„Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam, gdzie chcą”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
15 kwietnia 2016
"Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam, gdzie chcą", Ute Ehrhard
Fot. iStock / RapidEye
 

Kto z nas nie słyszał tych słów? A kto nie miał w ręce książki o tym tytule? Nie uśmiechnął się do tego stwierdzenia i… tylko uśmiechnął specjalnie nie zastanawiając się nad sensem tego zdania?

A przecież to kwintesencja naszej stereotypowej kobiecości. Grzeczna dziewczynka, to kobieta, którą nosimy w sobie: uległa, posłuszna, zgadzająca się ze wszystkim i na wszystko, nie wchodząca w konflikty i oczywiście lekko uśmiechnięta, trochę przepraszająca, że ona ma tu odwagę zabierać przestrzeń i powietrze komuś innemu.

Nie jest tak? Ile razy słyszałyście: „Bądź grzeczną dziewczynką”, „Dziewczynki tak się nie zachowują, dziewczynki są grzeczne”. I my tę grzeczność w sobie mamy, bo wydaje się nam, że tylko będąc grzecznymi zyskamy akceptację otoczenia oraz zasłużymy na miłość. To jest właśnie to niebo, które dla grzecznych dziewczynek zostało przygotowane.

A dla niegrzecznych? Nie ma mowy o piekle. Choć chciałybyśmy czasami tak myśleć – bo łatwiej się usprawiedliwić: „Jak będę uległa, to nie pójdę do piekła”. Tylko, że „tam, gdzie chcą” nie ma nic wspólnego z piekłem, no chyba, że taką drogę sobie wybierzemy.

Jakie są te niegrzeczne dziewczynki? Otóż są:

Trochę bezczelne

Bo jasno mówią o swoich potrzebach. Nawet w tych najmniejszych aspektach życia, najbardziej błahych wiedzą, czego chcą. I szczerze mówiąc w nosie mają opinie innych na swój temat. Chcą mieć krótkie włosy – ścinają je. Chcą kupić nowe auto – robią to. Decydują się na zmianę pracy, choć inni mówią, ze przecież ryzyko jest duże i że w sumie, to tu gdzie  jest ma ciepły i znany już kącik. Ale one bezczelnie prą do przodu. Realizują się. Spełniają swoje marzenia. Wyjazd w góry pod namiot: że nie, bo jest na to za stara? Ale ona o tym marzy i do tego dąży. I myśli: „Zajmijcie się swoim życiem, ja będę żyła swoim tak, jak tego chcę”.

Odważne

Bo mają odwagę decydować same o swoim życiu. Mają odwagę iść ścieżką, którą sobie same wymyśliły. Mają odwagę popełniać błędy i też odważnie na nich się uczyć, wyciągają wnioski, żeby zrobić kolejny krok do przodu. Nie jest to głupia odwaga, przez którą drą rajstopy, gubią buty i rozbijają głowy. Ona zawsze jest podszyta strachem i obawami. Ale niegrzeczne dziewczyny nie pozwalają, by strach nimi zawładnął, by sparaliżował je w ich działaniach.

Egoistyczne

Bo myślą o sobie. Nie stawiają siebie na końcu łańcucha potrzeb, które (jak jeszcze znajdą siłę) zaspokoją, kiedy już wszystkim innym zrobią dobrze. One są dla siebie ważne. Co nie znaczy, że innych mają w d*pie. Potrafią dbać o innych właśnie dlatego, że dbają o siebie. Kochają siebie i są ze sobą szczęśliwe. Wiedzą, czego chcą, wiedzą, co daje im szczęście i zadowolenie z życia. Nie przedkładają potrzeb innych nad swoje. Traktują siebie na równi z innymi ludźmi. One wiedzą że nie są gorsze, słabsze, mniej mądre i mniej im się od życia należy. Wręcz przeciwnie – jest w nich głębokie przekonanie, że wszyscy powinni dostać po równo. No chyba, że ktoś wywalczy sobie więcej.

Pewne siebie

Bo są świadome swojej wartości. Nikt im nie wmówi, że są gorsze. One znają swoje mocne, ale też i słabe strony. Wiedzą, na co je stać. Są świadome własnych ograniczeń i co najważniejsze z tej wiedzy korzystają. Nie biadolą nad tym, w czym są słabe, tylko umiejętnie korzystają z tego wszystkiego, w czym są dobre. Nie zmieniają siebie na siłę chcąc udowodnić, że są na przykład zorganizowane, poukładane i mniej chaotyczne, albo na odwrót. Akceptują siebie takimi, jakimi są. Z wadami i zaletami. Wykorzystują swój potencjał nie walcząc ze słabościami, ale czyniąc z nich atut.

Mówią, co myślą

Bo nie chcą być tylko miłe i ugodowe. Jasne, gdy jest taka potrzeba i możliwość, idą na kompromisy. Ale też przestają się korygować mówiąc wprost, co myślą, wyrażając swoje poglądy, podkreślając na co się nie zgadzają i z czyją opinią nie jest im po drodze. Są asertywne, wiedzą kiedy powiedzieć „stop” i nie dać sobie wejść na głowę. Nie są aroganckie, co to to nie. Szanują zdanie innych, co nie zmienia faktu, iż wymagają, by szanowano także ich zdanie. Mają odwagę mówić, co naprawdę myślą, a nie bezrozumnie i ze strachu powtarzać, to co mówią inni, żeby tylko nie popaść z kimś w konflikt.

Nie udają

Bo chcą być sobą. Nie chcą ulegać stereotypom, podobnie jak nie chcą być takie, jak oczekują od nich tego inni. Że jako kobieta muszą być lekko wycofane i jednak uległe. Jako żona powinny przede wszystkim na pierwszym miejscu zaspokajać potrzeby męża, co by ich przypadkiem nie zostawił. Jako matka musi poświęcić się w 100% dzieciom. Niegrzeczne dziewczynki piszą swój własny scenariusz i wchodzą w rolę, które są z nimi tożsame. Nie udają miłych, by zyskać poklask, nie udają grzecznych, by zyskać akceptację, nie udają głupich, by nie być krytykowanym. Niegrzeczne dziewczynki są sobą pełną gębą. Jak chcą wejść na drzewo i pobiegać po kałużach to, to robią, nie oglądając się na to, że mama założyła im białe rajstopki.

A wy? Nie macie czasami dość bycia grzecznymi?


* „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam, gdzie chcą”, Ute Ehrhard

 


Pożyczone życie zawsze wróci do właściciela, zostawiając nas samych sobie

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
15 kwietnia 2016
Pożyczone życie
Fot.Splitshire / /
 

Dostało nam się życie. Każdy dostał, w pakiecie. Kiedy supernowa wybuchła w maminym brzuchu, tak życie się poczęło. Dziewięć miesięcy później, przez wąski tunel,pomknęliśmy w stronę światła. I zaczęła się egzystencja. Lubię sobie wierzyć, że każdy z nas stworzony został do jakiejś tam wielkości. Niekoniecznie tej największej, ale za to maksymalnej na indywidualną miarę. Każdy dostał talentów kupę, a potem dostał też wolną wolę i to poniekąd spaprało całą robotę.

Wolna wola…

No tak… uhhh…. ajjj… auććć. Niby fajna sprawa, bo człowiek tyle może! W zasadzie wszystko może, podług zasady: róbta co chceta bracia i siostry, bo skoro nie zabronione to dozwolone. Wyobraźni tylko trzeba mieć na tyle by po chmurach z gracją biegać.

Z drugiej strony, jak tyle człowiek może, to pewnie też i nic nie musi. Wyobraźni też więc nie musi uaktywniać, by na te chmury się wznieść. Bo jak nic to nic. Zero wysiłku. Kanapa, pilot, nudna robota, a i mąż też szarobury. I tak życie zamiast być tęczowe jest jak ten mąż, kompletnie szarobure. Talenty leżą na wpół zdechłe, inspiracja omija nas szerokim łukiem, a kreatywność nawet nie wie, że rzekomo istniejemy.

Bo oto w ramach wolnego wyboru wybraliśmy, że życia własnego żyć nie będziemy. Wysiłku wymaga takie życie, a więc nie, dziękuję. Zamiast tego życie sobie pożyczę, od sąsiada, koleżanki, pani z telewizji, córki polityka, albo syna pana księdza. Im kto bardziej kontrowersyjne życie wiedzie, im bardziej pikantne i warte ploteczki, tym lepiej! Takie życie sobie wezmę i tak się nim nasycę, że aż brzuch mnie będzie bolał.

Ileż to ludzi tak żyje, nieustannie wertując karty życia cudzego? 

A ileż tam analizy jest, rozkładania zdarzeń na atomy? Ileż ocen? O! Tych to jest zwłaszcza wiele, bo na każdy aspekt cudzego życia przynajmniej jedno zdanie mamy. I ba! Nie szczędzimy naszej opinii, bo im więcej opiniujemy, tym bardziej cudzym życiem żyjemy. A to, paradoksalnie,daje nam poczucie, że żywi jesteśmy jak nigdy! Z kanapy się zrywamy i jeśli nie na plotkarską kawę z koleżanką, to przynajmniej na jakiś portal internetowy się wbijamy i z pasją, o jaką sami się nawet nie podejrzewamy, rzucamy się w wir nieswojego życia jak w jakąś obezwładniającą przyjemność. Potem wciągamy w tą akcję przyjaciół, znajomych, nieznajomych, wrogów… każdego kto tylko wciągnąć się da do tego, by podgrzewać, podjudzać, do pieca dorzucać tak, żeby aż gorąco było od życia, które nasze nie jest.

Fajnie, tylko gdzie tu sens? I czy doprawdy cudze życie warte jest większej uwagi niż nasze własne, zaniedbane, po macoszemu traktowane istnienie? Czy doprawdy nie zasługujemy na to, by na sobie się skupić, na tych talentach nam tylko danych, które puszczone w ruch okazać się mogą o niebo ciekawsze od życia pani X na Fejsbuku?

Swoją drogą, ten cały internetowy ruch pospolity, ciągłe posty, ekshibicjonistyczne pokazówki… żyjemy tym jak powietrzem komentując w nieskończoność, kłócąc się zawzięcie, niektórzy nawet przyjaźnie kończą, albo sami kończą… skasowani. Czy naprawdę potrzeba nam takiej rozrywki, z braku lepszego słowa?

Kiedyś sąsiadki skanowały cudze życie wyglądając wiecznie przez okna i nasłuchując via kaloryfer co też u sąsiada się dzieje. Było to jednak jakoś tak bardziej naturalne, bardziej ludzkie, powiedzmy. To co dzieje się obecnie, ludzkie nie jest już wcale. Dostając dostęp nieograniczony do człowieczych historii, porzucamy całkowicie wysiłek stworzenia historii własnej. I robi się tak jakby naprawdę nas nie było. Przestajemy tworzyć, przestajemy marzyć i tylko wegetujemy przyczajeni w oczekiwaniu na kolejną historię, do której podpiąć się będziemy mogli jak do jakiejś butli z tlenem.

Wolna wola dobra rzecz, ale w tym kontekście to raczej przyczynek demoralizacji, w wyniku której zamieniamy się w istoty plotkarskie i płytkie po prostu. O leniwych nie wspominając. Szkoda to wielka, bo wybór w drugą stronę, choć pozornie trudniejszy, powinien przecież być oczywisty, instynktowny niemalże. To bowiem wybór własnej wyjątkowości, wybór który czyni każdego z nas wielkim na miarę własnej, indywidualnie pojmowanej wielkości,powinien być naszym pierwszym wyborem. Wybierając siebie, świadomie przeżywając własną historię, idziemy pełną parą w kierunku pełnego satysfakcji, spełnionego życia. Wybierając życie cudze, zapożyczając historie nie swoje, jesteśmy li tylko widzami. Kiedy seans się kończy, zostaje pusta, ciemna sala. Pożyczone życie zawsze bowiem wróci do właściciela, zostawiając nas samych sobie. Smutnych i zagubionych. No i gdzie tu jest sens?


Masz doła? Sprawdź, jak go „zakopać”. Wystarczy użyć sześciu łopat

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 kwietnia 2016
Fot. iStock / knape

Przychodzi taki moment, kiedy masz wrażenie, że nad twoją głową zbierają się czarne chmury, które nie wróżą nic dobrego. Są raczej zapowiedzią deszczu, który będzie siąpił, a krople zaczną wpadać nam za kołnierz. Brrrr. Nic przyjemnego i do tego nie ma gdzie się schronić, parasola brak, a każdy dach dziurawy.

Dół. Przychodzi, kiedy jesteśmy przemęczeni, kiedy brak rezultatów naszej pracy, kiedy na nic nie mamy siły. Ktoś trafnie określa ten stan „do d*py”. Brrrrr. Znowu przeszedł mnie dreszcze, bo nie lubię, choć czasami chciałabym się w tym dołku wygodnie ułożyć i tam sobie poleżeć, i żeby wszyscy dali mi święty spokój.

Ale z drugiej strony? No kurczę wiem, że średni to pomysł pogrążyć się w czarnych myślach, w bezsilności i poczuciu bezsensowności. No trzeba złapać tego byka za rogi, a raczej wziąć w ręce porządną łopatę i dół zakopać. Jak to zrobić?

Pierwsza łopata: zaakceptuj swój stan

Nie walcz z nim na siłę. Masz gorszy nastrój? I masz do niego prawo. Naprawdę szkoda tracić energię na walkę z czymś, co do ciebie przyszło i postanowiło chwilę pobyć obok. Powiedz najbliższym, że masz chandrę, że jest ci źle i czujesz się podle. Może mąż kupi ci twoje ulubione lody, albo wino, a dzieci narysują jakiś rysunek, który wywoła twój uśmiech. Kiedy nie walczysz ze swoimi emocjami, łatwiej się z nimi uporać. Przyjdą i pewnie odejdą, jak już je w sobie przetrawisz.

Druga łopata: poproś o pomoc

Jak ci źle, mów o tym i poproś o pomoc. Jeśli nie masz siły zrobić obiadu – powiedz o tym, nie udawaj, że wszystko jest świetnie i że dasz sobie sama radę. Potrzebujesz, żeby ktoś cię przytulił – mów. Musisz pogadać z przyjaciółką, napić się z nią wina – zadzwoń i się umów. Nie odkładaj tego, nawet jak nie chce ci się gadać, ale tylko pobyć w czyimś towarzystwie, to już bardzo dużo. Chandrę łatwiej przegonić w towarzystwie.

Trzecia łopata: wyśpij się

Często to brak snu jest przyczyną spadku naszej formy. Więc, gdy dopada cię dołek odłóż wszystko, co sobie zaplanowałaś, co miałaś zrobić, obojętnie jaki priorytet ważności nadałaś jakimś sprawom. Idź spać. Kąpiel i łóżko o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Ranek może przywitać cię zupełnie innym nastawieniem do życia i świata.

Czwarta łopata: wytrop gada

Zastanów się, co jest przyczyną twojego nastroju. Poszukaj w głowie, co go wywołało? Choćby najmniejszy trop może ułatwić ci zakopanie dołu. Bo jak wiemy, z czym się zmagamy, to jest nam zdecydowanie łatwiej. Może się okazać, że kiedy zdamy sobie sprawę, co jest powodem naszego smutku i zniechęcenia – rozśmiejemy się, że taką błahostką nie warto się przejmować. To co nienazwane, zawsze napawa nas strachem, więc nazwij tego potwora.

Piąta łopata: skup się na tym, co przynosi radość

Zrób coś, co sprawi ci przyjemność i cię wyciszy. U mnie zawsze sprawdza się obejrzenie z moimi dzieciakami jakieś bajki, czy filmu. Siadam z nimi na kanapie, oni się do mnie przytulają i tak bezpiecznie i w spokoju spędzamy co najmniej półtorej godziny. To jest coś, co mnie relaksuje, wtedy wyłączam mózg i odpoczywam mając przy sobie najważniejsze osoby. Pomyśl, co sprawia ci przyjemność. Może wyjście na rower? Kąpiel? Coś dobrego do jedzenia? Warto wiedzieć, co może poprawić ci nastrój. Ja też gotuję – jak dla pułku. Trzy ciasta, dwie zupy jakaś sałatka – wtedy każdy wie, że mam chandrę 😉

Szósta łopata: uśmiechnij się do siebie

To tak niewiele, ale uśmiechnij się i powiedz sobie coś miłego. „Ej, masz doła, ale za to świetnie dzisiaj wyglądałaś”. To już coś. Powiedz sobie, że jesteś fajna babka, że lubisz siebie i nawet ze smutkiem ci do twarzy. Rozśmiesz się, to świetne lekarstwo na chandrę. I zawiń się w koc, założ ciepłe skarpety, zrób sobie ciepłą pyszną herbatę i niech będzie ci przez chwilę źle.

Spójrz w lustro. Już ci lepiej?


Zobacz także

Karolina Piasecka ofiara przemocy

Karolina Piasecka – ofiara przemocy ma twarz i nazwisko. A naszym komentarzem pozostaje: „Nie jestem w stanie tego słuchać”

„Masz co chciałaś” – mówiłeś. Mam dzieci, ty swoją ukochaną wolność

Budzi cię w nocy ból głowy? Poznaj 8 możliwych przyczyn problemu