Absurdem jest dla mnie sytuacja, gdy kobieta chce zoperować się dla… mężczyzny. I nie ma znaczenia, że „zrobiłam tylko piersi”, bo on lubi duże

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
11 listopada 2017
Fot. iStock/teksomolika
Fot. iStock/teksomolika
 

Kilka dni temu biegając po lesie poślizgnąłem się na mokrych liściach, upadłem tak niefortunnie, że złamałem nogę. Jestem przykuty do łóżka, więc… czytam, przeglądam Facebooka i … piszę. :)

Na jednej z owych grup rzucił mi się w oczy post kobiety, która zastanawia się nad zoperowaniem sobie piersi i brzucha dla… swojego faceta. Urodziła mu czwórkę dzieci, a co za tym idzie, jej ciało przestało być perfekcyjne. Być może nigdy nie było – tego nie wiem, w każdym razie teraz ma rozstępy na brzuchu, a piersi straciły jędrność. Jej mężczyzna „niby nie narzeka, ale ogląda filmiki z innymi „idealnymi” kobietami (wiecie, co mam na myśli), a mnie jest przykro. I właśnie się zastanawiam, czy zrobić sobie taką operację.”

Wiele moich koleżanek poddało się operacjom plastycznym, korektom piersi, twarzy, oczu, ust i sam diabeł wie, czego jeszcze. Zabiegi medycyny estetycznej stały się swego czasu prawdziwą plagą. Co gorsza… koleżanki polecały sobie wzajemnie jeden gabinet, dzięki czemu wszystkie teraz wyglądają jak ze sztancy. Różnią się rzecz jasna wzrostem, odcieniem włosów, ale twarze mają bardzo podobne.

Pół biedy, gdy kobieta decyduje się na ingerencję w swój wygląd w pogoni za jakimś bliżej nieokreślonym ideałem piękna. Rozumiem, że można mieć wyobrażenie na temat tego jak chcielibyśmy wyglądać. Ba! Sam mam cel, który chciałbym osiągnąć, sylwetkę, którą chciałbym wypracować.

Absurdem jest dla mnie natomiast sytuacja, gdy kobieta chce zoperować się dla… mężczyzny. I nie ma znaczenia, że „zrobiłam tylko piersi”, bo on lubi duże.
Jeśli mały biust jest dla Ciebie, DLA CIEBIE poważnym kompleksem, który spędza Ci sen z powiek – jak najbardziej – skorzystaj z możliwości, które daje medycyna by poczuć się lepiej. Mam świadomość jak ważna jest pewność siebie, dobre samopoczucie we własnym ciele. Będąc nastolatkiem wyglądałem jak żółtozębny pryszczaty troll. Naprawdę wiem jak to jest, gdy kompleksy zatruwają ci życie. Zainwestowałem w swój wygląd sporo czasu i pieniędzy i czuję się znacznie lepiej.

Nigdy natomiast nie zdecydowałbym się na operację plastyczną tylko dlatego, że namawia mnie do tego moja partnerka. Tak samo nie rozumiem, jak można dopuścić myśl, że jakakolwiek kobieta miałaby zoperować się dla mnie. Jeśli kocham, to akceptuję…

Naprawdę drogie Panie, moim zdaniem – żaden, ŻADEN facet nie jest tego wart. A już taki, który nie akceptuje Waszych „niedoskonałości” tym bardziej.

Toczę odwieczny bój z moim kumplem, który ożenił się z korpulentną brunetką, choć zawsze podobały mu się chłodne „norweskie” blondynki. Do tego… anorektycznie chude. Doprowadził swoją żonę, którą podobno bardzo kocha, do takiego wychudzenia, że przy wzroście 168 cm ważyła 39 kg. To nic, że przez anemię i permanentne farbowanie włosów dziewczyna niemal wyłysiała. Przecież są peruki i to w dodatku w idealnym odcieniu blondu. Rozmawiałem z nimi dziesiątki razy. I z nim i z nią… Ona czuje się szczęśliwa, bo… uszczęśliwia jego. To nic, że wyniszcza swój organizm. Na każde moje wspomnienie, że on jest zwyczajnym dupkiem, totalnym egoistą – oboje reagują agresją.

Wielokrotnie słyszałem wypowiedzi kobiet, które martwią się swoim cellulitem, rozstępami, czy kilkoma kilogramami za dużo, a co za tym idzie wstydzą się rozebrać przed partnerem/facetem/mężem/kochankiem/mężczyzną.

Otóż drogie Panie… TERAZ BĘDZIE WAŻNA LEKCJA.

Możecie mi wierzyć lub nie, choć wolałbym, żebyście jednak uwierzyły…

Faceci nie zwracają na to uwagi. Naprawdę żaden, ŻADEN facet, który zobaczy kobietę w seksownej bieliźnie, albo w negliżu nie pomyśli… Ooo! Ma kilka kilogramów za dużo. Albo… ooo! Ma cellulit. Zdradzę Wam w sekrecie, że 80 % facetów nawet nie wie co to jest. Ja też musiałem prosić moje partnerki kilkukrotnie, żeby mi go pokazały, żeby zrozumieć o co chodzi. A nawet gdyby znalazł się jakiś niedobitek, któremu zrodzi się taka myśl to… obawiam się, że to z nim jest coś nie tak, a nie z WAMI.

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – nie chodzi mi o to, żebyście sobie teraz absolutnie odpuszczały. Tak jak Wy lubicie zadbane ciała, tak faceci też je lubią. Jasna sprawa… każdy z nas docenia piękno. Nie warto jednak dać się zamknąć w sidła pogoni za idealnym wyglądem. A już szczególnie dla faceta…

Co jeśli teraz całkowicie się dla niego zmienicie, a on odejdzie bo znajdzie kogoś kto bliższy jest jego ideałowi? Co jeśli ten kolejny facet będzie oczekiwał, żebyście wyglądały zupełnie inaczej?

Przypominam, że POLKI uchodzą za najpiękniejsze na ŚWIECIE. Podróżuję sporo i gotów jestem podpisać się pod tym obiema rękoma. Pomijamy Wenezuelę, gdzie operuje się już nastoletnie dziewczynki i panuje zatrważający kult skalpela.

Drogie Panie, jesteście naturalne, jesteście piękne i… niczego nie musicie w sobie zmieniać. No chyba, że to WY naprawdę chcecie.


Przekonałem się już dawno, jak bardzo naiwne jest myślenie, że wolontariuszem jest się bezinteresownie. Otóż nie!

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
20 listopada 2017
Fot. iStock/kieferpix
Fot. iStock/kieferpix
 

Jestem wolontariuszem dwóch fundacji… Jedna pomaga chorym dzieciakom, druga – seniorom. I tyle. Zauważyłem bowiem prawidłowość, że informacja na ten temat przyjmowana jest przez znajomych, czy dajmy na to współpasażerów autobusu (nie, żebym przesadnie się tym faktem chwalił i raczył nim każdego) z lekkim zaniepokojeniem. Ewidentnie wprawia ich to w zakłopotanie.

Nie mam pojęcia czy obawiają się, że zaraz zacznę ich agitować, namawiać na wsparcie finansowe, domagać się datków, czy… mają jednosekundowe poczucie zakłopotania, że sami nie robią nic. Otóż – nie ma takiego obowiązku, zatem nie ma powodu do wyrzutów sumienia. Niech każdy rządzi swoim czasem wolnym tak jak chce.

Ja przekonałem się już dawno, jak bardzo naiwne jest myślenie, że wolontariuszem jest się bezinteresownie. Otóż nie! To daje naprawdę bardzo dużo! Wydaje mi się nawet, że zdecydowanie więcej dostaję niż sam mogę dać. Uśmiechy dostaję na potęgę, ogrom radości, ciepła, chęci do życia, pozytywnej energii i… przyjaciół.

Tak, tak… przyjaźnię się z ośmioletnim Kacprem, chorym na raka i… z osiemdziesięcioletnią Panią Aurelią, której sił i zdrowia mogłaby pozazdrościć niejedna nastolatka, ale nie o tym chciałem pisać…

Jakiś czas temu Mateusz Damięcki odebrał wyróżnienie w plebiscycie Gwiazd Dobroczynności. Tak się składa, że wiem o ogromie jego działań w zakresie pomocy charytatywnej. Jest choćby „twarzą” fundacji mojego kolegi. Wykorzystuje swoje nazwisko, by pomagać innym. Po fakcie wylało się na niego wiadro z pomyjami, bo „lansuje się na pomaganiu”. Dorota Wellman przekazała lwią cześć wynagrodzenia z kampanii reklamowej na cele charytatywne – to samo… atak! Lans na pomocy innym? Proszę bardzo! Zdecydowanie wolę taki, niż ten opierający się na pokazywaniu dupy na Instagramie.

Nie wspomnę nawet o Jurku Owsiaku (którego sam wspieram całym sercem i nie tylko), bo mam świadomość, że ataki na niego i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy mają w dużej mierze charakter polityczny. Niemniej z podobnymi problemami mierzą się Janka Ochojska (Polska Akcja Humanitarna), Anna Dymna (Fundacja Mimo Wszystko), Ewa Błaszczyk (Fundacja Akogo) i pewnie wiele innych osób, które zdecydowały się pomagać innym.

Przez jakiś czas rozważałem założenie własnej fundacji. Mam jednak świadomość jak wielka jest to odpowiedzialność. Poza tą garstką, której zdecydujemy się jako fundacja pomóc, jest jeszcze ogrom osób, którym trzeba tej pomocy odmówić. Od jakiegoś czasu przeznaczam co miesiąc pewną kwotę, którą wspieram potrzebujące osoby na siepomaga.pl (Zajrzyjcie na tę stronę koniecznie i wesprzyjcie nawet kilkoma złotymi wybraną przez siebie akcję. Gwarantuję, że od razu poczujecie się fajniejsi). Czasami przyznaję całą tę kwotę jednej osobie, innym razem dzielę ją na kilka osób. Za każdym jednak razem podjęcie decyzji komu jest dla mnie niesamowicie trudne. Zupełnie jakbym podejmował decyzję od której zależą losy świata. Z drugiej jednak strony czasami czyjś cały świat może runąć jeśli odpowiedniej kwoty nie da się zebrać.

Koleżanka zaangażowała się w Szlachetną Paczkę. Wiecie… wybieracie sobie rodzinę, dostajecie spis czego ta rodzina potrzebuje (np. kredki, makarony, ryże, buty zimowe, środki czystości etc.) i zbieracie to firmą, grupą znajomych, rodziną, albo jeśli macie taką możliwość – sami. W okolicach Świąt – wolontariusze dostarczają te paczki potrzebującym rodzinom. Marta sama nie jest milionerką, więc zaczęła namawiać znajomych na Facebook’u, żeby pomogli jej zebrać wszystko. I znowu zalała ją fala żółci, nieprzyjemnych komentarzy. Zupełnie jakby chciała to wszystko zgarnąć dla siebie.

Zastanawiam się co takiego się z nami stało, że najzwyklejsze w świecie dobro, chęć pomocy… wydaje nam się podejrzane. Od razu zaczynamy dopatrywać się w tym drugiego dna, haczyka, przekrętu. Bo przecież trzeba coś na tym ugrać. Nikt nie robi niczego za darmo. Otóż tak jak mówiłem. Za darmo nie… Uśmiechy dostajemy na potęgę, ogrom radości, ciepła, chęci do życia, pozytywnej energii i… przyjaciół. I to wystarczy. To już BARDZO DUŻO! Nie napiszę już nawet o tym, że tak naprawdę fajny, potrzebny, ważny czuję się po każdych zajęciach komputerowych, które prowadzę dla seniorów. A gdy spotykam się z dzieciakami… czuję się kochany i… podziwiany. Także tak, z pewnością… coś z tego pomagania mamy.


„A czymże jest prawdziwa męskość, jeśli nie wymieszanymi w odpowiednich proporcjach klasą i szaleństwem?”

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
11 listopada 2017
Fot. iStock/Smileus
Fot. iStock/Smileus

Kilka dni temu wdałem się w dyskusję na temat męskości. Czym ona jest? Jaki facet jest męski, a jaki nie? Zdania jak zwykle były bardzo podzielone. Dla jednych męski jest Pudzianowski, bo ma imponujące mięśnie. Dla innych Piotek Stramowski, bo z wyglądu „kipi testosteronem”. Niemęscy faceci przesadnie dbający o siebie. Niemęscy jeżdżący do spa, niemęscy chodzący w spodniach rurkach…

W swoim profilu na portalu randkowym opis rozpocząłem od cytatu z Sapkowskiego: „A czymże jest prawdziwa męskość, jeśli nie wymieszanymi w odpowiednich proporcjach klasą i szaleństwem?”

Zacząłem się zastanawiać jak to jest u mnie z tym postrzeganiem męskości. Dochodzę do wniosku, że z biegiem czasu wszystko mi się zmienia. I to dość znacząco.

Mam 10 lat

Moim ideałem męskości i wzorem do naśladowania jest mój trener. Jest świetnie zbudowany, uwielbia sport i to jemu poświęcił w znacznej mierze swoje życie. Sam ćwiczy dwa razy w ciągu dnia, niemal codziennie, a do tego dochodzą treningi dzieciaków, gdzie też nie snuje teorii, nie siedzi na ławce, tylko bierze aktywny udział w treningach. Ma świetne podejście do dzieciaków, potrafi zmotywować gdy trzeba, zganić też gdy trzeba. Jest mądry, potrafi dać dobrą radę niemal każdemu. Słucha, żywo się interesuje naszymi problemami i wskazuje ścieżki ich rozwiązania.

Mam 20 lat

Za ucieleśnienie męskości uchodzi dla mnie mój kumpel, który „wyrywa wszystkie laski”. Jest wysportowany, przystojny i bardzo pewny siebie. Na każdym kroku podkreśla swoją przebojowość. Pochodzi z dość biednej rodziny, nie stać go na najmodniejsze gadżety, nie ma markowych ubrań, ale… ma na to „wywalone”. Chodzi w nieśmiertelnej ramonesce, jest buntownikiem, pali papierosy, klnie jak szewc i kobiety nie są w stanie mu się oprzeć. Z drugiej strony pewnie teraz niejedna „laska” opisała jego podboje na fali akcji „metoo”. Cóż… nie da się ukryć, że kiedyś mi to imponowało. Sam pozowałem na cwaniaka, ale aż tak daleko nie posunąłem się nigdy. I dobrze. Nawet i bez tego jest mi teraz głupio.

Mam 30 lat, właściwie 30+

Nie przywiązuję już takiej wagi do wyglądu. Mam wrażenie, że sam wygląd niewiele ma wspólnego z męskością. Znakomicie mierzą się z tematem męskości Agata Jankowska i Michał Pazdan w książce „Męskie sprawy”. Generalnie to świetna książka, którą serdecznie polecam. Niby dla facetów… ale powinna przeczytać ją każda kobieta.

Wracając…

Męskość – jak dla mnie – tkwi w głowie. To cecha charakteru. Męski jest ten, kto bierze odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę. Kto jest gotów „wziąć na klatę” konsekwencje swoich decyzji. Męstwo to okazywanie troski, dbałość o drugą osobę i o jej bezpieczeństwo. Czułość i troska to nie tylko domena kobiet. Czułość i troska jest… męska! Męski jest mój przyjaciel – Adam, który ma jaja by powiedzieć: „Nie stary, nie spotkam się z Tobą na piwo, bo muszę odrobić z młodym lekcje, albo bo dzisiaj jest moja tura sprzątania”. Początkowo mierzył się z naszym naigrywaniem, z próbowaniem wjeżdżania mu na ambicję, bo niby dał się wziąć pod pantofel, ale tak naprawdę to bzdura! Tworzą z Anką szczęśliwą rodzinę. Kochają się, razem dbają o dom i to on jest głową rodziny. Może nie ma super umięśnionej sylwetki, nie ma super wypielęgnowanej brody, nie pozuje na drwala, ale ZAWSZE można na nim polegać. Ceni swoje słowo, nie szafuje nim, nie rzuca na wiatr i zawsze go dotrzymuje. To też jest moim zdaniem męskie. Sporo pracuje, ale potrafi wyważyć proporcje by połączyć karierę z życiem rodzinnym i czasem dla przyjaciół. I mam nadzieję, że jak już będę miał rodzinę… będę taki jak on.

A dla Was… kto jest męski? Jak pojmujecie to pojęcie?


www.profvest.com/2018/01/trader-crypto-currency-hyip-otzivi-obzor.html

diploma-home.com/poleznoe-diplom-instituta.html

посмотреть 13.ua