Czasami myślę: „Ucieknę, nie odwrócę się za siebie, wyciągnę rękę i wsiądę do pierwszego samochodu, który się zatrzyma”

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
26 listopada 2017
Fot. iStock / eldinhoid
 

Mam 36 lat i zastanawiam się, czy w życiu już nic więcej mnie nie spotka. Czy to już wszystko? Mam pracę, którą kocham. Faceta, któremu daleko do ideału, ale którego kocham ze wszystkimi złami i dobrami, tak jak on kocha mnie zupełnie nieidealną. I dzieci. Coraz większe. Ktoś mógłby powiedzieć: „Daj spokój kobieto. Ciesz się. Wielu chciałoby mieć to, co ty”.

A ja patrzę na moje dzieci i myślę: „I to już? To wszystko? Pozostaje mi patrzeć, jak moje dzieci realizują się w ich własnym życiu. Podziwiać je. Być dumną i cieszyć się z ich osiągnięć? ”. Mam 36 lat i mam cieszyć się tym co mam? Tu i teraz? I nic więcej? Bo inni tego nie mają?

Jasne, mogę sobie stawiać zawodowe cele. Rozwijać się. Ale tylko to? Zaplanować wakacje? Odłożyć na nie kasę? Pomyśleć, co bym chciała dostać pod choinkę. Lepiej jeździć na nartach?

Czy moje życie to już tylko doskonalenie tego, co mam? Bez nowego? Bez niepoznanego? Patrzę przed siebie i widzę spokój, którego tak długo szukałam, a który zaczyna mnie uwierać. Spokój, który jest równiną. Bez nadmiaru emocji, bez szaleństwa, bez dzikiej radości. Szczęście na tym samym niezmiennym poziomie.

Ktoś powie: „Głupia. Ile inni by dali za taki spokój”. Ale ten spokój jest też twoim udziałem. Spokój w samotności, w rozstaniu, w dorastaniu dzieci. Spokój w związku i bez niego. Spokój w porannym wstawaniu, robieniu kawy, kanapek do szkoły. W telefonie do przyjaciółki. Spokój w spotkaniu ze znajomymi. W pracy. Spokój wieczornych rytuałów. W czytaniu książki, oglądaniu filmu, mówieniu dzieciom „dobranoc”.

Niemal wszystko umiesz przewidzieć, właściwie zareagować. Nawet śmierć najbliższych, którzy coraz częściej nas opuszczają jest przewidywalna. Choć wydaje ci się, że rozpacz to nowe, to jednak jesteś na nią już przygotowana. Jedyne, co wytrącą spokój, to choroba dzieci, ich zagrożenie. Jesteś racjonalna. Słuchasz innych, budujesz relacje dalekie od toksycznych. Czasami brak ci asertywności, czasami pewności siebie, ale znajomość mechanizmów, akceptacja, a może świadomość słabości pozwala zachować równowagę. Analizujesz. Wiesz już, że życie to wybór. I wybierasz. Może bardziej, a może chwilami mniej umiejętnie. Dojrzewasz. Tak bardzo tego chciałaś. Nie lubiłaś tego rozedrgania. Tego szukania. Tego braku pewności, że nawet droga źle wybrana może być tą właściwą. A teraz już umiesz uśmiechnąć się do siebie. Powiedzieć: „ Ch**j z tym” i naprawdę tak myśleć. Wiesz, że są rzeczy, na które nie masz wpływu i te, które tylko i wyłącznie od ciebie zależą. Coraz bardziej lubisz siebie. Ty decydujesz, w którą stronę pójdziesz. Jeśli się boisz – widocznie tak ma być, jeśli masz odwagę – zmieniasz to, co zmiany potrzebuje. Spokój. Stabilność. Przewidywalność. I ty, uwiedziona czasem, potrafiąca stanąć z boku i cieszyć się swoim życiem. Tak dzisiaj oczywistym.

Tylko czasami idąc rano w dresie po bułki do sklepu myślisz: „Ucieknę, nie odwrócę się za siebie, wyciągnę rękę i wsiądę do pierwszego samochodu, który się zatrzyma”. I nie, nie chcesz uciec od dzieci, od partnera albo jego braku. Chcesz uciec od siebie, bo jedyne co czujesz wraz z zapachem świeżych bułek to tęsknota. Tęsknota, która na chwilę zabiera oddech. Tęsknota, przed którą chowasz się w kapturze bluzy czy kurtki. Bo przecież ty taka niewymalowana, jeszcze zaspana. Nie może cię zobaczyć. Przemykasz obok niej, boisz się spojrzeć w oczy. A ona krzyczy w tobie, tak głośno na ile jej sama pozwalasz.

Spotykasz ją. W kiosku kupując gazetę. W szafce z przyprawami. W uśmiechu. Sms-ie. Telefonie. W głosie samotnej przyjaciółki, która mówi: „Zakochałam się”. W radości swoich dzieci, którą potrafią zarażać. W zniecierpliwieniu swoim własnym. W oczach mężczyzny, który mija cię w samochodzie. W ludziach, którym nie umiesz powiedzieć: „Spierd**laj”. W kolejnym mailu od szefa.

I chciałabyś poczuć coś więcej niż spokój. Coś, co znowu nada tobie kierunek. Co każe ci zrobić krok do przodu. Nie pozwoli stać w miejscu. Umiesz jeszcze marzyć? Czy tylko oczekiwać? Kalkulować i przewidywać? Rozkładać na y i minusy, dzielić na listę zysków i strat. Spokój okupiony nudną codziennością. Nie jest nudna? Proszę cię, przyjrzyj się jej. Szczera możesz być tylko ze sobą.

Marzysz? Które ze swoich marzeń teraz realizujesz, do którego dążysz?

Mam 36 lat i nie chcę:

– dumnie patrzeć na moje życie i mówić: „Tak, jest okey”

– myśleć, że niewiele mam do poprawy, że jest dobrze jak jest

– udawać, że właśnie to tu i teraz jest idealnym, jest tu, gdzie właśnie chcę być

– mówić szeptem, o tym, co dla mnie ważne

– być bardziej dla kogoś niż dla siebie

– być używaną przez tych, którzy udają najbliższych

– zazdrościć tym, którzy wyrywają się utartej codzienności

Chcę szukać, rozglądać się, być uważną, nie przegapić niczego. Chcę wyjechać na pół roku na Karaiby. Zabrać ze sobą moich facetów. Leżeć na plaży, pracować w barze, moczyć nogi w oceanie i grać w piłkę z chłopcami. I nie myśleć: „Jakie to głupie i abstrakcyjne” i że nie stać mnie na to marzenie, że nie mam na nie czasu. Nie. Lista zysków jest o wiele dłuższa niż strat. Zresztą – jakich strat? Chcę, by ktoś patrzył na mnie z bezgraniczną miłością i radością. Chcę ją zobaczyć w swoich oczach. Nie w spokoju przykrytym codzienną rutyną. Mówisz: „Ale to przecież najważniejsze, żyć szczęśliwie i kochać w rutynie”. Serio? I niczego więcej nie oczekujesz pomiędzy zjedzeniem wspólnej kolacji, wypiciem wina i pośmianiem się na jakieś komedii?

Przyjaciółka pyta: „Przed czym uciekasz?”. A ja tak bardzo chcę uciec przed odpowiedzialnością za innych, którzy mnie nią obarczają, za rzeczy, na które nie mam wpływu. Chcę brać odpowiedzialność za to co moje, za moje wybory, moje decyzje, moje marzenia. Dużo tego „moje”? Bo to moje życie. I to jak będzie wyglądać za chwilę zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Dla mojego życia JA jestem ważna. Ze wszystkim, co w nie wnoszę, co zabieram i co daję. Z ludźmi, którzy w jakimś momencie swoje życie z moim zazębiają. Nigdy na zawsze.

Słuchasz siebie naprawdę? O czym marzysz?

Tak wiem, to truizm, ale chciałabym zamykając oczy – obojętnie, kiedy to się zdarzy powiedzieć: „Nie zmarnowałam ani chwili”. Chciałabym zobaczyć uśmiech w oczach tych, którzy wtedy będą blisko. Nie smutek. Bo to nie było smutne życie. Było wypełnione po brzegi. Wszystkim. Złymi wyborami. Niszczącymi związkami. Bolesnymi emocjami. Spokojem. Zmianą. Strachem i odwagą. Szczęściem. Moczeniem nóg w oceanie i odciskami od łażenia po górach. Było do bólu moje. Własne. I uczciwe wobec tych, których kocham.

Za nie biorę odpowiedzialność. Z tęsknotami. Z marzeniami, które są po to by je realizować, a nie uszczęśliwiać jedynie w snach. Ty też bądź szczęśliwa. W twoim życiu. Do niego dąż. Dla siebie.


Nasze życie to wybory. To my decydujemy, gdzie chcemy być. Kochana Przyjaciółko, co wybierasz?

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
5 grudnia 2017
Nasze życie to wybory. To my decydujemy, gdzie chcemy być. Kochana Przyjaciółko, co wybierasz?
Fot. iStock / piranka
 

Tak bardzo chciałabym ci pomóc, ale wiem, że życie składa się z wyborów. Naszych własnych, a nie czyichś podsuwanych rozwiązań. Nie składa się nawet z chęci pomocy, ale z podjęcia decyzji, czy z tej pomocy w ogóle chcemy skorzystać.

W każdej sytuacji, w jakiej się znajdujemy mamy wybór. Możemy zadecydować czy chcemy iść w prawo, czy w lewo. Stać w miejscu, czy może jednak zrobić krok do przodu. Czekać, czy działać. Zobacz, teraz jesteś w dołku. Nie widzisz już tego, co dobre wokół ciebie. Zapadasz się w swoim kiepskim nastroju, przygnębieniu, poczuciu beznadziejności. Piszesz: „Jestem taka bezradna”. I tkwisz w tej bezradności, choć zapewniasz, że zawalczysz, że już za chwilę podniesiesz się z tego dołka i już będzie dobrze. I jest. Przez chwilę. Uśmiechasz się, z zapałem opowiadasz o swoim dziecku, przez chwilę nawet pozwalasz sobie pomarudzić na pracę. Wiem, że kiedy wyjdę, ty znowu pogrążysz się w otępieniu i smutku. Ciężko będzie ci rano wstać, uśmiechniesz się do dzieci, męża, ale nie do siebie. O sobie nie chcesz myśleć. To też wybór, kierować myśli tam, gdzie łatwiej, bezpieczniej?

Chciałabym ci pomóc. Ale już dawno zrozumiałam, że nic na siłę, że to co ja chcę, nie ma zupełnie znaczenia. Mogę chcieć wyciągnąć cię z domu, pokazać ci, jak łatwo znaleźć drogę, którą szybciej mogłabyś wyjść z miejsca, w którym jesteś. Mogę mówić, przywoływać przykłady. Chcę krzyczeć: „Zobacz tak niewiele trzeba, żeby było ci lepiej”. Dzisiaj wiem, że mogę tylko być i zapewniać cię, że pomimo wszystkiego będę tuż obok, wyciągam rękę i czekam, na twój wybór. Na to co postanowisz.

Nauczyłam się, że nasze życie to wybór. Wybór nie między tym, co oczekują od nas inni, a co sami chcemy, ale między tym, co w nas.

Możesz wybrać czy:

– chcesz płakać w poduszkę, czy wyjść i się wygadać

– wygadać się, czy pomilczeć

– pobyć samej, czy w czyimś towarzystwie

– mierzyć się ze swoimi nastrojami sama, czy dzielić się nimi z kimś bliskim

– myśleć: „Moje kłopoty nie są warte zawracania komuś głowy”, czy: :Super, że mam kogoś, komu mogę o tym poopowiadać”

– powiedzieć: „Sama sobie z tym poradzę”, albo: „Potrzebuję pomocy”

– myśleć o sobie: „Moje problemy są istotne tylko dla mnie”, czy: „Jestem dla kogoś ważna”

– skorzystać z pomocy, albo z niej nie skorzystać

– tkwić w smutku, czy próbować wyjść z niego

– być bezradnym, czy prosić o pomoc

– mówić: „Nie lubię siebie” lub „Lubię siebie”

– zakleszczyć się w swoich myślach, czy rozejrzeć się uważnie wkoło

– pomyśleć o innych, czy pomyśleć o sobie.

Zobacz, wszystko jest wyborem. To, że chcesz być sama wieczorem, a nie zadzwonisz, żeby ktoś wpadł. Że położysz się spać wcześnie, a nie wyjdziesz na spacer pobyć sama ze swoimi myślami.

Dzisiaj też wiem, że nie ma lepszych czy gorszych wyborów. Są nasze – własne. Sami ich dokonujemy, nikomu nic do tego, w którą stronę się skierujemy. Możemy powtarzać: „Tak nie można, zrób coś. Zobacz, wystarczy niewiele, żeby ruszyć z miejsca. Zmień coś, ogarnij się”, ale i tak nie mamy wpływu na czyjeś życie. Mamy tylko wpływ na własne. To też jest nasz wybór, naciskać na kogoś, by się zmieniał, czy zostawiać mu przestrzeń dla siebie i zapewniać o swoim wsparciu w każdej jego decyzji.

Kochana przyjaciółko, teraz mogę jedynie poprosić cię, żebyś pochyliła się nad swoimi wyborami. Spytała samej siebie, dlaczego wybierasz tę stronę smutku i bezradności, a nie idziesz w to, co pozytywne? Dlaczego nie skupiasz się na sobie, tylko na innych. Dlaczego dokonujesz takich, a nie innych wyborów. To twoje wybory stawiają cię w miejscu, w którym teraz jesteś. Wybierając uciekasz przed czymś, kryjesz się za kimś, mniej tracisz, czy więcej zyskujesz? Wybierasz, czy wyciągnąć rękę po pomoc czy umniejszać jej wartość. To ty pozwalasz być blisko, albo bardzo daleko.

Tak wiem: „Łatwo powiedzieć”, ale ty tak łatwo wybierasz. Decydujesz, po której stronie chcesz być, gdzie tkwić. Jaki wysiłek podjąć, czy nie podejmować go w ogóle. Łatwiej znaleźć tysiąc wymówek, niż pójść za jednym argumentem. Ty wybierasz, z jaką myślą budzisz się o poranku, jak wygląda twoje życie i czy uśmiechasz się do siebie. Jeśli ci dobrze ze twoimi wyborami, rozumiem.

Ja tu jestem. Pamiętaj, proszę. Cokolwiek wybierzesz, zawsze będę. Mam tylko jedną prośbę: pozwól sobie na chwilę refleksji, czy to o czym decydujesz, co wybierasz czyni cię szczęśliwszą i w jakim miejscu postawi cię za pięć lat.

Kocham cię,

Przyjaciółka


Tak blisko naszego dziecka jesteśmy tylko na chwilę. To, co mu damy, zależy tylko od nas. Zapakuj dobrze plecak

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
20 listopada 2017
Tak blisko naszego dziecka jesteśmy tylko na chwilę. To, co mu damy zależy tylko od nas. Zapakuj dobrze plecak
Fot. iStock / Imgorthand

Nie jestem idealną matką. Tak, chciałam nią kiedyś być. Być cierpliwa, wyrozumiała, mieć czas dla dzieci. Zawsze znaleźć chwilę, by z nimi usiąść, porozmawiać, poczytać książkę. Zrozumiałam, że nią nie będę, kiedy okazało się, że nie cierpię bawić się dinozaurami i klockowymi ludzikami. Pomyślałam: „Nic na siłę” i szukałam tego, co z moimi dziećmi robić lubię i co lubię robić dla nich.

Dlaczego to piszę? Bo też popełniam błędy, może inne, może większe, ale one też są moim udziałem. Krzyczę, wściekam się, mówię: „Kochanie nie mam ochoty, nie chce mi się”. I oczywiście, że nie czuję się z tym dobrze, że miewam wyrzuty sumienia. I kiedy myślę: „Co z ciebie za matka”, od razu pojawia się: „Matka, która też jest człowiekiem”. Akceptuje moje dzieci takimi, jakie są, dlaczego one nie mają akceptować moich potrzeb, oswajać różnych nastrojów. Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała: „Wiem, że zawsze jestem prawdziwa”. Ja chcę być taka dla moich dzieci. Prawdziwa, ze zmęczeniem, zdenerwowaniem, zniecierpliwieniem.

Dlaczego to piszę? Bo każda z nas jest inną matką. Bo inaczej została wychowana, wyniosła z domu podobne choć w różny sposób akcentowane wartości. Bo różnie patrzymy na świat. I to jest naturalne. Bo choć tak bardzo się różnimy, to i tak nawzajem się porównujemy. Myślimy: „Ona piecze bułki na śniadanie. Matko, ja nigdy tego nie zrobiłam. Co ze mnie za matka”. A ta od bułek: „Nie cierpię grać w monopol, a ona pół dnia spędziła na wspólnym graniu. Co ze mnie za matka”. Ta od monopolu: „O rety cały dzień przesiedzieliśmy w domu, a ona zabrała swoje dzieci na basen”. Trochę śmieszno, ale chyba bardziej straszno.

Dlaczego to piszę? Bo dziecko odkrywa w nas rzeczy, których w sobie nie lubimy, nie akceptujemy. Wolimy myśleć o sobie, że jesteśmy jednak lepsi, że stać nas na więcej, a tymczasem okazuje się, że jest zupełnie inaczej? Ja? Ja jestem ostoją spokoju. Zonk. Trzymam się tej teorii do pierwszego buntu dziecka, czasami dłużej, do pierwszej pyskówki siedmiolatka. „Nigdy nie będę jak moja matka”. A która z nas nie jest. Nawet jeśli tak bardzo skupiamy się na tym, by nie być do niej podobną, to ona i tak w nas jest, choćby przez uparte zaprzeczenie, że wcale nie.

Dlaczego to piszę? Bo nasze dzieci nie są idealne i nigdy nie będą. Bo nie spełniają naszych oczekiwań, a nam tak trudno się z tym pogodzić. Bo uśmiechają się mniej, niż byśmy chcieli. Bo czytają mniej, niż my w ich wieku. Bo mają inne priorytety. Bo wydaje nam się, że brak im ambicji, a przecież to ona będzie je pchać do przodu. Bo są bardziej, mniej, mocniej. Bo są tak bardzo inni, niż my. Bo czasami nas rozczarowują i tak trudno się do tego przyznać. Bo my też rozczarowujemy, a ta świadomość tak bardzo boli. Bo kiedy rozczarowujemy siebie nawzajem, mamy pilną potrzebę naprawiania siebie. Bycia od razu lepszą matką i sprawić, by ono było lepszym dzieckiem.

Dlaczego to piszę? Bo wszyscy mamy wspólny mianownik. Kochamy i nie ma tu miejsca na wartościowanie. I dzieci nas kochają. A ich największą potrzebą jest potrzeba naszej akceptacji. Pozwolenia im na samodzielność, zaufania im. Bo każdy może iść swoją drogą.

Nasze dziecko nie będzie mniej kochać, jeśli pozwolimy mu na budowanie własnej przestrzeni. Damy mu oddech. Pozwolimy być. Spójrz na nie. Nie jak na twoje dziecko, ale jak na człowieka, który ma prawo żyć i ponosić konsekwencje swoich decyzji. Jest za małe? Dlaczego? Do czego za małe? Do uczenia się na własnych błędach? A kiedy będzie miało czas na tę naukę? Zawsze będziesz je chronić?

Dlaczego to piszę? Bo wiem, że niczego najbardziej na świecie nie pragniemy tak, jak szczęścia naszego dziecka. Chcemy je chronić przed porażkami. Przed złymi kolegami. Przed konsekwencjami. I choć wiemy, że nie jesteśmy idealnymi matkami, to chcemy nimi być. Ich samodzielność to odrzucenie naszej potrzeby chronienia. To zagrożenie. Bo możemy okazać się niepotrzebne, bo ono pójdzie własną drogą. Ale czy nie chodzi o to, żeby poszło, żeby tę drogę znalazło? My możemy tylko od chwili narodzin pakować mu plecak.

Co do niego włożymy? Wielkie oczekiwania, czy niepodważalną wartość nawet najmniejszych podejmowanych starań? Frustrację z bycia porównywanym, czy świadomość własnych słabości i umiejętność pracy nad nimi? Swoje ambicje, czy jego marzenia? Nasze błędy, czy konsekwencje jego decyzji? Poczucie bezpieczeństwa oparte na wyręczaniu, czy wsparciu? Odwagę w wyrażaniu siebie, czy lęk przed brakiem akceptacji? Radość z bycia sobą, czy wstyd w odkrywaniu tego, kim jestem?

Ono w końcu pójdzie. Choćby nie wiem, jak mocno je trzymać. Gdzie będzie za kilka lat? W którym miejscu swojej drogi? Możesz zadbać, by jego plecak był wypchany po same brzegi. Tylko co w nim będzie, zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Za ten plecak jesteś odpowiedzialna.


https://www.farm-pump-ua.com

дапоксетин купить в киеве

alt-energy.in.ua