„Kiedyś myślałam, że moja mama nie zasługuje na miłość. Dziś mówię: „Wybaczajcie, rodzice odchodzą nagle, a to my zostajemy z gniewem”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
18 listopada 2017
Fot. iStock / brickrena
 

O Magdzie pisałam kiedyś tekst. Temat: „Jak nasze matki wpływają na nasze życie”. Magda wyrzucała z siebie: „Moja matka jest jak balast, ciężar, niezałatwiona sprawa. Antybohater”. A co w niej podziwiasz? – spytałam.  Magda mówiła, że to taki kolorowy ptak jej dzieciństwa, niezależna, stawiająca na swoje potrzeby, inspirująca. „Mam nadzieję, że jak umrze zamkną się wszystkie nasze sprawy, odetchnę”.

Kilka tygodni temu Magda napisała: „Mama nie żyje. Nie czuję ulgi. Jest ból, żal. Nie zdążyłam powiedzieć, że ją kocham”.

Poniżej wspomnienia Magdy. Ku rozwadze? Ku refleksji?

Rok temu

Gotuję kurczaka. Próba codzienności. Dziś niedziela. Nie uciekam do przyjaciółek, które też mają dzieci. Nie zostawiam Werki u niani i nie jadę do knajpy pracować. „Porysujemy może potem, co? ” pytam. Werka kiwa głową. Rzadko ma mnie tylko dla siebie. Ale jest coraz lepiej. Uczę się.

Czasem myślę: „Kim jestem?”. To porządkuje. A tęsknota do stabilności jest we mnie ogromna. Jestem więc kobietą sukcesu, pracuję jako tłumacz. Codziennie odbieram kilka telefonów z dużych wydawnictw, czy firm. Jestem niezależna. To jaśniejsza strona mojego życia. Ciemniejsza: mężczyźni i matka. Jestem córką kobiety, która od lat choruje na stwardnienie rozsiane.  Już właściwie nie chodzi. Od lat też matkę utrzymujęe. Płacę za lekarzy. Pielęgniarki, które siedzą z nią po kilkanaście godzin na dobę, panią do sprzątania. Mama całymi dniami czyta, rozwiązuje krzyżówki. Czasem myślę: „Gdzie są ci wszyscy ludzie, którzy tak ją kiedyś kochali?”. Telefon milczy. Może nie jestem lepsza – nie chcę, żeby  mieszkała ze mną i Weroniką. To zaburzyłoby poczucie bezpieczeństwa córki.

Nie, to nieprawda. Nienawidzę matki, to przez nią nie wiem, jak wygląda normalna niedziela.

Jak dziewczynka

Moje niedziele sprzed lat. Te najwcześniejsze, gdy jeszcze mieszkamy z ojcem. On kiedyś ze złości drze na sobie sweter. „Chcę normalnego obiadu!”. Ona go przytula: „Ale ja nie umiem gotować takich rzeczy”, mówi. Jak dziewczynka. Ojciec łagodnieje, idziemy na obiad do restauracji. Koleżanki mi zazdroszczą. Nikt nie chodzi wtedy  do restauracji.

Ale już popołudniu mama znika – idzie do przyjaciółki. Ojciec się złości, ja płaczę.

Niedziele później, gdy już się wyprowadzamy z domu. Mama na cały dzień zawozi mnie do swojej przyjaciółki. Przyjaciółka ma córkę w moim wieku. U nich jem śniadania, oglądam telewizję, chodzę z nimi do zoo. Wieczorem mama ma po mnie przyjechać, ale zawsze się spóźnia. Siedzę w ładnej łazience u tych goszczących mnie miłych ludzi i płaczę. Też chcę mieć normalny dom. Kotlety schabowe, wycieczki do zoo i kolorowy telewizor.

Mama nosi kwieciste sukienki, kolorowe chusty na głowie, dużo się śmieje. Ale zawsze mam poczucie, że inni interesują ją bardziej niż ja. Jest pedagogiem – uczy w liceum, jej uczniowie przewijają się przez nasz dom.

Na wszystko mi pozwala, nie stawia granic. Mam 15 lat, gdy wracam do domu o trzeciej nad ranem, a ona zachwycona pyta: „Dobrze się bawiłaś?”. Kupuje mi prezenty. Czasem potrafi być bardzo blisko mnie, ale za chwilę znika. Potem, wiele lat później zrozumiem. „Robiła coś dla mnie i kosztowało ją to na tyle dużo, że natychmiast musiała potem zrobić coś dla siebie”.

Tak bardzo chcę być inna od niej, że zawsze wiąże się z poukładanymi chłopakami, najczęściej z tradycyjnych domów. Wściekam się na te tradycję, a zarazem ci chłopacy są moją namiastką normalności. Tyle, że w końcu i tak od nich odchodzę. Za matką powtarzam:„Jestem jak mustang”.

Jak matka

Wiele lat później, gdy Weronika ma rok, idę z nią i mężem do galerii handlowej. Nie mogę wytrzymać dziecięcego jazgotu. „Skoczę połazić po sklepach”, mówię do Michała. Wracam po dwóch godzinach. Na obiedzie zamawiam podwójny kieliszek wina. To Michał zajmuje się biegającą po całym lokalu Werką. „Ty nie lubisz być z własnym dzieckiem!” – stwierdza. Odrzucam tę myśl. Ale przecież wiem, że ma rację. Relacja z Michałem do złudzenia przypomina relację matki z ojcem.  Ten związek to pomyłka. Równo poukładane szklanki w barku i niedzielne kino. Jest skrajnie prawicowy, nie lubi Żydów i nie ma pojęcia o historii. Chcę odejść. Tylko, że mamy dziecko. Szamoczemy się ze sobą jeszcze rok. Matka zaczyna chorować, nie chcę kolejnych dramatów. Poza tym zaklinam samą siebie: „Wytrwaj w normalności. Przecież wiesz, jak kończą kolorowe ptaki”.

Ale kłócimy się z Michałem o wszystko. „Jesteś poj**aną wariatką. Kobietą demolką” – mówi on za każdym razem. W końcu idę do kościoła. Modlę się i przepraszam, że nie potrafię utrzymywać fikcji. „To koniec”, mówię wieczorem Michałowi. Słyszę: „zniszczyłaś dom”, „jesteś dziwką”. Zamykam oczy: słyszę co matka, też skończę jak ona. Poczucie winy – z tym muszę się zmierzyć. Chętnie oddaję Michałowi Werkę na trzy, cztery dni w tygodniu – to mój czas. Pracuję, potem piję wino, jeżdżę na rowerze, chodzę po knajpach z facetami poznanymi w internecie. Odżywam.

Dni, gdy jestem z  córką są trudne.  Mam obsesje stawiania granic. I wiem, że je stawiam, bo jestem egoistką. Też chcę być wolna, jak matka, tylko używam do tego innych narzędzi. Boję się, żeby Werka nie weszła mi na głowę. Zasypia o 20.00, bo mi tak wygodniej. Bawi się w swoim pokoju czasem – bo dzięki temu mam czas dla siebie. Uczę ją angielskiego, jeżdżenia na rolkach, pływania – bo nie wyobrażam sobie tkwienia w stanie „nic”. I za wszystkim stoi lęk, żeby nie miała chaotycznego domu. Panicznie boję się też, że Werka mnie nie kocha. Galeria handlowa. Tutaj umówiłam się z Michałem na odbiór małej. Podjeżdżają. Ona wczepiona w tatę, nie chce do mnie iść. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. W oczach Michała widzę triumf.

Wypłakuję się przyjaciółce. Ale ona nie chce dawać mi wsparcia. Brutalnie mówi: „Musisz ją  mieć więcej! Ty nie miałaś dokąd uciekać przed swoją niestabilną matką, ona ma ojca. Chcesz, żeby za dziesięć lat powiedziała: odczep się, nigdy cię nie było”. Tupię nogami jak dziecko: „Matka mnie nie kochała tak jak twoja! Co ty wiesz? Jak mam przelewać z pustego w próżne”.

Przyjaciółka mówi jeszcze szczerze: „Nie rozumiem tego, że nie weźmiesz mamy do siebie! Masz ogromne mieszkanie, ona choruje”. Jestem na nią zła, bo jako jedyna nie głaszcze mnie po głowie. „Od 20 roku życia na nią pracuję, wiesz?! Bo ona ma depresję”. „Ale ona kiedyś pracowała na ciebie”, przyjaciółka wzrusza ramionami. Nienawidzę przyjaciółki, nie pomagam matce. Wolę dla niej wynająć opiekunkę. Kolekcjonuję jej winy. I tak miesiącami, latami. Aż ona umiera.

Nigdy nie jesteś przygotowany na śmierć rodzica. Nawet, jeśli myślisz, że jesteś. I ta śmierć zawsze boli, choć myślałeś, że nie ma więzi. A przecież więź jest zawsze. Dlaczego nie widzimy tego wcześniej?

Czasem patrzę na Weronikę i myślę: „Czego nauczyłam ją do tej pory? Jakie będą jej wspomnienia?” Kolorowa matka, która nienawidzi robić kotletów. Zapracowana? Uciekająca do koleżanek?

PS. SMS od Magdy: Żałuję, że nie przebaczyłam mamie, gdy był jeszcze czas. Może napisz o tym? Jesteśmy „przepsychologizowani”, rodziców obwiniamy za wszystko. A potem zostajesz sama i myślisz sobie: „Trzeba było kolekcjonować dobre. A nie złe.  Trzeba było tłumaczyć matkę, tak jak wciąż tłumaczysz siebie. Że zmęczona, smutna, pogubiona. Trzeba było rozumieć”.

Róbmy to, dopóki możemy, pal licho, że rodzice nie są idealni. My też nie jesteśmy. Nawet nie wiemy, co wypomną nam dzieci.


Jak nie wydawać pieniędzy, a zawsze dobrze wyglądać? Lista rzeczy, które każda kobieta powinna mieć w szafie

Aleksandra Zawadzka
Aleksandra Zawadzka
19 listopada 2017
Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem
Fot. iStock / wundervisuals
 

Nie musisz mieć całej szafy pełnej najmodniejszych ubrań, żeby wyglądać świetnie. Nie musisz za nie płacić wiele. Wystarczy parę sprawdzonych rzeczy, których sekret tkwi w tym, że da się je swobodnie łączyć i nadawać zupełnie nowego charakteru. Klasyka zawsze się sprawa, bez względu na to, czy projektanci lansują skandynawski minimalizm, czy przepych Versace.

Oczywiście inne rzeczy ma u siebie dziewczyna z sąsiedztwa, czym innym modowo interesuje się bizneswoman, co innego nosi miłośniczka stylu sportowego. Dlatego też na liście jest dwanaście, a nie pięć propozycji. Taka ilość ubrań jest optymalna i pozwala na wiele modowych roszad. Spróbuj, a sama się przekonasz, że raz ta sama sukienka będzie bardziej rockowa, kiedy indziej doskonale sprawdzi się jako ubiór na romantyczną kolację. Wystarczy zmienić tylko jeden element stylizacji.

Biała koszula

Kwintesencja elegancji? Bez dwóch zdań. Jednak białą koszulę da nosić na kilka różnych sposobów. Jest bardzo plastyczna, więc może być ubraniem do pracy, a wieczorem z odpowiednimi dodatkami, świetnie sprawdzi się na randce. Da się ją też swobodnie nosić na nieoficjalne okazje, na przykład razem z wełnianym swetrem i Oxfordami. I zdradzę ci tajemnicę – w niej każdy wygląda dobrze.

Bawełniany T-shirt

T-shirt ma pięćdziesiąt twarzy i to nie tylko ten szary. Łączyć go możesz równie dobrze ze spódnicą, jak i dżinsami. To świetna baza całości. Pasuje do szpilek, współgra z trampkami. Warto mieć chociaż trzy podstawowe, jednolite kolorystycznie: czarny, szary i biały. Tak, wbrew pozorom biały też jest niezłą opcją i jeśli wybierzesz dobry krój, wcale nie będzie przypominał koszulki z wf-u. Dobry jakościowo posłuży na długo.

Czarne rurki

Podobnie jak T-shirt, to świetna baza do reszty ubrań. Dodając inne elementy, nadajesz im konkretny styl. One zawsze się dopasują. Są wygodne, dobrze przylegają do ciała, podkreślają kobiece kształty. Czarne rurki to dar od Boga.

Skórzana kurtka

Skórzana kurtka już dawno wyszła z garderoby subkultur lubiących jedynie mocne gitarowe granie i bywa nie tylko na koncertach. Najlepiej sprawdzi się ramoneska, czyli krótka kurtka motocyklowa z asymetrycznym zapięciem i kołnierzem. Jeśli jednak jest dla ciebie zbyt ekstrawagancka, spróbuj zaprzyjaźnić się z bomberem albo z modelem cafe racer.

Płaszcz trencz beżowy

Nieważne, czy stylem bliżej ci do Audrey Hepburn czy do Alexy Chung. Niepozorny klasyczny trencz może zrobić dla twojej garderoby naprawdę wiele. Wybierz beżowy, taki jak lansuje od lat Burberry, albo granatowy i nieco męski. Zakładaj do szpilek, baletek, trampek.

Szałowa sukienka

Skończmy z mitem: wcale nie musi to być tylko mała czarna. Opcji jest przecież więcej. Jeśli jesteś blondynką, spróbuj kobaltu, brunetką – wybierz czerwień. Dla kobiet o figurze gruszki najlepsza będzie rozkloszowana sukienka, panie o wąskich biodrach powinny wybrać bombkę, klepsydry w stylu Marilyn Monroe swobodnie mogą nosić wąskie i dopasowane w talii. Grunt, to znaleźć taki model i kolor, w którym będziesz wyglądać obłędnie. Nie potrzebujesz dziesięciu byle jakich sukienek, kiedy masz jedną, ale idealną.

Duża torba

Taka, która pomieści notatnik, kosmetyczkę, mały komputer, drugie śniadanie i kardigan, gdy na zewnątrz okaże się jednak za gorąco. Wielkie torby są szalenie modne i bardzo praktyczne. Wybierz czarną, granatową lub brązową, a doskonale sprawdzi się w większości stylizacji.

Kopertówka

Świetne są te, które mają odpinany pasek lub łańcuszek. To sprawia, że raz możesz ją przerzucić przez ramię i spokojnie pójść do klubu, nie bojąc się, że coś ci zginie, a kiedy indziej trzymać w dłoni na bankiecie.

Marynarka

Kobieca, elegancka i casualowa jednocześnie. Do porwanych dżinsów i do eleganckiej spódnicy. Marynarka to obowiązkowy element w każdej szafie.

Kardigan

Dobry właściwie na każdą porę roku, szalenie stylowy i wygodny. Wybierz swój ulubiony kolor i noś dumnie! Nie ma nic lepszego, niż otulenie się miękkim swetrem zwłaszcza teraz, w chłodny, jesienny wieczór. Najmodniejsze dodatki? Dobra książka i kubek herbaty.

Trampki/sneakersy

To wspaniałe, że moda stawia na wygodę i w sneakersach można obecnie wręcz przebierać. Różowe New Balance? Proszę bardzo. Czarne Nike Roshe Run? Czemu nie. A może bielutkie Reebok Classic? Znajdź coś dla siebie. Z trampek sprawdzą się zawsze i wszędzie stare, dobre Conversy.

Czarne szpilki

Bo pasują zawsze, a przecież każda z nas ma jakąś okazję, na którą trzeba założyć obcasy – czy to ślub przyjaciółki, czy wyjście po bułki do piekarni.


O czym marzą Polki? Częściej, niż kiedykolwiek marzenia inwestujemy w siebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 listopada 2017
Fot. Pixabay/ ThePixelman /

O czym marzycie? Czy odpowiedź na to pytanie pojawiła się w waszej głowie szybko, czy też zajęło wam chwilę, zanim zdecydowałyście czego pragniecie, tak w głębi serca? A może macie gdzieś, obłożony w miękki, miły w dotyku papier zeszyt, w którym spisujecie wasze marzenia?

Czy nasze marzenia umierają?

Wiecie, że według najnowszych badań, marzymy znacznie rzadziej niż nasze babcie i prababcie? Jesteśmy też zdecydowanie większymi realistkami niż one. Prawdopodobnie wynika to z tego, że mamy nieporównywalnie więcej możliwości. Dziś, często to, o czym nasze prababcie mogły tylko pomarzyć, my mamy na wyciągnięcię ręki. No i zmieniłyśmy się. My, współczesne Polki, statystycznie podchodząc do sprawy, wolimy „żyć tu i teraz” niż bujać w obłokach. A jeśli już o czymś skrycie marzymy, to marzenia te o wiele częściej dotyczą spraw materialnych niż pojęć tak abstrakcyjnych jak szczęście, spokój, czy nawet miłość. Czyżbyśmy powoli zatracały nasz romantyzm?…

Jako młode dziewczyny nadal marzymy o wielkiej miłości, ale uwaga – już nie na pierwszym miejscu! Na pierwszym miejscu są u nas marzenia dotyczące rozwoju osobistego i wszelkie inne, „zdrowo egoistyczne” dotyczące edukacji czy zdobywania nowych, oryginalnych umiejętności.

Marzymy również o tym, by móc zaimponować innym. – Moim marzeniem jest nagrać świetną płytę z jazzowymi coverami. Żeby moim znajomym i mojemu ojcu pokazać, na co mnie stać – mówi 19 letnia Ola, studentka Akademii Muzycznej w Katowicach – Jasne, że chciałabym spotkać idealnego faceta, zakochać się i być w szczęśliwym związku. Ale marzenia kojarzą mi się z czymś, co graniczy z cudem, a bycie w związku to nie cud, to ciężka praca. Marzenie to na przykład poznać Travisa Fimella i sprawić, by dla mnie zwariował.

Z wiekiem nasze marzenia „systematyzują się”, dotyczą coraz rzadziej nas osobiście, a częściej osób nam najbliższych i naszej rodziny, co wydaje się naturalne. Pragniemy by nasze dzieci rozwijały swoje pasje, dostały się na „dobre” kierunki studiów, by nasi rodzice byli zdrowi i jak najdłużej w dobrej formie. Chcąc zapewnić swojej rodzinie odpowiednią przestrzeń, marzymy o wygodnym domu, większym mieszkaniu. Ale dla siebie, tak osobiście chcemy najczęściej tylko tyle, by starczyło nam sił na naszą codzienną rzeczywistość.

Marzenia dojrzewają

Beata, 34 letnia księgowa, żona i mama trójki córek opowiada – Przy pierwszym dziecku marzyłam o tym, by choć na kilka dni gdzieś wyjechać, odpocząć. Nie udało mi się. Przy trzecim już w ogóle przestałam myśleć w ten sposób, po prostu nie było na to czasu. Teraz powoli wracam do marzeń z wczesnej młodości, ale one wydają mi się strasznie przyziemne: kurs zrobić, zapisać się na lekcje włoskiego… Muszę chyba je zrewidować – śmieje się. Im więcej „mamy na głowie”, tym częściej zapominamy w naszych marzeniach o sobie i to jest coś, co warto sobie uświadomić i nad czym warto pracować.

Basia, samotna mama wychowująca dwunastoletniego syna, ma dobrą, stabilną sytuację finansową i satysfakcjonującą pracę. Ale marzy o tym, by pewnego dnia otworzyć własną, małą działalność. Basia projektuje i szyje oryginalne kapy i poduszki, które wśród jej znajomych cieszą się sporą popularnością. Mogłaby tylko wygrać w totolotka, to by ułatwiło realizację tego przedsięwzięcia. No i jest jeszcze jedno, ciągle niespełnione, intymne marzenie. O wielkiej miłości. – Na wszystko co mam, zapracowałam. Zdobyłam to dzięki wiedzy, umiejętnościom, sile charakteru. Ale prawdziwa, romantyczna miłość jeszcze nie przyszła. I to właśnie o niej marzę w tych chwilach „sam na sam” ze sobą, z kubkiem herbaty, ulubionym filmem. Marzy mi się cudowny, ciepły, inteligentny mężczyzna, z którym będę mogła się tym wszystkim dzielić. Wyobrażam sobie jak ten facet łapie dobry kontakt z moim synem, jak spędzamy razem czas. I jak się kiedyś razem starzejemy. Marzenia dla mojego syna? Myślę, że o wszystko co, może osiągnąć, może zawalczyć sam.

Agata, która ma 49 lat marzy o tym, by zanurkować na Wielkiej Rafie Koralowej. To marzenie nie zmienia się od trzydziestu lat i do tej pory nie udało się go zrealizować. – A to nie miałam pieniędzy, a to poważnie zachorowałam i marzyłam, żeby znów chodzić, a to dzieci były małe… Zawsze coś. Odkładałam na później. Ale w tym roku podjęłam decyzję i konsekwentnie dąże do spełnienia mojego marzenia. Kurs nurkowania już zrobiłam. Teraz planuję wyjazd.

Jej córki, 15-letnie bliźniaczki Ala i Helena, też marzą, ale ich myśli wędrują w zupełnie innych kierunkach… Ala byłaby w siódmym niebie, gdyby udało jej się dostać do prestiżowej szkoły baletowej w Nowym Jorku. Wie, że tu cudów nie ma, aby to marzenie się spełniło, trzeba ciężko pracować. Więc Ala pracuje, zaciska zęby i uśmiecha się do swojego marzenia. Wierzy, ba, nawet wie, że uda jej się je zrealizować. Jej siostra interesuje się badaniami nad wszechświatem i chciałaby pracować w NASA. Szlifuje więc angielski i w każdą sobotę uczestniczy w specjalnych, ponad trzygodzinnych zajęciach z fizyki i astronomii na Uniwersytecie w swoim mieście.

Bo współczesne Polki częściej, niż kiedyś i coraz wcześniej budują swoje marzenia wokół konkretnych sukcesów i życiowych celów. Z drugiej strony, częściej również odważają się wracać do niezrealizowanych marzeń z wczesnej młodości czy nawet dzieciństwa. Nie można generalizować. Marzenia, to sfera tak intymna i indywidualna, że trudno analizując ją, wyciągnąć jakieś jednoznaczne wnioski.

Więc o czym marzycie? I czy sięgacie po wasze marzenia?


Zobacz także

Z rodziną najlepiej na zdjęciu? Jesteście o tym przekonani?

6 rzeczy, bez których świat byłby lepszy. Jak polubić swoje życie bez rewolucyjnych zmian?

Jeśli coś sprawia, że czujesz się źle – nie rób tego. Dziś jest najlepszy dzień w twoim życiu, by zacząć się zmieniać

„Życie to zmiany. Zrób na nie miejsce”. IKEA znowu trafia w samo sedno!

www.pharmacy24.com.ua

купить диплом университета

У нашей компании важный веб портал , он описывает в статьях про steroid.in.ua.