6 sposobów na to, by samodzielnie poradzić sobie z trudną sytuacją

Karolina Krause
Karolina Krause
27 grudnia 2016
6 sposobów na to, by samodzielnie poradzić sobie z trudną sytuacją
Fot. iStock/SrdjanPav
 

W sytuacji trudnej zawsze wydaje nam się, że jesteśmy bezradni, że nie mamy na nią żadnego wpływu. Jeśli jednak przejmiemy kontrolę nad interpretacją wydarzeń i nadamy jej pozytywnego znaczenia, może się okazać, że pomoc znajduje się tuż obok nas. Choć czasami nie wygląda tak, jak to sobie wyobrażaliśmy. Jak moglibyśmy więc zapanować nad swoimi emocjami i odnaleźć drogę wyjścia z sytuacji, gdy zupełnie brakuje nam już nadziei?

Powinnaś przede wszystkim skupić się na tym, jak się w takim momencie czujesz. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio doświadczyłaś trudnej, stresującej sytuacji. To mogą być kłopoty w pracy, problemy ze zdrowiem czy w życiu osobistym. Jakie towarzyszyły ci wtedy emocje? Co działo się z twoim ciałem? Jakie myśli przychodziły ci wówczas do głowy (o sytuacji, o sobie, o innych ludziach)? Jak się wówczas zachowywałaś? Może doświadczasz tego wszystkiego właśnie teraz…

1. Mów o swoich emocjach

By się z tym wszystkim jakoś uporać, w pierwszej kolejności powinnyśmy komuś powiedzieć o tym, jak się czujemy. Nazywanie swoich uczuć pomaga nam nabrać do nich dystansu. Możemy wówczas zastanowić się nad ich nasileniem. Jeśli nie są zbyt silne postaraj się z nimi żyć, jakoś się do nich dostosować. Pomyśl o tym jakie zmiany mogłabyś wprowadzić w swoim życiu, aby ograniczyć ich destrukcyjny wpływ.

Kiedy jednak stres cię paraliżuje, zamiast dawać przysłowiowego kopa do działania, albo gdy mimo dokonania zmian negatywne emocje nadal się utrzymują, skup się na swoim świecie wewnętrznym. Wsłuchaj tego w to, co starają ci się przekazać twoje uczucia. Zastanów się nad tym, czy są adekwatne do sytuacji. Zapytaj samą siebie, czy naprawdę jest czego się bać, czy o co się złościć. To może wydawać się banalne, ale szczera odpowiedź na to pytanie bardzo ci pomoże.

Czasem mała iskierka powoduje w naszej głowie wybuch destrukcyjnych myśli, tylko dlatego, że nie zgasiliśmy jej w porę.

2. Oddychaj!

Pierwszą rzeczą, o której zapominamy kiedy żyjemy w ciągłym stresie jest oddech. A najlepszym sposobem, aby go odzyskać jest aktywność fizyczna. Każdy ruch, każda możliwość wykrzyczenia głośno tego, co nam leży na sercu, przynosi ogromną ulgę zarówno dla naszego ciała jak i psychiki.

Ruch zmusza nas d o wzięcia głębszego oddechu, który został spłycony przez stres. Taki sam efekt przyniesie nam także joga, relaksacja czy medytacja. Według Martina Seligmana, popularnego amerykańskiego psychologa, te dwie ostatnie metody osoby są najskuteczniejsze w usuwaniu codziennego niepokoju. Pomagają aż 80 proc. stosującym je Amerykanom!

3. Nie podchodź do życia zbyt poważnie

Może znowu brzmi to jak frazes. Bo jasne, że łatwiej jest coś takiego powiedzieć niż zrobić. Spróbuj jednak poobserwować osoby, które podchodzą do życia z dystansem. Na pewno nie brakuje im powodów do zmartwień, ale zwyczajnie nie podchodzą do nich z śmiertelną powagą. Nasze nastawienie to kwestia wyboru.

A w utrzymaniu się w naszej decyzji, najlepiej pomaga nam poczucie humoru. To nasza tarcza, która chroni nas przed stresem. Wszystkie trudności, które spotykasz na swojej drodze, staraj się pokonywać śmiechem. Śmiej się z tego co się spotyka, ale też samej siebie. To pozwali ci nabrać lekkości, ułatwi wiele spraw, a do tego podniesie twoją odporność i pozytywnie wpływa na naszą samoocenę.

4. Od jednego błędu świat się nie zawali

W stresującej sytuacji, często prowadzimy ze sobą wewnętrzny dialog – budujemy łańcuch negatywnych myśli i skojarzeń, który tylko wzmaga tkwiący w nas lęk i krępuje nasze dalsze kroki.

W radzeniu sobie ze stresem chodzi o to, byśmy przejęli kontrolę nad naszymi myślami. Byśmy starali się widzieć sytuację w sposób budujący i pozytywny. Aby tego dokonać możemy posłużyć się metodą pozytywnej autosugestii. Nie chcę przez to powiedzieć, żeby zamiast myśleć „Na pewno popełnię błąd” powiedzieć sobie „Nigdy nie popełnię błędu”, ale aby zdać sobie sprawę z tego, że ten „błąd to żadna katastrofa”.

Pomyśl co tak naprawdę przemówiłoby do twojego rozsądku i zacznij do siebie mówić (oczywiście w myślach 🙂 ) to naprawdę działa!

5. Odnajdź w tym wszystkim sens

Kiedy życie stawia nas przed trudnym doświadczeniem, takim jak choroba czy utraty bliskiej osoby podstawowym najtrudniej jest nam odnaleźć w tym wszystkim sens. Czasami jednak warto samemu spróbować mu go nadać, poprzez filozofię religię, wiarę, czy niesienie pomocy innym osobom, w podobnym położeniu.

Zastanów się co mogłabyś zrobić, by nadać swemu cierpieniu znaczenie. Dużo lepiej jest nam wyjść z trudnej sytuacji, gdy staramy się przejąć nad nią kontrolę. Wyjść z roli ofiary.

6. Ucz się na błędach

„Nie ma porażek, są tylko informacje zwrotne”. Jeśli tak sobie o tym pomyślmy łatwiej nam będzie pozwolić sobie na błędy, a potem wyciągnąć z nich jakąś naukę. Błędy pomagają nam zorientować się w naszych mocnych i słabych stronach. Dzięki nim możemy lepiej poznać samego siebie i rozwijają nasze umiejętności społeczne – asertywność i komunikację.

Kiedy nauczysz się wyrażać swoje emocje i potrzeby, łatwiej będzie ci poradzić sobie z trudną sytuacją. Rozmowa z drugim człowiekiem jest nieocenioną pomocą dla osób znajdujących się w długotrwałym stresie. Trzeba tylko nauczyć się właściwie rozmawiać…


Źródło: 


Kupiłam bilet, nie próbuj mnie zatrzymać. Zbyt długo odkładałam swoje szczęście na później. Ja żona, matka

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 grudnia 2016
Fot. iStock/myshkovsky
 

Moje dni są do siebie podobne. Rano wchodzę do łazienki ostatnia. Ostatnia, bo to ja dokręcam niedokręcone pasty do zębów, spłukuję zabrudzoną umywalkę, zbieram z podłogi mokre, rozrzucone ręczniki, składam w kostkę piżamy. Nie patrzę w lustro, nie lubię siebie takiej „domowej”, w tym burym, ciepłym szlafroku. Nie lubię takiej siebie, ale przecież nie ma już innej mnie. Nie pamiętam też tej, którą byłam dawno temu, zanim poznałam mojego męża, zanim urodziły się nasze dzieci. Tej, która pragnęła czegoś dla siebie.

Kiedy drzwi za moim mężem i  naszym starszym synem się zamkną, usiądę jeszcze na chwilę przy kuchennym stole, zamyślę się, popiję kilka łyków zimnej kawy i obudzę młodszego syna. Pół godziny potem wyjdziemy razem do przedszkola. Dostanę pięć godzin tylko dla siebie. Przetłumaczę kilka stron powieści dla mojego wydawnictwa, w międzyczasie zrobię zakupy, wstawię zupę pomidorową, posegreguję pranie, posprzątam. Pięć godzin to bardzo mało. Potem pójdę do szkoły i do przedszkola po dzieci, podam im obiad, odrobimy razem lekcje. Wróci mój mąż i zapytam go o nowy projekt. Odpowie jak zawsze, konkretnie, szczegółowo i obrazi się, gdy na chwilę odwrócę wzrok. „W ogóle cię to nie obchodzi” – stwierdzi. Poproszę go, żeby powtórzył, podam mu herbatę w jego ulubionym kubku. Zrobię wszystko, by poczuł, że jest ważny.

To wszystko nie jest niczym niezwykłym, prawda? „To” właśnie robią matki i żony, które pracują w domu. Powinnam być szczęśliwa, mam męża, mam dwóch synów. Kocham ich. Są moim życiem, a to życie składa się właściwie tylko z tego, co oni po sobie zostawią i na co czekają, kiedy wrócą do domu. Ze wszystkiego, czego potrzebują. Te rozrzucone ręczniki, te niepozmywane talerze, te wyprasowane koszule (wiem, nie umiałam „wychować sobie” faceta) – jestem za nie odpowiedzialna. Wakacje nad jeziorem i ferie zimowe w górach – to ja je organizuję. Kolacje dla przyjaciół mojego męża, przyjęcia urodzinowe dla moich dzieci, świąteczny obiad dla całej rodziny – wszyscy wiedzą, że dam z siebie wszystko.

Tworzę dobry, ciepły dom. Tego przecież chciałam. Domu, w którym dzieci mają poczucie bezpieczeństwa, dwudaniowy obiad i miłość. Związku, w którym nie ma zdrad, tylko pewność, że zawsze będziemy razem. Mam wszystko dla innych i nic dla siebie. Bo nigdy nie potrafiłam wyciągnąć po to „coś dla siebie” ręki. Przez całe piętnaście lat mojego małżeństwa, najważniejsi byli oni – najpierw mój mąż, miłość mojego życia, potem synowie. Nie nauczyłam ich tego, że ja też jestem ważna.

Odczuwam to każdego dnia.

Kiedy mój mąż wraca do domu, nie pyta mnie jak minął mój dzień i czy jestem zmęczona. Nigdy nie interesował się moją pracą, uważając ją za „fanaberię”.  Chociaż w dniu urodzin dostaję od niego buziaka i pieniądze w kopercie „na coś ładnego”, nie czuję nigdy, że to wyjątkowa data. W ciągu piętnastu lat naszego małżeństwa nie zrobiłam ani jednej rzeczy dla swojej przyjemności (nie liczę zjedzonych po kryjomu czekoladek). I choć daję z siebie każdego dnia wszystko, co najlepsze, nie dostaję tego w zamian. Nie choruję, tak bardzo boję się przekonać, że nikt o mnie nie zadba. Nie planuje wyjścia do kina, bo nie chcę słyszeć wyrzutów, że nie mam ochoty spędzać czasu z rodziną.

Od roku czuję, że jestem na równi pochyłej. Nie potrafię odnaleźć radości w kontakcie z moimi dziećmi, w dbaniu o dom, we wszystkim, co było moim marzeniem. Jestem zmęczona. Jestem tak bardzo zmęczona, że zapominam spakować synowi kanapek do szkoły. Jestem także samotna do bólu.

W życiu masz zawsze wybór – słyszałam od małego. Sama decydujesz, którą drogą podążysz, co pozostanie ci bliskie, co trzeba będzie poświęcić, z czego zrezygnować, a przy czym pozostać. Sama kreujesz swoją rzeczywistość, masz wpływ na to, czy będziesz szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Nie wykorzystałam swojej szansy tak, jak powinnam. Zabrakło zdrowego egoizmu, zamiast dążyć do poczucia szczęścia, wolałam zadowalać najbliższych.

Trzy miesiące temu, zrobiłam coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Wbrew rozsądkowi, wbrew sumieniu i wbrew sobie samej, kupiłam bilet na pociąg i zarezerwowałam pokój w pensjonacie. Jutro wyjeżdżam w góry. Jestem przerażona. Podobno to dobrze. Przeczytałam, że tam, gdzie są zmiany, tam musi być lęk. A ja niczego bardziej nie pragnę, niż tych zmian. Zawsze wydawało mi się, że takie historie wydarzają się na kartach powieści, albo w filmach. A jednak tego Sylwestra, pierwszy raz od piętnastu lat, spędzę z przyjaciółką. Moje dzieci i mąż zostaną w domu. Wyjdę wcześnie, kiedy będą spali. Zostawię list, kilka słów, bo wiem, że mój mąż więcej nie przeczyta. Nigdy nie chciał czytać kartek, które zostawiałam, próbując nawiązać rozmowę o tym, jak czuję się w tym związku.

To ja pierwsza wejdę do łazienki i tym razem, spojrzę w lustro, choć boję się,  żeby w z tej drogi nie zawróciła mnie myśl o dzieciach. W głowie powtarzam jak mantrę: „wszystko będzie dobrze”.

Chcę wierzyć, że to się uda. Bo jeśli nie uda, niebawem całkiem zniknę. Proszę, nie zatrzymuj mnie.


Znaki, które może wysyłać ci ukochana zmarła osoba. Czy jesteś w stanie je dostrzec?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
27 grudnia 2016
Fot. iStock / GeorgePeters

Trudno pogodzić się z odejściem ukochanej osoby. Śmierć przekreśla wszystko, stanowi granicę dla minionego, które pozostaje wyłącznie w naszej pamięci, bez prawa do powtórki w przyszłości. To, co mogło się wydarzyć, już nie nadejdzie. Odczuwamy pustkę, smutek, złość, żal, trudno wytłumaczyć sobie, że życie nadal trwa, choć może pod pewnymi względami niepełne.

Trudno ocenić, kiedy przychodzi czas, gdy pamięć i pustka już tak nie bolą. Myślami wracamy stale do bliskich, którzy odeszli, bez względu na to, czy minął miesiąc, czy pół roku. Na myśl nasuwają się wspólne chwile, plany, czujemy zapach, słyszymy muzykę i od razu nasze myśli wędrują ku niebu.

Znaki z nieba, czy to jest możliwe?

Czasem tęsknimy tak bardzo, że wydaje nam się, że czujemy obecność bliskiego zmarłego. Dostrzegamy to w szczególnych chwilach i różnych detalach, na które nie zwrócilibyśmy uwagi w żadnym innym momencie życia. Wiele osób twierdzi, że wyczuwają obecność, jako dobrą opiekę, dostrzegając znaki, jakie wysyłają im zmarli. Istnienie ludzkiego ducha po śmierci wynika z wiary i przekonań. Niezależnie od tego, czy wierzymy w życie pozagrobowe, czy też nie, czasami nie ma wytłumaczenia dla doświadczeń, które wydają się mieć związek z naszym zmarłym bliskim.

10 sposobów, poprzez które swoją obecność zaznaczają bliscy, którzy zmarli

1. Sny

Wiele osób widzi w snach swoich zmarłych, co tłumaczy się jako przejaw wielkiej tęsknoty i nie jest to powód do niepokoju. Senniki tłumaczą, że obecność zmarłych we śnie oznacza niespodziewany ratunek w trudnych sytuacjach. Zmarłe osoby w snach utożsamia się z dobrymi wiadomościami, spełnieniem pragnień i marzeń. Zmarli, o których śnimy, otaczają nas opieką, czuwają nad nami, pomagają w trudnych sytuacjach. Ci, którzy tęsknią, twierdzą często, że doświadczają we śnie lub podczas medytacji obecności osoby, która odeszła. Takie obrazy wydają się bardzo żywe traktowane jako wyraz obecności.

2. Nadzwyczajny ruch

Ten element pojawia się w rozmowach o obecności zmarłych przy żyjących od dawien dawna. Przyjmuje się, że gdy jakiś przedmiot porusza się, choć absolutnie nie można wytłumaczyć tego na logikę, niewyjaśnione ruchy można przypisać zmarłej osobie. I niekoniecznie wskazuje się tu jedynie obrazy ruszające się na ścianach, ale sygnały mniej oczywiste, takie jak dzwonek telefonu lub zwierzęta, które zachowują się dziwnie. Wiele osób odbiera to jako znak, że zmarły próbuje zwrócić na siebie uwagę.

3. Odczucia fizyczne

Nagły dotyk, owianie wiatrem czy dreszcz i niepokój, które przeszywają na wskroś, skłania myśli w kierunku osoby zmarłej. Odczucia odbierane są w formie łagodnych dotknięć, głaskania, a nawet pocałunku. Często wskazywane jest pojawianie się znikąd zapachu, którym za życia otaczał się zmarły. Ma to stanowić o jej czuwaniu nad opuszczoną osobą.

4. Halucynacje

Czasami ludzie przyznają, że słyszą głos, kiedy nikogo nie było w pobliżu. Innym razem zauważają majaczącą postać w witrynie sklepu lub kątem oka dostrzegają zmarłego. To trwa tylko ułamek sekundy, ale towarzyszące temu odczucie pozostaje na długi czas. Stykanie się z takimi odczuciami może być przerażające, ponieważ kojarzy się z chorobą psychiczną. Lepiej jest założyć, że dana wizja wynika z obecność ukochanej osoby, która stara się komunikować z tobą.

Fot. iStock / GeorgePeters

5. Pióra

Niespodziewane napotkanie na swojej drodze pióra, traktowane jest jako symbol zesłany przez zmarłego. Pióra, dowolnego koloru określane są jako dar z niebios. Wynika to z przekonania, że ptaki są bliżej nieba, niż my możemy być i zmarły może ich używać ich jako posłańców.

6. Słowa

Graffiti, znak, neon, czy reklama, mogą nagle przemówić do ciebie, kiedy się nie spodziewasz. Słowo może natychmiast przywodzić na myśl zmarłą ukochaną osobę. Wiele osób, które wychodzą z takiego założenia, traktuje te symbole jako wysyłane znaki do działania od zmarłego, który wskazuje w ten sposób kierunek, w którym powinno się pójść.

7. Latające stworzenia

Urocze i delikatne skrzydła są nie tylko darem dla oczu, ale również postrzega się je jako wiadomość od ukochanej osoby. Anioły są posłańcami Boga, a mniejsze stworzenia, takie jak ważki czy motyle, traktowane są jako przesłanie z duchowego świata. Szczególne znaczenie mają motyle, które uchodzą za duchowy symbol zmartwychwstania. Przemieniają się z pełzającej gąsienicy w pięknego, latającego owada – podobnie jak dusza w momencie śmierci, kiedy oddziela się od ciała.

8. Muzyka

Kojarząca się wyłącznie ze zmarłym i pojawiającą się w szczególnych chwilach, niespodziewanie, również tłumaczona jest dyskretną obecnością dobrego ducha. Muzyka nasuwa skojarzenia z konkretnym czasem i miejscem, i być może ukochana osoba wysyła dar pamięci o niej.

Fot. iStock / GeorgePeters

Fot. iStock / GeorgePeters

9. Liczby

One również mają znaczenie, szczególnie powiązane z ważnymi wydarzeniami z życia (urodziny, ślub). Mogą zostać zauważone mimochodem, w neutralnej treści. Znaczenie tego daru może być różne i niełatwe do rozszyfrowania.

10. Znaki na zdjęciach

Ślady na zdjęciu, kule światła, mgła, która nie miała prawa się pojawić w danym miejscu, przypisywana jest uchwyceniu śladów duszy przez aparat. Jeśli trudno wyjaśnić te zmiany na logikę, przypisuje się to zaznaczeniu obecności zmarłego, który nadal towarzyszy żyjącym.

Strach, który pojawia się, gdy doświadczamy znaków obecności od ducha zmarłej ukochanej osoby, jest zupełnie naturalny. Ale wiara w takie symbole pozwala wielu osobom stanąć na nogi po stracie i nadal przyjmować, że dana osoba jest blisko. Ci, których obdarowaliśmy ze wzajemnością uczuciem, troszczą się o nas nawet po śmierci, więc warto przyjmować te znaki z miłością, a nie strachem.


Źródło: , , 


Zobacz także

Więc człowiek stworzył instytucję, gdzie mężczyźni zwłaszcza zajęli pozycje i wymyślili różne bzdury

Szpieg, który mnie rzucił – już niebawem w kinach!

Jessica Mercedes nosi najmodniejszą torebkę tego sezonu. Jest piękna, wygodna i pasuje do wszystkiego

https://danabol-in.com

супер левитра отзывы пациентов

https://alt-energy.in.ua