Chabrowy zawrót głowy. Czy warto włączyć chabry do letniego menu?

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
12 czerwca 2017
Fot. iStock / zofka
 

Piękny czerwcowy weekend zachęca nas do długich spacerów. Na jeden z nich wybieramy się z łubianką by nazrywać …..truskawek? Nie, skusiły nas niebiesko – czerwone pola ciągnące się po horyzont. Gdzie okiem sięgnąć tam, w towarzystwie zbóż rosną dumnie chabry, maki – a u ich stóp, jakby przycupnięty – rumianek.

Zachwycający widok, wdzierający się w nozdrza zapach, słońce i lekki wietrzyk, chwilo trwaj. Idę z dziećmi między polami i nie mogę nacieszyć się obecnością jednych ( dzieci) i drugich ( polnych kwiatów). Patrzę jak Gabrysia łapczywie zbiera rośliny do koszyczka i planuje, że zrobimy z nich pyszną sałatkę. Młodszy brat przynosi jej niżej rosnący rumianek i już widzą w łubiance niebo z białymi chmurkami.
– Mamo zobacz ile tu owadów, jak ciężko pracują, kiedy my sobie odpoczywamy – cieszy się córka, a ja wraz z nią tym, że jest taka wrażliwa na przyrodę. Dostrzega najmniejszy drobiazg, potrafi nazwać mijane rośliny, docenić ich piękno. Bierze w opalone dłonie mak i szuka ukrytej w nim Calineczki. Niech ta szczera radość i zachwyt zostaną w jej sercu na zawsze. Pragnę nałapać te chwile i napchać nimi kieszenie na zapas.

Tymczasem, nasz koszyk zapełnia się kolorowym kwiatem, w moich rękach zaś rośnie bukiet, który za chwile stanie na honorowym miejscu w domu.

Po powrocie Gabrysia bierze naszą ulubioną książkę* i sprawdza, jakie właściwości mają chabry i czy warto włączyć je do letniego menu.

Chaber bławatek rośnie na polach od czerwca do października i przez cały ten czas można cieszyć się jej pięknym widokiem i cennymi właściwościami. Ostrożnie wyskubane płatki, jak i całe kwiaty można bowiem rozsypywać jako jadalną dekorację na wiele rodzajów potraw. My dodajemy je do sałatek.
habry 3

Kwiaty zachowują swoje właściwości także po ususzeniu, pod warunkiem, że nie zmienią koloru. Właściwości lecznicze zachowują kwiaty nie w pełni rozwinięte, mające wygląd pędzelków. Znajdują się w nich poliacetyleny i gorycze, kwasy organiczne, sole mineralne – duże ilości manganu. Za niebieski kolor odpowiadają antocyjany i flawonoid apigenina.

Fot. iStock / Rike_

Fot. iStock / Rike_

W medycynie naturalnej są wykorzystywane przy gorączce, zaburzeniach miesiączkowania, upławach i zaparciach. W postaci herbaty chabry używane są jako środek mukolityczny i moczopędny oraz do pobudzania czynności wątroby i woreczka żółciowego. Zewnętrznie napar z kwiatów chabra bławatka stosuje się w przypadku zapalenia oczu, spojówek oraz do przemywania skóry głowy w przypadku grzybicy i łuszczycy.

Zasypiając mam przed oczami chabrowy ocean, spływa na mnie spokój, który przenosi mnie w krainę snów. Rano budzę się wypoczęta i radosna, spoglądam na bukiet niebieskich klejnotów, uśmiecham się do siebie. Zaraz czas budzić dzieci, ale niech jeszcze chwilę we śnie pobiegają po polach.

Napar z kwiatów chabra bławatka do picia:

1-2 łyżki świeżych lub suszonych kwiatów wsypać do filiżanki, zalać wrzącą wodą i pozostawić 10 minut do zaparzenia.

Kąpiel w kwiatach bławatka

4 łyżeczki suszonych kwiatów zalać wrzątkiem ( 1 l) Parzyć pod przykryciem ok 15 minut. Wlać do ciepłej kąpieli. Taki wywar ma działanie antybakteryjne.

Napar oczny z chabrów:

4 łyżki kwiatów chabru, 3 łyżki ziela świetlika, 2 łyżki kwiatów rumianku. Zalać 1 szklanką wrzącej wody i zaparzyć. Przykładać zamoczoną w naparze gazę na oczy w stanach zapalnych kilka razy dziennie.

Nasza ulubiona książka ” Jadalne rośliny dziko rosnące” – SG Fleischhauer
habry

 


Fast loose weight jest jak jedzenie mrożonek w lecie – bez sensu

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
20 czerwca 2017
Fast loose weight
Fot. iStock / WillSelarep
 

Zdarzyło się to ubiegłego roku, kiedy myślałam, że sporo wiem o naturze ludzkiej i nie wiele jest mnie w stanie zdziwić. W swojej dziesięcioletniej praktyce psychodietetyka poznałam różne sposoby patrzenia na świat, na siebie, swoje nawyki, zdrowie itd. Poruszyło mnie jednak spotkanie z pewną otyłą kobietą, która chciała schudnąć dokonując zmiany swoich nawyków. Analizując powyższe (zawarte w dzienniczku żywieniowym) zauważyłam, że tym co często pojawia się na jej talerzu są mrożonki. Dodaje je do zup, sosów, zapiekanek. Zdziwiona, bo przecież sezon świeżych warzyw w pełni zapytałam, skąd pomysł na wykorzystanie mrożonek w lipcu. W jeszcze większe zdziwienie wprawiła mnie odpowiedź.

– Bo tak jest prościej – powiedziała
– Nie kuszą Pani uginające się od świeżych warzyw i owoców stragany ? – spytałam
– Nie mam czasu, żeby się im przyglądać – powiedziała moja klientka.

Pomyślałam wówczas, że to nie będzie prosta zmiana nawyków (właściwie żadna zmiana nie jest prosta).

Rozmowa ta skłoniła mnie do refleksji, jak daleko odeszliśmy, jako współcześni ludzie od prawdziwych potrzeb, na rzecz zastępowania ich protezami, i jak drogo nas to kosztuje. Pani ( powiedzmy) Ania za tę i inne „wygody” zapłaciła sporą cenę – nie tylko wysoką wartość na wadze. Zamiast cyklowi natury, życie jej podporządkowane było cyklowi życia firmy, którą prowadziła. Co w konsekwencji spowodowało naruszenie równowagi w jej organizmie. Ten nie raz dawał jej, z początku subtelne, potem coraz mocniejsze sygnały, że nie dość troszczy się o swoje prawdziwe potrzeby. W końcu zaczął krzyczeć. Wówczas przestała go ignorować i postanowiła poszukać pomocy.

Pani Ania nie jest jedyna, dla której karmienie się niby jedzeniem (wspomniane mrożonki w lecie to tylko jedna z kulinarnych ekstrawagancji) jest oszczędnością życiowej energii. Swoją drogą, skąd brać tę energię, jak nie z prawdziwego jedzenia i słońca.

Kiedy przeanalizowałyśmy wszystkie nawyki, które nie służą jej zdrowiu i nad którymi warto zacząć pracować, aby utraconą równowagę osiągnąć, po krótkim namyśle moja klientka powiedziała.
– To niemożliwe, nie dam rady. Potrzebuje szybkiego sposobu na dojście do formy (czytaj: schudnięcie).

Czyli wszystko zostaje po staremu. Nowy ma być tylko pomysł na skutecznie odchudzającą dietę. W tym momencie klientka dokonała wyboru, który tak jak dotychczasowe nawyki będzie ją wiele kosztował.

Ludzkość opycha się śmieciem, przynajmniej duża jej część, w następstwie tyje, choruje. Potem szuka, równie śmieciowego sposobu by schudnąć ( szybki sposób na spadek wagi) – żeby po jakimś czasie znów móc opychać się śmieciem, itd.

Fast loose weight jest jak jedzenie mrożonek w lecie – zupełnie bez sensu

Dopóki osoby, które swoje wszystkie siły koncentrują na tym by schudnąć, nie zaczną myśleć, że gdyby żyły inaczej, nie musiałyby się odchudzać – nic się w ich życiu nie zmieni na dobre. Czasem wystarczy tak niewiele, na przykład zamienić mrożonki na świeże sezonowe warzywa – by rozpocząć swoją drogę do prawdziwej zmiany.
Potem, łatwiej postawić kolejny i kolejny krok w drodze do celu – jakim jest szeroko pojęta równowaga, bez której nie ma ani zdrowia ani radości z życia.

Jeśli mowa o sezonie na świeże warzywa – to zbliża się prawdziwe żniwo obfitości, i grzechem będzie z niego nie korzystać.

Na targu pojawił się już, między innymi bób. Roślina tyle pyszna, co zdrowa. Zawierająca duże pokłady białka, mogącego być alternatywą dla mięsa. Jest ona także fabryką kwasu foliowego, który wspomaga, między innymi procesy leczenia niedokrwistości.

Bób to prawdziwy kulinarny kameleon – przybierać może różne postaci, i wkomponować się w różne potrawy. Można z niego zrobić hummus, pasztet, zupę, oraz przygotować na jego bazie pyszną sałatkę.

Jedną z nich zrobiłam wczoraj wieczorem, dodając do niej wszytko, co miałam pod ręką:

Sałatka z bobem w roli głównej

Składniki (
ilość wg potrzeb i uznania)

bób
kasza jaglana
rukola ( lub inna zielona sałata)
świeża bazylia
świeży cząber
poziomki ( truskawki, jagody, borówki)

sos
oliwa z oliwek
ocet jabłkowy ( winny lub balsamiczny)
miód
sól
pieprz
opcjonalnie czosnek

Sposób przygotowania:
Bób ugotować, obrać. Kaszę jaglaną ugotować, ostudzić. Rukolę ( lub inne sałaty) umyć, osuszyć. Świeże zioła umyć, porwać na drobne kawałki. Przygotować sos, odstawić aby się przegryzł na ok 30 min. Wymieszać wszystkie składniki sałatki. Polać sosem. Rozkoszować się smakiem prawdziwego jedzenia.
bób

Trzeba tak nie wiele by cieszyć się dobrym smakiem, świeżej żywności. I choć trzeba trochę więcej, aby żyć w zgodzie ze wszystkimi swoimi potrzebami (nawet tymi, o których często zapominamy pędząc przed siebie). Na początek wystarczy pamiętać, że lato z pewnością nam w tym pomoże – jeśli tylko będziemy chcieli wpuścić je do swojego życia.


Nie walka a miłość uchroni przed otyłością

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
22 maja 2017
Fot. iStock/RossHelen

Dziś Europejski Dzień Walki z Otyłością, na ring w świetle reflektorów wychodzą więc wszyscy specjaliści, by zmierzyć się ze zmorą czasów, w których żyjemy – nadmiarem kilogramów. Będą celować mądrą radą w rozłażącą się po świecie zarazę, będą starać się zagonić ją do kąta, pokazać gdzie jej miejsce. Tego dnia wszyscy usłyszymy sto razy, jak jest źle i będzie jeszcze gorzej, jeśli nic nie zmienimy.

Na ring wychodzę i ja – jako że od prawie 10 lat próbuję zawodowo zrozumieć to zjawisko i się z nim mierzyć. Im jednak dłużej to robię, tym czuję większą bezradność. Nie dlatego, że nie nie dysponuję „narzędziami” pomocnymi w pracy nad problemem. Jest ich wiele, wiele z nich wydaje się nawet być skutecznymi rozwiązaniami – lecz często na krótką metę.

Dzieje się tak dlatego, że współczesny świat skoncentrowany na walce zapomniał, że wiele więcej może zdziałać miłość.

Dlatego walczymy zaciekle z różnymi zjawiskami, gubiąc po drodze istotę sprawy i najważniejszą potrzebę ludzkości. Potrzebę bezpieczeństwa, bliskości i miłości – bez której dzieją się z człowiekiem różne złe rzeczy.

Przez taką perspektywę patrzę też na zjawisko otyłości, której nie pokona się dobrze ułożonym planem żywieniowym – jeśli jej posiadacz ( tej otyłości) żyje w poczuciu zagubienia, lęku, pustki.

Otyłość, w moim rozumieniu może być manifestacją zjawisk zachodzących dookoła nas, którym się nie dziwimy, które akceptujemy, uznając za właśnie takie – jakimi mają być.

A wszystko zaczyna się już w łonie kobiety, która oczekuje dziecka. Jest to pierwsze środowisko życia człowieka, które ma wpływ na kształtowanie się jego odporności, zdrowia. Nikt właściwie już z tym nie dyskutuje.

Wiadomo, że odpowiednie odżywianie się mamy, dostarczanie wszystkich składników odżywczych zapewnia dziecku dobry start i zmniejsza ryzyko otyłości ale także cukrzycy, nadciśnienia, ataku serca, czy wylewu ( tzw. hipoteza Bakera). Niedożywienie w łonie matki powoduje, zdaniem Bakera permanentne zmiany w strukturze ciała, w fizjologii i przemianie materii, które w dorosłym życiu wywołują np; ataki serca i wylewy.

Problem nas nie dotyczy, bo nie cierpimy głodu? Wręcz przeciwnie, niedożywienie jakościowe to powszedniość. Wystarczy, że w codziennym menu dominują produkty przetworzone, pozbawione naturalnych składników odżywczych, za to pełne chemii. Zjadanie byle gdzie, pod byle pretekstem, byle szybciej.

Odżywianie się kobiety w ciąży, to jednak nie jedyny czynnik wpływający na problemy z metabolizmem jej dziecka. Drugim równie destrukcyjnym jest wszechobecny stres. Obecnie wielu badaczy uważa ( np; Hellhammer), że kiedy matka naraża siebie na trwały stres, zakłóca to działanie epigenomów systemu reakcji stresowej u dziecka. ” Zmiany epigenetyki podczas ciąży i w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka wydają się najważniejszym czynnikiem późniejszej podatności na stres.” * W takim przypadku dzieci są w późniejszym życiu nieodporne na wszelkiego rodzaju obciążenia. Stają się przez to bardziej podatne na choroby związane z poważnym stresem, w tym także otyłość.

A zatem oprócz właściwej diety, minimalizacja czynników stresogennych powinna być priorytetem dla obojga przyszłych rodziców i otoczenia ciężarnej. Tymczasem wiele kobiet pozostaje, na przykład w destrukcyjnym, toksycznym środowisku zawodowym nierzadko do samego końca ciąży. Wystawiając swoje dziecko na działanie toksycznych hormonów stresu. Nie oceniam tutaj tego rodzaju wyboru ( bo jest on podyktowany wieloma czynnikami)zwracam tylko uwagę na związek przyczynowo skutkowy.
Bywa, że i społeczność dookoła, coraz częściej traktuje ciężarną jak każdą inną osobę – bo przecież ciąża to nie choroba. To prawda, to stan wymagający o wiele więcej troski, uwagi i ciepłych uczuć. Bo od tego, jak czuje się przyszła mama – zależeć będzie zdrowie jej dziecka.

To oczywiście nie koniec zależności między środowiskiem życia rodziców ( matki) a zdrowiem, nazwijmy je na tę chwilę metabolicznym dziecka, przyszłego dorosłego zmagającego się z otyłością. Równie ważne jest wszystko to, co dzieje się w pierwszych miesiącach, a potem latach jego życia. Jeśli rodzice starają się zagwarantować dziecku bezpieczne i pozbawione nadmiernych (to słowo pułapka, bo co to znaczy nadmierne dla dziecka) stresorów otoczenie. Jeśli poświęcają sobie, swojemu związkowi, dziecku dużo czasu i uwagi wówczas ich synowie i córki mają większą szansę na zdrowe życie. Kiedy tworzą przewidywalne, bezpieczne i pełne miłości środowisko dają swojemu dziecku najlepszy posag.

W tym kontekście nie daje mi spokoju myśl na temat związku zinstytucjonalizowanej opieki nad małymi dziećmi a plagą XXI w. Jak wiele, mówiąc oględnie stresów przysparzamy naszym dzieciom posyłając je do tych placówek. Pozbawiając je, na czas pobytu tam – nadziei na bliskość i miłość. Dla takiego malucha to cała wieczność w poczuciu odrzucenia i braku bezpieczeństwa,nawet jeśli dookoła kolorowo i przyjaźnie.

Psychosomatyk Joachim Bauer twierdzi, że :”Państwo, które nie zapewnia rodzicom odpowiednich możliwości intensywnego zajmowania się swoimi dziećmi we wczesnej fazie ich życia, później płaci za to słoną cenę – w postaci wzrostu zaburzeń psychicznych oraz innych chorób wywołanych stresem, w tym także otyłości.”

Wróćmy jeszcze do związku ciąży, a właściwie porodu ze wzrostem ryzyka otyłości. Pojawiających się w moim gabinecie rodziców otyłych dzieci pytam zawsze, jaką drogą córka lub syn przyszedł na świat. Czy zdziwię kogoś jeśli powiem, że najczęściej słyszę, że przez cesarskie cięcie. I znów nie ma znaczenia jaka była motywacja do takiego rozwiązania, pozostaje fakt, że już na stracie organizm dziecka będzie miał pod górkę. Wiąże się to przede wszystkim z zasiedleniem przewodu pokarmowego zdrowodajnymi bakteriami z dróg rodnych kobiety. Związek między mikroflorą jelitową a otyłością jest już w zasadzie bezdyskusyjny. Ten pierwszy moment jest kluczowy, choć można go odczarować, dostatecznie długo karmiąc piersią, mlekiem pełnym dobrych bakterii i wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

Dlatego jeśli matka dostatecznie długo będzie karmić swoje dziecko piersią ma dużą szansę, żeby te braki wyrównać – a jeśli z jakiegoś powodu nie będzie? Być może historia będzie wyglądała tak, jak wiele tych, które słyszałam.

Częste infekcje,w związku z małą odpornością ( którą zapewniają także dobre bakterie) przechodzące w zapalenie oskrzeli lub płuc, w związku z tym liczne antybiotykoterapie. Alergie pokarmowe, wziewne, zdiagnozowana astma – terapia sterydami. Liczne badania na całym świecie podkreślają związek między antybiotykoterapią w wieku dziecięcym a otyłością.

To tyle o początku życia dziecka, które może stać się dorosłym otyłym ,z wiekiem przybywa liczba czynników predestynujących do nadmiaru kilogramów. Ale to, jak dorosły sobie z nimi poradzi w dużej mierze zależy od tego, jak wyglądało jego dzieciństwo.

Dlatego jeszcze raz wrócę do zdania z początku moich rozważań, że nie walka a miłość jest kluczem do rozwiązania problemu.


https://biceps-ua.com/

женская виагра цена

Рерайт