ©2016 & 2017 Timbuktu Labs, Inc. W Polsce książki ukazały się nakładem Wydawnictwa Debit.

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Debit.


Zobacz także

Co jest złego w poświęcaniu się dla związku i czego poświęcić ci nigdy nie wolno

Mężczyźni oburzeni. Rząd chce walczyć z masturbacją i marnotrawieniem plemników

Przestań się wszystkim przejmować! Wypróbuj metodę Zero Żalu i „olej” nieistotne sprawy