Czy można w Polsce legalnie i bezpiecznie przewozić dzieci bez fotelika? Będziecie zaskoczeni!

Redakcja
Redakcja
10 sierpnia 2018
Fot. Materiały prasowe
 

Czy można bezpiecznie ­­przewozić dzieci w pasach? Teraz już tak. Czy jest to zgodne z obowiązującymi przepisami? Oczywiście! Kiedy po raz pierwszy usłyszałyśmy o pasach Smart Kid Belt, które – zdaniem ich twórców – z powodzeniem mogą zastąpić foteliki, czy siedziska dla większych i starszych dzieci – pomyślałyśmy, że trzeba to koniecznie sprawdzić.

Jako świadomi rodzice bezpieczeństwo dzieci stawiamy na pierwszym miejscu. I bardzo dobrze, a ponieważ na naszych drogach bywa bardzo niebezpiecznie, musimy być pewni, że i nasze dzieci bezpiecznie podróżują podczas jazdy. Foteliki to od kilkunastu lat nie tylko „obowiązek ustawowy”, ale po prostu zdrowy rozsądek.

Pierwszym opatentowanym produktem dla bezpiecznej jazdy były pasy. W 1951 roku dwóch amerykańskich inżynierów Roger Griswold i Hugh de Haven skonstruowało pierwsze trzypunktowe pasy bezpieczeństwa. Oczywiście po piętach deptali im skandynawowie i to im przypadła chwała prekursorów bezpiecznej jazdy. Do dzisiaj uważani są za ekspertów w tej dziedzinie. Fabryka Volvo, jako pierwsza firma motoryzacyjna, zatrudniła nawet inżyniera ds. bezpieczeństwa. Był to Szwed, Nils Bohlin, który wcześniej pracował dla producenta samolotów. Lata 60-te przyniosły foteliki skierowane tyłem do kierunku jazdy (jazda tyłem do dziś uważana jest przez Skandynawów za najbezpieczniejszą, ze względu na przeciążenia w razie wypadku). W latach 70-tych zaś opracowano pierwsze testy bezpiecznej jazdy, opatentowane oczywiście przez Szwedów. W międzyczasie pojawiały się kolejne koncepcje bezpiecznego transportu dzieci, ale dopiero lata 80-te przyniosły foteliki przypominające te współczesne.

To tyle historii. Wróćmy do czasów teraźniejszych. Dziś już nie wyobrażamy sobie wożenia dziecka bez odpowiednich zabezpieczeń. Umiłowanie do komfortu sprawia, że wiele rodzin ma więcej, niż jeden samochód. Tempo pracy i życia powoduje, że musimy organizować pomoc w zawożeniu, odwożeniu dzieci do przedszkola, szkoły, na zajęcia dodatkowe, itp. Angażujemy rodzinę, dziadków, sąsiadów, znajomych. To niezłe logistyczne wyzwanie, a i tak ciągle problem zostaje w taksówkach, czy na wycieczkach autokarowych. Słowem – ile trzeba byłoby mieć fotelików, żeby mieć poczucie, że nasze dzieci są bezpieczne?

I tu zaczyna się nasz wielki test, bo wydaje nam się, że odpowiedzią na te wątpliwości może być właśnie (uwaga!) polski patent – Smart Kid Belt, który już podpija rynek amerykański i europejski. Jak piszą jego pomysłodawcy, związani z branżą bezpiecznego transportu dzieci od ponad 20 lat, Smart Kid Belt to urządzenie, które umożliwia bezpieczne przewożenie dzieci. Dedykowane jest dla pociech z grup 2 i 3, czyli 5-12 lat oraz 15-36 kg.  SKB zapewnia dobre ułożenie odcinka pasa biodrowego i dopasowuje odcinek barkowy do wzrostu dziecka a więc i „rośnie” razem z nim 🙂 .

Testujemy

„Nie cierpię podkładek, jest to dla mnie dość absurdalny wynalazek. W zasadzie chyba wymyślono je po to, by rodzice mieli czyste sumienie, że coś do samochodu wsadzili. Co innego foteliki, te kocham i ufam im – jeśli oczywiście mówimy o fotelikach pełnokrwistych, które faktycznie pełnią swoją funkcję. Smart Kid Belt był dla mnie zaskoczeniem, bo doskonale udowodnił, że istnieje rozwiązanie, które wcale nie chce zastąpić fotelików, ale potrafi bardzo ułatwić życie, nadal spełniając swoją funkcję”.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Urządzenie jest banalnie proste. To regulowany pas zakończony po dwóch stronach klamrami do zapinania. Najpierw należy zapiąć dziecko zwykłym pasem, następnie zamontować jedną klamrę przy pasie biodrowym, po czym wyregulować wysokość górnej klamry tak, by był tuż nad ramieniem i na koniec zapiąć górną klamrę. To wszystko.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Testujemy

„Czy działa? Moim zdaniem świetnie. Dzięki regulacji pas można idealnie dopasować do wzrostu dziecka i mieć pewność, że ten zadziała, a dziecko nie wyślizgnie się w czasie hamowania, jak pocisk. Założenie urządzenia jest bardzo proste, bez trudu zrobicie to za pierwszym razem – babcia, dziadek, ciocia i niania – też. Mieści się w torebce, nawet niedużej – w gruncie rzeczy to „pasek”. Możemy na stałe spakować SKB do tornistra czy plecaka, żeby zawsze był tam, gdzie dziecko.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Smart Kid Belt uratuje nas przed klątwą cudzych fotelików – tych pożyczanych na wariata („ojej, myślałem, że o taki pytasz, może jak podkurczy nogi będzie dobry” i „my w nim woziliśmy i jakoś było w porządku”) i tych taksówkowych (wiemy, jak czasem wyglądają…)”. 

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne | Dzieci wozimy z tyłu, my posadziliśmy naszą testerkę z przodu tylko do zdjęcia.

Niewątpliwym atutem Smart Kid Belt jest cena – 99 zł oraz wielkość – mieści się spokojnie w plecaku czy tornistrze albo w torbie. W razie nagłej i niespodziewanej zmiany planów, konieczności przyjazdu taksówką, wycieczki autokarowej, nie musimy organizować dowozów fotelikowych, a dziecko może być bezpiecznie przetransportowane z miejsca do miejsca. To też na tyle niewielki produkt, że można go spokojnie spakować na wakacyjny wyjazd, jeśli np. planujemy wycieczki autokarowe, czy wypożyczać będziemy samochód. Można mieć kilka kompletów pasów, dać opiekunce, dziadkom, sąsiadom – osobom, które najczęściej prosimy o pomoc w zawiezieniu, czy odebraniu naszych pociech, a zazwyczaj przydają się, kiedy zwyczajnie nam się zmieniają plany…

Fot. Archiwum prywatne | Dzieci wozimy z tyłu, my posadziliśmy naszą testerkę z przodu tylko do zdjęcia.

Fot. Archiwum prywatne | Dzieci wozimy z tyłu, my posadziliśmy naszą testerkę z przodu tylko do zdjęcia.

Testujemy

Smart Kid Belt zasługuje na przysłowiową piątkę, bo zwyczajnie zadba o bezpieczeństwo dziecka. Moim zdaniem, dużo lepiej dopasowuje pas niż posadzenie dziecka na podstawce – tutaj często nie zwracamy należytej uwagi na to, czy pas naprawdę przebiega w odpowiednim miejscu. Odbiera nam wszystkie wymówki i usprawiedliwienia, że to tylko kilometr, pięć minut, tylko ten jeden raz, spod bloku na parking… i te że to autokar, taksówka i że przecież nawet prawo pozawala na… Guzik z prawem, dla mnie nie ma wyjątków pt. „podwiozę was, no przestań to blisko”. I gwarantuje, że jeśli zobaczycie, co dzieje się z fotelikami i z dziećmi w czasie kolizji, w sytuacji, gdy są w pełni zabezpieczone, już nigdy nie przejdzie wam przez myśl, zrobić choćby kółka po parkingu bez zapięcia pasów. Doświadczenia osób, które z dziećmi na pokładzie zaliczyły poważniejsza kolizję czy wypadek, są bardzo podobne do moich.

My jesteśmy pod wrażeniem tak prostego i wygodnego patentu, rzeczywiście nasze redakcyjne pociechy, jeżdżą już w pasach SKB.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Rodziców zastanawiających się nad bezpieczeństwem takiego rozwiązania – uspokajamy. To produkt sprawdzony i przetestowany, a na stronie producenta można zobaczyć wszelkie niezbędne certyfikaty i atesty, zobaczyć testy porównawcze z jazdy w foteliku i w Smart Kid Belt. Dla sprawdzenia skuteczności posiadanego certyfikatu ECE producenci postanowili przeprowadzić podobne badania w USA. W obu niezależnych instytucjach Smart Kid Belt osiągnęły świetne wyniki przeciążeń działających na dziecko, które są kluczowe w niebezpiecznej sytuacji.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W naszych głowach pojawiła się jeszcze taka wątpliwość – a co, jeśli zatrzyma nas drogówka? Czy dostaniemy mandat? Okazuje się, że nie, ponieważ Smart Kid Belt to urządzenie z tej samej grupy,  co foteliki czy podkładki! Posiada certyfikaty bezpieczeństwa ECE oraz FMVSS zgodnie z kodeksem drogowym (rozdz. 5, oddz. 1, art. 39 pkt. 3). Przepisy zobowiązują nas do posiadania certyfikowanego urządzenia i bezpiecznego przewożenia dzieci. Nie definiują, czy ma to być fotelik, podkładka czy pasy. Przewożąc dzieci w SKB nie narazimy się więc na mandat.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Szczegółowe informacje znajdziecie tutaj:

„Wiemy, że rodzice wierzą w bezpieczeństwo fotelików. I bardzo dobrze! Wiele z nich to wysokiej klasy urządzenia, które zapewniają najwyższe bezpieczeństwo dzieciom w trakcie podróży. Smart Kid Belt nie udaje i nie mówi, że jest lepszy od nich. Jest jednak urządzeniem, które spełnia swoje zadanie, a poświadczają to testy zderzeniowe przeprowadzone w Europejskich i Amerykańskich instytutach badawczych (PIMOT i CALSPAN). Producenci wielu urządzeń do przewozu dzieci dostępnych na rynku podają do ogólnej wiadomości jedynie fakt posiadania certyfikatu. Smart Kid Belt jest transparentny, dlatego chętnie dzielimy się z Wami wynikami jakie nasze urządzenie osiągnęło w testach zderzeniowych”.

Artykuł powstał we współpracy z Smart Kid Belt

 

 


Buddyzm „na co dzień”. Filozofia wschodu, która pomoże ci pełniej żyć

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 sierpnia 2018
Fot. iStock / den-belitsky
 

W świecie zachodnim jesteśmy przyzwyczajeni do życia ze stałym uczuciem straty, smutku, zmęczenia, znudzenia i lęku. Aby przezwyciężyć każdą z tych emocji, wspomagamy się sztucznie, popadamy w niezdrowe nawyki i nietrwałe, chwilowe uniesienia, zamiast szukać rozwiązania dla źródła każdego problemu. Buddyzm na co dzień, w uproszczonej formie może pomóc nam żyć lepiej, prawdziwiej. Jak stosować tę filozofię codziennie?

Dukkha: niezadowolenie, rozczarowanie, cierpienie

Wyjaśnione we właściwym kontekście to pojęcie oznacza, zgodnie z buddyzmem, że życie nie zawsze jest słodkie i przyjemne, bywa także złe.  Według buddystów, jeśli wielu z nas wciąż boryka się z trudnymi sytuacjami i wieloma cierpieniami, dzieje się tak dlatego, że staramy się nie wchodzić na duchowy poziom rzeczy i / lub zmierzyć się z emocjonalną częścią naszego życia.

Uważamy, że lepiej jest ukrywać swój ból. Unikaj myślenia, że ​​zawsze potrzebujesz czegoś więcej, aby żyć szczęśliwszym. Choroba, cierpienie i śmierć są częścią życia. Musimy nauczyć się akceptować je i żyć w teraźniejszości. Nie próbuj osiągnąć doskonałego życia. Pamiętaj, trudności i pokonywanie uczą nas wszystkiego, czego potrzebujemy, by dobrze żyć. Im bardziej akceptujesz niedoskonałości życia, tym mniej będziesz rozczarowany.

Anitya: życie jest w ciągłym ruchu

Anitya lub nietrwałość oznacza, że ​​życie jest ciągłą zmianą. Buddyzm wyjaśnia, że ​​nie możemy wrócić do przeszłości. Nie znamy także przyszłości, która jest tylko iluzją. Każdego ranka, kiedy się obudzisz, może się okazać, że zmieniłeś się w stosunku do poprzedniego dnia. Z biologicznego punktu widzenia, rośniemy (lub starzejemy się) i zmieniamy się dzień po dniu, podobnie dzieje się z naszymi myślami, czy naszą świadomością. Jeśli w swoim życiu zaakceptujesz fakt, że wszystko się zmienia, codzienny dyskomfort, który odczuwasz osłabnie. Jeśli zdamy sobie sprawę, że na świecie nic nie trwa wiecznie, możemy również odkryć, że wszystkie złe rzeczy mają swój koniec. Wszystko, co masz, jest chwilą obecną.

Anatma: zmieniasz się każdego dnia

Doktryna buddyzmu opiera się na fakcie, że nie ma stałego „ja”. Jeśli już rozumiesz, że wszystko się zmienia, drugim krokiem jest zaakceptowanie, że ty też, zmieniasz się każdego dnia. Skoncentruj swoją energię, aby odkrywać siebie na nowo każdego dnia zamiast skupiać się na poszukiwaniu swojego „prawdziwego ja”. ” Nie ma stałego „ja”, ale jest „ja” tu i teraz, „ja”, które może się zmienić, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Wtedy, kiedy zmieniają się nasze stany emocjonalne.

Ciesz się życiem, wiedząc, że jutro wszystko będzie inne. W każdej chwili jesteś kimś innym, ale masz taką samą siłę, by osiągnąć to, czego pragniesz, pełnię i wewnętrzny spokój.


Na podstawie:


Cztery sygnały, które mówią, że powinieneś ograniczyć sól

Redakcja
Redakcja
10 sierpnia 2018
Fot. iStock/Motortion

Sól nie tylko konserwuje żywność, ale także dodaje mu smaku, co tłumaczy, dlaczego tak wielu z nas używa jej więcej niż powinno. Jeśli dodamy do tego sól, która znajduje się w przetworzonej ilości, to może się okazać, że naprawdę przesadzamy. 

Sól, chociaż dodaje smaku, jednak w nadmiarze jest szkodliwa. Skąd wiedzieć kiedy używamy jej za dużo?

Cztery sygnały, które mówią, że powinieneś powinieneś ograniczyć sól

1) Jedzenie nie ma dla ciebie smaku

Niektórzy ludzie mogą urodzić się z dużą tolerancją słonych smaków, choć zdaniem ekspertów w ciągu życia nasze preferencje smakowe się rozwijają. Jeśli wszystko dosalasz, a potrawy o normalnej ilości soli ci nie smakują, to znaczy, że ty sam używasz jej zdecydowanie za dużo.

2) Czujesz się wzdęty lub spuchnięty

Masz wrażenie, że przybyło ci trochę kilogramów? Być może to wrażenie, które daje zatrzymanie wody w organizmie spowodowane spożywaniem większej ilości soli niż zazwyczaj.

Sól działa dla wody jak jak magnes, a zatrzymanie wody w organizmie może powodować wzdęcia. To właśnie dlatego  twoje oczy lub palce są ostatnio podpuchnięte.

3) Cierpisz na niewyjaśnione bóle głowy

Jeśli od czasu do czasu doświadczasz bólów głowy bez wyraźnych przyczyn, spróbuj zaobserwować, czy występują one po spożyciu posiłku ze stosunkowo dużą zawartością soli. Może to powodować rozszerzanie naczyń krwionośnych w mózgu, co prowadzi do bolesnych bólów głowy.

4) Często oddajesz mocz

Nocne oddawanie moczu stanowi prawdziwy problem dla wielu osób, a może być wywołane nadmiernym spożyciem soli. W szczególności u osób starszych może powodować przerywany sen, zmęczenie i drażliwość. Zmniejszenie dziennej porcji soli o 25% powinno ograniczyć ten problem.


 

źródło:


Zobacz także

Ulga podatkowa na dziecko. Sprawdź, ile możesz sobie odliczyć w tym roku

Tylko w połowie przypadków orientujemy się, że ktoś nas okłamuje. Czy wiesz, jak rozpoznać kłamcę?

Rozwiązanie akcji #MiesiącKobiet