Hej, kochana. Przeżyj dobrze weekend i nie daj się złapać w pułapki, które sama zastawiasz. Jak odpocząć i się nie zakopać

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
11 czerwca 2016
Fot. iStock / stock_colors
 

Weekeeeeend, uff – wdychasz lekko i już masz przed oczami obrazek idaelny, jak z reklamy płatków śniadaniowych… Wysypiasz się, wstajesz rześka i piękna niczym bogini, leniwie robisz śniadanie, muzyka, czyste i uśmiechniete dzieci hasają po kuchni niczym jednorożce… –  Tak, pewnie… A teraz zejdź na ziemię i przypomnij sobie jak to było w zeszłym tygodniu:

pospałaś nieco i dłużej, i do końca dnia goniłaś w pietkę (nie, tobie sie przecież to nie zdarza,mhm)

śniadania nie zjadałaś, bo sumie bez sensu – skoro zaraz musisz zrobić obiad…

dzieci nie były rześkie, tylko wkurzone, głodne i niepomiernie uporczywe w swoich żądaniach (bo zamiast wycinać/sklejać/biegać/skakaczać/grać w warcamy/odpalić im Xboxa/ wpisz dowolne…) spałaś lub przynajmniej usiłować niby spać (gdy one mechanizcznie otwierały ci powieki)

jeśli nie masz dzieci: analogicznie odnieś do zwierza domowego (miska/woda/spacer/otworzyć okno/drzwi/podrapać za uchem/nie wywalać się tak bezczelnie z nogami w łóżku!)

obiad miał być zdrowy, ale okazało się,  że zakupy się jednak samie nie zrobiły (a może zrobiły, tylko nie przyniosły…?)

… i można by tak wymieniać wszystko co robiłaś w ciągu dnia… Wieczorem w niedzielę siadasz przed telewizorem z poczuciem dobrze spieprz*nego czasu, pogrzebana żywcem przez sprawy wyższych i niżych lotów… Bo nie zdążyłaś ani odpocząć, ani odkopać się z zaplanowanych zajęć czy obowiązków.

Znasz to? Basta! Ten weekend będzie inny.

Przeżyj dobrze ten weekend!

Wiesz dlaczego, to wszystko, o czym tak marzysz się nie udaje (co tydzień)? Powód jest naprawdę prosty! Co tydzień zastawiasz na siebie dwie pułapki: „zrobię wszystko w weekend” i „nie będę robic nic”… Efekt? Chaos, poczucie zmarnowanego czasu, bałagan i naprawdę „mniej” czasu – na to wszystko co zaplanowałaś/chciałaś/musiałaś zrobić… Rozwiązanie? Zdrowy rozsądek – choć w weekendowym rytmie.

1. Wyśpij się, ale nie przesadzaj

Jeśli naprawdę chcesz spać do południa (albo sławetnego Teleexpresu), zastanów się czy warto. Dobrze jest się wyspać, nadrobić zaległości, ale gdy pół dnia spędzisz w łóżku – możesz spisać go na straty. Po pierwsze: wstaniesz z głową cięższą od powiek, po drugie zostanie ci niewiele czasu na cokolowiek. Daj sobie trochę luzu, nie zrywaj się o świcie, ale utrzymaj rytm dnia. Inaczej poniedziałkowa „szósta trzydzieści” zamieni się w najgorszy koszmar.

2. Spędź trochę czasu z najbliższymi 

A jeśli ich nie masz, spróbuj spędzić nieco czasu wśród ludzi. Poczujesz się o wiele lepiej niż tarzacając się przez dwa dni w samotności. No i to niepowtarzalna okazja, żeby nie zaczyanć spotkania od myśli, że już musis z”lecieć”.

3. Ogranicz tę przekleta elektronikę

Nie, nei za karę dla samej siebie. Po to, żeby zwolnić i odpocząć. Spróbuj zamienić ekrany na niebo, książkę. Dopóki nie spróbujesz – nie poczujesz różnicy.

4. Wyjdź z domu!

Absolutnie element obowiązkowy! Idź na spacer, posiedź w ogrodzie. Dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Po prostu.

5. Jedz

Kiedy bardzo chcemy miec luz, zupełnie niepotrzebnie pozwalamy sobie na chaos. Rytm dnia doskonale zorganizuje ci weekend. Nie zagubisz się. Wykorzystaj ten czas na to, by jeśc regularnie.

6. … i do tego jedz zdrowo

No bo kiedy indziej nie będziesz miała wymówek, że nie masz czasu gotować, robić zakupów, bawić się w kuchni w jakieś czary mary. Hę?

7. Uprość przestrzeń

I nie chodzi mi o generlane sprzątanie – to z pewnością harówka nie na jeden weekend. Ale zamiast szorować listwy pod łóżkiem, zafunduj sobie małe odgracanie. Odetchniesz z ulgą ;).

8. Przestań się chronicznie martwić

O wszystko. Dziś masz wolne. Zero martwienia się. Wyczyśc głowę, myśl o niczym. Cały tydzień próbujesz nadążyć za tysiącami informacji – dzisiaj nie musisz!

9. Poćwicz, pomedytuj albo zrób cokwoliek innego dla swoje ciała

I bez względu na to czy będzie to intesywny trening czy peeling pod prysznicem – to kolejna rzecz, która poprawi ci humor, zadziała pozytywnie na twoje ciało i da poczucie, że jednak całkiem sporo udało się tym weekendowym odpoczywaniem zdziałać.

10. Śmiej się i jeszcze więcej się śmiej!

Chcesz jeszcze więcej szczęścia w ten weekend? Genialnie. Zaplanuj sobie przyszły tydzień – wtedy niedzielny wieczór nie będzie wcale taki straszny… 😉

To jakie masz plany na dzisiejszy dzień?

 


Dopiero wtedy ogarnia nas przerażenie, gdy sobie uświadamiamy, że szmat życia przeżyliśmy nie żyjąc wcale

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
11 czerwca 2016
Dopiero wtedy ogarnia nas przerażenie, gdy sobie uświadamiamy, że szmat życia przeżyliśmy nie żyjąc wcale
Fot. Unsplash /
 

Wiem, wiem… kolejny tekst z serii: kiedy byłam małą dziewczynką, a może i chłopcem, bo przecież po drzewach łaziłam jak PRO, przez rzeki się przeprawiałam, spałam w namiotach i kąpieli zażywałam w jeziorze. Kolejny mówię, bo chyba nadmiernie wybiegam myślami ostatnio do tego czasu gdy świat był taki jakiś bardziej dostępny, bardziej osiągalny i można go było brawurowo zdobywać nie bojąc się ciągle o konsekwencje.

Łażę tam sobie w głowie, na takie myślowe przechadzki, bo jakoś tak brak mi tych lat beztroski, tych momentów mocy i wyobraźni, która nie zna granic. Zastanawiam się też kiedy i co takiego się stało, że nagle ten magiczny świat wymknął mi się, poniekąd przez palce przepłynął i już tylko w głowie w urywkach i migawkach istnieje.

Pewnego dnia bowiem zdałam sobie sprawę z tego, że boję się tak jak nigdy wcześniej się nie bałam. Boję się jeździć szybko samochodem, łazić nocą po mieście sama, zapuszczać się w las na grzyby, których zbierać też się boję, bo a nuż trujące jakieś muchomory pozbieram w miejsce podgrzybków czy borowików. Boję się przez rwący strumień przechodzić i na drzewo boję się włazić po mniej lub bardziej zakazany owoc. Parę dni temu, wsiadając na kajak, na rzece gładkiej jak szkło, całkiem poważne zadałam pytanie: gdzie tu są pasy i jak je zapiąć? Niestety nie, to nie był żart, pytałam na śmiertelnie poważnie.

Do tego wszystkiego mam męża, który nie boi się niczego. NI-CZE-GO. Pierwsze w życiu nurkowanie zrobił w podziemnych rzekach w Meksyku, po bagatela, dziesięciominutowym instruktażu: „nurkowanie dla początkujących”. Potem po oceanie błąkał się przez sześć miesięcy, wprawdzie z przystankami na lądzie, ale za to na łodzi takiej żywcem z XIX wieku wyjętej (zamiast nowoczesnej nawigacji, gwiazdy, wiatry i prądy oraz przygoda jak się patrzy). Kiedy później na kajak wsiadł dla odmiany, to na rzece, która rwącą się okazała i bez pardonu przeciągnęła go po kamieniach z kajakiem do nogi przywiązanym. Sytuacja to była z kategorii: „jak życie stracić w strumyku”. Lecz  on, mąż, przetrwał i to zagrożenie, po czym z wody na powietrze zwinnie się przerzucił. Licencję pilota szybowca zaczął robić.

No więc, nie dość, że ja sama wszystkiego się boję, to jeszcze mam w domu takiego śmiałka, który poprzez swój własny, totalny brak strachu, zamienia moje obawy w gigantyczne zmory, które męczą mnie i dręczą całkiem bezlitośnie.

Bo ja pewnego dnia dorosłam. Mąż tymczasem, ciągle w umyśle dziecka siedzi. Bo ja obcięłam wyobraźni skrzydła, co by nie latała w rejony nieograniczone, niezbadane i nieokiełznane. Mąż natomiast ma w głowie fabrykę marzeń, które cenzurze żadnej nie podlegają. Bo ja weszłam w system i poddałam się wszystkim jego regułom, podczas gdy mąż…. no cóż… reguł nie lubi, system mu nie pasuje, żyje więc po swojemu, a i zasady ma własne. Z jakiegoś jednak powodu los nas ku sobie pokierował. I tak ja, po latach wielu, zdałam sobie nagle sprawę, że życie moje zorganizowane jest de facto dookoła strachu. Smutne to niemiernie, choć pewnie wcale nie takie zaskakujące. Jak się bowiem dobrze zastanowić, strach jako taki, pozwala masy na wodzy trzymać przecież. Pozwala kontrolować, manipulować, robić z ludzkością to, czego tylko systemowa dusza zapragnie.

Bez strachu, człowiek jest zbyt wolny, zbyt nieosiągalny, chciałoby się rzec: „nieusidlalny”. Ogarnąć go nie sposób nie mówiąc o posłuszeństwie. A system lubi posłusznych. Lubi, bo to dzięki nim istnieje. To dlatego od dziecka nieustannie straszą nas subtelnie. Społeczeństwo, szkoła, nawet własna, nieświadoma spisku rodzina. Kodują nas na strach, ćwiczą, musztrują, jak w wojsku proszę ja ciebie. Kiedy więc wreszcie w dorosłość wchodzimy jesteśmy na cacy załatwieni.  Pokorni, podporządkowani posłuszni we wszystkim. Jak baranki zasuwamy za pastuszkiem. I wszystko jest eleganckie. Żyjemy przecież, żyjemy tak jak wszyscy. Sąsiedzi, sąsiedzi sąsiadów… żyje sobie ludzka masa pod kontrolą.

Zdarza się jednak, od czasu do czasu, że przeciek się zrobi i z ludzkiego morza uporządkowanego, wyrwie się jednostka albo i dwie. Śmiałek. Taki jaki to mi się pewnego dnia trafił i zamieszania narobił wiele. Wtedy otwieramy szeroko oczy i wtedy dopiero ogarnia nas przerażenie. Gdy sobie bowiem uświadamiamy, że szmat życia przeżyliśmy nie żyjąc wcale, wtedy dopiero strach ma sens. I taki strach to ja rozumiem. To pierwszy krok jest do ocalenia siebie.

I oczywiście, że nie rzucę się do rwącej rzeki, nie wybiorę się w podróż na najwyższą górę świata, nie zacznę też jeździć z prędkością światła po autostradach. Bo w końcu przecież dorosła już jestem i rozum swój jakiś tam mam. Więc tego nie zrobię. W każdym razie nie od razu i może nie na skalę, która z szaleństwem graniczy. Ale jedno wiem na pewno. Pasów na kajaku zapinać już nie będę, na szlak też pójdę i do lasu na grzyby i przez strumień po kamieniach jak najbardziej. I odrestauruję też nieco fabrykę marzeń w odwykłej od marzeń, zapyziałej głowie. Zapuszczę skrzydła wyobraźni tak by mogła dziewczyna polecieć w piękny świat i wrócić z inspiracją na fantastyczne życie.

I powiem Wam jeszcze tylko tyle: kto chce niech siedzi w systemie i życie niech wiedzie strachliwe. Kto jednak choć trochę duszę ma rozedrganą, kto marzeniom przyczaić się pozwolił w oczekiwaniu na lepsze czasy (zamiast im skrzydła masakrować bezmyślnie), kto czuje, że los znacznie więcej ma mu do zaoferowania niż życie identyczne z życiem sąsiada, ten niech się weźmie w garść bo najwyższa już pora. Świat do odważnych należy. I tylko do odważnych. A zatem kochani, do dzieła.


9 ciekawostek, których nie wiedziałaś o owocach

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
11 czerwca 2016
Fot. Pixabay / StockSnap /

Kochamy owoce ze względu na ich walory smakowe i zdrowotne. Są niezbędne w codziennym jadłospisie, dostarczają nam wielu witamin i minerałów. Wiele z tych owoców, które często goszczą w naszym menu, ma różne tajemnice. Sprawdźcie, czego nie wiedzieliście do tej pory o kilku z nich.

1. W pewnych owocach kryje się trucizna

A dokładnie w pestkach jabłek, moreli i brzoskwiń  znajduje się cyjanek.

Fot. Pixabay / stevepb / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / stevepb /

2. Melon to gatunek ogórka

 Bo­ta­nicz­na nazwa to ogórek melon, z rodziny dy­nio­wa­tych. Podobnie jak inne ogórki, melon aż w 90% składa się z wody i świetnie nawadnia organizm.

 Fot. Pixabay / ImagesGB / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / ImagesGB /

3. Figi jak mleko

Szklanka suszonych fig ma więcej wapnia niż szklanka mleka. Jednak zanim zaczniecie jeść je na potęgę, pamiętajcie, że zawierają dużo cukru i są bardzo kaloryczne.

Fot. Pixabay / Hans / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Hans /

4. Banan to jagoda

I nie tylko banan. Jagoda z definicji to owoc wykształcony z pojedynczego kwiatu oraz jednej zalążni (żeńska część rośliny).

energia

Fot. Pixabay / Bryanbeedit /

5. Truskawka córką poziomki

A dokładniej jej krzyżówką. Truskawka powstała w roku 1712, poprzez skrzy­żo­wa­nie poziomki wir­gi­nij­skiej z poziomką chi­lij­ską.

 Fot. Pixabay / kheinz / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / kheinz /

 

6. Kiwi zjesz całe

Owoc ma jadalną skórkę w której kryje się skarbnica witamin i minerałów, więc wcale nie trzeba go obierać. Kwestia upodobań.

 Fot. Pixabay / StevePb / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / StevePb /

7. Nie łącz grejpfrutów z lekami

Substancje chemiczne w grejpfrutach mogą wywoływać niepożądaną reakcję z substancjami zawartymi w niektórych lekach. Może to mieć miejsce, gdy np. popijemy lekarstwa sokiem z tego owocu. Następują wtedy zmiany sposobu metabolizowania leków w układzie pokarmowym i zwiększają ich stężenie we krwi. Wystarczy jeden owoc, by pojawiły się kłopoty.

Fot. Pixabay / RachelS / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / RachelS /

8. Skórka owocu ma najwięcej witamin

Dlatego jeśłi nie ma takiej konieczności, nie warto obierać jabłek czy gruszek. W skórce i tuż pod nią kryją się najcenniejsze substancje, oraz dużo błonnika pokarmowego. Jeśli naprawdę musicie obierać owoce, róbcie to jak najcieniej.

 Fot. Pixabay / Gadini / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / Gadini /

9. Szukasz pomarańczy bez pestek?

Łatwo je odróżnić od tych z pestkami po wyglądzie. Te które mają charakterystyczne wybrzuszenie na szczycie owocu, będą pozbawione pestek.

 Fot. Pixabay / jarmoluk / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / jarmoluk /

 


źródło: , , 

 

 


Zobacz także

ZAGADKI DETEKTYWISTYCZNE

Najfajniejsza książka ever! Czyli ZAGADKI DETEKTYWISTYCZNE

„Mam dwie kreski na teście, pakuj walizki, kochany! Mężczyźni? Nie bądźmy sentymentalni”

Jak nie zginąć we wrześniowym chaosie? Przyłącz się do naszej akcji „Lekcja przetrwania”

www.pills-generic.com/potenzmittel/kamagra-100mg

www.biceps-ua.com/

https://xn--80adrlof.net