Bądźmy ludźmi najpierw dla siebie, wrzućmy na luz, wyjmijmy kołki z d*py i cieszmy się tym, co mamy. I niech gówno nas obchodzi opinia innych

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
10 października 2018
Fot. iStock/Kikovic
 

Trafiłam na wpis na Facebooku, jak to matki mają prze*ebane, bo za wszystko są rozliczane. W skrócie – ojcowie wystawiani na glorię i chwałę, jak tylko zmienią dziecku pieluchę lub pobawią się z nim na placu zabaw, a matki obrywają za wszystko – za niewyprasowaną bluzkę, za potargane włosy, za buzię wysmarowaną kakao.

Czytam i nie wierzę. Bo stoi tam, że nasza potrzeba kontroli ojców, wydzwanianie do nich, czy zjadło, czy pamiętał o myciu zębów, czy nie zapomniał o balecie po południu, a co lepiej – w ogóle odebrać dziecko ze szkoły czy przedszkola, wynika z tego, jak inni nas oceniają.

Bo zawsze jest winna matka. Matka jest winna, że dziecko nie zjadło, nie spało, nie ubrało się stosownie do okazji, że jest rozwrzeszczane albo płaczliwe, to też jej wina, bo źle odczytuje potrzeby albo za bardzo się z nim cacka. I to wszystko w atmosferze: „Co ludzie powiedzą”. Ja pie*dolę. Serio? Serio dajemy się uwikłać w takie schematy, w takie ramy, by dla innych było dobrze i poprawnie? Serio budowanie pewności siebie jako matki będziemy opierać na opiniach innych? Znam matki, które namiętnie wrzucają zdjęcia swoich dzieci w sieć: oj jak pięknie zjadły śniadanko, jak cudownie się razem bawiliśmy, gdzie to nie byliśmy. Tyle, że poza siecią smród czuć z kilometra. Ja zawsze mówię – im więcej kogoś na zewnątrz, im więcej ktoś się chwali swoim cudownym życiem, tym większy syf w środku. Niestety ta dewiza sprawdza się i to dość często.

Czekamy aż ktoś nam napisze, jaką cudowną matką jesteś, jak ty znajdujesz czas na to wszystko, jak inni ciebie podziwiają i zazdroszczą, bo też dążą do takiego ideału, ale im się nie udaje. I kolejny lajk, to kolejny ik na liście: „Jak zostać dobra matką”. Tyle, że bez tego fejsbukowo-owego anturażu wiele kobiet w życiu nie poczułoby się dobrze w swojej roli, bo na co dzień są strzępkiem nerwów. Dbają tylko o to, by się nie wydało, z iloma rzeczami się nie wyrabia, co zawala, z czym sobie nie radzi.

Dlatego, kiedy słyszę, że to nie kobiety powinny sobie odpuścić, ale inni powinni odpuścić nam, bo to inni są winni, że tak się czujemy, to ku*wica mnie strzela. No halo! Zaraz zaraz, a niby czemu tak? Co nas obchodzą inni i jaką my mamy władzę, żeby im narzucać, co mają mówić, pisać, robić? Niedoczekanie nasze, żeby inni przestali od nas wymagać, oczekiwać. Zawsze tak było, jest i na bank będzie. Jedyne, na co mamy wpływ, to na siebie. Tylko nas samych możemy zmienić, wyzbyć się kompleksów napędzanych przez innych, olać to, co mówią, co o nas myślą. Bo jakie to ma naprawdę znaczenie? Co z tego, że twoje dziecko pójdzie do szkoły w wygniecionej koszulce, której nie zdążyłaś wyprasować? Bo ci się nie chciało, bo nie lubisz, bo od dawna pozwalasz dzieciom zakładać to, na co mają ochotę i oni biorą odpowiedzialność za to, jak wyglądają?

Na litość boską, kobiety! Obudźcie się w końcu. Wbijcie sobie do głowy, że nic nie musicie, że nie żyjemy po to, by spełniać widzimisię innych, zwłaszcza wizję sfrustrowanych swoim życiem kobiet, które narzuciły sobie ciężar zadowolenia wszystkich od męża, przez matkę, teściową aż po panią w warzywniku. Same sobie to robimy. Same samiuteńkie. Chcemy być świętymi matkami od wszystkiego. A tak się do cholerny jasnej (gorsze przekleństwo wykreśliłam) nie da. I nie chcę słuchać bredni, że to wszyscy wokół są winni za to, jak się czujemy, że to inni wywierają na nas presję. Same to sobie robimy, bo na to im pozwalamy.

Odpuśćmy przede wszystkim sobie. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Mamy prawo być wku*wione, zmęczone, może się nam nie chcieć, mamy pełne prawo mieć w dupie, co inni powiedzą, bo tylko my wiemy, jak jest naprawdę. Przestańmy koloryzować nasz świat i udawać, że jesteśmy idealne, że nam się wszystko chce, ze wszystkim sobie radzimy, jesteśmy piękne, silne i odważne. Jasne, jesteśmy, ale nie zawsze i nie wszędzie i nie dla wszystkich! Nie budujmy domku z kart, który jedna krytyczna opinia, zdmuchnie z powierzchni ziemi. Bądźmy w końcu sobą, a nie odgrywajmy ról, które narzuca nam kraj, społeczeństwo, rodzice czy sąsiadka.

Kiedyś ktoś mądry mi powiedział, że jak przestaniemy oceniać innych, sami przestaniemy czuć się oceniani. Chwała mu za te słowa. Ja bym dodała: jak odpuścisz sobie, odpuścisz też innym. Zmiana wychodzi od nas. Jak przestaniesz się zarzynać, udowodniać innym, że jesteś dojną krową, pod którą każdy może się podczepić, jak pomyślisz: „I ch*j mnie obchodzi, co inni pomyślą”, ze zrozumieniem pokiwasz głową, widząc matkę siedzącą na ławce, podczas gdy jej syn drze się wniebogłosy, że chce gofra. Uśmiechniesz się widząc znajome na drinku, podczas gdy ich mężowie zajmują się dziećmi. Odpuścisz ojcu swojego dziecka i nie zrobisz karczemnej awantury, że nie dobrał odpowiednio rajstopek do sukienki i zabrał dziecko na pizzę. Bądźmy ludźmi najpierw dla siebie, wrzućmy na luz, wyjmijmy kołki z d*py i cieszmy się tym, co mamy, z tego, kim jesteśmy. A całą reszta – jak to mówi moja znajoma i ma rację – to Madagaskar.


Jak mnie wku*wia, jak ktoś samodzielnie myśleć nie potrafi, tylko powtarza zasłyszane bzdury

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
31 października 2018
Fot. iStock/Lord Baileys
 

Wku*wia mnie maksymalnie, jak ktoś próbuje mi wcisnąć dziecko w brzuch trzymając się bzdur niepopartych żadną wiedzą, a tylko zasłyszanymi głupotami, w które ślepo wierzy. Świadczy to dla mnie – po pierwsze, o braku zdolności do samodzielnego myślenia, po drugie o potrzebie bycia kimś ważnym, kimś umoralniającym, kimś kto ślepo wierzy autorytetom, które akurat z autorytetem w tym momencie nie mają nic wspólnego.

Czy naprawdę tak trudno nam mieć własne zdanie? Tak trudno skonstruować własną opinię i się jej trzymać? Czy naprawdę ogłupiające memy, cytaty i wypowiedzi ludzi przeróżnej maści w mediach społecznościowych robią nam wodę z mózgu? I uwaga wcale nie piję do polityki. Mój wku*w jest wywołany Halloween, a raczej odmawianiem dzieci przyjemności zabawy. Taka silna jest wiara katolicka, że ze strachem podsycanym ogniem piekielnym, patrzymy na dzieci przebrane w duchy i potwory, które zniszczą świętości, w które nadal większość tego kraju wierzy? I bardzo dobrze, że wierzy, tego nie podważam. Ale warto pamiętać, że religia od dawna była przede wszystkim narzędziem władzy nad ludźmi i choć wydawało się, że taką władzę miała w Ciemnogrodzie, to okazuje się, że teraz budzi w nas paniczny lęk ksiądz, który krzyczy z ambony, że Halloween to święto diabła.

Ja pie*dole, skąd on i jemu podobni, którzy takie durnoty powtarzają, to biorą? Jak mogą straszyć dzieci piekłem, demonami i tym, że nigdy do nieba nie pójdą. A tam dzieci. Co najlepsze starszą dorosłych, którzy na te farmazony nabrać się dają. Bo nadal to, co powie ksiądz, lekarz i prawnik jest prawdą najprawdziwszą, której podważać się nie da.

A ja mam pytanie. Czy ktoś powtarzając te głupoty, zamykający dzieciom drzwi przed nosem, gdy przychodzą po cukierki, goniący dzieci z krzyżem (tak, moje tak były gonione rok temu i to nie przez księdza, ale przez jedną z sąsiadek), zadał sobie trud, by samodzielnie wklepać w google H A L L O W E E N? Czy ktoś ma w ogóle pojęcie, o co w tej zabawie chodzi? Zabawie, bo przecież nikt tu nie mówi o jakimś wielkim święcie. Moje dzieci wiedzą, co to Święto Zmarłych, wiedzą też co to Dziady były i żałują, że teraz już nikt Dziadów nie obchodzi, namawiają mnie do wznowienia tego święta choćby u nas w domu. Wiedzą też, że Halloween jest trochę podobne do dożynek, a trochę do topienia Marzanny. O matko, że też nigdy nikt nie zabronił dzieciom topić Marzanny uznając ją za czarownicę i obrządek, a jakże – pogański.

Dla wszystkich tych, którzy w swoim zacietrzewieniu, strachu przed samodzielnym myśleniem – Halloween nie powstało w opozycji do Święta Zmarłych, ba setki lat temu Wszystkich Świętych obchodzone było 1 maja i ktoś niefortunnie postanowił je przenieść na 1 listopada, co zbiegło się ze świętowaniem przez ludzi dobrych plonów jesieni (stąd dynie i przywołane przeze mnie dożynki po letnich zbiorach), a także odstraszaniem zimy – chłodu, głodu i czasu, kiedy umierało więcej ludzi – stąd przebrania, które miały odgonić złe duchy (podobnie jak topiona Marzanna ma dawać pewność, że zima nie wróci). Źródeł tego obrządku jest więcej, ale to podstawowe, które wysuwa się na pierwszy plan, do cholery jasnej, nie ma nic wspólnego z diabłem, z piekłem, z satanizmem.

Błagam, bądźmy trochę mądrzejsi niż cała reszta. Miejmy wiedzę i dystans do tego kitu, który próbuje się nam wcisnąć. Rozmawiajmy z dziećmi i mówmy, w co się bawią, jeśli bawić się chcą. A wszystkich, którzy w szkołach organizują dzisiaj bal wszystkich świętych, pytam po co i dlaczego? Skoro nie bawimy się w Halloween, dlaczego mamy się bawić w szkole, która z założenia powinna być świecka, w chrześcijaństwo? Skoro nie mamy szacunku i tolerancji dla tego, co inne, co warte pokazania, co ciekawe, co poszerzające nasze i naszych dzieci horyzonty, dlaczego mamy karmić się jedyną słuszną ideologią – jasełkami, kolędami na muzyce, a nie religii, szkolnymi wigiliami? Nikt nie protestuje? Bo patrzy tylko przez pryzmat własnego nosa i własnych przekonań, które są najsłuszniejsze, najprawdziwsze i każdy powinien myśleć tak samo?

Otóż nie. Te czas się skończyły. Ja się na nie nie godzę. Z moimi dziećmi przygotowałam dla nich na dzisiaj stroje, kupiłam cukierki dla tych, które zapukają do mnie z hasłem: „Słodycze albo psikus”. A jutro pójdę zapalić świeczki na grobach, pamiętając doskonale i mówiąc o tym moim dzieciom, że Wszystkich Świętych, to święto zaanektowane przez chrześcijaństwo z obrządków pogańskich, bo tam ma właśnie swoje źródło.


Tych kilka rzeczy chciałabym wiedzieć o facetach, nim zaczęłam się z nimi spotykać. Może straciłabym mniej czasu na kiepskie związki

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
28 sierpnia 2018
Fot. iStock/Anchiy

Że też człowiek może być dopiero mądry po szkodzie. Jakby nie mógł być wyposażony w listę pewnych mądrości i prawd. Rodzić się z takimi przekazywanymi w genach, zamiast zapisywać w głowie te wszystkie negatywne przekonania: „Musisz więcej, stać cię na więcej”, „Tylko szczupłe są ładne”, „Znajdź sobie męża, bo zostaniesz starą panną”. I człowiek bierze sobie takie coś do serca i szukać zaczyna jak szalony. Jak poje*any bym nawet powiedziała, ale nie wiem, czy wypada. A co tam. Lata taka kobieta – jak ja – z wywieszonym jęzorem. Rozgląda się na prawo i lewo, raz jest rusałką, raz seksownym kociakiem. Raz je jajka na miękko, innym razem jajecznicę. Wszystko po to, by zdobyć tego cholernego męża. By być dla faceta tak atrakcyjną, żeby w końcu zaobrączkować się dał.

Ja pie*dole. Jak dzisiaj patrzę na to z perspektywy czasu, to się włos na głowie jeży, jakiego człowiek z siebie idiotę robił, w jakie związki się pakował. A wystarczyłoby tych kilka rzeczy wyszeptać mi jeszcze, gdy w łonie byłam i ilu pomyłek bym sama sobie zaoszczędziła. Innym zresztą też.

#1

Moją największą bolączką była zawsze niepewność co do mojego ciała, do tego, jak wyglądałam. Zmarnowałem masę czasu, bo byłam tak niepewna siebie, że nie oglądałam się za facetami, którzy naprawdę mi się podobali. O matko – bo co by oni o mnie pomyśleli, pewnie by nawet uwagi nie zwrócili. Wiecie, co jest najlepsze, że teraz jak na siebie patrzę, myślę: „Jesteś zajebista”. I nawet boczki temu nie zaprzeczają.

#2

Dlaczego nikt mi nie powiedział, że facet bardzo szybko zdradzi kim naprawdę jest, co myśli o związku, jakie ma plany na przyszłość. Trzeba tylko się otrząsnąć, walnąć z dwa razy siebie po pysku, żeby wyjść z tego zaślepiającego pożądania i zobaczyć to wszystko. Jeśli źle traktuje ludzi (choćby kelnera w restauracji), ciebie też będzie źle traktował. Jeśli okłamuje matkę, ciotkę czy pracodawcę, ciebie też okłamie. Jeśli jest gigantycznym, pieprzonym dupkiem, który nie ma żądnych aspiracji w życiu, ty go na pewno nie zmienisz. Lepiej uciekaj.

#3

Kobiety mają moc, mają siłę, mają prawo mówić, co czują i co myślą. Dlaczego my, do jasnej ciasnej, nie wyssałyśmy tej wiedzy z mlekiem matki. Za to uważamy, że musimy być miłe, usłużne, że nie warto wychylać się ze swoimi opiniami, żeby faceta do siebie nie zrazić. A w dupę z tym. Jeśli on mnie nie akceptuje takiej jaką jestem, niech spada.

#4

Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że fajnie jest być samemu, że zanim się wplączesz, uwikłasz, obiecasz, że w zdrowiu i w chorobie, wyszalej się. Korzystaj z życia, nie skupiaj się na tym, żeby kogoś znaleźć, tylko myśl o sobie i rób to, na co masz ochotę. Czasami naprawdę żałuję, że tego nie wiedziałam wcześniej.

#5

Bardzo późno zrozumiałam, jak ważne są relacje z innymi kobietami, ich przyjaźnie. W całym tym zamieszaniu odnosiłam wrażenie, ze traktujemy się jak rywalki w pogoni za tę jedną jedyną para spodni, która nas uszczęśliwi. Co za beznadzieja. Dzisiaj mówię mojemu mężowi, gdy wiszę na telefonie albo znowu wychodzę: „Przecież wiesz, że przyjaciółki są najważniejsze”.

#6

Warto, żeby każda, ale to każda kobieta wiedziała, że facet, który nie chce ci powiedzieć, jak się nazwa, gdzie mieszka, skąd pochodzi, gdzie pracuje, nie jest tajemniczy. To pieprzony manipulant z zaburzeniami osobowości. Wyjdź, trzaśnij drzwiami i nie wracaj.

#7

I jeszcze byłoby super, gdyby ktoś powiedział, że „żyli długo i szczęśliwie” to dopiero początek bajki z różnym zakończeniem. Bycie w związku, utrzymanie go, to cholernie ciężka praca. Nie możesz mu na dzień dobry stawiać wysokich oczekiwań, bo zawsze będziesz rozczarowana.

#8

Zadawaj trudne pytania. Na miłość boską nie trać dziewczyno czasu, żeby po ośmiu miesiącach dowiedzieć się, że przez najbliższe dziesięć lat nie ma zamiaru myśleć o ślubie, dzieciach, wspólnym mieszkaniu z jakąkolwiek kobietą. Oszczędź sobie podchody i wal prosto z mostu.

#9

I żeby ktoś jeszcze mi powiedział: „Najpierw pomyśl, z kim chcesz być”. Ma być dowcipny, elokwentny, elegancki, typ pozytywnego wariata, ze sprecyzowanymi planami na przyszłość? Po pierwsze nie bierz byle kogo, nie trać czasu na facetów, którzy tak naprawdę cię nie interesują. Nie obniżaj swoich standardów.

#10

Nie marnuj czasu, próbując kogoś zmienić. Po prostu sobie dziewczyno odpuść, aby nie przegapić faceta, które szukasz.

#11

Jeśli czegoś chcesz, poproś o to. Brzmi jak jakaś magiczna sztuczka? Ile ja czasu zmarnowałam w związkach, zastanawiając się, czemu ten mój facet jest taki nieogarnięty, tako mało domyślny. A potem ktoś powiedział: faceci nie potrafią czytać w myślach. Od tamtej pory przestałam czekać, aż on zrobi coś, na co mam ochotę. Mówię, co chcę na urodziny, co chcę robić w święta, co lubię w łóżku. I tak, życie stało się o wiele prostsze.


дорожки ковровые

лікування алкоголізму

асфальтирование дорог