Koniec narzekania! Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
28 czerwca 2016
Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem
Fot. iStock / wundervisuals
 

Pomimo tego, że ciuchy wylatują z twojej szafy i tak naprawdę mogłabyś nimi obdzielić co najmniej kilka przyjaciółek, poranna rzeczywistość zawsze wygląda tak samo: stajesz przed swoją szafą i z rozpaczą stwierdzasz, że nie masz co na siebie włożyć. Pora zmierzyć się z nadmiarem ciuchów i odświeżyć swoją garderobę małym kosztem!

Rygorystyczne sortowanie

Na początku przygody z odświeżaniem swojej szafy, czeka cię brutalne pożegnanie z ciuchami, które do niczego się już nie przydadzą. Często bywa tak, że wraz z wiekiem zmieniają się nasze upodobania, a co za tym idzie, nasz styl przechodzi ewolucję. Ostatecznie chodzimy tylko w garstce ubrań, a reszta po prostu zabiera nam miejsce. Zanim jednak wyrzucisz tony ubrań na podłogę i zagrodzisz wejście do pokoju, zaproś do niego życzliwą ci osobę. Łatwiej będzie się pozbyć ukochanej czerwonej sukienki, w którą nie mieścisz się od dobrych kilku lat, kiedy ktoś rzuci wymowne spojrzenie. Pozbądź się sentymentów, a w ostateczności zapakuj aktualnie niepotrzebne ciuchy do worków i wynieś na strych lub do piwnicy.

„(…) a styl pozostaje”

To, że moda przemija wiemy wszyscy. Owszem, czasem jakiś trend wraca i powala nas na kolana, tak jak na przykład aktualna moda na odkryte ramiona. Jeżeli jesteś tą szczęściarą, która od zawsze uwielbia tego rodzaju bluzki – brawa dla ciebie! Bo właśnie o to chodzi – najważniejsze to być wierną swojemu stylowi. Najpierw jednak trzeba go znaleźć. Na początek zastanów się, jaki obraz siebie chcesz stworzyć, bo to ubrania mają odwzorowywać twoją osobowość, a nie na odwrót. Kreowanie postaci jest bardzo modnym tematem, ale zagra tylko wtedy, kiedy będzie autentyczne. Jeżeli masz już określoną porządną podstawę swojego stylu, łatwiej będzie ci kompletować garderobę w rozsądny sposób.

Must have

Istnieją takie rzeczy, które po prostu trzeba mieć w swojej szafie. Ich funkcjonalność wpływa na ogromne oszczędności i brak marudzenia codziennie rano. Do takich klasyków należą np. biała męska koszula, czarny żakiet, mała czarna sukienka, dobrze dobrane jeansy czy basicowe koszulki z cienkiego materiału. Przy przeglądaniu swojej szafy, sprawdź, czego ci brakuje i sukcesywnie odhaczaj dane pozycje. Pamiętaj, że w klasyki dobrze jest zainwestować – mogą służyć ci przez lata!

Mądre kupowanie

Brzmi abstrakcyjnie? Mądre zakupy to przede wszystkim te, z których nie wychodzimy z torebką, kiedy przyszłyśmy po buty. Czasem ciężko się powstrzymać, bo ciuchy wręcz mówią do nas z wystawy, niczym do bohaterki „Wyznań zakupoholiczki”. System listy też jest tutaj wyjściem – łatwiej się skupić, kiedy idziesz po konkretną rzecz, zapisaną na kartce. Spróbuj też odłożyć duże zakupy na czas wyprzedaży, najlepiej tych ostatecznych. Może wybór nie jest wtedy aż tak duży, ale za to ceny są bardzo małe. Szukaj okazji i nigdy, przenigdy nie idź do galerii handlowej tylko „pooglądać” – to zawsze kończy się zakupem najmniej potrzebnej rzeczy!

Vintage

Nie ma nic lepszego od sukienki znalezionej w szafie babci, która ma swoją historię, a do tego jest tak klasyczna, że idealnie będzie wyglądać na każdą okazję. Kiedy już uporasz się ze swoją szafą, weź się za przeszukiwanie szafy mamy, babci czy ciotek. Można w nich znaleźć prawdziwe perełki! Popularnym rozwiązaniem są także zakupy w second handach. Do tego trzeba jednak ogromnej cierpliwości. Na takie łowy warto poświęcić co najmniej godzinę i mieć w głowie (lub na kartce) rzeczy, których potrzebujesz. Nie kupuj czegoś, czego i tak nie będziesz nosić albo co trzeba skrócić czy poprawić – i tak tego nie zrobisz.

Modowe DIY

Masz kilka koszulek, których już nie nosisz albo znoszone spodnie, które nie do końca nadają się do pokazania światu? Odpal Youtube lub Pinterest i poszukaj inspiracji na przerobienie swoich ciuchów w modowe hity! Tutaj najważniejsza jest kreatywność i artystyczne „wyżycie się”. Oczywiście pewne zdolności manualne się przydadzą, ale wszystkiego można się nauczyć, a może przy okazji odkryjesz w sobie talent krawiecki? Spróbuj zrobić własny napis na koszulce, z długich spodni stworzyć szorty albo szalik ze starego swetra. Nożyczki w dłoń i do boju!

Postaw na dodatki!

Możesz ubrać zwykłą, białą koszulkę, ale kiedy założysz do niej ogromną kolię stylizacja nabierze nowego wymiaru. Dodatki to małe cuda, które potrafią zmienić wszystko w naszym wyglądzie. Wiele stylistek czy blogerek modowych powtarza, że lepiej inwestować w piękne buty, torebki czy naszyjniki, bo to właśnie one podbiją outfit. Plusem biżuterii jest też to, że wcale nie musi być droga, szczególnie na wyprzedażach. W sklepach zajmujących się biżuterią w bardzo przystępnej cenie, w czasie wyprzedaży możesz kupić kilka naszyjników czy pierścionków, które starczą ci na cały sezon, a może i jeszcze dłużej!


Siedem grzechów głównych w związku

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 czerwca 2016
Fot. iStock/ferrantraite
 

Co niszczy związek? Masz na to pytanie gotową odpowiedź – tak bez zastanowienia? Potrafisz powiedzieć, co jest grzechem przeciwko miłości? Co ją zabija, a związek obdziera bezczelnie ze szczęścia? Wyrwana ze snu wyrecytujesz wszystko to, co sprawia że małżeństwa, związki nawet te długoletnie się rozpadają, a ludzie nie są ze sobą szczęśliwi?

Zastanawiam się, czy gdyby uczono nas na pamięć siedmiu grzechów, które niszczą związek, nie popełnialibyśmy ich? A może popełnialibyśmy rzadziej, staralibyśmy się ich unikać. Eh, gdyby to było takie proste.

Pycha

Ona: „On na mnie nie zasłużył”

On: „Dlaczego zawsze wszystko jest na mojej głowie”

Oni: „Tyle z siebie daję, a on/ona mnie nie docenia”.

Pierwszym z grzechów w związku jest pycha. Przekonanie, że to ja jestem bardziej, lepiej, że więcej z siebie daję, może  w końcu zabić każdą miłość. Bo jak ktoś nieustannie myśli o sobie, że jest lepszy, że zasługuje na więcej, to nigdy w takim związku nie poczuje się szczęśliwy, wręcz przeciwnie, będzie mu towarzyszyć ciągle i bez przerwy poczucie krzywdy i niesprawiedliwości.

Bo kiedy jemu wydaje się, że jest wyjątkowy, bo zarabia więcej od niej, ostatnio awansował i flirtowała z nim kobieta w sklepie, to o czym my mówimy? O miłości, czy podtrzymywaniu własnej opinii o swojej wyjątkowości? I w drugą stronę, gdy to ona przekonana jest o swoje niepowtarzalności, o poświęceniu się dla tego związku. Kto tu ma być szczęśliwy?

Nie myślmy o sobie: jestem lepsza/lepszy od niego. Tu nikt nie jest lepszy, tu nikt z nikim nie musi rywalizować.

Zdrada

On: „To był tylko niewinny flirt”

Ona: „No co ty? Zwariowałeś? Ja i Jacek. Daj spokój”

Oni: „Nigdy nie wybaczę zdrady”.

Tymczasem zdradzamy, i wybaczamy zdrady. Przynajmniej tak się nam wydaje, że wybaczamy. Że jesteśmy w stanie przełknąć, że nasz partner o nas zapomniał, że nas porzucił dla kogoś innego, choćby jeden raz, choćby na chwilę. Czy ze zdradą można żyć? Można budować coś od nowa? Pewnie tak, ale wymaga to wiele pracy i wysiłku, a na ten często nie mamy siły ani ochoty. Zdrady nie da się zamknąć w puszce, zamieść pod dywan. Nawet gdy to my zdradzamy, a druga strona nigdy się o tym nie dowiaduje, to ona zostawia ślad, na zawsze. Nigdy nikt mi nie powie, że zdrada w związku jest czymś dobrym.

Fot. iStock

Fot. iStock

Kłamstwo

Ona: „Musiałam zostać dłużej w pracy”

On: „To służbowa kolacja”

Oni: „To tylko takie niewinne kłamstwo”

Kiedyś jakaś kobieta mi powiedziała, że kiedy w związku pojawiają się najdrobniejsze kłamstwa, to za nimi pójdą większe. Jeśli nie zahamujemy tego w porę, to zaczniemy się okłamywać coraz bardziej i coraz częściej. Ta sama kobieta powiedziała mi: „A może lepiej zadać sobie pytanie, dlaczego kłamie, dlaczego on kłamie?”. Bo przecież z jakiegoś powodu nie mówimy, że umówiłyśmy się z przyjaciółkami, wykręcając się dłuższą pracą. Dlaczego kłamiemy, gdy on pyta, ile kosztowała sukienka? Gdyby tak przyjrzeć się tym kłamstwom? Bo niby czemu nie mówimy prawdy?

Gniew

Ona: „Mam dość, nigdy cię nie kochałam!”

On: „Zamknij się”

Oni: „Nikt nie potrafi mnie doprowadzić do takiego stanu, tylko ty!”

Gniew w związku? „Zabierz tę pie*doloną torebkę stąd”, „Czy ty zawsze musisz wszystko spieprzyć?!?”. Nie mylić gniewu z kłótnią, z rozmową podniesionym tonem, która jest jednak wymianą argumentów, a nie obrażaniem drugiej, wydawałoby się, że bliskiej nam osoby. Gniew to agresja, to chęć poniżenia, upokorzenia. Gniew nigdy nie jest dobrym doradcą, w gniewie wypowiadamy słowa, których żałujemy, a które jednak zostają, nie da się ich ot tak po prostu wymazać. W końcu gniew rodzi przemoc – te fizyczną i psychiczną… Gniew to ukrywane żale, pretensje, które nagromadzone muszą w końcu gdzieś znaleźć ujście. Gdybyśmy tylko umieli ze sobą rozmawiać… i nazywać swoje emocje.

Zazdrość

Ona: „Co ona ma takiego, czego ja nie mam”

On: „Musiałaś się tak do niego wdzięczyć?”

Oni: „Zazdrość? Nieee, nie jestem zazdrosny/zazdrosna”.

To taki potwór, który czai się za szafą. Niby nic, ta zazdrość. Na początku myślimy: „O fajnie, zależy mu”. I lubimy się wygrzewać w blasku tej zazdrości, ale gdy przybiera ona na sile, już nie jest nam tak komfortowo. Zazdrość upokarza. Jedną i drugą stronę. Zawiązuje pętle na szyi i trudno znaleźć szczęście w związku, gdzie ona ma prawo głosu. Bo nie taka bluzka, nie taka spódniczka, nie tak się spojrzałaś, na pewno byś z nim poszła do łóżka. I w drugą stronę: czemu tak na nią patrzyłeś, czemu chowasz telefon, co ona ma, czego ja nie mam. Setki pretensji, domysłów, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Można być szczęśliwym i doświadczać zazdrości? A przecież o szczęście w związku chodzi i o miłość, która, jeśli szczera, nie powinna być zazdrosna.

Chciwość

Ona: „Nie umiem się tobą dzielić”

On: „Po co ci to wszystko?”

Oni: „Chcę więcej”

Więcej miłości, przestrzeni, czasu kosztem partnera. Chcę go uzależnić od siebie, od tej miłości zagarnąć tylko i wyłącznie dla siebie, z nikim się nie dzielić. Odciągnąć od rodziny, znajomych, przyjaciół. JA chcę być najważniejsza/najważniejszy. To chciwość emocjonalna, na zawłaszczanie drugiej osoby, czynienie z niej swojej własności. Jak się nie udusić w takim związku? Jak w końcu nie uciec?

Jest też drugi obraz chciwości. Materialny, kiedy uzależniamy finansowo, świadomie dążąc do tego, by partner nie miał możliwości manewru z powodu braku pieniędzy. O tak, najpierw mówimy: oj tam, po co będziesz pracować, by za chwilę czuć się panami sytuacji, bo kogoś mamy na własność, bo nigdzie nie pójdzie, nic nie zrobi. Bo bez nas jest nikim.

Obojętność

Ona: „Już mi się nie chce starać”

On: „A co mnie to w sumie obchodzi”

Oni: „Jest jak jest, trudno. Nic się nie zmieni”

Największym grzechem wobec miłości jest obojętność. Kiedy ona przychodzi, to właściwie nic już nie ma. Oprócz iluzji związku, w którym nikt dla nikogo nie jest ważny, w którym chętniej spędza się czas osobno niż razem i w którym się nie rozmawia. Nie ma wspólnych emocji, nie ma starań, nie ma chęci bycia razem. Jest jedno wielkie nic, na które się godzimy i trwamy obok siebie właściwie nie wiedząc czemu odmawiając sobie i tej drugiej osobie prawa do szczęścia.

Który z grzechów popełniamy najczęściej? Każdy z nich jest końcem – miłości, szczęścia, a wreszcie i związku. Nawet, gdy nie odchodzimy, nawet gdy trwamy, to czy naprawdę jesteśmy razem?


Idzie nowe, tyle tylko, że to nowe bardziej jednak zalatuje starym… O wku*wie na reformę edukacji

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 czerwca 2016
Reforma edukacji? Żart! Taką reformę edukacji, to można...
Fot. iStock/vectorlab

No więc myślę sobie: „Nie denerwuj się, nie angażuj zbytnio emocjonalnie na to, na co wpływu mieć nie możesz”. Gdyby to tylko było takie łatwe. Bo mnie proszę Państwa krew znowu zalała, para poszła uszami, bo jak można nie myśleć, jak można być tak ograniczonym widząc tylko jedną rację, nie dostrzegając setek problemów.

Mam wku*wa. I to totalnego, od wczoraj. Od kolejnego pomysłu naszego rządu. Ja nie chcę dyskutować, czy likwidacja gimnazjów to dobry krok, nie chcę mówić o deprawacji gimnazjalnej młodzieży, młodzieży, która teraz będzie w jednym budynku z siedmiolatkami rozpoczynającymi edukację.

I jasne, że znajomi nauczyciele od zawsze mi powtarzali: „gimnazjum to dla młodzieży najgorszy twór, nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować”, i oczywiste, że mamy sentyment do tych ośmioklasowych szkół, gdzie zawierało się przyjaźnie na lata, gdzie nikt po trzech latach nie odzierał cię z tego co dopiero poznane.

Ale świat się zmienia. Idzie do przodu. Tylko nie u nas. U nas co to, to nie. Mamy rodzić dzieci za 500 , które nie mają dostępu do  bezpłatnych zajęć w szkole, gdzie za dodatkowe wizyty u logopedy jeszcze w przedszkolu trzeba zapłacić, nic mówią już o gimanstyce korekcyjnej, zajęciach na basenie. O nauce języka obcego nie wspominając. My wam damy 500 , a wy się martwcie o edukację swoich dzieci. I git.

Bo jak widać o edukację martwią się tylko rodzice. Czytam komentarze pod informacjami o zmianach w edukacji, decyzji o likwidacji gimnazjów i to co z tych komentarzy wypływa na pierwszy plan, to jedna wielka obawa rodziców o przyszłość ich dzieci. Bo dziś nie wiedzą na czym stoją, bo mają świadomość, że za chwilę dzieci albo będą musiały walczyć o miejsce w szkole średniej, albo będą uciekać na korytarzu przez jakimś narwanym ósmoklasistą w szkole-molochu, gdzie duża część dzieci stanie się anonimowa. Nie sposób nad wszystkimi zapanować.

A ja głupia myślałam, że reforma edukacji powinna zacząć się od naprawiania błędów, krok po kroku prowadzenie ścieżki edukacyjnej ku coraz wyższym standardom. A tymczasem mamy zrównanie z ziemią i zaczynanie wszystkiego od samego początku. Od zera, albo jeszcze niżej, bo struktury, które zostały zbudowane nagle znikną. Zostanie dziura.

Mam w głowie tysiąc pytań, od tych najbardziej ogólnych – co się stanie z budynkami, boiskami budowanymi w ramach zmiany edukacji i wprowadzenia gimnazjów. Dzisiaj Pani Minister mówi – lekcje będą się toczyć w dwóch budynkach w okresie przejściowym, ale który samorząd stać będzie na utrzymanie dwóch budynków, na doposażenie jednego, kosztem drugiego? Ile to jest pieniędzy, ile pieniędzy zostanie wyrzuconych w błoto, a mogłoby pójść naprawdę z korzyścią dla naszych dzieci.

Dlaczego zamiast niszczyć, nie zacznie się tego, co jest, budować lepszym. Patrząc nawet na polityczny rozum – lepiej ulepszać, wskazywać rozwojowe kierunki niż niszczyć. No, ale może to nie na polskie polityczne głowy. Tu trzeba pokazać: „Moje będzie na wierzchu, nieważne czyim kosztem”.

I już pal sześć te gimnazja, ale kiedy słyszę „nowa podstawa programowa” to szczerze mówiąc, robi mi się słabo. Bo już jest mowa o zwiększeniu lekcji historii – ciekawa jestem kosztem jakich innych lekcji? Może wychowania fizycznego, w końcu to, że polskie dzieci prowadzą w europejskiej czołówce otyłości nie ma znaczenia. A może kosztem nauki języków obcych. Bo skoro wracamy do „starego”, to nasze dzieci, tak jak my w podstawówce mogą się uczyć jednego języka. I co z tego, że Pani Minister mówi o dostępie do Internetu wszystkich szkół, jak w wielu brakuje komputerów, a te co są pamiętają zamierzchłe czasy. Jak choćby w szkole moich synów, gdzie dyrektor rozkłada ręce, bo skąd ma wziąć pieniądze na nowe. Ba, na nowe. Na naprawę tego złomu, co tam stoi w szumnie nazwanej klasie komputerowej. Śmiech na sali.

I co z edukacją seksualną naszych dzieciaków? Czy w podstawie programowej znajdzie się sensowna, oparta na naprawdę rzetelnych informacjach, a nie religijnym widzimisię nauczyciela propozycja nauczania nastolatków o ich seksualności? Niestety, szczerze w to wątpię.  I jakim kosztem wprowadzona zostanie religia na maturę, kosztem, jakich lekcji, bo przecież godzina w tygodniu nie wystarczy… zapewne.

A najbardziej wkurza mnie to, że nic nie mogę. Że muszę siedzieć i czekać z założonymi rękami, co też głowy, którym wydaje się, że są najmądrzejsze, ustalą. Nie przedstawiono żadnego konkretnego planu, wiele pytań pozostaje kompletnie bez odpowiedzi. Ale idzie nowe… tyle, że to nowe bardziej jednak zalatuje starym. I naprawdę… chciałabym się mylić.


Zobacz także

Stwórz własną mapę emocji

Dlaczego często czuję ból w klatce piersiowej? Co wtedy czuję? Stwórz własną mapę emocji!

Piękne Anioły – piękni ludzie, którzy zmieniają świat dzieci znajdujących się w ciężkiej sytuacji

Nie żyje Danuta Szaflarska. Będzie nam Pani brakować, oj będzie

https://medicaments-24.com

В интеренете нашел интересный web-сайт на тематику www.avtomaticheskij-poliv.com.ua.
kokun.net/offers/viagra-kaufen