Dzisiaj też bądź dobra dla siebie. Tydzień pierwszy, dzień #5

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 listopada 2017
Fot. Flickr /
 

I przyszedł weekend. Może będzie inny niż wszystkie tym razem? Bo nie zabiegany, zaprzątany i zagotowany. Tylko odrobinę spokojniejszy. Bardziej skupiony na tobie? Znajdziesz w chwilę dla siebie?

Wierzymy, że tak. Że po raz kolejny zrobicie sobie przyjemność. Że zostaniecie w tej naszej wspólnej już akcji

To może dzisiaj spacer. 30 minut. Bez względu na pogodę. Ubierz się wygodnie i wyjdź z domu. Pospaceruj, bez pośpiechu, uważnie rozglądając się wokół, albo nie rozglądając się. Tak, jak lubisz. Pozwól sobie na ten czas. Bądź tylko dla siebie. Zachęcamy bardzo 🙂

A jeśli nie spacer to napisz koniecznie, co dziś dla siebie zrobiłaś!


 

Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Horizon-school.ru codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie horizon-school.ru dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Pierwszy tydzień: 10-16.11.2017). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień pierwszy:
    2 x voucher pielęgnacyjny do kliniki 4 x zestaw kosmetyków ufundowany przez debiutującą na polskim rynku, markę

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem –  Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień pierwszy – zobacz wszystkie zadania


Mój mąż alkoholik. Żony alkoholików, którzy wyszli z nałogu często mówią: „Lepiej było, gdy pił”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 listopada 2017
Fot. iStock / sturti
 

– A jeśli przestanie pić, to jaką mamy szansę odbudować związek? Nie wiem, czy z tych zgliszczy można jeszcze cokolwiek zbudować, coś poczuć – mówi Monika. Jej mąż pije od… właściwie nie wie od kiedy.

Pełen luz

Poznali się na imprezie. Ona akurat po trudnym związku, który miał być na całe życie. On dusza towarzystwa. – Był takim dobrym duchem. Zaopiekował się wtedy mną. Zadbał, żebym dobrze się bawiła. Potańczyliśmy, pożartowaliśmy. Nie pamiętam, kiedy się tyle naśmiałam – wspomina Monika. Wysłał jej SMS-a: „Może kawa”. Numer telefonu wziął od wspólnych znajomych. – Zaczęliśmy się spotykać. Dobrze się czułam w jego towarzystwie. Ujął mnie tym, że dla niego nie było z niczym problemu. Rzucał: „Chodź, pojedziemy nad morze” i jechaliśmy. Mówił: „Nie martw się na zapas zobaczysz, wszystko się ułoży, a jak nie, znajdziemy inne rozwiązanie”. Pasowali do siebie. Po kilku miesiącach już razem mieszkali. „Po co marnować czas”, tłumaczył. Po roku byli małżeństwem.

Monika zaszła w ciążę. On szalał ze szczęścia. Na rękach ją nosił. – Zawsze był wybuchowy. Taki furiat trochę. Ale nieszkodliwy. Wolałam, żeby okazywał emocje, niż je w sobie tłumił. Mój poprzedni związek taki był. Jak prosta linia. Bez emocji. Z Rafałem zawsze dużo się działo. On to taki wulkan energii.

Pojawił się stres

Rafał jest architektem. Po studiach pracował w biurze projektowym. Z przyjacielem postanowił jednak otworzyć własną firmę. Niestety spółka okazała się nietrafionym pomysłem. – Ten przyjaciel zrobił go w konia, podebrał klientów i odszedł. Na swoje. Myślę, że to wtedy Rafał zaczął pić. Monika w domu z małą córeczką była wiecznie sama. Wiadomo, on rozkręcał biznes. – Czekałam, wiedziałam, że ma trudny czas. Dużo spadło mu na głowę. Robił wszystko, by utrzymać firmę, pracował od rana do nocy. Nawet w weekendy. Mówił, że nie chce mnie zawieźć, że jest odpowiedzialny za mnie i małą Marysię. Zaczął jednak Monikę trochę przerażać. – Opowiadał mi jakieś dziwne historie. Że jego były szef mu grozi, nasyła do jego biura ludzi, straszy sądami, odszkodowaniami za jakiś klientów, za niedotrzymanie tajemnicy firmy. „Tobie nic nie zrobią. Dziecku też nie. Tak się z nimi umówiłem” – powiedział mi kiedyś. – Do dziś nie wiem, co z tego wszystkiego, co wtedy mówił, było prawdą. Opowiadał, że grozili mu bronią. Czasami budziłam się w nocy, jego nie było, spał w samochodzie pod domem.

To wtedy wieczorem robił sobie drinka, czasami dwa. Przychodził już z kupionym piwem. – Na początku nic nie mówiłam. Kiedy raz zwróciłam mu uwagę, że może jednak trochę za dużo i za często tego alkoholu, odburknął: „Muszę jakoś odreagować”. Stał się drażliwy.

Początki

Monika zaszła ponowie w ciążę. – Nie chciałam tego dziecka. Byłam zmęczona. Wiecznie sama z córką w domu. Musiałam wszystko ogarniać. I teraz drugie dziecko, gdzie nie miałam od nikogo pomocy. Rafał mówił: „Damy radę. Zobacz, już wszystko się układa”. Faktycznie dźwignął firmę. Znalazł nowego wspólnika, nauczony doświadczeniem zabezpieczył się umowami Wiedziałam, że zawodowo wszystko wraca do normy. Zresztą było to widać po kasie, która wpływała na nasze konto. Taka rekompensata tego, że Rafał mało bywał w domu. Jego nie było, były pieniądze. Monika urodziła synka. Janka. Imię po dziadku. Alkoholiku. Ale nie była przesądna, w końcu to tylko imię.

Rafał dzwonił: „Mam służbową kolację. Wrócę później”. I wracał, zataczał się. Kiedy wstawałam, on mówił: „O wstała księżniczka. Ktoś musi zap**lać, żeby się księżniczka wyspać mogła”, bełkotał pogardliwie. Kiedy wracał do domu wieczorem, nie szybciej niż o 20-tej, zawsze miał ze sobą jakiś alkohol. „Nie czepiaj się, po dwóch czy trzech piwach nikt nie zostaje alkoholikiem”, mówił kiedy zwracałam mu uwagę. Weekend, jeśli był w domu zaczynał od otwartego piwa. Nie mógł z nami wysiedzieć. Krążył. Wychodził. Wracał. To szedł wyrzucić śmieci, to do sklepu, to do samochodu, bo czegoś zapomniał. Za każdym razem, gdy wracał, był coraz bardziej pijany. Wtedy jeszcze krzyczałam. Robiłam awantury. Mówiłam, że odejdę. „Ciekawe, gdzie pójdziesz? Z kim będziesz miała lepiej? Kto da ci kasę na te kosmetyczki, fryzjera? Nie oddam ci dzieci”, groził. Najgorsza była pogarda w jego głosie. „Muszę na was harować, utrzymywać was, żeby jaśnie księżniczka miała na swoje zachcianki”. Kiedy mówiłam, że nie chcę jego pieniędzy, słyszałam: „Tak, jasne. Beze mnie jesteś nikim wylądowałabyś u mamuśki, gdzie byś była”.

Pogarda

– Byłam nikim. Patrzyłam jak leżał pijany na podłodze w kuchni. Wyrzucałam puste butelki po wódce, które znajdowałam w koszu na pranie. Zamykałam drzwi do sypialni dzieci, by nie słyszały tego, co mówił. A później zasypiałam wtulona w ich małe ciałka. Przyjaciółka dawno niewidziana powiedziała: „Co się dzieje? Źle wyglądasz”. „Wiesz, dzieci, Rafała praca, zmęczona jestem”, odpowiadałam i bałam się, że ona pozna prawdę. Zobaczy ją w moich oczach. W jego wyglądzie.

Monika wróciła do pracy. Dzieci poszły do przedszkola. – Znowu byłam wśród do ludzi. Każdego dnia musiałam o siebie zadbać. Ubrać się, zrobić makijaż. Każdy dzień dodawał mi sił. Kiedy kolega z pracy zaczął ze mną flirtować, obudziła się we mnie kobieta. Znowu. Nie miałam siły na romans. Zresztą dokąd by mnie zaprowadził. Skupiła się na dzieciach. Im dawała najwięcej.  – Maryśkę woziłam na balet. Janka na basen. Wiedziałam, że jestem dobrą matką. Monika na tym budowała swoją wartość.

– Kiedy wyszłam z koleżankami na imprezę, usłyszałam: „Co z ciebie matka”. Wtedy już nie reagowałam na  zaczepki. Zamykałam drzwi do pokoju dzieci i kładłam się z nimi spać. Spokojniejsza. Przestało mi zależeć. Myślałam: „Chcesz, zachlej się na śmierć. Mam cię w du**ie”. Nie, nie mogłam odejść. To w końcu ojciec moich dzieci. Zresztą on uważa się za fantastycznego tatę. Dzięki niemu Marysia i Janek chodzą do prywatnej szkoły, zapisują się na każde zajęcia, które sobie wymyślą. Opłaca nam wakacje. On nie jeździ: „Ktoś musi pracować, jak wy się bawicie”.

Mówił: pomocy

„Mam problem. Pomóż mi” – powiedział Monice pewnego dnia. „Sam sobie musisz pomóc” odpowiedziała. – Nie mam zamiaru trzymać go za rękę i głaskać. On oczekuje, że powiem: „Jesteś taki biedny, tyle masz na głowie. Rozumiem”. Nie chcę tak. Kiedy powiedziała mamie: „Rafał musi się leczyć”, usłyszała, że na pewno nie jest tak źle. Dlaczego dajemy ogólne przyzwolenie na alkohol w domu. Każdy kogo pytam, jest fanem rodzinki.pl. A ja oglądając słyszę tylko, jak ojciec potrafi odezwać się do dzieci i widzę u nich alkohol, przy każdej okazji. Nie widzę tam nic śmiesznego.

Rafał jest alkoholikiem od wielu lat. Monika przestała go kryć, udawać, że nic złego się nie dzieje. – Otwarcie mówię wszystkim, że ma problem z alkoholem. Idzie z dziećmi na rower, czy pograć w piłkę, ale wcześniej musi wypić drinka. Nim wyjdzie. Jego ojciec był alkoholikiem, już nie żyje. Rafał powiedział kiedyś swojej matce: „Taty problem, to żaden problem. Jestem w tym o wiele głębiej od niego”.

Monika nie wierzy, że alkoholizm to choroba. – Choroba to nowotwór. Nie masz na nią wpływu. Alkoholizm to wybór. To ty pozwalasz, żeby kieliszek kierował twoim życiem, żebyś był od niego zależny. Po prostu nazywając go chorobą dajemy komuś usprawiedliwienie.

Została nadzieja

Poszła do psychiatry, zaczęła czytać książki, historie kobiet, które żyją z alkoholikami. – Bardzo mi to pomaga. Poznaję mechanizmy, wiem, że nie ja zawiniłam. Że alkoholik zawsze wszystkich obarcza winą za to, kim się stał. Swojej winy nie widzi. Teraz z perspektywy czasu przypominam sobie te nasze pierwsze imprezy. Jego zawsze przeciągały się o jeden, dwa dni dłużej. Może, gdybym szybciej zareagowała…

Monika postawiła ultimatum. Trzy miesiące. – Dłużej już tego nie wytrzymam. Miewał już okresy, kiedy nie pił. Miałam wtedy nadzieję, wierzyłam, że się uda. Że jesteśmy dla niego ważniejsi niż alkohol… Po kilku dniach znajdowałam pustą butelkę, schowaną między ubraniami.

Teraz Rafał zaczął się leczyć. – Wiem, że nie pije od trzech tygodni. To znaczy, tak mi się, wydaje. Ale nie mogę z nim o tym rozmawiać. Jest nerwowy, wybucha, gdy tylko pytam: „Jak się czujesz, byłeś u tego lekarza, o którym mówiłeś?”. Nie wiem. Czekam. Tylko on myśli, że po tych kilku dniach bez picia, już wszystko się ułoży. Będziemy szczęśliwą rodziną. Najgorsze jest to, że zastanawiam się, co będzie, jeśli on naprawdę przestanie pić. Przez te lata powiedział mi tyle przykrych rzeczy, był tak okrutny. Ja tego nie zapomnę. Nie wymażę. I co? Nie będzie pił, mam go za to znowu pokochać? Jestem z nim tylko ze względu na dzieci.

Żony alkoholików, którzy wyszli z nałogu często mówią: „Lepiej było, gdy pił”. – Chciałabym porozmawiać z kimś, komu się udało. Uwierzyć, że to wszystko można odbudować. Zacząć jeszcze raz.

Kilka dni po naszej rozmowie Monika znalazła pustą butelkę w koszu na pranie.


Paryż po atakach: „Dziś żyję już w innym świecie”. Rozmawiamy z Cécile, która mieszka w dzielnicy zaatakowanej przez terrorystów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 listopada 2017
Fot. Screen z filmów na TwitterAnna Kalczyńska

Paryż płacze. Piątkowe zamachy terrorystyczne kolejny raz przypomniały nam o tym, że żyjemy w świecie, w którym nikt nie może czuć się bezpiecznie. Wczoraj wieczorem, w ciągu kilku chwil miasto tętniące życiem, hedonizmen i miłością opanował strach. Strach przed śmiercią, utratą bliskich. I jeszcze ta niepewność jutra.

Zaniepokojona wysyłam SMS-a do Cécile, znajomej ze studiów. Cécile z mężem i dwójką małych dzieci mieszka w X dzielnicy czyli tam, gdzie rozegrały się wczorajsze, tragiczne wydarzenia. Gdy odpowiada, oddycham z ulgą.

Zdzwaniamy się. Po krótkim „Cześć, jak to dobrze, że u was wszystko w porządku”, następuje chwila milczenia, w tle słychać tylko bezlitośnie dzwoniące telefony, spikerkę telewizyjną, gwar.

– Wiesz, tak naprawdę, to nic już nie jest w porządku – głos Cécile łamie się. – Nie spaliśmy całą noc. Wszędzie policjanci, wojsko. Helikoptery krążą nad miastem od wczoraj. Boję się. Do Le Petit Cambodge wpadaliśmy czasem na lunch (restauracja, w której terroryści zastrzelili kilka osób – przyp.red.). Dzwonimy do wszystkich znajomych, sąsiadów. Od wczoraj jest z nami moja siostra, która wieczorem, kiedy zaczęły się zamachy, wracała od swojego chłopaka. Zadzwoniła do mnie przerażona. Powiedziała „Dzieje się coś niedobrego, włącz telewizję, na ulicach jest mnóstwo policji, ludzie uciekają”. Od tamtej pory nie wyłączyliśmy telewizji. Kazałam mojej siostrze natychmiast przyjść, bałam się o nią. Teraz chcę być z moją rodziną. Oglądamy cały czas relacje, komentarze. Dzwonimy do rodziny, przyjaciół, dowiadujemy, czy wszyscy dotarli do swoich domów. To taki ogromny smutek, żal. Mamy dwójkę małych dzieci, teraz boję się o ich przyszłość. Pojawiają się pytania… W jakim świecie będą musiały dorastać, żyć? Dzisiaj boję się najbliższego poniedziałku. Nie wiem, czy odważę się odprowadzić córkę do żłobka, czy  syna dać na kilka godzin w przedszkolu….  Nie chcę zostawiać ich nawet na chwilę. Umierałam ze strachu, jak mój mąż wyszedł rano, na drugą stronę ulicy, do sklepu. To absurdalne, ale czuję się zagrożona cały czas. Bardzo, bardzo smutny dzień.

W czasie tej rozmowy nie znajduje słów pocieszenia. Nie wiem, co powiedzieć. Sama przecież mam dwójkę dzieci…

Cécile opowiada: – To był zwykły piątek. My zazwyczaj w takie piątki też wychodzimy, spotykamy ze znajomymi w małej restauracyjce… Teraz nie wiem, kiedy odważę się usiąść gdzieś spokojnie, zamówić kawę… Oni strzelali na oślep, tam mógł być każdy z nas. Zginęły czyjeś dzieci, rodzice, jacyś zakochani… Tymi zamachami oni okradli nas z marzeń, planów…  Patrzę na te obrazy, to jest moje miasto i ono płacze, całe we krwi. Jean-Pierre (mąż Cécile – przyp. red.) dzwoni do wszystkich naszych przyjaciół. Wśród nich są także Muzułmanie. Jak oni się czuję, jak teraz mogą być traktowani…? Już po Charlie Hebdo, dużo znajomych się od nich odwróciło. A oni przecież cierpią tak jak my, jak wszyscy Francuzi dzisiaj. My wszyscy jesteśmy Francuzami, bez względu na religię. Kochamy ten kraj, Europę… Ale to nie jest już mój świat – cisza… – Nie mogę mówić, przepraszam…

Dziś wszyscy jesteśmy Francuzami. Pokazujemy naszą solidarność, łączymy się z tymi, dla których już znajome ulice nigdy nie będą takie same…

Pod koniec rozmowy Cécile dodaje: – Uważajcie na siebie, nie wiem kiedy teraz się zobaczymy. Uważaj na swoje dzieci. Chyba nikt już nie jest bezpieczny…


 

Jak donoszą źródła, we wczorajszych zamach terrorystycznych w Paryżu zginęło około 128 osób. Około 300 jest rannych. Jednak prawdziwy dramat dotyczy wszystkich. Tych, którzy stracili bliskich i tych, którzy w poniedziałek rano będą musieli wyjść z domów, odwieźć dzieci do szkół, iść do pracy i tylko modlić się, żeby wieczorem wszyscy spotkali się znowu przy wspólnym stole.

Reports 60 dead and 100 in by terrorists screaming .

— Melbourne Express (@melbexpress)

  Świat przybrał barwi flagi Francji.

World Shows Solidarity With Victims. — Terrormonitor.org (@Terror_Monitor)


Pay Tribute To Victims Of . — Terrormonitor.org (@Terror_Monitor)


The Angel of Independence monument in Mexico City is illuminated with the colors of the French flag — BuzzFeed News (@BuzzFeedNews)


goes dark after deadly bloodbath, world stands with by lightening up on imp monuments.

— Terrormonitor.org (@Terror_Monitor)


Zobacz także

Skoro zdecydowałam się na aborcję, to czy mam prawo opłakiwać śmierć mojej córki? To NIGDY nie jest prosty wybór

Żyj i pozwól żyć innym. Nie podcinajmy skrzydeł tym, których kochamy

Tylko akceptując swój ból, możesz poczuć się prawdziwie szczęśliwa. Siedem powodów, dla których warto to zrobić

https://steroid.in.ua

www.evsyukov.kiev.ua

www.binaryoptions21.com