Dlaczego zawsze mam w domu banany i nigdy nie wyrzucam do kosza ich skórek

Pani Mądrala
Pani Mądrala
17 października 2017
Fot. iStock/Liderina
Następny

Jeżeli akurat nie jesteś na diecie i nie chorujesz na cukrzycę, powinnaś każdego dnia sięgać po jednego banana. Ten wyjątkowo smaczny i pożywny owoc jest bogaty w szereg witamin i minerałów, które usprawniają pracę układu nerwowego, pomagają odkwasić organizm, a także wspomagają okres rekonwalescencji po chorobie. Ciekawe właściwości ma także skórka od banana.

Pamiętam taką scenę z mojego dzieciństwa, gdy miałam może 4-5 lat. Stałam już przy drzwiach, gotowa do wyjścia. Moja mama biegała jeszcze po domu i wrzucała do torebki różne przedmioty, a w jednej ręce trzymała banana i co chwilę gryzła kawałek. Ewidentnie byłyśmy spóźnione. Gdy już zjadła owoc, zamiast wyrzucić skórkę do kosza, zaczęła szybko polerować nią swoje buty. Bardzo mnie to rozbawiło i pamiętam, że jeszcze przez całą drogę ją o to pytałam. Niewykluczone, że później opowiadałam innym dzieciom w grupie, co też zrobiła moja mama.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że skórka od banana może mieć zastosowanie w domu, ale także w dbaniu o zdrowie. Teraz, wiele lat później, sama wykorzystuję ją na różne sposoby. Oto kilka niezawodnych.

Ratunku, mam nalot azjatyckich biedronek! Ty też?

Pani Mądrala
Pani Mądrala
18 października 2017
Fot. iStock/Sadler2121
 

Ogólnie rzecz biorąc, biedronki kojarzą mi się dość dobrze. Są małe i płochliwe, ładnie wyglądają na zdjęciach (chyba każdy z nas miał w życiu etap „ach, cyknę telefonem jakieś artystyczne zdjęcie przyrody”) i podobno są pożyteczne. Poza tym mój syn jest w przedszkolu zapisany do grupy „Biedronek”. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy w moim mieszkaniu pojawiły się dziesiątki dziwnych biedronek, które kąsają.

Harmonia axyridis – czyli rodzaj biedronek, pochodzących z Azji, może spędzić sen z powiek. Rozmawiałam wczoraj ze znajomą przez telefon i nagle mówię: „Aśka, do ciebie też przylatują te dziwne czarno-czerwone biedronki?”. „A daj spokój! Mam w nich cały balkon! Sąsiad z dołu mówił, że od kilku dni żadnego okna nie może otworzyć” – opowiada. Wychodzę na swój balkon i widzę, że i u mnie cała zgraja robali tylko czeka, aż uchylę okno. I aż żal nie otwierać, gdy na dworze około 20 stopni.

Kilka kolejnych wpadło mi do mieszkania. Słyszałam, bo obijały się o metalowe żaluzje, które mam w mieszkaniu. Najpierw ignorowałam. Ale gdy jedna z nich przyleciała do mnie, usiadła mi na ramieniu i dziabnęła, powiedziałam „Dość”.

Jak je rozpoznać?

Biedronki azjatyckie, lub też arlekiny, nieco różnią się wyglądem od naszych rodzimych biedronek. Mogą być niemalże czarne z kilkoma czerwonymi kropkami albo pomarańczowe w czarne kropki, czasem zdarzają się także żółte. Niektóre mają nawet 23 kropki, czyli znacznie więcej niż biedronki, które znamy i lubimy.

Jak z nimi walczyć?

Cóż, daleka jestem od zabijania jakichkolwiek zwierząt. Czy to pająk, komar czy biedronka, do ostateczności posuwam się tylko w momencie bezpośredniego starcia. Świadomie rezygnuję też z różnych chemicznych preparatów, które mogą zaszkodzić innym owadom, a także domowym zwierzętom. Osobniki, które już wpadły do mojego mieszkania, wygoniłam na dwór za pomocą kartki papieru i szklanki. Teraz pozostało mi koczować w zamkniętych czterech ścianach, bo przecież moskitiery na okna zakładam już od pięciu lat (sic!). Cóż, zamontuję te cholerne siatki, gdy już sobie odfruną. Jeśli znasz jakiś naturalny sposób na pozbycie się biedronek azjatyckich, pisz w komentarzu. Będę zobowiązana.


Odcedzanie makaronu. Ona udowodniła, że całe życie robiłyśmy to źle!

Pani Mądrala
Pani Mądrala
9 października 2017
Fot. iStock/OlgaMiltsova

W kuchni kieruję się jedną, podstawową zasadą – danie ma być zrobione szybko. Oczywiście fajnie też, gdy jest smaczne, a składniki tanie. Dlatego też w moim domu na stole bardzo często króluje makaron. I to w przeróżnych konfiguracjach. Jakież było moje zdziwienie, gdy ostatnio dowiedziałam się, że przez te wszystkie lata utrudniałam sobie przyrządzanie dań, odcedzając makaron w zły sposób?Kilka dni temu zobaczyłam w sieci zdjęcia, na których jedna z użytkowniczek Instagrama pokazała, w jaki sposób traktuje makaron tuż po ugotowaniu. Pewnie nie będę jedyną, która zawsze robiła to w sposób następujący: tuż pod koniec gotowania wstawiałam durszlak do zlewu, chwytałam garnek przez ściereczkę i szybko przelewałam wrzącą wodę wraz z makaronem do sitka.

Bardzo często, ponieważ garnek był gorący, a para uderzała mi prosto w twarz, wylewałam wodę tak gwałtownie, że niektóre kluseczki lądowały w zlewie. Na logikę wszyscy w takiej sytuacji wrzucamy je do sitka, no bo przecież gdzie jak gdzie, ale w zlewie to chyba jest czysto, skoro ciągle myjemy w nim naczynia. BŁĄD. Właśnie w tym miejscu znajdziemy mnóstwo chorobotwórczych drobnoustrojów, ponieważ na powierzchni nieustannie zalegają resztki jedzenia.

World star.

— Daibella (@Daibellaaa)

Internautka o pseudonimie „Daibella” udowodniła, że wszystkie jak do tej pory źle odcedzałyśmy makaron. Ona wkłada durszlak bezpośrednio do garnka i dopiero z sitkiem wewnątrz wylewa wodę. W efekcie kluski pozostają w naczyniu a żadna z nich nie ląduje w zlewie. No i sam durszlak również nie ma styczności z tym siedliskiem zarazków.

Powiem tak. Może i brzmi to śmiesznie. Ba! To nawet śmiesznie wygląda. Ale działa, serio. A ja wyznaję w życiu zasadę, że jeśli coś wygląda śmiesznie, ale działa, to przestaje być głupie. Dlatego też polecam i radzę spróbować.


chemtest.com.ua/bani_vodaynie

viagraon.com

https://viagraon.com