Bój o drożdzówkę. Czyli słów kilka o Ustawie Żywieniowej

Kreską Asi
Kreską Asi
17 października 2017
 

Zanim ten cały polityczny, przedwyborczy sajgon się rozkręcił się na dobre, były DROŻDŻÓWKI. A raczej nie było. I w tym był problem. I dowodem trzeba było się okazać, aby w szkole móc takową zakupić. I dziw brał ustawodawców, że dzieci i młodzież, oraz niejednokrotnie ich rodzice nie są ZA zdrowym jedzeniem. Rodzicom się trąbi, że przecież od podstaw trzeba zdrowe żywienie uskuteczniać.

Szkoda, że przeoczono parę pierwszych lat owych PODSTAW, w których to dziecko najbardziej właśnie te nawyki żywieniowe nabiera. Znaczy po tym jak dziecko wyjdzie z brzucha. Wpierw są rodzice: cyc, eko warzywka i inne dobroci. Podstawione pod twarz dziecka, szybko w niej lądują. Smakują po prostu. Potem jest SZOK. Żłobek znaczy się – nie dość, że ryczysz, bo Ci obca baba ma Berbecia przewijać/wychowywać. To jeszcze SYF. Widzisz jadłospis rocznego dziecka i robisz zeza. Naleśniki z serkiem danio, jogurty owocowe, biszkopty, gofry z cukrem pudrem, kakao, czekoladowe kuleczki z mlekiem itp. Słowem: CUKIER. I co robisz? Rewolucję. I wywalają Ci dziecko z jednego żłobka (pozdrawiamy poznański niepubliczny Żłobek Pinokio). W następnym już cicho siedzisz. Tylko trochę ręka świerzbi, gdy inne mamy na zebraniu rodziców zgłaszają uwagi do jadłospisu, chcą usunięcia TORTÓW z żłobkowych urodzin każdego dziecka. Trochę się poddajesz. Soczki do picia są niby bardzo rozcieńczone. A po co są w ogóle? Nie pytaj. Najzdrowiej, jak możesz karm dziecko w domu i trzymaj kciuki, żeby tym zwyczajem przesiąkło. Ale nie dziwmy się potem, że ów Siedmiolatek tak bardzo pragnie drożdżówki. Więc reflektory poprosimy skierować na stołówki żłobków i przedszkoli. Tam, gdzie dzieci nie mają jeszcze takiego (a właściwie żadnego) wyboru.

Ps. Nie mam paranoi. Słodycze nie są Zosi obce i zakazane. Spróbowała już niemal wszystkiego. Ostatnio pożarła na przykład moje ptasie mleczko. Ale to raczej są kęsy słodkości raz na ruski rok. Nigdy, jako posiłek. Te, zakładam, że mają być pożywne i zdrowe. I Zosia sama sobie wsypuje przeróżne bakalie i zboża do jogurtu naturalnego.

Smacznego!


Ukradłam wigwam dla Zosi

Kreską Asi
Kreską Asi
27 października 2017
 

Weszłam. Wzięłam sobie. I wyszłam. Bezczelnie, bezszelestnie, bez komentarza.

Ukradłam wigwam od . Pomysł na wigwam znaczy się.

I trochę go skompresowałam co by do naszego m2 wszedł. I wlazł.

Jest.

Oto przepis:

SKŁADNIKI:

– dwa koce lub dwa plażowe ręczniki

– klamerki do bielizny

– poduszkę

– lalkę

– Zosię (zamiennie może być inny kochany Berbeć – bo ja swojego NIE DAM!)

– i kwintesencja: suszarka na pranie: ale taka która nie krzyżuje nóżek

 

PRZEPIS:

toaletowy_4-15

PLUSY:

– suszarka jako wigwam –  2 w 1; oszczędność miejsca

– wzbudza emocje – rozkładana sporadycznie za każdym razem podobnie cieszy,

wigwam stoi cały czas i może się znudzić

– orginalny design

– większa niż wigwam – nawet ja się w nim mieszczę i Arek

MINUSY:

– Jest brzydki, klamotny

– Więcej wad nie dostrzegam

Więc Zosia wraz z rodzicami zaprasza do środka swojego świata!

Mama tu!


Słownik Zofii. Wydawnictwo Gaduła.

Kreską Asi
Kreską Asi
13 października 2017

słowa moje

(To będzie żywy post. Będzie się dział/aktualizował, bo (chociaż mamy jesień) mowa zosina kwitnie. Na górze róże – najnowsze słowa, na dole fiołki – te, które już się utarły/lub których ważność wygasła. Nie zaskakują aż tak. Chociaż cała ta gadanina i szczebiotanie jest urocze. (Wiem – będę się niebawem pukać po głowie, że tak piszę). W domu robi się głośno. I pełno.

Bo Zosia, nie dość, że donośnie ten swój słownik uzupełnia, to na dodatek biega z nim po całym mieszkaniu. I nie ma wyłącznika. Dopiero sen jej zamyka słownik. Na noc.

Kolejny dzień przynosi nowe);

 

Słownik Zofii

———————

wyd. Gaduła

 

PAŹDZIERNIK (Zosik: 1,5 r.):

toaletowy_4-12

BUTI / buty, czyli uwaga – Zosiek szykuje się na spacer (czy tego chcesz czy nie!)
JEJU / jeju! mogę to w ogóle zaliczyć do słów? 😉

ALO / telefon, halo, czyli: zabrałam Ci mama telefon i będę dzwonić!

DY / dym, z kominów – Zosiu, to zima się zaczęła…
BUU / Bóg, nie cierpię tych wszystkich określeń typu: Bozinka, także na wiszący u Zosi w pokoju krzyżyk mówię, że to jest Bóg, a Zosiek to sobie nieco skrócił…

 

WRZESIEŃ (Zosik: 1,5 r.):

toaletowy_4-11BABA / babcia oczywiście ..

MAMA / mama, w pełni świadomie

TATA / tatuś ukochany

PTA-PTA / słynne ptaki

UTA / auto

BABU / brawo

AMU / jedzenie, jeść, śliniak

BUBU / zimno

TUPTA / chcę chodzić, więc nie noś mnie na rękach już…

APA / weź mnie na ręce

ŁAŁA / lalka, rzecz jasna

OJEJU / śpiewnie wypowiedziane, nie przypisane żadnej czynności etc.

ADA / Ada – ukochana żłobkowa ciocia

ANIU / Ciocia Ina, i na drugie wcale nie ma Ania

AŁA / że boli, oraz w szczególnych przypadkach imię taty: Arek

DADU / dziadek, z charakterystyczną basową intonacją

TAA / tak

NIE / nic na opak, po prostu: nie

PAPA / żegnaj, idę sobie, idź sobie

BUŁA / pieczywo pszenne kształtu okrągłego, bułka po prostu

ARCHAIZMY (już zapomniane):

A! / Popatrz na mnie!
aaaa aaaaa aaaa / Jestem głodna, zsikana, zesrana,
obrzygana etc.
aameee mEEE / Stało się coś strasznego!
(użyte raptem kilka razy – na szczęście)
leee leee leeeŻreć! (komunikat niestety
przestał być przekazywany ok 3 miesiąca życia Niemowlaka;
czyżbym przekarmiała Zośkę ??)
baaabaaaaaa / ?? (wypowiedziane pierwszy raz w Dniu Babci;
czy to znaczy, że na klasyczne MAMA mam poczekać do 26 maja ???)
ba – bA – MA / Nie chcę! I jestem naprawdę wściekła!
niA / Nie!
AAGRHAAAA / Superextrazajebiście! (To jest krótki,
acz naprawdę wysoki donośny ton, który przyprawia mnie
niemal zawsze o zawał serca. A już na pewno o podskok.)
AIIIIIAAAAIIIIAAAJJAAAA / Trenuję sobie głos, 
więc sorry jeśli szkło będzie pękać. Nie pęka? 
A co to są bębenki?

 


www.nissan-ask.com.ua/

Сиалис супер актив

viagra-on.com