9 lęków, które musisz pokonać wychodząc ze swojej strefy komfortu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 maja 2016
Fot. iStock / Gilitukha
 

Kiedy zaczynasz coś nowego, prócz ekscytacji odczuwasz rożne niepokoje i lęki. To naturalne. Zwłaszcza wtedy, kiedy żeby osiągnąć zamierzony cel, będziesz musiała opuścić, jakże bezpieczną strefę komfortu i niejednokrotnie, ponownie określić swoją rolę, pozycję w zawodowym i towarzyskim środowisku. Przeanalizuj na spokojnie wszystkie te obawy. Spójrz na nie z boku, obiektywnym okiem.

Boisz się trudnych rozmów

Czyli takich, o których wiesz, że mogą kogoś zaboleć, ale jeśli ich nie przeprowadzisz, pozostaniesz w miejscu, bez szans na upragnioną zmianę. Pomyśl: co takiego chcesz powiedzieć, czym mogłabyś zranić bliską ci osobę? Jeśli to nieuniknione, by oczyścić atmosferę między wami i żebyś poczuła ulgę, trudno. Zobaczysz z resztą, że twoja szczerość i odwaga zostaną w końcu docenione.

Boisz się utraty kontroli nad twoim życiem

Nie jesteś nadczłowiekiem. To, czy uda ci się odnieść sukces, zrealizować swoje cele, zależy od wielu rożnych czynników, czasem zewnętrznych. Twój strach to projekcja przyszłych wydarzeń. Do życiowych zmian nigdy nie podchodź zbyt ambicjonalnie, z wielkim rozmachem, nie planuj zbyt wiele. Odpuszczaj oczekiwania: sobie, innym. Rób mniejsze kroki, ale konsekwentnie. Wtedy na pewno masz o wiele większą szanse na to, że nie utracisz kontroli nad tym wszystkim na co masz realny wpływ. O całej reszcie nie myśl.

Boisz się nowej siebie

Jesteś dla siebie trochę zagadką. Nie wiesz do końca, w która stronę pójdziesz, czy końcowy efekt cię zadowoli. Masz ogromną ochotę odwołać to wszystko i wskoczyć z powrotem w dobrze znaną, starą skórę. Spokojnie, ten lęk minie kiedy tylko zobaczysz, że przemiana przynosi ci wymierne korzyści.

Boisz się, że „zostajesz z tym sama”

Do tej pory był obok ktoś, kto często „prowadził cię za rękę”. Teraz wzięłaś na siebie całą odpowiedzialność za swoje decyzje. Można więc nazwać ten twój lęk lękiem przed dojrzałością. Zdaje ci się chwilami, że jesteś nieporadna, coraz mniejsza, że wszyscy wokół mają wobec ciebie jakieś oczekiwania i tylko czyhają na twój błąd. Oddychaj. Ludzie są o wiele częściej życzliwi niż wrogo nastawieni. Jedyne, co musisz zrobić, to przyznać, że prośba o pomoc nie jest oznaką słabości.

Boisz się tego, czego nie znasz

Postanowiłaś zmienić swoje życie. Chcesz być inna, szczęśliwa, spełniona. Dotychczas co się to nie udawało. Wiesz dokładnie co masz robić, opracowałaś plan. Ale jak tu zerwać się rano i uśmiechnąć do nowej rzeczywistości kiedy paraliżuje cię strach przed tym wszystkim, co masz robić może pierwszy raz w życiu? Sprzeciwić się komuś? Zabrać publicznie głos? Zerwać jakąś relację? Spokojnie. Wyobraź sobie siebie z przyszłości, taką do jakiej dążysz. Gwarantuje ci, ta gra jest warta świeczki.

Boisz się mówić głośno co myślisz i czujesz

Tak naprawdę nigdy tego dotąd nie robiłaś. Zadowalało cię zadowalanie oczekiwań innych. Ładna, miła i cicha, nie może myśleć „inaczej”. Nie bój się być sobą i otwarcie mówić o tym, kim jesteś i jak czujesz. Tylko to da ci poczucie wolności. Choć głos drży ci z emocji i lęku, stawka jest wysoka. Zobaczysz jak to jest móc spojrzeć z dumą w lustro i mieć świadomość szczerości ze samą sobą.

Boisz się, że stracisz przyjaciół, ludzi na których ci zależy

Zwłaszcza jeśli nie będą się zgadzali z tym, co masz do powiedzenia. Jednak prawdziwa przyjaźń i miłość akceptują różnice. Ludzie kochają cię nie za to jak myślisz, ale za to jaka jesteś. Poza tym, jedną z kluczowych spraw przy opuszczaniu strefy komfortu jest zrozumienie, że nie każdy musi cię lubić.

Boisz się uczucia dyskomfortu

Tego, kiedy ktoś z zaskoczeniem przyjmuje twój sprzeciw, twój kontrargument. Do tej pory uważano cię za osobę spolegliwą, dziś walczysz o swoje. Nie koncentruj się na tym uczuciu dyskomfortu jako na czymś negatywnym. Oswój go, a przestanie ci tak bardzo doskwierać.

Boisz się niepowodzeń

Bo do tej pory miałaś do nich bardzo złe podejście. Widziałaś w nich katastrofę, a nie szansę. Jeśli zrozumiesz korzyści płynące z nauki na błędach, opanujesz lęk przed niepowodzeniami.

Nie lubimy się bać, nie lubimy uczucia niepewności. Z drugiej strony te właśnie uczucia towarzyszą nam w życiu w najbardziej spektakularny sposób: blokując ważne decyzje, ograniczając rozwój osobisty. Pamiętajcie  zawsze o tym, że odwagą nie jest brak lęków, ale ich przezwyciężanie.


10 domowych sposobów na to, by zmniejszyć rozszerzone pory na twarzy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
20 maja 2016
Fot. Pixabay / JESHOOTS /
 

Rozszerzone pory, widoczne nawet z odległości kilku centymetrów od twarzy, szpecą ją czarnymi punktami. Wągry, czyli  sebum, złuszczony naskórek i zanieczyszczenia cery, najczęściej występują na brodzie, nosie – tzw. strefie „T”. W tych miejscach sebum jest wydzielane w największej ilości. Rozszerzone pory na twarzy są skutkiem nieprawidłowej pracy gruczołów łojowych i nie można liczyć na to, że problem z cerą sam zniknie. Nie licząc wizyt w gabinecie kosmetycznym, gdy problem przybiera na sile, można z wągrami walczyć w zaciszu własnej łazienki, domowymi sposobami.

Proste sposoby na zwężenie porów

1. Maseczka z ogórka

Ogórek możesz wykorzystać na dwa sposoby. Położyć jego plastry na oczyszczoną skórę w formie maseczki i odczekać 10 minut, lub przecierać twarz plasterkiem ogórka bezpośrednio po demakijażu.  Sok z ogórka ma właściwości odmładzające, działa silnie ściągająco,  nawilża, odświeża i tonizuje skórę, delikatnie wybiela przebarwienia. Doskonale zamyka nadmiernie rozszerzone pory.

Fot. Pixabay / kaz / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / kaz /

2. Kostki lodu

Lód chłodzi skórę i ściąga pory poprzez zimno. Masuj twarz kostkami lodu (najlepiej zrobionemu samodzielnie z wody mineralnej) co najmniej 10 minut.

 Fot. Pixabay / MurlocCra4ler / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / MurlocCra4ler /

3. Zielona glinka

Glinkę zmieszaj z wodą i kilkoma kroplami olejku eterycznego np. rozmarynowego, tymiankowego czy z drzewa herbacianego (mają działanie odkażające skórę). Papkę nałóż na oczyszczoną skórę na 15 – 20 minut. Zmyj maseczkę letnią wodą. Glinka wchłania nieczystości i nadmiar tłuszczu, obkurcza pory i zapobiega rozwojowi drobnoustrojów.

Fot. Pixabay / SilviaStoedter / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / SilviaStoedter /

4. Ocet jabłkowy

2 łyżki octu jabłkowego wlej do naczynia ze 100 ml wody mineralnej, dobrze wymieszaj. Tonik stosuj po każdorazowym umyciu twarzy. Przechowuj go w lodówce przez max. tydzień. Dzięki temu uregulujesz pH skóry, zminimalizujesz pory i pozbędziesz się bakterii.

Fot. Pixabay / wicherek / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / wicherek /

5. Tonik z szałwii

Łyżkę suszonych liści szałwii zalej wrzątkiem i zaparzaj pod przykryciem 15 minut. Przemyj twarz wacikiem nasączonym świeżo przyrządzonym tonikiem. Szałwia działa ściągająco i antyseptycznie.

Fot. Pixabay / Lebensmittelfotos / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Lebensmittelfotos /

6. Peeling cytrynowy

Do drobnego cukru wyciśnij sok z połowy cytryny. Po umyciu masuj delikatnie papką twarz, co pomoże oczyścić skórę z zaskórników i zamknąć rozszerzone pory.

Fot. Pixabay / Morgan4uall / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Morgan4uall /

7. Ziołowa maseczka

Łyżeczkę suszonych ziół – tymianku, szałwii i rozmarynu,  zalej mała ilością wrzątku i mieszaj, do uzyskania jednolitej konsystencji. Maseczkę nakładaj na oczyszczoną skórę twarzy na 20 minut. Spłucz skórę letnią wodą.

Fot. Pixabay / donterase / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / donterase /

8. Białko i cytryna

Ubij białko jajka z sokiem z jednej cytryny. Nałóż na skórę na 15-20 minut. Następnie spłucz letnią wodą. Maseczka ujędrni i oczyści skórę, zamknie pory i zlikwiduje przebarwienia.

Fot. Pixabay / kropekk_pl / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / kropekk_pl /

9. Maseczka z brzoskwini

Brzoskwinia działa oczyszczająco, wygładzająco i ściągająco. Plasterki brzoskwini nałóż na oczyszczoną skórę twarzy. Po 20 minutach zdejmij owoc i przemyj skórę tonikiem.

 Fot. Pixabay / mongsang2014 / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / mongsang2014 /

10. Soda oczyszczona

Wymieszaj łyżeczkę sody z odrobiną wody na pastę. Nałóż na skórę, i po wyschnięciu spłucz. Soda zrównoważy pH skóry, rozświetli ją.

Fot. Pixabay / evitaochel / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / evitaochel /

 


Jak obejść system roboczy i zatęsknić za naturalnym rytmem?

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
20 maja 2016
Fot. Unsplash/Ben Waardenburg / CCO

System. Trzyma nas za twarz. Smycz na szyję zakłada i załatwia nas na krótko. Pod dyktando reguł, które sobie uzurpuje, zmusza człowieka do tego, by wyskoczył spod dobrodusznej kołdry o bladym świcie i popędził do pracy tracąc oddech. Po drodze kawa w całkowitym biegu, ale dobrze że jest, bo w kontekście rozpędzonego poranka to przyjemność przyprawiająca o dreszcz.

Zamknięty w wieżowcach ze szkła, a czasem z żywego betonu, oddycha następnie człowiek przez cały boży dzień powietrzem z wentylatorów, oślepiany dogłębnie jarzeniówką, której wściekłe światło nadaje mu wygląd z lekka trupi. Do tego dochodzi jeszcze halucynogenne światło komputerowego monitora i efekt zombi jest jak znalazł. Nic więc dziwnego, że człowiek jest jak naćpany, całkowicie oderwany, jak jakiś fragment, albo cząsteczka, zawieszona w przestrzeni per se.

Kiedy taki człowiek wraca do domu pod osłoną nocy, jest jak cień na zapuszczonej ulicy. Ciągnie to swoje udręczone, odtlenione  i pozbawione ruchu ciało, czasem do baru na dobijającą wódkę, a czasem do domu, który też życia w sobie nie ma… opuszczony, pozostawiony sobie całymi dniami, dom taki, wzorem rzecz jasna zamieszkującego go człowieka, wyzuty jest z jakiejkolwiek energii.

Dobrze, jak człowiek ma dziecko albo chociażby psa, bo te stworzenia boskie, nie rozumieją co to system. One są ze świata istot żywych i naturalnie wymagają uwagi, która życie ma za bazę. Trzeba nakarmić, wykąpać, książkę poczytać. Trzeba przytulić, pogłaskać, ucałować. Albo na spacer wyprowadzić, jeśli to życie ma cztery nogi i oszalały z radości ogon.

Czasem jednak, człowiek nie ma i tego, a wtedy jest tak, jakby nie miał nic. Tylko pustkę, wielką nieinteraktywną przestrzeń, z której sączy się straszny smutek. Zagłusza ją, rzecz jasna, dostępną w sprzedaży rozrywką, alkoholem i odczulonym seksem, ale cóż, kiedy pustka jest w duszy usadowiona i stamtąd boli najbardziej.

Ja rozumiem oczywiście, że postęp, że korporacyjny świat, że technologia, która dech w piersiach zapiera, że akcje na giełdzie handlowane pod ciśnieniem krwi, że zarobki pod sufit i dobra do nabycia za pieniądze. Ja rozumiem, że kapitalizm, że Ameryka wszędzie od wschodniego wybrzeża po sam Zachód Dziki, rozciągnięta jak marzenie ze snu przez cały ziemski glob. Ja to wszystko rozumiem i jeszcze to, że z postępem trzeba iść, bo od niego akurat nie ma odwrotu.

Ale tęsknię też. Tęsknię za życiem, które ma naturalny rytm, tęsknię do tych chwil, kiedy mogłam gapić się bezkarnie na chmury leżąc na łące ze źdźbłem trawy w ustach. Tęsknię za kawą z przyjaciółmi, której nie pije się na czas i pod presją wibrującej, ześwirowanej komórki. Tęsknię za przestrzenią w głowie, w której zawsze można było znaleźć błogi spokój bez potrzeby stu lekcji jogi i spotkań z Dalai Lamą,  tęsknię za tokiem myśli poruszających się w zwolnionym tempie i za ciałem, które nie boli. Tęsknię za życiem nie na czas i za śmiechem wydobywającym się ze środka brzucha. Tym niekontrolowanym.

A więc postęp. No tak. Może to i fajna rzecz, tylko czemu odbiera nam to co najbardziej w nas ludzkie? No i jeszcze system. Kolejny oskarżony! Dżizusie kochany! Co myśmy sobie za kierat zafundowali? I w imię czego? I z jakim skutkiem? Strach nawet myśleć chyba.

W sekrecie więc Wam powiem, że uprawiam rebelling. Delikatny wprawdzie, niemalże niewidoczny ale jak dla mnie w sam raz. Nie mam kablówki, więc nie oglądam telewizji. Wiadomości i tak są wszędzie dookoła, radio, internet, prasa, nie ucieknie człowiek od wieści choćby nawet i chciał. Komórkę mam, nawet taką smart, ale nie śpi ze mną w łóżku tylko pod no i i-watch’a nie kupię choć nalega cały świat. Komputera w domu staram się nie otwierać i obiady gotuję od podstaw. Żadnego przeprocesowanego jedzenia, zamiast tego dwie godziny szaleństw w kuchni i obiad, który jest pożywny, a nie chemicznie utrwalony.

W weekendy budzę się i marzę przez dłuższą chwilę. Dopiero potem nastawiam kawę i zanim wezmę pierwszy łyk upajam się jej zapachem do nasycenia. Przede wszystkim jednak, nauczyłam się myśleć o oddechu. To jest mój klucz, mój kod dostępu do normalności. Kiedy bowiem człowiek świadomie i głęboko oddycha, wtedy postęp może sobie zapieprzać do przodu ile chce, a i system może wisielczym sznurem machać ludziom przed nosem… bezskutecznie. Kto nie wierzy niech spróbuje w najbardziej wariackiej, stresowej sytuacji wziąć głębokich oddechów parę.  Obiecuję Wam kochani, że świat się wówczas uspokoi. Wiatr przestanie dmuchać, fale się wygładzą i jezioro pokryje się taflą. Człowiek zaś, z pozycji takiego spokoju, poczuje się jak… człowiek. Normalny, opanowany, spokojny byt.

Taki to niby mały rebelling, ale za to jakie efekty. Trzeba tylko zrobić pierwszy krok. Komórko pod łóżko marsz!…. I tak dalej, powolutku, aż do skutku.


Zobacz także

Nie możesz znaleźć odpowiedniego partnera? Spokojnie, prawdopodobnie jesteś zbyt inteligentna

Kupiłam bilet, nie próbuj mnie zatrzymać. Zbyt długo odkładałam swoje szczęście na później. Ja żona, matka

Pan „nie wiem co do ciebie czuję”. Czy warto o niego walczyć?

buysteroids.in.ua/inekczionnyie-anabolicheskie-steroidyi/boldenon/boldever.html

www.farm-pump-ua.com

www.medicaments-24.com/dapoxetine/