Anita Lipnicka: „Kochałam, szalałam, płakałam… To wszystko człowieka zmienia”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 maja 2016
Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej
 

„…Wszystko człowieka zmienia. Choć wewnątrz pozostaję taka sama. Jak woda w rzece, która czasem się podnosi, czasem opada, drąży nowe koryta, zmienia bieg i przyjmuje nowe oblicze, – w istocie jednak to ta sama rzeka… „ . O tym, jak oswoić zmiany i czy warto dziś roztrząsać czym jest kobiecość, a czym męskość rozmawiamy z cudowną Anitą Lipnicką.

Anna Frydrychewicz: Życie jest zmianą, zaskakuje i sprawia, że raz mamy go dość, a raz chcemy go jeszcze więcej. Jak osiągnąć równowagę?

Anita Lipnicka: Nie da się! Chyba, że jest się mistrzem ZEN, albo żyje się w oderwaniu od rzeczywistości. Życie jest ciągłym balansowaniem na linie, nie sposób uniknąć zawahań, przeciążeń, upadków czasami… Naturalnym stanem rzeczy nie jest constans tylko sinusoida. Gdy jesteśmy w dole, nic nie układa się po naszej myśli,  wszystko idzie jak po przysłowiowej grudzie, warto pamiętać, że ta faza przejściowa nie będzie trwać wiecznie. Natomiast gdy szybujemy wysoko, unosimy się na fali sukcesu, czy przysłowiowego szczęścia, należy mieć tę świadomość, że to też raczej wiecznie nie potrwa i że mimo wszystko przydałby się jakiś spadochron, na wypadek nagłej zmiany pogody….

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Nie każdy ma taki spadochron…

Moja filozofia jest taka, by nie robić w życiu niczego wbrew sobie – to się zazwyczaj sprawdza, choć czasem prowadzi nas do celu okrężną, trudniejszą drogą. Istotne jest też, by żyć czujnie i wykorzystywać szanse, które los nam podsuwa. Szczęściu trzeba trochę pomóc i nie bać się zmian, bo one nas rozwijają, pchają sprawy do przodu. Chociaż bywa też, że bierność jest jedynym właściwym rozwiązaniem. Czasem nie da się nic zrobić. Należy wtedy czekać….

Muzyka, chęć artystycznego spełnienia czy drugi człowiek? Co najlepiej motywuje do zmian, do walki o siebie?

Nie wyobrażam sobie funkcjonowania w oderwaniu od tych dwóch elementów na dłuższą metę. Istotne jest dla mnie równoczesne spełnianie się na wszystkich obszarach życia. Ważny jest związek, rodzina, macierzyństwo, jednak wypełnianie tych ról nie wystarczy do pełni szczęścia. Ja muszę też pracować zawodowo, tworzyć, grać muzykę po to, by pozostać z kontakcie z samą sobą i czerpać z tego siłę poczucie własnej wartości. Wtedy dopiero jestem w stanie być pełnowartościową partnerką, przyjaciółką, mamą…

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej


Pomówmy więc o byciu mamą… Czego można nauczyć córkę o kobiecości?

Już mnie zaczynają drażnić te wszystkie zmowy o tym czym jest dzisiaj kobiecość, czym męskość… Co to znaczy być „prawdziwą” kobietą, kim jest „prawdziwy” mężczyzna? Ważne jest aby być w porządku człowiekiem. Czy kobieta, która nie chce mieć dzieci to „nieprawdziwa” kobieta? Czy mężczyzna, który lubi malować paznokcie i trzymać w wazonie kwiaty, to „nieprawdziwy” facet? Jedyna rzecz, którą chciałabym aby moja córka zabrała ze sobą w przyszłość, to przekonanie, że warto być uwrażliwionym na innych, stąpać odważnie swoją ścieżkę ale w taki sposób, by nie deptać innym po stopach.

Być dobrym po prostu?

Być dobrym dla siebie i dla tych, których spotykamy po drodze. W zasadzie to są bardzo proste rzeczy. Nie ma w tym żadnej filozofii. Wszystkie zasady przyzwoitości zostały już dawno temu wymyślone i są dosyć uniwersalne, bez względu na to jak zmieniają się czasy. Chciałabym, by moja córka była przyzwoitym oraz spełnionym w sobie człowiekiem. Kto tam wie co w jej czasach będzie męskie a co kobiece? To są kwestie zmienne i raczej drugorzędne.

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Matka i córka mają ze sobą jakieś szczególne, magiczne porozumienie?

Mogę tylko mówić o własnym doświadczeniu. Jako córka z wiekiem odnajduję co raz więcej cech wspólnych z własną mamą, których wcześniej nie widziałam. Nasza relacja przybierała na przestrzeni lat przeróżne postacie – od totalnej symbiozy, po skrajną oziębłość, wyobcowanie…To chyba jest zjawisko naturalne. Jednak zawsze odczuwałam, odczuwam jej nastroje, i mam wrażenie że ona też inaczej funkcjonuje w zależności od tego, czy mi się w danej chwili układa, czy  zapadam się w czarną otchłań.

Kiedy byłam w ciąży z moją córeczką, pamiętam, że wizualizowałam ją sobie jako taką mini mnie, i że jak się urodzi, wreszcie będę miała na świecie istotę, z którą będę się mogła porozumieć bez słów, bez wysiłku. A tu proszę!  Na świat przyszła odrębna jednostka, ze swoim osobistym zestawem cech charakteru, z obcym mi temperamentem i upodobaniami! Wtedy przekonałam się jak zwodnicze mogą być przekonania o tej mitycznej więzi matką a córką. To są więzy krwi, ale poza tym także żywa relacja dwojga ludzi, która jak każda ewoluuje, zmienia się, dojrzewa. Z pewnością oddałabym życie za moje dziecko w sytuacji gdyby zaistniała taka potrzeba, to jest jakaś atawistyczna instynktowna siła, coś poza naszą świadomością, odzwierzęce dziedzictwo, które dopóki w sobie czujemy, decyduje o przetrwaniu naszego gatunku.

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej


Wróćmy jeszcze na chwilę do tych zmian… Anita Lipnicka, śpiewająca „Zbieram dowody istnienia, czegoś więcej  niż rzeczy w biegu i czasu w locie” bardzo różni się od tej Anity, która śpiewała „Moje oczy są nadal zielone”?

Trudno mi wysnuwać jakieś konkretne podsumowania… Z pewnością życie dało mi zwyczajnie w kość przez te wszystkie lata. Doświadczyłam śmierci bliskich, narodzin własnego dziecka, choroby psychicznej w rodzinie, własnych kłopotów ze zdrowiem, przeżyłam kilka wypadków….

Kochałam?

Kochałam, szalałam, płakałam… To wszystko człowieka zmienia. Choć wewnątrz pozostaję taka sama. Jak woda w rzece, która czasem się podnosi, czasem opada, drąży nowe koryta, zmienia bieg i przyjmuje nowe oblicze,- w istocie jednak to ta sama rzeka…


Którędy ona teraz popłynie? Dokąd Panią zaprowadzi zawodowo, a gdzie życiowo?

Tak się złożyło, że od września tego roku przeprowadzam się z córką do Anglii, zostawiam swoje stare życie za sobą – przyszła pora na kolejne zmiany! Wiec chciałabym, aby wszystko się dobrze poukładało, aby te plany osobiste powypalały jak wesołe noworoczne fajerwerki, ha, ha! Natomiast zawodowo jestem przed premierą nowego singla i jesienną dużą trasą podsumowującą w jakiś sposób 22 lata mojej działalności scenicznej i zarazem zapowiadającej „nowy początek” w moich poczynaniach fonograficznych. Więc marzeń do spełnienia się nazbierało!

linia 2px

 

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Fot. Materiały promocyjne Anity Lipnickiej

Anita Lipnicka – piosenkarka, autorka muzyki i tekstów. Początkowo związana była z legendarną grupą Varius Manx, następnie rozpoczęła działalność solową, wydając płyty: Wszystko się może zdarzyć (1996), To, co naprawdę (1998) i Moje oczy są zielone (2000). wydala W 2002 roku Anita całkowicie zawiesiła działalność solową i nawiązała współpracę z Johnem Porterem. Jej owocem są albumy: Nieprzyzwoite piosenki (2003), Inside story (2005) i Goodbye (2008). 13 listopada 2009 odbyła się premiera pierwszego od 9 lat solowego albumu Anity Lipnickiej – Hard Land of Wonder. W 2012 roku wokalistka wzięła udział w projekcie „” realizowanym przez Muzeum Powstania Warszawkiego. Lipnicka, wspólnie z Johnem Porterem, napisała piosenkę „Jeśli nie wrócę”. Tego samego roku, nagrała partie wokalne dla tytułowej bohaterki animowanego „Merida Waleczna”. 2 października 2013 ukazała się polskojęzyczna płyta artystki Vena Amoris. Jesienią 2016 roku planowana jest jubileuszowa trasa koncertowa artystki.


Córeczko, przepraszam. Za późno zrozumiałam, jak wielką krzywdę ci zrobiłam. Ale może jeszcze jest dla nas nadzieja. List do dorosłej córki

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 maja 2016
Fot. iStock / YinYang
 

Córeczko wiem, że powinnam to wszystko powiedzieć tobie wcześniej, o wiele wcześniej, kiedy byłaś jeszcze dziewczynką i myślałaś, że moje życie jest takie, jakie sobie wymarzyłam.

To wtedy powinnam z tobą rozmawiać tłumacząc, że każdy z nas ma prawo do szczęścia, do walki o lepsze życie. Ale wtedy wielu rzeczy nie wiedziałam, nie rozumiałam. Nie myślałam, że zechcesz pójść moją drogą, że twoje życie stanie się lustrzanym odbiciem mojego.

Byłaś taka śliczna i mądra. Z tymi twoimi błękitnymi oczami, które zawsze ciekawie rozglądały się wokół. Chłonęłaś wszystko, co się działo, byłaś uważna, wrażliwa i taka bezbronna. Pamiętasz, jak przyniosłaś małego kotka znalezionego w drodze ze szkoły do domu, tak bardzo był wystraszony. A ty owinęłaś go w swoją kurtkę, sama trzęsłaś się z zimna. Tak nad nim płakałaś. Prosiłaś by został, a ja nie mogłam na to pozwolić, wiedziałam, że twój tata nie zgodzi się na zwierzę w domu, miał swoje żelazne zasady. Kiedy byłaś mniejsza, zobaczył, jak głaskasz psa sąsiadów, to wtedy rzucił w moją stronę: „Tylko pamiętaj żadnych zwierząt”. Jego zdanie nie podlegało dyskusji. A ty tak prosiłaś, żeby ten kotek został, tak bardzo chciałaś się nim zaopiekować. Płakałam razem z tobą, sama nie wiem, czy bardziej nad tym kotkiem, czy nad sobą, nad swoim strachem i bezsilnością która nie pozwalała mi się sprzeciwić twojemu ojcu.

Kotka zaniosłyśmy do schroniska. Wiem, że do niego chodziłaś, choć nigdy mi o tym nie powiedziałaś… Wiem, że miałaś do mnie ogromny żal, że nie stanęłam po twojej stronie, że kazałam ci oddać to biedne, niczemu winne zwierzę. Ty też niczemu nie byłaś winna…

Miałam wrażenie, że wtedy coś między nami pękło Nadal się uśmiechałaś, ale też zamykałaś się w sobie. „Nie, mamo nic się nie stało” – mówiłaś, kiedy ja widziałam, że coś się jednak dzieje. W końcu przestałam pytać, ale przytulałam cię tak często, jak mi na to pozwalałaś. Było we mnie tak ogromne poczucie winy. Byłaś i nadal jesteś dla mnie najważniejsza, ale nie umiałam ci tego pokazać.

Wiesz, jak zasypiałaś siadałam na brzegu łóżka, po cichu i gładziłam twoje długie, piękne włosy. Byłam przerażona, gdy je obcięłaś. Tak bardzo się bałam, co ojciec ci powie, jak zareaguje, ale ty już wtedy miałaś to gdzieś. Nie liczyłaś się z jego zdaniem, buntowałaś się ciągle, a ja słyszałam od niego: „To przez ciebie, jest taka, jak ty, to twoje wychowanie”. I wiesz, w środku, byłam z ciebie taka dumna, że potrafisz mu się przeciwstawić, że nie jesteś taka, jaką on chciałby, żebyś była. Grzeczną dziewczynką, w granatowej spódniczce, co całuje go w policzek na dzień dobry i słodko się uśmiecha, gdy okazuje jej choć chwilę zainteresowania. Byłam dumna, że nie pozwalasz mu się stłamsić, że stawiasz na swoim. Tak, wiem, pewnie jesteś zaskoczona, bo nie raz mówiłam: „Jak się do taty odzywasz, tak nie można. To twój ojciec”. Patrzyłaś wtedy na mnie tak smutno, jak wtedy, gdy zostawiałyśmy tego kota w schronisku – rozczarowana, zawiedziona. Twoje oczy mówiły „Dlaczego nie stajesz po mojej stronie. Jesteś taka jak on”, a ja w te oczy nie mogłam patrzeć.

Wiesz kochana, ja też kiedyś taka byłam. Pewna siebie, świadoma swojej wartości, i wierząca, że mogę wszystko, że mogę sięgać po swoje marzenia. Naprawdę. I śmiałam się tak głośno i często. Kiedy wychodziłaś z domu płakałam. Znowu. I znowu bardziej nad sobą, tą utraconą o której ty tak brutalnie mi przypominałaś.

Tak bardzo chciałam skończyć studia, zostać nauczycielką. Zdawałam maturę i wydawało mi się, że świat leży u moich stóp. Że teraz wyrwę się z domu i będę robić to wszystko, na co miałam ochotę. Poznałam twojego tatę, zakochałam się do szaleństwa. On starszy, poważniejszy od moich rówieśników. Imponował mi. Na drugim roku zrezygnowałam ze studiów, on tak bardzo prosił, żebyśmy razem zamieszkali. Wzięliśmy ślub, a za chwilę byłam z tobą w ciąży. To był najszczęśliwszy okres w moim życiu. Głaskałam brzuch i już wtedy z tobą rozmawiałam, mówiłam ci, jak życie potrafi być piękne, jak cudowne życie ty będziesz miała.

A później się urodziłaś i mój świat stanął w miejscu, skupił się tylko na tobie. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Tak bardzo cię kocham, córeczko…

Ty byłaś moim szczęściem, kiedy wszystko inne przestało nim być. Dopiero patrząc na ciebie zrozumiałam, jak zgasłam, jak zapadłam się w siebie, zapomniałam o tym wszystkim, co było dla mnie w życiu ważne, a raczej pozwoliłam na to, by ktoś decydowała, co dla mnie ważne jest.

I o tym wszystkim powinnam ci powiedzieć, nim wypuściłam się spod moich skrzydeł. Dzisiaj widzę, ile błędów popełniam, ile sprzecznych wskazówek ci dałam. Jak bardzo cię skrzywdziłam tym, jak żyłam i kim byłam.

Dziś wiem, że nasze dzieci nie żyją według naszych wyobrażeń, jakbyśmy chcieli żeby żyli, ale powielają nasze życie, nawet od niego uciekając tak daleko.

Serce pękało mi milion razy na tysiące kawałków, gdy dzwoniłaś, gdy mówiłaś, że nie przyjedziesz, gdy wyrzucałaś mi, że wszystko poświęciłam dla twojego ojca. Że tak nie można, że nie powinnam. A później przepraszałaś, że wcale tak nie myślisz, że kochasz. Ale ja widziałam, że masz rację, chociaż nigdy nic nie powiedziałam.

Wiesz, gdzieś głęboko cieszyłam się, że to widzisz, bo to dawało mi nadzieję, że nie powielisz mojego scenariusza. Nie to nie była nadzieja, to była pewność. Że twoje życie będzie wyglądać inaczej niż moje.

I kiedy siedziałaś dzisiaj u mnie w kuchni, z pochyloną głową, z opuszczonymi ramionami, kiedy spojrzałaś na mnie swoimi tak smutnymi oczami, zrozumiałam, że zrobiłam ci największą krzywdę na świecie. Że nie pokazałam ci, jak być silną kobietą. Jak walczyć o swoje szczęście. Ty zawsze widziałaś mnie uległą wobec twojego ojca, nie broniącą swoje niezależności, a  co więcej nie stając w obronie twojej wolności, twoich wyborów. Zawsze, gdy mówiłaś o swoich kolejnych pomysłach, z tyłu głowy miałam: „Co twój ojciec powie”.

Przepraszam cię kochana. Przepraszam, że dopiero dzisiaj ci to mówię – nie musisz żyć tak, jak inni to sobie wymyślili. Nie ma takiej rzeczy, w imię której sprzedajesz siebie. Ja dopiero dzisiaj zrozumiałam, że nawet osławione „dla dobra dziecka” nie jest w ogóle dla jego dobra. Widzę to po tobie. Bo gdybym ja zrobiła kilkanaście lat temu coś dla siebie, ty byś dzisiaj nie miała oczu pełnych łez i poczucia bezsilności, że utknęłaś w miejscu, w którym nie chcesz być i nie wiesz, jak się z niego wydostać. Patrzę na dwójkę twoich cudownych dzieci. Są takie szczęśliwe przy tobie, tacy radośni. Ale ty nie znajdujesz już w sobie tego błysku, co kiedyś, tego buntu, tej pewności.

A ja chcę ci powiedzieć, że to wszystko w tobie jest. Przypomnij sobie o tym teraz, a nie gdy spojrzysz na swoją dorosła już córkę. Proszę, ja nie walczyłam o siebie, nie nauczyłam tym samym ciebie walczyć. Opiekować się sobą. Przytulać. I uśmiechać się do siebie w lustrze. Tego wszystkiego co w naszym życiu jest najważniejsze, nie pokazałam ci. Przepraszam.

Wiesz, ale jest we mnie wiara, że jeszcze wszystko można zmienić, że jeszcze jest szansa dla ciebie i dla mnie. Dlatego chcę ci powiedzieć, że nie musisz żyć tak jak ja, że masz prawo być szczęśliwa, że nie musisz robić niczego wbrew sobie. Jesteś dobrym człowiekiem, tak bardzo wrażliwym, jak wtedy, gdy miałaś 10 lat. Dlatego wiem, że nikogo nie skrzywdzisz, choćby ci się wydawało, że cały świat będzie przez ciebie cierpiał, to tak kochana nie będzie. Uwierz mi. A ja ZAWSZE będę stała obok ciebie, będę cię wspierała. Będę mówiła – to moja córka, ona walczy o swoje szczęście, do którego ma pełne prawo. I to chciałam ci powiedzieć. Dziś już nie odwrócę wzroku, nie spytam, co inni na to powiedzą. Bo to nie jest ważne. My dla siebie jesteśmy ważne. Ty dla mnie. Kocham cię.


wysłuchała: Ewa Raczyńska


10 zalet picia czerwonego wina. Trzecią będziecie zaskoczeni…

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
11 maja 2016
Sprawdź, korzyści dla zdrowia z picia czerwonego wina.
Fot. Pexels / stock.tookapic.com /

Czerwone wino to wyjątkowy w smaku trunek, który chętnie jest wypijany przez panie, nie tylko przy okazji kolacji dla dwojga. Spożywany okazjonalnie, pomaga się zrelaksować, umila chwile przy książce lub dobrym filmie, dzięki niemu łatwiej oderwać się od kłopotów czy wprowadzić romantyczny nastrój. Oczywiście, nie można pić dużych ilości czerwonego wina, podobnie jak innych trunków bezkarnie. Wiemy czym jest kac, i żadna z nas nie marzy o porannym bólu głowy.

Wino ma wiele zalet dla zdrowia, dlatego warto je pić częściej, lecz z głową

Amerykańscy naukowcy, którzy przodują w prowadzeniu różnych badań, wykazali, że wino dla ludzkiego organizmu ma wiele cennych zalet, szczególnie dzięki zawartości resweratrolu. Jest to wyjątkowo silny antyoksydant zwalczający wolne rodniki, które wpływają na przedwczesne starzenie się i występowanie wielu chorób. Nikt nie zachęca do popadania w alkoholizm, i picia litra wina każdego dnia. Wystarczy, że panowie pozwolą sobie maksymalnie na dwie lampki wina w ciągu dnia, a panie jedną. Umiarkowane spożycie tego typu alkoholu, ma wiele korzyści.

Za to powinnyśmy pokochać czerwone wino

wino


Fot. Pixabay / condesign /

1. Chroni serce 

Tak,  procyanidiny które zawiera czerwone wino, poprawiają funkcjonowanie układu krwionośnego, uniemożliwiając przekształcenie cholesterolu do bardziej niebezpiecznej dla tętnic formy. Związki fitochemiczne wspomagają produkcję dobrego cholesterolu, a przeciwutleniacze chronią śluzówkę naczyń wieńcowych.

2. Przedłuża młodość

Resweratrol zawarty w czerwonym winie stymuluje gen długowieczności – SIR2,  przyspiesza produkcję białek, które chronią ludzkie ciało przed starzeniem. Czerwone wino zawiera pięć razy więcej resweratrolu niż wino białe.

3. Chroni zęby

Antyoksydanty hamują rozwój bakterii przyczyniających się do powstawania ubytków w zębach, występujących w jamie ustnej. Picie czerwonego wina, po prostu likwiduje te bakterie.

4. Wpływa na poprawę pamięci

Czerwone wino poprawia krążenie krwi, a tym samym odżywienie mózgu, a  resweratrol korzystnie wpływa na pamięć krótkotrwałą.

5. Poprawia trawienie

Zwiększa wydzielanie śliny i produkcję enzymów trawiennych, oraz rozszerza naczynia krwionośne i poprawia ukrwienie, dzięki czemu podczas posiłków popijanych winem, substancje odżywcze szybciej trafiają do krwiobiegu. Kwas cynamonowy wspiera wydzielanie żółci, więc szybciej trawimy tłuszcz.

6. Odsuwa ryzyko udaru

Jego działanie polega na rozrzedzaniu krwi, co przeciwdziała tworzeniu się zakrzepów i gromadzeniu się cholesterolu w tętnicach. Z kolei resweratrol pozwala zapobiegać uszkodzeniom neuronów w mózgu, co chroni mózg.

7. Zapobiega nowotworom

Resweratrol blokuje w komórkach rakowych zdolność wytwarzania kluczowego białka, z którego nowotwory są zbudowane, a apigenina obecna w winie, może powstrzymywać wzrost nowotworów.

8. Chroni przed cukrzycą typu 2

Panie spożywające dużą ilość flawonoidów, maja większe szanse uniknąć cukrzycy. Wino wspiera reakcję organizmu na insulinę, która jest narzędziem regulującym poziom cukru we krwi.

9. Wzmaga libido

Antyoksydanty korzystnie wpływają na naczynia krwionośne, rozszerzając je i polepszając dopływ krwi. W dodatku,  może minimalizować ryzyko powstawania zaburzeń produkcji spermy u mężczyzn, co jest ważne dla par starających się o potomstwo.

10. Wzmacnia wzrok

Naukowcy z Islandii wykazali, że osoby pijące umiarkowane ilości czerwonego wina, mają aż o 32 proc. większą szansę na uniknięcie wystąpienia katarakty, niż abstynenci.

 

linia 2px
Oczywiście, zalety czerwonego wina, nie powinny powodować, że będzie ono nadużywane. Mimo tego, jak wiele dobroczynnego działania wykazuje wino, to jednak nadal jest alkohol, który w nadmiarze powoduje poważne konsekwencje zdrowotne.


Zobacz także

Testy genetyczne na raka. Kiedy są pomocne i kto powinien je wykonać?

„Wydamy Stanisławę jak najszybciej za mąż za 10 lat starszego kuzyna. Najważniejsze, żeby jego majątek nie przepadł i pozostał w rodzinie”

Co mi dolega? Bez tabu i bez wstydu o chorobach, które dotykają Polaków. Nowy program medyczny w telewizji TLC

https://buysteroids.in.ua

левитра инструкция по применению

www.medicaments-24.net