Brzuch Matki Boskiej – cztery pokolenia kobiet na życiowym szlaku

Oh!Books
Oh!Books
3 października 2018
Fot. Materiały prasowe
 

Trzy siostry, Kazia, Wacia i Ziuta dorastały w jednym domu, a każda z nich inna, tak już od dzieciństwa. Jedna łagodna, zgadzała się na wszystko, druga schowana w swoim wewnętrznym świecie, trzecia harda i nieposłuszna.

Tylko jedna z nich, Kazia, urodziła dziecko. Dziewczynkę – Gabrysię.

Jak można było ją wychować? Według wyuczonych schematów: mężczyzna jest potrzebny, ale nie niezbędny. Zwykle są z nim jakieś kłopoty: pije, bije, odchodzi albo znienacka umiera. Nie płacze się po nim zbyt długo. Gabrysia też nie płakała.

Za to urodziła następną dziewczynkę: Martę.

To Marta staje się narratorką całej historii, zadaje pytania, naprowadza na interesujące wątki. Dzięki niej ciągłości nabiera cała historia trzech pokoleń kobiet.

Wyrwane z przeszłości anegdoty, opowieści o codziennych sprawach i o tych najważniejszych: miłości, wierze, śmierci. Czuła, choć miejscami szorstka opowieść o czterech pokoleniach kobiet, które umieją kochać tylko siebie nawzajem.

„Brzuch Matki Boskiej” to książka w dużej mierze biograficzna. Cztery pokolenia kobiet na życiowym szlaku od poleskiej wsi Gęś po rybacką Ustkę. Szlaku krętym, wyboistym, brukowanym tęsknotami za lepszym życiem – na wskroś kobiecymi i brzemiennymi w skutki niczym okrągły jak jabłko brzuch Matki Boskiej.

Fot. Materiały prasowe

BRZUCH MATKI BOSKIEJ
MARTA HANDSCHKE

Premiera: 10 października 2018

Spisałam tych kilka rodzinnych opowieści, jakich wiele na świecie, zanim głębokie czeluści niepamięci pochłoną moje szare komórki. Pisałam je kilka lat. Jeździłam do Ustki w weekendy i nagrywałam na prymitywny dyktafon losy wszystkich moich kobiet. Zaczynałam od cioci Ziuty, której własna przeszłość, mieszała się już w głowie. Czasem, gdy z Afryki przyjeżdżała babcia Kazia, jej losy również starałam się uwiecznić, choć nie było to łatwe, bo babcia do wylewnych osób nie należy. W międzyczasie ja sama przypominałam sobie mnóstwo historii, które słyszałam w dzieciństwie i których absurdalność oraz dramatyzm wprawiał mnie w niepokój. Dręczyła mnie niesprawiedliwość wydarzeń i chciałam wyjawić to, co los sprytnie ukrył. Niektóre imiona osób występujących w tych opowieściach zmieniłam na ich własną prośbę, część wątków jest zmyślonych (jeśli mam być precyzyjna, to może 20 %)

Powstała opowieść o trudnych losach kobiet w mojej rodzinie, dręczących i skrywanych latami wydarzeniach, przekazywanych z pokolenia na pokolenie nawykach i przekonań. „Brzuch Matki Boskiej” to również opowieść o wykluczeniu mężczyzn, którzy zdradzali lub szybko odchodzili. Nie można też nie wspomnieć o wzajemnej miłości między kobietami, konfliktach, starzeniu się, nudzie oraz powtarzalności.

Pomysł na książkę wziął się jednak z mojej fascynacji jedną z głównych bohaterek, której zachwyt nad zjawiskami świata i mądrość o człowieku zawsze były dla mnie niezwykłym doświadczeniem rzeczywistości. Rozmawiając jednak z innymi kobietami, jej idealny obraz zanikał, a pojawiała się sieć skomplikowanych relacji pełnych pretensji i wzajemnych nieporozumień.

Dla mnie ta książka to rozprawienie się trochę z przeszłością. Próba określenia swojej tożsamości, nieudana jednak z powodu bezustannej zmienności zjawisk. Jedno jest pewne, spisanie tych historii przyniosło mi pewnego rodzaju ulgę. 

Marta Handschke

Fot. Materiały prasowe

Marta Handschke – urodziła się w 1972 roku, mieszka w Gdańsku. Z zawodu fotografka, na co dzień zajmuje się grafiką użytkową i ilustracją. Projektuje m.in. okładki płyt i plakaty. Jako ilustratorka i felietonistka współpracowała także z „Gazetą Wyborczą”. Od lat związana z trójmiejską sceną muzyczną, śpiewała w takich zespołach jak Oczi Cziorne i Kobiety. Autorka tekstów piosenek.


W domu nie mówiliśmy po polsku, czyli rzeczywistość polskiej emigracji lat 80-tych. Polecamy książkę „My, superimigranci”

Oh!Books
Oh!Books
4 grudnia 2018
Mat, prasowe/Emilia Smechowski
 

Pamiętam, jak w latach 80-tych, gdy wracałam ze szkoły w grudniu, przed Świętami, w domu pachniało tak, że już od drzwi było wiadomo, że właśnie przyszła paczka. Paczka z Niemiec, od znajomych, którym udało się uciec i tam zamieszkać. Przysyłał je przyjaciel mojego taty. Były czekolady, żelki, proszek do prania, hermetycznie pakowane wędliny, zestaw 50 mazaków. To zawsze było prawdziwe święto, dotknięcie tamtego, innego świata.

Emilia Smechowski takich paczek nie dostawała, jej rodzice w 1988 roku postanowili wyjechać, by zapewnić sobie i swoim dzieciom lepsze życie. Emilia mając pięć lat trafiła z rodziną do obozu dla uchodźców. Bała się, bo choć była z najbliższymi z zewsząd otaczali ją obcy ludzie, którzy podobnie jak jej rodzice marzyli o tym, żeby wyrwać się z Polski. Tak zaczęła się zmiana. W domu Emilii przestano mówić po polsku, jej rodzice mieli poczucie, że muszą zasłużyć na daną im w nowym kraju szansę. Zmienili imiona, nazwiska, by brzmiały bardziej po niemiecku. Wiele lat później mama Emilii powiedziała jej, że robiła to wszystko, bo strasznie się bała.

„Bardziej czułam się Niemką niż Polką” wspomina Emilia. Nie dotykały jej żarty na temat Polaków, jej tata oglądał program, w którym się z nas wyśmiewano i sam zaśmiewał się do łez. Nastąpiło całkowite wyparcie. Mama Emilii, gdy przyjmowali gości, podawała pomidory z mozzarellą, zamiast polskich pierogów. Nie mówiono o uczuciach, nie mówiono o tęsknocie, nastąpił tryb „przestawienie i zasymilowanie”.

Byliśmy „niewidzialni”, pisze w swojej książce „My, superimigranci” Emilia Smechowski, opisując swoją własną, a tym samym wielu innych, historię imigracji. Przywołuje wspomnienia, pisze o koleżankach z klasy, które były Polkami, ale nigdy ze sobą nie rozmawiały o pochodzeniu, udawały, że temat nie istnieje.

Kiedy po latach Emilia zapisała się na kurs nauki języka polskiego, odkryła, że ojczystego języka uczą się z nią jej rówieśnicy, tacy jak ona, którzy z rodzicami wyjechali jako dzieci, a dziś nadal poszukują swojej tożsamości, przynależności. Emilia nie lubi pytania o to, kim jest – Polką czy Niemką. Dzisiaj mieszka ze swoją rodziną w Gdańsku, córka jest dwujęzyczna, mąż – Niemiec, uczy się języka polskiego. Jej rodzice nie chcą wrócić do Polski.

„My, superimigranci” to opis rzeczywistości, tych, których rodzice, ponad 30 lat temu, postanowili wyjechać z kraju, spróbować żyć lepiej, którzy nie chcieli czekać na zmiany, które wtedy nie następowały, podczas gdy za zakrętem, świat nabierał rozpędu. Każdy, kto zetknął się z polską emigracją, odnajdzie w tej książce znajome twarze, historie, emocje.

Polecamy!


Kim jest „Dziewczyna z warkoczami”? Anna Niemczynow – kobiety ją kochają, bo jest jedną z nich

Oh!Books
Oh!Books
20 września 2018
Anna Niemczynow
Anna Niemczynow | Fot. Materiały prasowe

Trzeba przejść życiowy maraton, żeby móc o tym innym opowiedzieć. Kim jest Anna Niemczynow, autorka fenomenalnych powieści dla kobiet? Poznajcie ją koniecznie, nie ma lepszego dowodu na to, że życie to prawdziwy maraton, z którego każdy może wyjść zwycięsko.

Jeśli czytając powieść zastanawiacie się czasem, czy autor ma bardzo bujną wyobraźnię i moc zaczarowania czytelnika, musicie zajrzeć do jej książek. Tu dzieje się prawdziwa magia. Lekkie pióro, wyobraźnia i to, co najważniejsze. Życie takie, jakim jest. Słodko-gorzkie, z wertepami po drodze, czasem wybuchające dobrem, słońcem i radością, czasem budujące ogromne mury.

Jeśli sięgniecie po nowa książkę Anny Niemczynow – „Zostań ile chcesz” lub słynną „Dziewczynę z warkoczami”, poczujecie w każdym zdaniu, że nikt nie opowiada wam bajki na dobranoc, i że z historii bohaterów i doświadczenia autorki, możecie wyciągnąć dla siebie o wiele więcej, niż miło spędzony czas.

Kim jest „Dziewczyna z warkoczami”?

Uśmiechnięta, zarażająca dobrą energią kobieta, prąca naprzód swoją krętą drogą. Jest w niej tyle dobra, że trudno uwierzyć, jak wiele w życiu i sobie musiała pokonać. Ale Anna Niemczynow, to kobieta, taka jak my. Trudno uwierzyć, że sporą część tych historii napisało życie.

Pisze o rozwodzie, miłości i życiu. O byciu matką biegnącą samotnie przez życie. O tym, wszystkim, co musiała sama przejść i pokonać. O tym, jak wiele pracy czasem trzeba włożyć w siebie, by móc zobaczyć wszystko inne wokół. I to jest najbardziej niesamowite. Bo czy po rozwodzie życie może być udane? Czy można wygrać z anoreksją i odbudować swoje poczucie własnej wartości, zwolnić i uśmiechać się tak często, jak nigdy wcześniej? Czy można zaakceptować coś, co istnieje wbrew wszystkim naszym przekonaniom i nauczyć się żyć inaczej? I przestać nieustannie walczyć o bycie dość dobrym? Można. I można wyciągnąć z tego ogromną lekcję. Powieści Anny Niemczynow uczą nas, jak tę lekcję z życia i miłości dobrze „odrobić”.

Anna Niemczynow | Fot. Materiały prasowe

Co opowiada o sobie? Warto wziąć sobie do serca jej słowa… i odszukać je nie tylko na kartach powieści, ale i głęboko w swoim sercu i życiu. Z pewnością, każda z was odnajdzie tu cząstkę siebie…

„Nie poganiam życia”

„(…) Każdemu przeżycie rozwodu trochę zajmuje…”

„Chorowałam na anoreksję, byłam uzależniona od sportu.  – dziś jestem wdzięczna za wszystkie te doświadczenia. Wszystko w życiu jest po coś”

„(…) Warto pisać o tym, o czym mam pojęcie…”

„Nie chodzi o to, żeby zaufać mężczyźnie, trzeba zaufać sobie”

„Możliwość słuchania ciszy sprawia mi ogromną radość”

„Ja naprawdę wiem, co jest w życiu ważne”

Serdecznie zapraszamy was do lektury najnowszej książki Anny H. Niemczynow – to urzekająca, ciepła i niosąca nadzieję powieść zainspirowana losami autorki.

Zostań ile chcesz

ANNA H. NIEMCZYNOW

Fot. Materiały prasowe

OPRAWA MIĘKKA, 400 STRON, FORMAT 140×200, ISBN 978-83-8075-519-2, PREMIERA 5.09.2018 , CENA DETALICZNA 39,90

 


źródło: , 

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Filia