Kiedy idziesz spać, a twój żołądek nie chce… Zróbmy dobrze przełykowi, żołądkowi i jelitom przynajmniej na koniec dnia

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
13 sierpnia 2017
Fot. iStock/lolostock
 

Podobno bezsenność dotyczy już 1/3 osób w różnym wieku. Wraz z upływem czasu,  cierpimy na nią jeszcze bardziej. U starszych osób, gdzie wzrost poziomu glukozy po posiłku jest wyższy niż normalnie, podsypianie w ciągu dnia jest czymś wpisanym w ich codzienny plan. A jak się za długo pośpi w ciągu dnia, to i trudno, by pragnął w nocy głębokiego snu.

Ogólnie wiadomo też, że aktywność fizyczna na świeżym powietrzu, czy wysiłek większy niż obserwacja otoczenia daje szybsze zaśnięcie i głębszy sen. Dramatem natomiast jest jeśli ktoś, kto ma problem z zaśnięciem zaczyna łykać tabletki nasenne. Można to robić sporadycznie, szczególnie jeśli powodem bezsenności jest silny stres, przeżycie emocjonalne czy przesunięcie czasowe po powrocie z innego kontynentu. Jednak jeśli łykanie tabletek nasennych wejdzie w nawyk – to jest to już równia pochyła. Swoją drogą, lekarz nie powinien bezkarnie przepisywać przez wiele lat tabletek nasennych do ciągłego stosowania.

Tyle tytułem wstępu, bo chciałbym powiedzieć o własnych obserwacjach i potwierdzonych na świecie badaniach w kierunku określenia przyczyn zaburzenia zasypiania i jakości samego snu. Krótki, przerywany, też nie jest dobrym resetem dla mózgu, ponieważ w ciągu dnia ponosimy tego przykre konsekwencje, większe niż nam się wydaje. Pomijam chociażby irytacje w sytuacjach stresowych, co może skutkować agresją na drodze, czy nawet być przyczyną wypadków.

Sen, skoro zabiera nam jedną trzecią życia na pewno, jest ważny. Co za truizm. Ale do brzegu. To nasz przewód pokarmowy, szczególnie przełyk i żołądek, jako pierwsze idą spać. To jedna strona medalu. Druga – o tym, czy nasz przewód pokarmowy uda się na zasłużony spoczynek, decyduje rodzaj stanu w jakim znajduje się śluzówka przełyku, żołądka oraz jelit. Jeśli bowiem, dorobiliśmy się stanu zapalnego, refluksu, czy nasilenia dolegliwości związanych z nadwrażliwością jelit to na pewno będą problemy z zaśnięciem, a już o głębokim śnie o odpowiedniej jakości regeneracyjnej nie wspominając.

Często bowiem nie zastanawiamy się dlaczego nie możemy zasnąć. Stwierdzamy jedynie problem i łykamy tabletkę. Pomoże na chwilę, doraźnie. Tylko zdrowy stan śluzówki przełyku, żołądka i jelit zadbany przez odpowiednią jakość ochronnej mikroflory przewodu pokarmowego pozwoli cieszyć się dobrym snem. Ten zdrowy stan ułatwia również aktywność fizyczna, bo pozytywnie wpływa na ukrwienie i perystaltykę jelit.

Jeśli uważnie zostało przeczytane to, co napisałem powyżej, to już dalej pójdzie łatwo. Jesteśmy kowalami swojego snu, to my fundujemy sobie jego zaburzenia poprzez nieprawidłowe odżywianie, które wywołuje stan zapalny śluzówki przewodu pokarmowego.

Wspomniane na wstępie badania naukowe dotyczą zaburzeń snu wśród narodów, gdzie panują dosyć „ostre” zwyczaje kulinarne. Bo ostro przyprawione jedzenie ma swoje y i minusy. Z pewnością Japończycy są najbardziej niewyspanym narodem pod tym względem. Dlatego tak ważne jest zachowanie proporcji. Ale wracając do kraju, stres, palenie papierosów zaciska drobne naczynia krwionośne śluzówki przewodu pokarmowego, co ułatwia rozwój stanu zapalnego. Między innymi dlatego nasza ambitna młodzież często ma problemy z wrzodami dwunastnicy, refluksem i zaburzeniami snu.

Teraz pewnie wydaje się jaśniejszym fakt, że w starszym wieku, nagromadzone we wcześniejszych latach niekorzystne czynniki wywołujące stany zapalne śluzówki całego przewodu pokarmowego, uniemożliwiają zdrowy, dobry sen. Jego objawami są zaparcia, wzdęcia brzucha, czy odbijania.

Jak sobie radzić, żeby samemu przekonać się, że można dobrze zasypiać i się wysypiać?

Przede wszystkim zrezygnować, albo ograniczyć to, co nasila stan zapalny. Najczęściej jest to niestety kawa rozpuszczalna. A ponieważ następnego dnia czujemy się niewyspani to pijemy jej kilka filiżanek. W ten prosty sposób problem narasta, a błędne koło kręci się coraz szybciej…

Polecam łagodząco działające siemię lniane. Może być mielone. Dwie łyżeczki zalać ciepłą wodą i wypić taki kisielek godzinę przed snem. Dodatkowo można też przyspieszyć regenerację i ochronę śluzówki łykając na noc probiotyk zawierający kilka szczepów szczególnie ochronnie działających na stan śluzówki przewodu pokarmowego. A jeśli ktoś lubi sok z kiszonych ogórków, oliwki, sok z marchewki czy buraka – może spać spokojnie 🙂 One też działają ochronnie na przewód pokarmowy.

Nie fundujmy sobie przed snem alkoholu, czy słodyczy. Jeśli natomiast nie udało się obejść bez alkoholu, to jego skutki warto zneutralizować wypijając duże ilości wody niegazowanej. Przepłucze to zniszczoną śluzówkę. Szczególnie jeśli jesteśmy na wakacjach all inclusiv i alkohol może być spożywany codziennie przez dłuższy czas…

Zalecam – zróbmy dobrze przełykowi, żołądkowi i jelitom przynajmniej na koniec dnia.


Matka Polka Karmiąca – czyli o tym, jak kobiety wymyśliły sobie coś, czego nie ma

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
7 września 2017
Fot. iStock / cunfek
 

Drogie Panie, chciałbym złożyć oświadczenia. A mianowicie: nie istnieje coś takiego jak dieta matki karmiącej. I nigdy nie istniała. A już z całą pewnością nie należy do nich picie bawarki, mlecznych mieszanek, herbatek, koperku czy egzotycznych soków z owoców o nazwach z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Wszystko zależy od kontekstu. Zgadzam się natomiast, co do dbania o gospodarkę wodną organizmu, czyli pilnowania odpowiedniego nawodnienia. Najlepiej  samą wodą. Ta w kranie ma na pewno więcej minerałów, niż źródlana w plastikowych butelkach. Jeśli zaś chcemy i lubimy pić wodę z butelki to ważne, aby była mineralna. Zawiera bowiem określone minerały w opisanej na etykiecie ilości.

Dieta matki karmiącej, czy nie karmiącej, tak jak dieta kobiety ciężarnej powinna być oparta w głównej mierze na świeżych warzywach z dodatkiem niewielkiej ilości owoców. Często bowiem jeśli kobieta świadomie rezygnuje z cukru, to podświadomie „przesiada się” na owoce. Bywa, że zjada kilka kilogramów mandarynek dziennie. Znam takie przypadki. Niestety jeśli ten nadmiar kalorii nie zostanie w ciągu dnia spalony, to będzie się odkładał w postaci niepotrzebnych kilogramów. Ważne jest natomiast, aby jeść również kasze pełnoziarniste. Dobrze jeśli w jadłospisie znajdą się oleje roślinne, nasiona słonecznika, pestki dyni, czy orzechy włoskie. Doskonale zastępują ochotę na drobne przekąski, ciasteczka, słodycze.

Generalnie jednak chodzi o proporcje. Jeśli najdzie nas ochota na  „fast fooda”, to byłoby dobrze, żeby był uzupełniony surowymi warzywami, surówką, kiszoną kapustą, czymś gdzie jest niezbędny błonnik. Ważne, aby dać szansę probiotycznym bakteriom na wzrost i działania chroniące naszą odporność i zdrowie, które zaczyna się w… jelitach.

Kolejną słabością kobiet, i nie tylko kobiet oczywiście, jest – kawa. I na zdrowie. Ale jeśli już pijemy kilka kaw/herbat dziennie, to byłoby dobrze, gdybyśmy przepijali” te cudowne używki wodą, która wyrówna jej niedobór po moczopędnym działaniu kofeiny. Zaburzenia bilansu wodnego organizmu często kończą się zaparciami, gorszym samopoczuciem, brakiem energii. Jeśli tych objawów nie zauważymy i odpowiednio nie skojarzymy przyczyn, to radzenie sobie na różne sposoby bez uzupełnienia wody w organizmie nie przyniesie odpowiednich efektów. A jeśli osłabienie próbujemy zmniejszyć poprzez wypicie energetyków, to przynajmniej miejmy świadomość tego, że efekt będzie chwilowy, a spustoszenia w organizmie długotrwałe i nieprzyjemne.

Ważną sprawą natomiast po porodzie jest fakt, iż może pojawić się niedoczynność tarczycy, która objawia się zaparciami i spadkami ciśnienia, a także osłabieniem sił, czasem depresją. Tylko leczenie przyczynowe, uzupełnienie niedoboru hormonu tarczycy pozwoli bezpiecznie wrócić do zadowalającego stanu zdrowia i samopoczucia.

Dieta matki powinna więc być podobna do tej jaką miała w ciąży. Natomiast po porodzie ważniejsze jest wspieranie fizjologicznej flory jelitowej noworodka. Można to osiągnąć najprościej poprzez karmienie piersią.

Podsumowując: dieta matki karmiącej, a więc  jak każdej kobiety, chcącej mieć więcej sił i energii do działania, powinna więc opierać się na surowych warzywach, pełnoziarnistych kaszach, białym mięsie. Dodatkowo wzmocnimy organizm pilnując prawidłowego bilansu wodnego.

Osobiście bardzo mi się podoba działanie natury, które zostało potwierdzone odpowiednimi badaniami. Kobiety w ciąży dostały talerze i z tzw. szwedzkiego stołu mogły wybierać ze wszystkich produktów jakie były na nim wystawione. Wybierały naturalne świeże warzywa a omijały otwarte puszkowane potrawy. Świadczy to o tym, że nawet podświadomie organizm wybiera to, co mu sprzyja. Często też zauważam, że kobiety ze skłonnością do zaburzeń jelitowych lubią buraczki w każdej postaci. Nawet nie zauważyły, że to ich dobre samopoczucie wywodzące się z jelit podpowiada świadomości, aby wybrać taki dodatek do drugiego dania.

Warto więc słuchać fizjologicznej natury, którą czasem zagłuszamy wybierając coś przyjemnego, ale niekoniecznie zdrowego dla nas i dla dziecka.


Kto za nas decyduje o nas, naszym zdrowiu i dlaczego to nie tylko my?

Dr Tadeusz Oleszczuk
Dr Tadeusz Oleszczuk
31 lipca 2017
Fot. iStock / borchee

Człowiek z biologicznego punktu widzenia jest zbudowany z tkanek. Tkanki z komórek. Tych komórek jest 10 do potęgi 13.

Na skórze natomiast, w przewodzie pokarmowym, płucach znajduje się w sumie około dwóch kilogramów maleńkich jak kropeczki bakterii. Tych bakterii jest … dziesięć razy więcej,  niż naszych komórek ciała. Niby niewielkie, a statystycznie, na każdą naszą komórkę przypada dziesięć bakterii. Tak od dziesiątków tysięcy lat życie tworzyło i doskonaliło się nie zwracając uwagi na polityków, firmy medyczne, czy przemysł. Taka współpraca była opłacalna dla obu stron. I nadal jest, ale to od nas zależy jak będzie się układała. Jak na całym świecie są  tam mikroorganizmy pożyteczne jak i takie, które próbują korzystać i wykorzystać nas dla własnych celów. Ten świat mikrokosmosu człowieka jest tak samo zbadany jak otaczający nas wszechświat. Wiemy o nim może ułamek procenta.

Zapominamy o tym, że jesteśmy tylko małą częścią tego osobliwego mikrokosmosu własnego ciała.Tak jak nie ma dwóch takich samych osób z identycznymi liniami papilarnymi, tak i każdy z nas ma swoje własne bakterie w różnym składzie.  Niestety tych szczepów żyjących w nas, i na nas, jest ponad tysiąc i niewiele udaje się wydobyć i obejrzeć pod mikroskopem. Nie wiemy jak żyją i jak działają. Po prostu poza swoim środowiskiem giną. Tak jak ryba wyjęta z dna Rowu Mariańskiego. Niewiele więc wiemy o kształtującej nasz układ odpornościowy mikroflorze przewodu pokarmowego, ale za to bardzo  odczuwamy jej działanie. Nie zdajemy sobie sprawy, że nieprawidłowy skład prowadzi do rozwoju patologicznej flory, która korzysta z nas, a do tego produkuje toksyny, które niszczą nasz układ odpornościowy, oszukując go, ucząc nieprawidłowo rozpoznawać nasze własne tkanki.

Coraz więcej pojawia się więc prac o roli mikroflory przewodu pokarmowego w kształtowaniu odporności, o mechanizmach układu immunologicznego człowieka. Okazuje się, że aż 80% komórek układu odpornościowego powstaje w śluzówce przewodu pokarmowego. Stan tej śluzówki zależy od tego, co znajdzie się w naszym menu.

Większość diet skupia się na: „nie jedz tego”, „jedz to albo tylko to”, „jedz wtedy albo wtedy”, „co 3 godziny”, „nie jedz po godzinie 18, 19, czy 20”.

Jednak istotą wszystkich diet powinna być promocja naszych pozytywnie działających bakterii. To je powinniśmy odżywiać, dopieszczać poprzez błonnik, którym się żywią. Niestety jemy głównie chemicznie przetworzone dania w których nie ma składników odżywczych, a więc powstaje miejsce dla nieprzyjemnych bakterii,  które jako wrogie powodują stan zapalny jelit. Powstaje dużo martwych komórek nabłonka, a tymi żywią się grzyby. Grzyby i drożdże nie potrzebują wiele do wzrostu. Wystarczy, że będzie ciepło, wilgotno i … słodko.  Do tego mają jeszcze dużo martwych, zapalnie zniszczonych komórek nabłonka. Istny raj w przewodzie pokarmowym gospodarza. Grzyby  to trzecia forma życia na tej planecie, oprócz roślin i zwierząt.  Mają zresztą dużo wspólnych cech. Niektóre są nam potrzebne, bo wiążą trujące związki metali, ale wszystko jak zwykle rozbija się o proporcje. Tak jak w życiu: co za dużo, to niezdrowo…

Obecnie, w prawie 75% tego co widać na półkach sklepów z żywnością – zawiera cukier. To się po prostu lepiej sprzedaje. Kto by tam kupował zmielone surowe warzywa, szczególnie dla dzieci. Za to jak doda się trochę cukru,  to od razu wszystko idzie, a konsument wraca po słodki produkt. Dziecko wybiera sok, zamiast wody. Tak na marginesie, w przyrodzie nie ma warzyw, czy owoców, które są zbiornikiem soku, czy wody gazowanej smakowej z różnymi dodatkami „wzmacniającymi” smak, pragnienie. To wynalazki człowieka. Pokarm to może i przyjemny dla smaku, ale na pewno nigdy wcześniej nie widziały go probiotyczne bakterie jelitowe. Zwykle nie zawiera potrzebnych dla wzrostu i rozwoju czynników, witamin i minerałów. Dodatkowo, aby go przyswoić, organizm zużywa własne zapasy witamin i minerałów. I w zależności od tego jak się odżywiamy, jest tylko kwestią czasu, kiedy pojawią się tego efekty.

Koledze urodziły się cięciem cesarskim bliźniaki. Nie daje już rady, bo krzyczą i napinają się po każdym posiłku sztucznym mlekiem. Tak już od czterech miesięcy. Niestety. Po cięciu cesarskim mikroflora jelitowa noworodka nie przypomina tej, którą ma matka. Dziecko nie przeszło przez kanał rodny, aby ją pozyskać.  Tworzy się więc przypadkowa flora, często patologiczna, gdzie dochodzi do stanu podrażnienia i zapalenia delikatnej śluzówki. Każdy, kto jest na coś uczulony, albo miał kiedyś bóle po zjedzeniu czegoś,  wie o czym piszę. To jak ma się bronić noworodek, kiedy dostaje kolejną dawkę pokarmu, którego nie jest w stanie przetworzyć na swoją korzyść, bo zwyczajnie nie ma w całym przewodzie pokarmowym tych bakterii, które powinien dostać od matki podczas fizjologicznego porodu?

W Polsce zostały opracowane specjalne z naszej strefy klimatycznej bakterie, które powinny kolonizować przewód pokarmowy nowonarodzonego dziecka. Mają odpowiednią proporcję konkretnych bakterii dobroczynnych, które poprawiają perystaltykę i stan śluzówki, pozwalają przyswajać witaminy i minerały. Same bakterie też produkują witaminy. Powinny tam być w określonym okresie życia, w określonych proporcjach i mieć substancje odżywcze jakimi są pokarm matki, a potem warzywa. Do trzeciego roku kształtuje się bowiem odporność dziecka na resztę życia. Tworzą się jej podstawy. Dobrze jest, jeśli dziecko jest karmione piersią. Głównie dlatego, że jest         w tym pokarmie odżywka potrzebna do namnażania się właśnie tych dobroczynnych bakterii. Kontakt z matką jest dobry, ale jakość mikroflory zostanie z nim na zawsze. No chyba, że będzie leczone w nieskończoność antybiotykami, czy lekami przeciwalergicznymi, podczas kiedy tak naprawdę może to być zapalenie śluzówki przewodu pokarmowego, czy refluks. Objawy są podobne.

W późniejszym życiu bywa czasem tak, że bakterie obecne w jelitach dorosłego człowieka, jeśli mają nieprawidłowy skład ( z tysiąca szczepów),  produkują wiele związków podobnych do hormonów. Ostatecznie mogą też tak zmieniać nasze komórki odporności immunologicznej, że zaczynają one niszczyć własne tkanki uszkadzając układ nerwowy, czy gruczoły. Takie jak choćby tarczycę. Tarczyca produkuje hormony działające na wszystkie komórki człowieka, od skóry, mięśni, do komórek mózgowych. Pozwala to na cały wachlarz zaburzeń w różnych miejscach ciała  z jego różnorodnością objawów, nasilenia, czy nawrotów utrudniających trwałe wyleczenie. Konsekwencje dotyczą więc i innych tkanek i gruczołów, na przykład: piersi, jajników, macicy.

Nie chcę tu wymieniać chorób tzw. autoimmunologicznych, bo o nich myślę, ale ciekawszy jest wpływ na nasz mózg związków produkowanych przez bakterie w jelitach. Ich działanie może objawiać się nieracjonalnym odczuwaniu lęku, a w dłuższym okresie prowadzić też do depresji. Ciekawe ?

Okazuje się, że wprowadzając do przewodu pokarmowego odpowiednie szczepy bakterii, uzyskuje się właściwe efekty. Prowadzone badania na świecie potwierdzają te działania. Może to być zmniejszenie odczuwania lęku czy poprawę perystaltyki przewodu pokarmowego, redukcję uciążliwych zaparć. Wszystko zamyka się w odpowiedniej promocji fizjologicznej flory i jej wspieraniu konkretnymi potrawami, warzywami w adekwatnych proporcjach. Dodatkowo można stosować właściwe probiotyki, aby zwiększać ich szansę na przewagę w tej nierównej walce o środowisko mikroflory jelitowej.

Wszystko niby jasne i proste, ale nie tak jakby się wydawało. Na całym świecie w piśmiennictwie medycznym ukazuje się coraz więcej prac  pokazujących wpływ odpowiedniego odżywiania i suplementacji konkretnymi szczepami bakterii na redukcję lęków i depresji. Dawno temu mówiło się:  „przez żołądek do serca”, ale to było badanie obserwacyjne i nikt tego nie badał z wykorzystaniem najnowocześniejszych metod epidemiologicznych z dużą grupą kontrolną. Nie publikował jako doniesienie naukowe. Zapomina się, że początek zdrowia jest w jelitach i tym co jemy oraz jak dzięki temu kształtuje się nasz skład mikroflory jelitowej, nasze samopoczucie i zdrowie.

Mechanizm błędnego koła jest więc taki: jemy i pijemy byle co i byle jak się czujemy, nie mamy sił. Pijemy więc kolejne „polepszacze dodające energii”. Do tego „coś słodkiego” albo zawierające cukier, aby poczuć się przez chwilę lepiej. Nie ma poprawy, więc naśladujemy te działania pozornie skuteczne chwilowo. Ale problem się nasila, więc zwiększamy ilość zjadanych słodyczy i wypijanych dopalaczy. Nie ma w tym tyle witamin i minerałów co w warzywach, kiszonkach, owocach, orzechach, nasionach. Po zmianie nawyków może okazać się nawet, że zwykły zakwas buraczany dodaje więcej energii niż kilka kaw wypijanych codziennie. Wiem to od pacjentek:)


У нашей фирмы популярный портал про направление дизайн интерьера дома https://tsoydesign.com.ua/interiors/interer-doma/
У нашей организации нужный web-сайт про направление https://zaraz.org.ua.
Нашел в интернете полезный веб сайт на тематику www.zaraz.org.ua.