5 zachowań, które ujawniają brak inteligencji emocjonalnej

Redakcja
Redakcja
1 sierpnia 2017
Fot. iStock / MundusImages
 

Umiejętność rozumienia i zarządzania emocjami pozwala lepiej odnaleźć się w życiu osobistym i zawodowym, czy społecznym. Według ‚regułki’, inteligencja emocjonalna (EI), to kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób. Inteligencja emocjonalna pozwala na wykorzystywanie własnych emocji i radzenie sobie ze stanami emocji innych osób. Nie da się ukryć, że ma ona wielki wpływ na nasze życie.

Wiele mówi się o tym, czym cechują się ludzie o wysokiej EI. Chwali się to, że są oni optymistami, którzy zarażają dobrym humorem, są asertywni, ciekawi innych ludzi i bez problemu odnajdują się w społeczeństwie. A co można powiedzieć o cechach tych z nas, którzy inteligencji emocjonalnej nie mają mocno rozwiniętej?

5 zachowań, które ujawniają brak inteligencji emocjonalnej

1. Brak cierpliwości, gdy trzeba tłumaczyć coś komuś do skutku

Osoba o słabo rozwiniętej inteligencji emocjonalnej nie rozumie tego, że nie każdy w mig pojmuje jej intencje. Bywa niesympatyczna, zdarza się, że używa zwrotów takich jak „czego tu nie rozumieć?” i szybko przechodzi do postawy agresywnej. Często taka rozmowa kończy się nerwami i obwinianiem drugiej osoby o to, że nie zrozumiała intencji.

2. Brak zrozumienia sytuacji, w której żart bawi, a kiedy powoduje dyskomfort

Osoba o niskiej EI sama siebie widzi jako osobę rozrywkową i bardzo towarzyską. Chętnie opowiada żarty, ale często przekracza delikatną granicę dobrego smaku i nie potrafi odczytać jasnych sygnałów, że granica została przekroczona. Nie zauważa tego, że powoduje dyskomfort i obwinia innych o brak poczucia humoru.

3. Brak potrzeby rozważania różnych opinii

Osoba z niską inteligencją emocjonalną ma problem z braniem pod uwagę innych opinii. Uważa, że wszelkie pomysły najlepsze są jedynie wtedy, gdy są jej autorstwa. Osoba z niską EI zazwyczaj nie wychodzi poza wąskie granice własnego światopoglądu, który staje się powłoką ograniczającą rozwój.

4. Obwinia innych o własne problemy

Cokolwiek by się nie działo, osoba z niskim EI stara się na siłę określić, kto jest winny, nie widząc własnych niedoskonałości. Bardzo często obwinia swojego partnera, zespół w pracy czy rodzinę, za własne niepowodzenia.

5. Osoby z niskim EI nie są zbyt pracowite

Osoby z niskim poziomem inteligencji emocjonalnej, starają się obdzielić innych swoimi obowiązkami, uważają, że strata nadmiaru czasu i energii na pracę jest głupotą. Często zrzucają swoją odpowiedzialność na inne osoby, umywając ręce od odpowiedzialności i porażek.

Na szczęście inteligencja emocjonalna jest kompetencją, nad którą można pracować i którą można rozwijać. Warto podjąć ten wysiłek, aby nie tylko więcej czerpać z życia, ale lepiej współdziałać z innymi ludźmi.


 

źródło: 


Kobiety Powstania Warszawskiego. Dzisiaj oddajmy im głos, by opowiedziały o czasach, w których przyszło im żyć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 sierpnia 2017
Kobiety Powstania Warszawskiego
Fot. Flickr / Krzysztof Belczyński /
 

73 lat temu stanęły ramię w ramię z mężczyznami, chociaż rzeczywistość była przerażająca. Z pewnością wiele z nich miało świadomość, że za udział w Powstaniu Warszawskim przyjdzie im lub ich bliskim zapłacić najwyższą cenę. Często brudne, osmolone od bomb, z rozrzuconymi włosami i wypiekami na twarzy narażały swoje życie pomagając rannym, będą sanitariuszkami, łączniczkami, a także praczkami, szwaczkami, kucharkami, bo w Powstaniu każda para rąk była na wagę złota!

Dzisiaj siedzę sobie wygodnie z komputerem na kolanach i myślę, w jaki innej rzeczywistości żyły kobiety Powstania Warszawskiego, one zamiast narzekać na upały, planować wyjście z dziećmi na basen, jezioro, czy morską plażę słuchały wystrzałów, uciekały przed kulami, chowały się w piwnicach, gruzach domów… Nie myślały, co założą na siebie jutro, choć z pewnością kobiecość w nich pozostała. Kobiecość, która wtedy była przede wszystkim odwagą, byłą dumnie wypiętą piersią. A one same wśród huku bomb zakochiwały się, wychodziły za mąż, rodziły dzieci. W czasie dwóch miesięcy zawartych zostało 400 małżeństw! Pomimo okrucieństwa świata, w którym przyszło im żyć, chciały zachować namiastkę normalności, która w końcu musiała nadejść, bo każda wojna kiedyś się kończy. Gdyby w to nie wierzyły, nie wsparłyby swoich mężów, braci, nieznanych im mężczyzn w Powstaniu Warszawskim.

Kobiety Powstania Warszawskiego

By – Opracowanie Zbiorowe (1 August 1957) Powstanie Warszawskie w Ilustracji, : , pp. 30, Public Domain,

Kobiet Powstania było ponad dwa tysiące, najmłodsze miały zaledwie 14 lat, najstarsze nie więcej niż dwadzieścia kilka, setki z nich zginęły. Dziś w rocznicę wybuchu walk nie sposób o nich nie wspomnieć, na wiele lat zapomnianych, odesłanych trochę na drugi tor, a przecież sami uczestnicy Powstania wspominali je nie raz z wielką czułością i wdzięcznością. Cieszę się, że o kobietach Powstania Warszawskiego dzisiaj mówi się głośno, że przytacza się ich historie, wypowiedzi i podkreśla, jak ważną rolę odegrały podczas walk. Wśród walczących kobiet były między innymi Danuta Szaflarska, Alina Janowska, Irena Kwiatkowska, Helena Grossówna. Syrenka Warszawska ma twarz Krystyny Krahelskie, która brała udział w Powstaniu.

Kobiety Powstania Warszawskiego

By Unknown ( confessed to taking some of the photographs, the rest was probably taken by photographers from Propaganda Kompanie nr 689.[5][6]) – High-resolution image from , Public Domain,

Niech słowa uczestniczek powstania posłużą za opis tego, co się wówczas działo i jak wyglądało ich życie:

Wacława Jurczakowska „Wacka”:

„Nie miałam planów na przyszłość. Żeby nas tylko jak najwięcej przeżyło – o tym myślałam. Przeżyć, przeżyć, przeżyć”.

Jadwiga Śliwczyńska „Iga”:

„Podczas wojny brakowało wody, jedzenia, odpoczynku, ciepłych ubrań. Wiele dziewczyn poszło do powstania, jak stały – ubrane w to, co miały na sobie 1 sierpnia. Choć lato 1944 r. było piękne i ani razu nie padał deszcz, to noce bywały chłodne i sukienka w kwiatki z krótkim rękawem zupełnie się nie sprawdzała. Kiedy wybuchło powstanie miałam 20 lat, a to taki wiek, kiedy dziewczyna chce ładnie. Wtedy nosiło się głównie sukienki i większość dziewczyn założyła je także do walki i pracy przy rannych. Pamiętam, moja była plisowana”.

 

Barbara Garncaryczk „Pająk” sanitariuszka z harcerskiego batalionu „Wigry”:

„Jęk przechodzi w wyraźne wołanie, powtarza się. Idę za głosem. Wstępuję po schodach. Muszę przejść koło szpitalnej kloaki. Od tygodni nie mamy kanalizacji. Ekskrementy chorych znosi się tutaj, na pierwsze piętro, do pomieszczeń dawnych ubikacji, utworzyła się z tego masa sięgająca okna. Trzeba wstrzymać oddech, gdy się tędy przechodzi. Fetor doprowadza do mdłości. W drzwiach jednej ze zdemolowanych sal natykam się na nosze z ciężko rannym mężczyzną. To on wołał rozpaczliwie: „wody, wody”. Opodal twarzą do ziemi leży na brzuchu poparzona, nieprzytomna już, naga dziewczyna. Ta nie doczeka świtu. Umiera samotnie na gołej podłodze. Myślę o jej najbliższych, których zresztą nie znam… Matka, ojciec, rodzeństwo… Boże, oby się nigdy nie dowiedzieli, jak umierała ich, jedyna może, ukochana córka… siostra. Smukłe, młode ciało dyszy jeszcze. Cóż ja mogę dla niej zrobić? Nawet nie mam jej czym okryć. Makabra”.

Wanda Okolska-Woltanowska „Mrówka”, łączniczka w zgrupowaniu „Gurt”:

„Musiałyśmy być w pełnej gotowości w dzień i w nocy. Byłam niedożywiona, ale to było głupstwo w porównaniu z permanentnym brakiem odpoczynku. Człowiek dostawał rozkaz, stawał na baczność i szedł, bez względu na porę. To pewnie zmęczenie spowodowało, że straciłam czujność, przestałam uważać i w nocy z 6 na 7 września, kiedy biegłam z meldunkiem, zostałam ranna w nogi. Pamiętam taką myśl „A mówili, że nic nie boli w pierwszej chwili, jak się oberwie”. To nieprawda. Trafiłam do szpitala polowego, wdała się gangrena, jednej nogi nie udało się uratować. Tamtej nocy skończył się mój udział w powstaniu, po którym stałam się człowiekiem niepełnosprawnym”.

Barbara Garncarczyk „Pająk”:

„Ciągle chodziliśmy zakurzeni, bo wystarczyło, że gdzieś obok Niemcy trafili w jakiś dom i natychmiast byliśmy przysypani pyłem, sypało się na nas bez przerwy. Po wybuchu czołgu-pułapki na ulicy Kilińskiego, kiedy w kilka sekund zginęło około 300 osób, i ja, i moje koleżanki i koledzy byliśmy obsypani gruzem i umazani ludzkimi szczątkami. Przeżyliśmy, bo akurat staliśmy na balkonie. Wszyscy, którzy byli na dole, zginęli. Nas siła wybuchu wepchnęła do mieszkania, a na balkon wpadł kadłub ludzki pozbawiony głowy, rąk i nóg. Wewnątrz pokoju, na sznurku, na którym wieszałyśmy upraną bieliznę, wisiały ludzkie wnętrzności. Poszłam z koleżanką umyć się do łaźni na ul. Nowomiejską, ale niedługo później znów byłyśmy czarne od pyłu, bo obok nas wybuchła bomba. W ostatniej chwili udało nam się ukryć w bramie i ocalić życie. Zupełnie nie przejmowałyśmy się tym, że cały czas jesteśmy brudne, osmolone. Trudno powiedzieć czy w takich warunkach chłopcy potrafili docenić naszą urodę”.

Jednak wśród tych wszystkich makabrycznych i niezwykle trudnych wspomnień wybrzmiewają też dobre. Kobiety Powstania mówiły o niezwykłej więzi i bliskości, która zawiązywała się między powstańcami. To tam obok śmierci spotykano się z wzajemną życzliwością, troską i ciepłem. Tamte czasy mogą zrozumieć tylko ci, co je przeżyli, a my możemy nieść świadectwo niezwykłej powstańczej odwagi.

Kobiety Powstania Warszawskiego

By – Opracowanie Zbiorowe (1 August 1957) Powstanie Warszawskie w Ilustracji, : , pp. 39, Public Domain,

P.S. Jeśli nie chcecie przejść obojętnie koło tego dnia, jeśli ważne jest dla was niesienie pamięci tym, którzy walczyli też dla nas i dla naszych dzieci, możecie zrobić coś dobrego, wpłacić tyle, ile macie, ile możecie na konto Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej – 50 1750 0012 0000 0000 3760 9692 Raiffeisen Bank Polski, w tytule „Zbiórka dla Powstańców 2017”


 

źródła: , ,


Wielka moda i życie po życiu, czyli Kristin Stewart jako medium w mrocznej „Stylistce”

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 sierpnia 2017
fot. materiały prasowe filmu

Koncepcji na to, co dzieje się z nami po śmierci jest co najmniej kilka. Niektórzy wierzą w reinkarnację, inni w ostateczny koniec, jeszcze inni w życie po życiu i ludzie dusze błąkające się po śmierci i raz po raz odwiedzające żyjących. Dlaczego piszę tutaj o duchach? Niech nie zwiedzie was tytuł filmu, bo „Stylistka” to coś zupełnie innego niż film o modzie i urodzie – to opowieść metafizyczna sięgająca nieco dalej niż zwykłe, ziemskie życie.

Modna medium

Maureen jest Amerykanką na co dzień mieszkającą w Paryżu. Pracuje jako asystentka i stylistka znanej celebrytki Kyry – kupuje i dobiera dla niej drogie kreacje oraz dodatki. Jednak dla Maureen nie jest to nic satysfakcjonującego i traktuje swoją pracę jedynie jako sposób na zarabianie pieniędzy. Tak naprawdę to głównym zajęciem dziewczyny jest czekanie – czekanie na znak od zmarłego przed trzema miesiącami brata bliźniaka, z którym dzieliła nie tylko genetyczną wadę serca, ale także umiejętność kontaktowania się z duchami. Przed śmiercią rodzeństwo zawarło bowiem pakt – kto odejdzie pierwszy, da drugiemu znak z „tamtej strony”.

Film rozpoczyna się od sceny, w której Maureen wchodzi po raz pierwszy od śmierci brata do jego paryskiego, pustego teraz domu – ma nadzieje, że właśnie tam Lewis nawiąże z nią kontakt. Widzowie od razu są świadkami sceny niczym z horroru, zostają wciągnięci w mroczny, ciemny i cichy klimat, który utrzymuje się niemal przez cały film. Wyraźnie czuć atmosferę tajemnicy i grozy, nie wiadomo nic o głównej bohaterce i jej życiu, nie wiadomo, czego można się spodziewać. Film intryguje, ciekawi i niepokoi od pierwszych do ostatnich minut.

fot. materiały prasowe filmu

fot. materiały prasowe filmu

Choć główna bohaterka jest stylistką, to moda w filmie zdecydowanie znajduje się na dalszym planie. Kyra, celebrytka, dla której pracuje Maureen, przemyka przez ekran i kontaktuje się z dziewczyną głównie za pomocą poleceń w formie notatek i karteczek z wiadomościami. Widz dostaje jednak kilka scen z oryginalnymi kreacjami, eleganckimi butikami i showroom’ami, zerka odrobinę za kulisy show biznesu i świata wielkiej mody.

Nowe oblicze Kristin Stewart

Jeśli do tej pory Kristin Stewart kojarzyła się wam jedynie jako dziewczyna, która ugania się za przystojnym wampirem w filmie „Zmierzch” to czas nieco poszerzyć swój światopogląd. W filmie „Stylistka” aktorka pokazuje swoje mroczne oblicze i bez wątpienia jest na pierwszym planie produkcji – liczbę scen bez jej udziału można chyba policzyć na palcach jednej ręki. Kamera śledzi każdy jej krok, każdy ruch i najmniejszy gest. Stewart w roli pogrążonej w żałobie, smutnej i zamkniętej w sobie medium wypada bardzo przekonująco, a w scenach pokazujących jej zdenerwowanie lub przerażenie widz bardzo mocno i prawdziwie odczuwa przeżywane przez nią emocje. Choć Stewart w „Stylistce”, ze względu na charakter filmu i osobowość głównej bohaterki, nie może pokazać całej gamy emocji, to jednak produkcja świetnie pokazuje, jak wiele ma do zaoferowania młoda aktorka i jak duży, czekający jeszcze na odkrycie potencjał w niej drzemie.

To nie pierwsze spotkanie Kristen Stewart z francuskim reżyserem Olivierem Assayasem – jej rola w filmie „Silm Maria” został świetnie przyjęta przez krytyków i przyniosła aktorce między innymi prestiżową statuetkę Césara, W 2016 za film „Stylistka” Olivier Assayas, zdobył Złotą Palmę na Festiwalu Filmowym w Cannes.

fot. materiały prasowe filmu

fot. materiały prasowe filmu

Film inny niż wszystkie

Olivier Assayas zrobił film nietuzinkowy i intrygujący, odważny, wymagający od widza zdystansowania się od dobrze znanych konwencji i zerwania z przyzwyczajeniami gatunkowymi – mamy tutaj dramat psychologiczny, kryminał, thriller, a nawet odrobinę horroru. Reżyser łączy i żongluje różnymi gatunkami kinowymi, nie boi się łamania zasad i przekraczania granic, zmusza widzów do świeżego spojrzenia na kino i przewartościowania swoich ocen. Twórcy filmu puszczają także oko do współczesności i technologii – okazuje się bowiem, że nawet duchy wiedzą, jak obsługiwać telefony komórkowe i wysyłać wiadomości. A może to jednak nie siły nadprzyrodzone?

Reżyser nie odpowiada wprost na pytanie, czy po śmierci istnieje inne życie i czy duchy mogą nas nawiedzać – tę sprawę musimy rozważyć i przemyśleć sami, a film może być jedynie ku temu inspiracją. Zakończenie jest niejednoznaczne i klimat tajemnicy utrzymuje się do samego końca. Tak naprawdę każdy może odczytać je zgodnie z własnymi przekonaniami na swój sposób – i dobrze, bo kino powinno być czasami czymś więcej niż kolorowym obrazkiem migającym na ekranie, powinno angażować nas i zmuszać do przemyśleń. Assayasowi udało się osiągnąć ten efekt w „Stylistce” i bez wątpienia pokazał w niej, że ma swój unikatowy styl.

Zapisz


Zobacz także

Bez wody odchudzanie nie może się udać. Ile jej wypijasz? Akcja „Polka na diecie”, dzień #5

„Są takie listy, którym nie trzeba znaczka, koperty, poczty, człowieka, który dostarczy na czas”. Akcja #ListdoNiego

”Niezapłacone rachunki, pusta lodówka, najniższa krajowa… Dlaczego zostałam ekskluzywną prostytutką? Jedni sprzedają warzywa, inni ciało”

здесь

https://bestseller.reviews

https://1cs.com.ua