Gorzkie oblicza czekolady, czyli nowa linia E. Wedel

Redakcja
Redakcja
4 września 2018
czekolada
Fot. iStock / Eva Katalin Kondoros
 

Wedel wraca do korzeni smaku i wprowadza na rynek trzy rodzaje gorzkich czekolad. Czym się różnią? Czekoladowym odcieniem i zawartością ziaren kakao z Ghany – im ciemniejszy kolor tabliczki, tym więcej kakao. Entuzjaści słodyczy zaznają odrobiny gorzkiego smaku za sprawą „Lekko Gorzkiej”  z 50% zawartością kakao, z myślą o nieco odważniejszych konsumentach stworzono „Gorzką Klasyczną” z 64% kakao, a podniebienia najbardziej wymagających koneserów z pewnością ucieszy „Mocno Gorzka”, która zawiera aż 80% kakao!

Mocno czekoladowy smak

Czekolady gorzkie E. Wedel pomogą wydobyć z zakamarków pamięci magiczne smaki dzieciństwa i przywołają uśmiech na twarzy wszystkich konsumentów: zarówno dojrzałych koneserów ceniących wykwintny smak, osób zwracających uwagę na aspekty zdrowotne produktów, jak i amatorów słodkiej przyjemności. Wszystkie czekolady z nowej linii są naturalnym źródłem magnezu i charakteryzują się wyjątkowym smakiem, którego sekret tkwi w mocno czekoladowych ziarnach kakao pozyskanych z upraw w Ghanie spełniających wysokie standardy jakości.

Trzy poziomy wtajemniczenia

Wedel zabiera konsumentów w podróż po krainie gorzkiej czekolady stopniując doznania. Pierwszym krokiem jest czekolada „Lekko Gorzka” z 50% kakao w składzie. To idealna propozycja dla wszystkich tych, którzy przyzwyczajeni są do osładzania sobie dnia, jednak chcą spróbować czekolady o nieco bardziej szlachetnym charakterze. Świetnie sprawdzi się także w kuchni, np. przy przygotowywaniu polewy do ciasta.

Krok drugi to czekolada z 64% kakao, czyli “Gorzka Klasyczna”. To właśnie ona przypomni dojrzałym koneserom czekolady ich dzieciństwo – czasy, gdy takie produkty kilkadziesiąt lat temu dominowały na sklepowych półkach ze słodyczami. Gorzka klasyczna to propozycja na przekąskę w trasie czy w pracy, może być także stosowana jako dodatek do wypieków.

Gwiazdą nowej serii jest czekolada “Mocno Gorzka”, która zawiera aż 80% kakao. To najbardziej wyrazista odsłona linii dla konsumentów poszukujących mocnych doznań smakowych. Ze względu na swoje walory (m.in. posiada najwyższą zawartość magnezu oraz najniższą zawartość cukru w nowej serii czekolad) stanowi także idealną propozycję przekąski dla osób dbających o odpowiednią dietę.

Szerokie spectrum wyboru

– Mocno czekoladowy smak to znak rozpoznawczy E. Wedel, a zawartość procentowa kakao stanowi serce czekolad gorzkich. Właśnie dlatego stworzyliśmy linię, w której poszczególne produkty wyróżnia poziom tego cennego składnika. Jesteśmy firmą z prawie 170-letnią historią, która idzie z duchem czasu, więc oferujemy naszym konsumentom zarówno najbardziej wyrafinowaną „Mocno gorzką”, odrobinę delikatniejszą w smaku „Gorzką Klasyczną” i „Lekko Gorzką” stanowiącą kompromisowe rozwiązanie dla amatorów słodyczy – opowiada Magdalena Kołodziejska, Kierownik Komunikacji Marketingowej, LOTTE Wedel.

Nowe czekolady gorzkie dostępne są w granatowych opakowaniach, z dużą, centralnie umieszczoną liczbą informującą o procentowej zawartości kakao. Dzięki temu, konsumenci łatwo dobiorą czekoladę odpowiednią dla ich preferencji smakowych. Firma odpowiada w ten sposób również na potrzeby świadomych konsumentów, którzy przykładają wagę do czytelnego składu kupowanych produktów.

Czekolada Lekko Gorzka 50%

Gramatura: 100 g

Sugerowana cena: 3,39 zł

Czekolada Gorzka Klasyczna 64%

Gramatura: 100 g

Sugerowana cena: 3,39 zł

Czekolada Mocno Gorzka 80%

Gramatura: 80 g

Sugerowana cena: 3,39 zł


Artykuł powstał we współpracy z E. Wedel


Myślałam, że znalazłam miłość życia. Dla niego rzuciłam pracę. Po siedmiu miesiącach sielanki zdradził mnie pierwszy raz

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 września 2018
Fot. iStock/cindygoff
 

Nie myślałam, że się tak zakocham. Byłam po jednym nieudanym związku, myślałam, że człowiek uczy się na błędach. Nic bardziej mylnego.

Siedem lat temu zostawiłam pracę i studia w Polsce, zakochałam się. Poznałam go – jak to teraz bywa – przez internet. Wtedy wydawało mi się, że to ta prawdziwa miłość, że w końcu trafiłam na tego jedynego. Był cudowny. Potrafił mnie oczarować. Przysyłał kwiaty do pracy, na Walentynki przygotował kąpiel z płatkami róż, świecami i szampanem. Po siedmiu miesiącach sielanki zdradził mnie pierwszy raz.

To był dla mnie cios, zwłaszcza, że wtedy już mieszkałam z nim w Anglii i z moim wówczas 12-letnim synem. Poznaliśmy się, gdy on przyleciał w wakacje do rodziny, w grudniu byłam u niego, a w styczniu podjęłam decyzję o przeprowadzce. Mama mówiła: „Zastanów się, on ma 33 lata, to dziwne, żeby facet w tym wieku nie założył rodziny”, ale ja sobie myślałam, że czekał właśnie na mnie, że to ja jestem jego drugą połówką, z którą zdecydował się w końcu ułożyć życie. Dostałam też anonimową wiadomość, tekst brzmiał: „Zastanów się z kim chcesz być, on szuka wrażeń zniszczy ci życie”. Ktoś mi zazdrości – myślałam wtedy, co potwierdzało moją pewność, że on jest wart tych wszystkich zmian w moim życiu, radykalnych decyzji.

Wybaczyłam tę pierwszą zdradę. Dzisiaj myślę, że tę o której wiedziałam. Kajał się, tłumaczył, że nie wie, co się stało, że kocha mnie nad życie i nie wyobraża sobie, żebym od niego odeszła. Zmienił się, zaczął się bardzie angażować w nasze rodzinne życie, było go więcej, a ja to uwielbiałam, bo zawsze wiedział, jak mnie rozśmieszyć. Myślałam, że najgorsze mamy za sobą, że teraz już będzie tylko lepiej, że on zrozumiał, że takie życie – razem, jest lepsze od tego, które prowadził.

Zaszłam w ciążę. Od początku były marne szanse na to, że ją donoszę, że dziecko urodzi się żywe. Zaproponowano mi aborcję, ale nie chciałam o tym słyszeć, liczyłam na cud, na to, że los się odmieni, że lekarze się pomylili, w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Od niego nie miałam żadnego wsparcia. Wręcz przeciwnie – zaczął coraz później wracać do domu wymigując się pracą i natłokiem nowych obowiązków. Bywało, że w zjawiał się, gdy już świtało, nie widział w tym nic niestosownego, nie miał zamiaru się tłumaczyć, mówił, że przecież pracuje, czy tak trudno to zrozumieć. Kilka miesięcy później trafiłam do szpitala. Nie zgadzałam się na wcześniejszy poród, walczyłam jak lwica o każdy dzień życia we mnie mojej córki, jakbym wiedziała, że kiedy znajdzie się po tej stronie, przyjdzie mi się z nią jedynie pożegnać. Ósmego marca – w Dzień Kobiet, zrobiono cesarkę. Zosia żyła trzy godziny. Do dzisiaj nie potrafię pogodzić się z jej stratą, zakończyć żałoby.

Po jej śmierci między nam zrobiło się jeszcze dziwniej – chłodniej, zdawkowo, jakbyśmy się w ogóle nie znali. Miesiąc później on wyjechał na wycieczkę do Egiptu, a ja dostałam kolejną anonimową wiadomość: „Cześć, ty mnie nie znasz, ja ciebie też nie, ale musisz być silna, mam ci coś do powiedzenia”. Tym razem zadzwoniłam na numer, spod którego została wysłana wiadomość. Po drugiej stronie usłyszałam męski głos. To on mi powiedział, że mój partner zdradza mnie z jego żoną, że ten romans trwa bardzo długo. Policzyłam – zdradzał mnie jeszcze przed ciążą… Kręciło mi się w głowie. Nie mogłam pojąć, że jak to – człowiek, który mówił mi, że kocha, mógł tak mnie zranić kolejny raz, jak mógł oszukiwać, kłamać. To było podłe. Przecież mógł powiedzieć: „Odchodzę”, a jednak nigdy nie zdobył się na taką odwagę.

Zadzwonił z Egiptu, w świetnym nastroju, kiedy oznajmiłam mu, że wszystko wiem, żeby nie robił z siebie pajaca, zmienił ton. Usłyszałam, że między nam od dwóch lat już się nie układało, że było źle. Nic go nie obchodziło, co czuję, w jakim jestem stanie. Przecież zaledwie miesiąc wcześniej straciliśmy dziecko. Jakby o tym nie pamiętał, jakby jego to nie dotyczyło. Wrócił z wakacji i mnie unikał. Nie było to trudne, bo prawie nie wstawałam z łóżka, nie jadłam, nie piłam, paliłam tylko papierosa za papierosem. Mój syn, już wtedy pełnoletni przyglądał się temu ze zgrozą, ale ja nie umiałam inaczej, nie chciało mi się żyć.

Pięć miesięcy później przyznał, że jego romans trwa, a on nie potrafi wybrać, nie umie się zdecydować. Znikał na kilka dni, potem pojawiał się na tydzień. Tak jest cały czas. A ja nie wiem, co zrobić, nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji. Syn zaczyna college – nie mogę go zostawić samego i wrócić do Polski. Wyprowadzić się – nie utrzymam nas. Żyję w jakieś apatii, gdzie wszystko o czym pomyślę, co chciałabym zrobić jest bez sensu. Najgorzej, że nadal go kocham, że liczę, że coś się jednak zmieni, ale nie mam siły stanąć na nogi, zawalczyć o niego. Życie mnie przerosło – to mogłoby się stać moim teraźniejszym mottem. Każdego dnia myślę o mojej małej córeczce, zastanawiam się, jakby wyglądała, co byśmy teraz robił, co bym jej zrobiła do jedzenia, gdzie byśmy poszły na spacer. Nie mogę przestać.

Mam 40 lat i chciałabym mieć jeszcze dziecko, tylko z kim? Jak? Mam nowo poznanemu facetowi powiedzieć: „Cześć, nie znamy się, ale zróbmy sobie dziecko, bo mój partner spieprzył mi życie i mam mało czasu”?


wysłuchała: Ewa Raczyńska


Czym naprawdę nie powinnaś się martwić, czyli odrzuć zbędny ciężar i ciesz się ty, co masz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 września 2018
Fot. iStock/domoyega

Często, zamiast cieszyć się tym, co mamy i czerpać radość z chwili obecnej, znajdujemy sobie coraz to owe powody do zmartwienia. Są sprawy, które wymagają poświęcenia im większej uwagi, są takie, które łatwo rozwiązać przy niewielkim wysiłku. Są wreszcie takie, które pozostają całkowicie poza naszą kontrolą.

Oto lista rzeczy, o które nie powinnaś się martwić. Zwróć na nie uwagę i uwolnij się od tych ciężarów, których nie potrzebujesz w swoim życiu.

Pieniądze

Wszyscy mamy wydatki i podatki do zapłacenia. Codziennie musisz jeść i co miesiąc musisz zarabiać wystarczająco dużo pieniędzy, aby poradzić sobie z osobistymi wydatkami. Jednak martwienie się „na zapas” nie ma sensu. Pieniądze to jednak z tych rzeczy, które zawsze jakoś „się znajdą”. Nie miej zbyt wysokich oczekiwań, nie wydawaj więcej niż jesteś w stanie, tyle naprawdę starczy, by nie popaść w prawdziwe finansowe tarapaty. Bądz po prostu odpowiedzialna.

Opinia innych

Dlaczego miałbyś dbać o to, co myślą o tobie inni? Czy wolisz żyć w zgodzie ze sobą, czy uważasz, że lepiej zabiegać o miłość i uznanie innych? Problem, jaki pojawia się, gdy chcesz spełnić oczekiwania innych, to utrata własnego „ja”, brak własnych priorytetów. Jesteś niezależną osobą, która musi podążać swoją własną drogą, o ile nie wyrządzi krzywdy innym lub sobie.

Przeszłość

Nosisz bagaż: swoją przeszłość. Ale nie jesteś jedyna, każdy zmaga się z jakimiś problemami z przeszłości, z trudnymi doświadczeniami, z popełnionymi przez siebie błędami. Czasami ten bagaż jest lekki, ponieważ twoje życie było znośne, a ty otoczona ludźmi, którzy cię kochali i którzy zawsze cię wspierają. Innym razem jednak twoje życie było bardziej złożone, a walka z przeszłością nie zawsze jest łatwa. Nie ma powodu, aby uciekać, martwić się lub się wstydzić.

Życie innych

Upewnianie się, że bliscy mają się dobrze i wspieranie ich, gdy są w potrzebie, pokazuje, że są dla ciebie ważni ludzie na tym świecie. Jednak zbyt duża troska i wtrącanie się w problemy innych nie przyniesie ci niczego dobrego, a nawet sprawi, że staniesz się irytujący. Trzeba żyć swoim życiem i pozwolić na to innym.


Na podstawie:


Zobacz także

Wybierasz się na wakacje za granicą? 10 potraw tylko dla odważnych

Mam tylko chwilę... Najlepsze przepisy na włoskie smaki od zaraz

Mam tylko chwilę… Najlepsze przepisy na włoskie smaki od zaraz

Tłusty Czwartek, a od nas kilka sprawdzonych przepisów