A ty masz misia w sercu?

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
20 grudnia 2017
paddington
 

Jest coś nieprawdopodobnie wzruszającego w tym miśku na punkcie którego cała Anglia oszalała. Zazdrościmy Londynowi niebieskich drzwi „Notting Hill”, Roalda Dahla, zazdrościmy księżnej Diany, ale Paddington, ze swoją niefrasobliwością i szukaniem dobra w ludziach, to prawdziwy skarb.
To drugi filmowy, grudniowy rodzynek na którego nie sposób nie wybrać się z rodziną. Bo jak człowiek czasem przypomni sobie, co znaczy i jak dużo znaczy rodzina, od razu jakoś mu i na sercu radośniej. A Paddington jak nikt wie, co znaczy rodzina. I jeszcze zna się na marmoladzie z pomarańczy. Próbowaliście czasem zrobić w domu? Uwierzcie, dla tego przepisu warto wybrać się na ten film po stokroć! Paddington zdradza sekretny przepis swojej cioci więziennemu kucharzowi, zbirowi zresztą. I jak nie trudno się domyśleć, miś, który jak zawsze w wyniku dziwnych okoliczności trafia za kratki, swoim dobrym sercem i smakiem marmolady z pomarańczy odmienia rzezimieszków i zwyczaje więzienne na zawsze. A kiedy rodzina rusza na pomoc, to trzeba się mieć na baczności. Trzeba przyznać, że oprócz wyjątkowo wartkiej historii i śmiesznych zwrotów akcji, film, a z nim miś Paddington, uczy nas, rodziców, bo czasem nie o dzieci chodzi, ogromnej sztuki jaką jest … okazywanie wdzięczności. Czy Wasze dzieci potrafią być wdzięczne? Same się tego z pewnością nie nauczą, a misia w sercu powinien mieć każdy …PB2_12733PB2_11966_nP2-trailer-grabs-4

 

Na film zaprasza

logo-Multikina

 


Kochasz? Idź ze swoim mężczyzną na Gwiezdne Wojny…

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
12 stycznia 2018
Gwiezdne Wojny Ostatni Jedi
Fot. Screen z YouTube /DisneyFilmy
 

Jest taki film, niepodobny do innych pod każdym względem. Film, któremu wybacza się wszystko: przydługą fabułę, infantylne potwory,  irracjonalne wątki. Dość powiedzieć, że film ten jest jedynym obrazem filmowym, który łączy pokolenia od ponad 40 lat! Tak, tak, pierwsza część filmu do kin weszła w 1977 roku…  I kiedy mogłoby się wydawać, że zapowiadana ostatnia część (a może wcale nie) „Gwiezdne Wojny. Ostatni Jedi”, nie jest w stanie już nas niczym zaskoczyć, ani tym bardziej porwać nasze serca – dzieje się coś zupełnie odwrotnego.

Być może to właśnie siła bohaterów tego filmu. Bo kiedy ginie Han Solo i wydawać by się mogło, że sam Chewbacca już nie wystarczy, nagle okazuje się, że i po ciemnej stronie mocy ciągle tli się ziarenko dobra. To niebywałe, że film, który z taką konsekwencją wbija nam do głowy od lat odwieczną prawdę o nadziei, która umiera ostatnia, w ostatniej części wchodzi pod skórę jeszcze mocniej:

„Wygramy nie wtedy, kiedy będziemy walczyć z przeciwnikami, ale wtedy, kiedy będziemy ratować tych, których kochamy…”

Nie sposób o tym zapomnieć. Film obejrzałam w towarzystwie swojego sześcioletniego synka, który nie zamknął buzi do końca seansu, a na widok lodowych lisków i słodkich porgów  (nie, nie mam pojęcia czy to ptak o pysku surykatki, zadku lemura, czy jeszcze co innego, generalnie ptakowaty (gdyby ktoś miał inne skojarzenia, to proszę wpisywać w komentarzach ) – otwierał je coraz szerzej. Oj wiedzą tam w wytwórni Lucasfilm, jak zawładnąć naszymi umysłami. :) Nie dość, że dzieciom mieszają w głowach, mężczyznom odbierają rozum, to jeszcze nas, kobiety wystawiają na próbę. Już po wcześniejszej części Gwiezdnych Wojen – Przebudzenie Mocy wiedziałam i ja, że moc tego filmu wróciła, bo zwyczajnie na widok podstarzałego Harrisona Forda i ś.p. Carrie Fisher zwyczajnie się popłakałam… Kto płakał razem ze mną, wie o czym piszę. I jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzenie, że to jedyna seria, która nie tylko łączy pokolenia, a robi coś znacznie więcej – łączy przede wszystkim kobiety i mężczyzn. Reszta jest kwestią gustu i ciągłych kompromisów. Tutaj zabawa jest wspólna. A jeśli z jakichś powodów, wasz mózg nie ogarnia tego fenomenu i w dalszym ciągu nie przyszło wam do głowy, by zaprosić Waszego faceta na Gwiezdne Wojny,  zróbcie to! Koniecznie. :)

Na film zaprasza

logo-Multikina


COCO – czyli dlaczego dorośli chodzą na filmy dla dzieci…

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
15 grudnia 2017
coco
Fot. Materiały prasowe

Dziecięcą radość życia próbujemy odnaleźć w sobie, albo zatrzymać, na różne sposoby. Myślę sobie, że dobry film, dedykowany dzieciom, to najskuteczniejszy z pomysłów. Ile to razy prosiliśmy o „wypożyczenie” malucha od siostry, brata, czy generalnie z rodziny pod pretekstem obejrzenia zabawnej kreskówki… Rodzice mają ten kilkuletni przywilej wraz z posiadaniem własnych pociech. :)

Tylko nieliczni dorośli odważnie i z premedytacją ruszają na wybrane bajki, tak po ludzku i zwyczajnie, z potrzeby serca, z tęsknoty za dzieciństwem… Każdy powód jest dobry ale nie każda bajka jest dobrym powodem, by się na nią wybrać. Wśród wszystkich zimowych, świątecznych propozycji jest bez wątpienia rodzynek. A nawet dwa. Ale na razie skupimy się na pierwszym z nich. To COCO, animacja z wytwórni Disneya i Pixara, z imponującą grafiką, kolorami jakich jeszcze na dużym ekranie nie było.

W połączeniu z niebywale inteligentnie napisanym scenariuszem, COCO tym samym od razu wysoko plasuje się na liście obowiązkowych bajek do obejrzenia… dla dorosłych.  A wszystko między innymi za sprawą niesłychanie barwnej kultury meksykańskiej, bo trzeba przyznać, jest z czego czerpać i odwiecznych, szlachetnych prawd, by nigdy nie rezygnować z marzeń, zwłaszcza, kiedy czuje się je całym sercem.

Dwunastoletni Miguel żyje w swoim świecie pełnym muzyki od dziecka i nie rozumie dlaczego jest to silniejsze od niego i budzi tyle złych emocji w jego rodzinie.

A budzi. To za sprawą złamanego serca praprababci, która związała się ze światowej klasy artystą, a jak wiadomo każdy artysta łamaczem serc niewieścich jest. Praprababcia, żeby jeszcze bardziej stanąć na nogi po nieszczęśliwych doświadczeniach życiowych, założyła biznes obuwniczy, który przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. O żadnym innym biznesie nie może być mowy a już o artystycznych duszach, tym bardziej!

I kiedy podczas lokalnego święta zmarłych, ku rozpaczy bliskich, Miguel kradnie z grobowca swojego idola gitarę by wziąć udział w konkursie talentów, zaczyna się jego podróż do krainy nieboszczyków… Po drodze doświadczy cudów, zdarzeń, spotka przyjaciół, wrogów, którzy niezależnie od podziału pomiędzy światami żywych i umarłych, mają wspólny kodeks wartości.

Wszystkich bardziej wrażliwych dorosłych uprzedzamy – bez łez się nie obejdzie. Nic tak nie boli i wzrusza jak prawda o sobie samym wypowiedziana ustami dziecka. Nawet, jeśli to tylko bohater kolejnej wspaniałej kreskówki… Idźcie po tę prawdę do kina, warto :).

Na film zaprasza

logo-Multikina


https://medicaments-24.net

женский возбудитель цена украина

Наш интересный web-сайт на тематику отоларинголог киев http://vy-doctor.com.ua