A właśnie, że nie będę szczęśliwa! Nie i koniec. Weźcie sobie to szczęście wsadźcie głęboko

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
8 sierpnia 2016
Fot. iStock/coloroftime
 

Aaaaa LITOŚCI. Ile można? Ile można słuchać o tym, że kobieta musi dbać o swój rozwój, musi myśleć o sobie, może w siedmiu krokach uszczęśliwić samą z siebie i jeszcze do orgazmu nie raz się doprowadzić, też sama.

Myślę sobie – biedne my. No biedne. Bo mamy się uśmiechać, carpediemać, i pogodzić się z tym co nas spotyka. Co z tego, że facet nas zdradził, że porzucił, ale: wyciągnijmy wnioski, stańmy się dzięki temu mocniejsze, nic lepszego przecież nie mogło nas spotkać.

A co, jak mi się tak nie chce. Jak chcę ryczeć i tęsknić, chcę zapaść się w czarną czarność, czy tam ciemność, wpaść do dziury i już nigdy z niej nie wyjść? To co? To moje życie jest beznadziejne, bo nie uczę się na błędach, bo tkwię tam, gdzie tkwić nie powinnam?

I wiecie, mam ochotę wykrzyczeć: „A wsadźcie wy sobie to wasze szczęście w cztery litery”. Bo niczego nie da się tak łatwo, ot tak zrobić. Uśmiechaj się do siebie, mów sobie, jaka jesteś cudowna. A ja patrzę rano w lustro i ryczeć mi się chce. Bo skóra pod okiem zwiotczała. Bo włosy znowu ch*jowo obcięte i paznokieć na spłuczce od toalety odpadł. Wrrrr i gdzie tu szczęście. I z czego się cieszyć? Jeszcze psu na ogon stanęłam i dziurę w rajstopach mi zrobił.

Więc ja nie będę szczęśliwa. Będę wk*wiona. Na siebie, na świat i na to szczęście, co to niby w zasięgu ręki jest. I na opak, będę sobie nieszczęśliwa. Bo tak chcę. Bo tak mi się podoba.

Będę analizować przeszłość bez końca

Wracać do rzeczy, które były, które minęły, o których właściwie nikt nie pamięta. Ale ja pamiętam. Doskonale. Pamiętam, jak moja sąsiadka w ósmej klasie podstawówki zeszyt zachlapała mi mlekiem i jak przyjaciółka w ogólniaku poszła do kina z chłopakiem, który mi się podobał. Że nie wiedziała, że mi się podobał – akurat, domyśleć się mogła. I pamiętam, jak koleżanka z pracy w pierwszym dniu skrytykowała ciasto, które przyniosłam. Pamiętam, zapisałam głęboko w mojej głowie i w odpowiednim momencie nie zawaham się użyć tego wspomnienia.

Będę wchodzić w toksyczne relacje

Bo tak. Bo kto mi zabroni. Bo ktoś w końcu musi. Będę pozwalać szantażować się emocjonalnie, będę ulegać emocjom. Będę brać na siebie winę, za wszystko i wszystkich. Za każdy szczegół, który nie będzie miał właściciela. Pozwolę się wykorzystywać, przestanę myśleć o sobie i bez reszty pogrzebię własną wartość. Zwątpię we wszystko, co myślałam, i czego byłam pewna. Niech ktoś inny myśli za mnie, niech on kieruje moim życiem, podejmuje decyzje, dokonuje wyborów. Po co mi cały ten stres z tym związany?

Będę robić to, na co kompletnie nie mam ochoty

Znajdę pracę nie dającą mi żadnej satysfakcji, w końcu na coś człowiek narzekać musi, a praca, szef i koleżanki z pracy to taki wdzięczny temat. Będę chodzić na boks, choć brzydzę się przemocą i pozwolę, by ktoś inny obijał mi twarz. Pojadę łazić po górach, choć marzę o wakacjach nad morzem i leniwym wylegiwaniem się między parawanami i tłustymi panami. O i na dietę pójdę. Choć kocham jeść, i wegetarianką zostanę, pożegnam ukochanego schabowego i już nigdy nie posmakuję zraza i śląskich klusek (bo dieta, nie że wege). Bo czemu nie. Bo ktoś mi powie, że to zły wybór?

Będę wszystkich podejrzewać, że knują przeciwko mnie

Bo na pewno knują, jak tylko rozmawiają beze mnie, to na pewno o mnie. Obrabiają mi tyłek, zazdroszczą, kombinują, jak mi zaszkodzić. Mam ochotę być pępkiem świata, chcę czuć, że świat kręci się tylko wokół mnie. I właśnie dlatego wszyscy o mnie mówią, za moim plecami, szeptem, przerywają, gdy wchodzę. Przecież wiem, że zazdroszczą mi tych nowych butów. I koloru włosów zazdroszczą – ta farba naprawdę wyjątkowo złapała. I gdy się śmieją, to też ze mnie. Świnie. To z zawiści, z zazdrości. Nikomu nie można ufać, bo wszyscy mi źle życzą.

Będę przejmować się tym, co mówią inni

To ich opinia na mój temat, a nie moja własna będzie dla mnie istotna. Przecież ja mogę być nieobiektywna, mogę nie zauważać jakiś niuansów, myśleć o sobie zbyt dobrze, być zanadto pewna siebie. Inni sprowadzą mnie zawsze na ziemię. Powiedzą: „Hola, mała, przeginasz, zadzierasz nosa, nie na za dużo sobie pozwalasz”. I już złapię pion, to nic, że poniżej poziomu własnego morza, ale zawsze pion. Przynajmniej inni będą mnie lubić, nie będę im solą w oku z moją determinacją, ambicją i wiarą w to, że wiele mogę. „Nie możesz” – powiedzą. I sprawa będzie jasna. Co się będę wychylać przed szereg. Lepiej spokojnie i z szara masą, niż pod prąd grać wariata, którego nikt nie rozumie.

O tak. Tak właśnie zrobię. Będzie łatwiej!


Kobieto Polko Umęczona apeluję dziś do ciebie – ratuj się natychmiast

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
3 września 2016
Fot. iStock/eldinhoid
 

Kobieta Polka Umęczona. Umęczona dziećmi, pracą, mężem, który bardziej przeszkadza niż pomaga. Oczywiście się nie skarży, nie powie, że jej źle, że coś nie pasuje, że ma ochotę pieprznąć wszystko dookoła i pójść w cholerę. Na godzinę, na dzień, albo wyjechać sama na weekend.

Co to, to nie. Ona cierpi w ciszy, w milczeniu dźwiga na barkach cały ciężar codzienności. Wozi dzieci do szkoły, odprowadza na zajęcia, robi zakupy, pierze, gotuje i sprząta. A wszystko to w poczuciu misji, misji matki, żony i kochanki. Nie, wcale nie licząc, że ktoś jej pomnik postawi. Przecież ona tak tu po cichu się stara, tak, żeby nikt  jej nie zauważył. „No proszę cię, to nic wielkiego” – mówi, gdy ktoś wyraża podziw dla jej organizacji, talentu kulinarnego, czy umiłowania porządku przy obojętnie jakiej ilości dzieci.

Ale nie daj Boże, gdy ktoś podważy jej zaangażowanie, gdy powie: „Głupia ty, tak się starasz, a dzieci i tak z domu wyjdą, mąż się nie zmieni, a ty rozejrzysz się wokół i siebie w ogóle nie zobaczysz”. Tak to nie działa. Kobieta Polka Umęczona musi umęczona być, musi być przyciśnięta do ziemi obowiązkami, oczekiwaniami innych, i celami, które nie ona ustala. A jej życie? No przecież to jest jej całe życie. Nie ma innego. Życie to dzieci, dom, obiad, mąż, który oby nigdy nie zdradził, pies i kot, może jakieś rybki, o których wszyscy zapominają i jej pozostaje czyścić raz na jakiś czas akwarium z uśmiechem na twarzy. Tak, przecież to lubi, oczywiście robi to dla uśmiechu swoich dzieci, dla zadowolenia męża. On tak ciężko pracuje, niech ma od życia chociaż czyste akwarium i ryby zadowolone.

A ona? Ona żyje uśmiechem innych, to jej wystarcza. Tak, wie, że powinna zadbać o siebie, że do kosmetyczki wyjść to żaden grzech, że zapisać się na jogę też można, ale co jej dzieci powiedzą, jak kolację dostaną pół godziny wcześniej, bo mama wychodzi? Tak się nie da. Poćwiczy może od poniedziałku (kolejnego) w domu. Oczywiście, że ma świadomość, że dzieci dorosną, że powinna się rozwijać, dbać o swoje potrzeby. Ale to przecież jeszcze tyle czasu.

Poza tym, jak to zostawić dzieci mężowi i wyjechać z przyjaciółką na weekend? Nieee, no kuriozum. Innym pewnie się udaje, ale one nie są w jej sytuacji. Może ten mąż bardziej rozgarnięty, a dzieci łatwiejsze do ogarnięcia. Bo jej dzieci to nie wiadomo na co ostatecznie stać. Poza tym – ona wyjedzie, a mąż będzie dzwonił co dwie godziny pytając, gdzie co jest i co do jedzenia dać. Woli już lepiej zostać. Z przyjaciółką pojedzie kiedyś… kiedyś indziej.

Że podzielić obowiązki? No tak, to też jest jakaś myśl. Ale dzieci nim opróżnią zmywarkę, to minie pół godziny, a przecież ona jeszcze i pranie, i prasowanie, i jak je tu nadzorować? Przy tej zmywarce. Że pozwolić im zrobić sobie samym śniadanie? No niby tak. Ale tyle syfu narobią, że wszystko dwa razy dłużej trwać będzie i ona sprzątania więcej niż pożytku będzie miała. A tam, w końcu kiedyś na studia wyjadą i same sobie kanapki będą musiały robić.

A mąż? Tak, przecież też jest. Ale on jednak taki jakiś… sama nie wie. No dużo pracuje. Nie, no oczywiście ona też pracuje, ale jednak pewnie nie tak ciężko, a może ona mniej się męczy. W każdym razie mąż jest do obsługi jednak. Bo jak ona widzi, jak on odkurza… krew ją zalewa, bo poprawiać trzeba będzie. A jak poprosi o sprzątnięcie łazienki, to takie smugi na kaflach zostają… Gotowanie może? Jak z dziećmi – bałaganu tyle, że hej. Zresztą on chyba tak niekoniecznie do kuchni się garnie. I to wcale nie jest tak, że ona mu nie pozwala. Oczywiście, jak chce – proszę bardzo, tylko, czy aby jest pewny, co chce zrobić? Bo jak nie, to ona tu ma jakiegoś kurczaczka, to coś na szybko zrobi…

Aaa, że rachunki, planowanie wakacji i zakupy na jej głowie? Kto tego przypilnuje? Mąż nawet jak ma listę zakupów, to zawsze więcej kupi, albo o czymś zapomni. Wakacje? On to by nie wiadomo gdzie chciał jechać, a to ona wie, na co ich stać. Przecież trzeba pamiętać, że po wakacjach Boże Narodzenie przyjdzie i prezenty dzieciom trzeba kupić. A jeszcze po drodze 60-tka teściowej. Muszą oszczędzać. A rachunki to jakoś tak samo wyszło. Wzięła, zapłaciła, w segregator włożyła. On, jak zawsze, nie wychylał się. Machnęła ręką.

Kobieta Polka Umęczona ma jednak swoje ulubione zajęcie. Lubi czytać o innych kobietach, którym udało się wyrwać z tego kieratu. Które głośno mówią: „Mam dość. To nie tak powinno wyglądać”. Po cichu im zazdrości. Choć złoszczą ją też strasznie. Bo nie raz ma ochotę powiedzieć: „Co ty wiesz o życiu. Nie jesteś w mną, nie masz takich dzieci, takiego męża, takiej pracy, matki i teściowej na głowie”. Ale zazdrości, bo wie gdzieś tam głęboko w środku, że ona też by tak mogła. Mogłaby na tę jogę wyjść, z przyjaciółką wyjechać, mężowi wytłumaczyć, co ją wkurza i co muszą w swojej relacji już i teraz zmienić. Wie, że dzieci od siebie uzależnia, bo nie chce odciąć pępowiny, nie chce im na samodzielność pozwolić. Bo Kobieta Polka Umęczona to mądra kobieta, to nie jakieś fiu bździu, co to tylko nagle o sobie myśleć będzie. A jednak o sobie boi się myśleć. Odsuwa tę myśl w najdalsze zakamarki głowy. Siebie ustawia na końcu rodzinnego przewodu pokarmowego. Niech inni karmią się sukcesami, marzeniami, swoim szczęściem. Ona tak tu po cichutku przycupnie… Na końcu.

Otóż Kobieto Polko Umęczona apeluję dziś do ciebie – ratuj się natychmiast. Uciekaj z miejsca, w którym jesteś. Jeśli potrzebujesz trzasnąć drzwiami (choćby tymi mentalnymi) i wyjść – zrób to! Powiedz: „NIE CHCE MI SIĘ!”, „NIE OBCHODZI MNIE TO”, „NIE MAM NA TO OCHOTY”, „MAM PRAWO BYĆ WAŻNA”. Bez wymówek, bez usprawiedliwień, że tak nie możesz. Ty możesz wszystko, tylko musisz tego naprawdę chcieć. Czy chcesz?

A gdyby tak spytać cię – dlaczego to sobie robisz? Jakie masz z tego korzyści? Podziw sąsiadki, przyjaciółki, znajomej ze szkoły dzieci? Masz poczucie, że jesteś lepsza od koleżanki, która zostawiła dzieci z mężem i pojechała na babski wyjazd? Czy lepsza od tej, którą co jakiś czas widzisz, jak biega wieczorem. Ty przynajmniej czytasz książkę dzieciom, a ona? Co jej dzieci o niej pomyślą? A może boisz się, że okażesz się niepotrzebna, bo cały twój codzienny świat świetnie daje sobie radę bez twojego poświęcenia. Że mąż potrafi rano zrobić dzieciom kanapki, a one same spakują sobie tornistry? Za to ty wypijesz sobie w spokoju kawę? Uwierz, twoje umęczenie nikomu nie jest potrzebne, nikt jego miarą nie mierzy twojej wartości. Naprawdę.

Może czas z Kobiety Polki Umęczonej stać się Kobietą Polką Szczęśliwą? Szczęśliwą własnym szczęściem, miłością do siebie i byciem dla siebie dobrą? Tylko, czy tego chcesz? Czy jednak w duchu liczysz na to, że pomnik ci postawią? Że tylko będąc Umęczoną zostaniesz docenioną? Bez kitu…