„Dwa lata temu zostałam zwolniona z pracy. Nie zgodziłam się z tą decyzją, poszłam do sądu, wygrałam”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
14 lipca 2017
Fot. iStock / AlexLinch
 

Dwa lata temu zostałam zwolniona z pracy. Nie zgodziłam się z tą decyzją, poszłam do sądu, wygrałam. Dziś rozwijam się zawodowo ogromnie ciesząc, że sprawiedliwość zwyciężyła.

Chciała udawać, że nic nie widzi, niczego nie słyszy, że to się nie dzieje. Że to zwykły splot przypadków. Bo komu nie zdarza się palnąć jakiejś głupoty w pracy? – Szef mówi o tobie źle, oczernia cię przed kolegami – słyszała. O niej? Jak to o niej, czym zasłużyła sobie na kąśliwe uwagi? Konflikt w pracy zaczął się niespodziewanie. Nagle stała się obiektem drwin przełożonego. Była zaskoczona. Tak ją przecież chwalił, mówił z dumą, że najlepsza, zdolna, ambitna. Że on ją zatrudnia nie z polecenia, ale w oparciu o referencje, wiedział, że ona może pochwalić się niemałymi zawodowymi sukcesami.

Cieszyła się. Która dziewczyna w jej miejscowości ma szansę na tak świetnie płatną posadę? Studia? Przecież każda teraz miała. Ona studiowała za granicą, czasem musiała jeszcze wyjechać do Paryża, dopełnić formalności, dopiąć, dopieścić, dopracować. Urlop? Nie było problemu. Miała konkurencyjne oferty, szef sumiennie dawał podwyżki, by u nich została. Z dumą przedstawiał ją – Pani Natalia, nasza specjalistka.

Rok później była już głupią gęsią. Strasznie się wstydziła, pomyliła się tylko jeden raz, było jej tak bardzo głupio, że zawiodła. Przeprosiła. Wiedziała, że teraz skoncentruje się już wyłącznie na pracy, miała już za sobą skończony doktorat. Tymczasem spotkała ją kontra – jej współpraca z zewnętrznymi firmami została zawieszona. – Dlaczego pan nie jedzie z nami – usłyszała za plecami. Chodziło o ważną konferencję. Bez jej wiedzy i zgody szef zakomunikował, że ona rezygnuje z wyjazdów, a publikacji swoich prac zwyczajnie odmawia. – Zazdrości ci – dotarła do niej smutna prawda. Struchlała.

Kolejne miesiące były podobne. Była pusta, leniwa, tępa. – Nie wyrabiasz się, masz pecha, nie będę ci płacił za godziny nadliczbowe. – Skup się tępa wieśniaczko. – Pani Natalia znów się pomyliła. Za długo jadła, za dużo piła, za często wychodziła do toalety. Źle dysponowała czasem, źle wpinała nawet kartki do segregatora. Po każdej rozmowie z szefem czuła się jak po przesłuchaniu. Była w pułapce.

Poniedziałek? Na samą myśl o początku tygodnia mimowolnie płakała. Przestała spokojnie spać, o jedzeniu nie było mowy. Zaczęły się zawroty głowy, duszności, wizyta u lekarza. Ten z przychodni powiedział – anemia. Drugi w prywatnym gabinecie, że nerwica. – To o czym pani mówi, to mobbing. Zebrała się sobie, poszła na rozmowę. Grzecznie powiedziała szefowi, że on ją obraża, że nie życzy sobie być w ten sposób traktowana. – Spie****aj usłyszała w odwecie. Całość zgłosiła do działu kadr. – To bzdura – skwitowano. W najbliższy piątek została zwolniona.
Usłyszała, że redukcja etatów, w co nie uwierzyła. Miała przecież umowę na czas nieokreślony, chroniły ją jakieś przepisy, jakieś prawo. Była sumienna, miała dobre efekty, dlaczego miała rezygnować? – Zadzwoń, powinien pomóc – koleżanka podsunęła jej numer prawnika. Później był sąd, w pozwie domagała się przywrócenia do pracy. Rozpoczęła się prawdziwa batalia – sąd na świadków powołał współpracowników. – Zrozum, nie możemy zeznawać – przekonywali. Rozumiała, każdemu zależy przecież na pracy. – Nie chcemy się narażać. Mimo oporów wskazała ich bez wyraźnej zgody.

Mieli do niej żal, pod rygorem prawa musieli zeznawać na jej korzyść, ale przeciwko szefowi. Bali się, to zrozumiałe. Czy ich obwiniała? Nie. Próbowała jednak tłumaczyć, że podobna sprawa może dotyczyć przecież każdego. W wyniku zeznań świadków sprawę wygrała. Sędzia uznał, że zwolniono ją bez podania wystarczających powodów. Tym samym firma musiała pokryć koszty procesu i wypłacić odszkodowanie. Po uprawomocnieniu się wyroku miała się stawić się w pracy na nowo.

– Dusza na ramieniu – tak wspomina ówczesny powrót. Zemsta? Nie, nie była podła, nie chciała by szef wyleciał z pracy. Żądała zmiany pionu, możliwości rozwoju pod innymi skrzydłami. Dopięła swego. – Gdyby tylko nie ta atmosfera – wzdycha. W pracy była mijana jak powietrze, nikt jej nie zauważał. Czuła się jakby była trędowata, a ona tak bardzo chciała zakopać wojenny topór. –To nie służyło nikomu – wspomina.

– Przecież mogłaś pójść gdziekolwiek – ostatnio usłyszała. Tylko czy warto zawsze chować uszy po sobie i zwyczajnie się poddawać? Kiedy ją zwolniono była na utrzymaniu męża. Jedna pensja, kredyt, brak sił i motywacji do szukania pracy, zaczepienia się gdzieś na stałe. – Pogwałcono moje prawa, miałam uzasadnienie swojego roszczenia. Cały przebieg postępowania wskazywał na słuszność pozwu, dzięki czemu zostałam przywrócona. Miałam silne poczucie niesprawiedliwości, nie mogłam przemilczeć tego, że mnie tak źle potraktowano.

Na prośbę zarządu podpisała ugodę, nie wystąpiła z dodatkowym pozwem o mobbing. Nie zależy jej na zemście, tylko na rozwoju zawodowym, na tym, żeby sytuacja się unormowała.
– Mobbing to bezpodstawne, ciągłe i długotrwałe dręczenie, zastraszanie, prześladowanie, szykanowanie człowieka w pracy nie tylko przez przełożonego, ale czasem także przez współpracowników, powodujące poczucie bezsilności, upokorzenia i krzywdy, prowadzące w konsekwencji do ogólnego złego samopoczucia i pogorszenia stanu zdrowia ofiary – cytuje. Ja apeluję, żeby zawsze walczyć o swoje i nigdy się nie poddawać. Dziś na nowo rozwijam się zawodowo, wracam do sił, do zdrowia. Wierzę w sprawiedliwość, cieszę się, że zwyciężyła.

Czy jest silną kobietą? – Być może – uśmiecha się nieśmiało. Zawsze dążyła do marzeń. Snuła plany, że skończy liceum w sąsiedniej gminie, wyjedzie na studia, obroni się na piątkę, ba, to jeszcze nie wszystko, bo ona zrobi doktorat. Gdzie ty się pchasz dziecko? – słyszała często od rodziców w domu. Zaryzykowała.– Byli dumni, kiedy rzucałam w górę czapką na absolutorium. Po decyzji sądu przyjechali do mnie już nazajutrz. Duma rozpierała ich po raz kolejny. Nigdy nie widzieli mnie tak zdeterminowanej.


10 banalnych prawd, o których powinna pamiętać każda kobieta. Z przymrużeniem oka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 lipca 2017
Fot. iStock / SanneBerg
 

My, kobiety, zbyt często czujemy się niepewne siebie. Zdarza się, że nie potrafimy mówić z dumą o swoich sukcesach, że nie doceniamy swoich zalet i umiejętności, a nawet umniejszamy je, kierując się fałszywym poczuciem, że „tak wypada”. O, nie,skromność nie zawsze, nie w każdej sytuacji jest największą cnotą…  Czasem przeszkadza nam sięgać po co, co nam się należy i realizować marzenia. A przede wszystkim, być szczęśliwymi ze samymi sobą.

Codzienność jest zazwyczaj bardzo prozaiczna. Naucz się rozjaśniać swój dzień pozytywnym stosunkiem do siebie i świata. Nie oczekuj cudów, nie polegaj zanadto na innych, a kiedy jest ci smutno, pamiętaj o tym, że:

1. Każdy ma „oponki” na brzuchu, kiedy się schyla

Albo wygląda niekorzystnie w kilku innych pozycjach. Kochaj swoje ciało, niezależnie od tego, czy wyglądasz jak bardzo szczupła modelka z okładki magazynu, czy też jak „normalna kobieta” J. Dopieść je, doceniaj.

2. Okazywanie emocji jest twoją siłą, a nie słabością

Co z tego, że ryczysz jak bóbr w kinie, a w domu szlochasz do słuchawki najlepszej przyjaciółce? Co z tego, że czasem się porządnie wściekniesz? Twoje emocje to prawda o tobie. Wielu ludzi nie potrafi ich okazywać albo uważa, że to niepotrzebne „odsłanianie się”. Tłumią swoje uczucia, nie są autentyczni wobec siebie i innych. Twoja umiejętność to skarb, niestety – coraz rzadszy.

3. Szukaj szacunku, nie uwagi

Ten pierwszy jest czymś trwałym i niezbędnym, byś w jakiejkolwiek relacji czuła się dobrze i bezpiecznie. Tam gdzie jest szacunek, jest i uwaga. Ale tam, gdzie uwaga, niekoniecznie jest szacunek…

4. Nawet najpiękniejsi budzą się czasem z kiepską fryzurą

Jak nie wierzysz, przejrzyj plotkarskie portale :). Albo pooglądaj zdjęcia „celebrytów” bez makijażu. Mało co tak poprawia własną samoocenę (skoro tego akurat ci trzeba)…

5. Powinnaś byś priorytetem dla kogoś, z kim jesteś związana

Nie opcją, czy planem awaryjnym. Jeśli ktoś traktuje cię jako „plan B” na wypadek miłosnego niewypału z kimś „lepszym”, natychmiast pokaż mu plecy.

6. Na każdą kobietę, która nie chciałaby mieć rozstępów przypada jedna, która chciałaby je mieć…

Banał, ale jakże prawdziwy. Jeśli nie masz dzieci, też go zrozumiesz: kto szuka w sobie jedynie mankamentów, wad –  zawsze je znajdzie. Szukaj w sobie piękna.

7. Zaufaj swojemu instynktowi, nikt nie zna cię lepiej niż ty sama

Dobre rady przyjaciół, rodziny, przypadkowo spotkanych osób, mogą być jedynie wskazówką. Ufaj sobie samej. Ostatecznie odpowiedzialność za wszystkie decyzje i tak spada na ciebie.

8. Wszyscy mamy taką znajomą, która wydaje się być niesamowitą szczęściarą

Mądra, piękna, zdolna, odnosząca sukcesy i zakochana we właściwym facecie. Nigdy nie wiesz, jak długą drogę przebyła, by dotrzeć tu, gdzie jest. Nigdy nie wiesz, na ile to, co widać na zewnątrz, odzwierciedla rzeczywistość. Zajmij się kreowaniem własnej rzeczywistości.

9. Nieważne jak czysty jest twój dom, ale jak bardzo jesteś w nim szczęśliwa

Jasne, dla niektórych to drugie nie istnieje bez tego pierwszego. Ale dla większości nie jest warunkiem koniecznym do szczęścia. Tam, gdzie jest miłość i porozumienie, talerze zmywają się same…

10. Kiedy ktoś ci mówi: „jesteś piękna”, to najczęściej tak właśnie myśli

Nie podejrzewaj więc od razu, że czegoś od ciebie chce :). Nie zaglądaj do lustra, myśląc, że coś z twoim wyglądem „nie tak”, a on wspaniałomyślnie pragnie cię pocieszyć. Uwierz w to, że dla kogoś jesteś ideałem. Bądź ideałem dla siebie samej.


„Gra o tron” – telewizyjny fenomen i pole do popisu dla… psychoterapeutów! Zobacz, na jakie zaburzenia psychiczne cierpią serialowe postaci

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
14 lipca 2017
fot. materiały prasowe HBO

Choć mamy dopiero połowę lata i temperatury znacznie powyżej zera, to dla ogromnej rzeszy serialowych fanów 16 lipca jest dniem, w którym nadejdzie zima – tego dnia bowiem z siódmym sezonem powraca „Gra o tron”. Walka o władzę, intrygi, tajemnice, morderstwa (w ilościach hurtowych), seks, kłamstwa, zmartwychwstania i latające smoki – istne szaleństwo, od którego nie sposób oderwać oczu.

Serial zjawisko

O co chodzi w serialu? Ogólnie mówiąc chodzi o to, by zdobyć tron, a konkretnie żelazny tron, który daje władzę nad Siedmioma Królestwami Westeros. Do tej pory zasiadał na nim król Robert Baratheon, ale że zginął (możecie być pewni, że nie tak całkiem przypadkowo), to powstał wakat. Oczywiście, jak to w monarchii, jego miejsce zajął syn, ale walka o władzę wcale się na tym nie zakończyła – przeciwnie, to dopiero początek intryg, odkrywania sekretów, wojen i bitew pomiędzy rodami z Westeros. Pretendentów do żelaznego tronu jest zacznie więcej, a tytuł prawowitego władcy przypisuje sobie niejeden – wszystko przez intrygi, zdrady, dzieci z nieprawego łoża, dawne niesprawiedliwości i minione spory. Ale co wam będę mówić, zobaczcie streszczenie w wykonaniu samego Samuela L. Jacksona, które pojawiło się przed startem 6 sezonu.

To nie jest zwykły serial, to coś znacznie więcej – to machina, która napędza wyobraźnię widzów i rozsiadła się wygodnie (na tronie?) w świecie pop kultury i show biznesu. Bijąca rekordy popularności produkcja HBO jest ekranizacją bestsellerowej sagi George’a R.R. Martina „Pieśni lodu i ognia”. Nawet jeśli nie widziałeś ani jednego odcinka, nie masz pojęcia, czym jest Westeros, a valar morghulis brzmi dla ciebie jak łacińska nazwa łąkowej rośliny, to i tak „Grę” z pewnością kojarzysz. Aktorzy pojawiają się na okładkach szacownych magazynów, Internet zalewa fala spoilerów i domniemań, fani chłoną każdy strzępek informacji na temat kolejnych odcinków, analizują fabułę i tworzą własne teorie. Co takiego jest w tym serialu, że przyciąga i uzależnia? Uwaga, możliwe spoilery!

Szaleństwo w roli głównej

„Gra o tron” to nie jest prosty, miły i przyjemny film na rodzinne popołudnia – w sześciu sezonach serialu HBO zginęło dokładnie 150 966 bohaterów (tak, ktoś to policzył, a nawet stworzył !) i doszło do 77 aktów zdrady – nie ma tu litości nawet dla członków własnej rodziny, a może zwłaszcza dla nich. Bohaterowie rozbierają się tam szybko i chętnie (o bieliźnie nikt nie słyszał, pyk, i w sekundzie są goli), piją na umór i nie stronią od przemocy, a nawet brutalności. Dwie rzeczy trzeba wiedzieć – po pierwsze, do żadnego bohatera nie wolno się przywiązywać, bo może go szybko zabraknąć i będzie nam przykro (nie mówię o tobie, Ramsay!), po drugie… niemal każdy ma tam jakieś zaburzenia psychiczne.

Lannisterowie

Prym wiedzie ród Lannisterów – jestem przekonana, że w zakładzie psychiatrycznym mieliby swoje własne piętro, a kto wie, może nawet i całe skrzydło. Tywin Lannister, megaloman, senior rodu, surowy, wymagający, nie znoszący dwóch rzeczy: sprzeciwu i porażki, miał niemały wpływ na psychikę trójki swoich dzieci. Tyrion, najmłodszy, który cierpi na karłowatość, nosi piętno zabójcy własnej matki – kobieta zmarła przy jego porodzie – a swoje poczucie winy i ból spowodowany odrzuceniem przez ojca i siostrę zagłusza alkoholem, cynicznymi uwagami i pozornym olewactwem.

Starszy brat Tyriona, Jamie, przejawia cechy narcystyczne, ale to nic w porównaniu z jego zaburzeniami preferencji seksualnych – mężczyzna jest bowiem w związku kazirodczym ze swoją siostrą bliźniaczką, a nawet ma z nią trójkę dzieci (które oficjalnie są potomkami króla Baratheona). Cersei to kobieta pewna siebie, dumna i owładnięta rządzą władzy. Można śmiało powiedzieć, że to największa intrygantka w Westeros, patologiczna matka (nadopiekuńcza, nadmiernie nimi zainteresowana), a niektórzy doszukali się u niej nawet cech osobowości borderline – na zmianę przyciąga i odrzuca swojego brata-partnera, raz chce z nim być, innym razem kończy związek. Słowem : skomplikowany typ. Taka osobowość matki musiała mieć wpływ na dzieci – jej najstarszy syn Joffrey to przykład psychopaty, dla którego wyrządzanie innym krzywdy i zabawa cudzymi emocjami były najlepszą rozrywką. Do tego dodajmy skłonności do agresji, znęcanie się nad zwierzętami i brutalność. Nic dziwnego, że w końcu ktoś zdecydowała się go otruć, a fani długo z tego powodu nie rozpaczali.

fot. materiały prasowe HBO

fot. materiały prasowe HBO

Starkowie

Choć Starkowie to bohaterowie raczej pozytywni i cieszący się sympatią, i ich nie omijają problemy z psychiką. Sansę Stark poznaliśmy jako naiwną, bierną i nieco głupiutką dziewczynę, ale jej trudne przeżycia nie pozostały obojętne dla jej psychiki, osobowości i charakteru – powoli staje się kobietą silną, zdeterminowaną i walczącą o swoje, a nawet nieco przebiegłą i zimną. Sansa ma ogromne nieszczęście, jeśli chodzi o dobór partnerów – najpierw psychopatyczny narzeczony Joeffrey Lannister, a potem… psychopatyczny mąż Ramsey Bolton. Życie z brutalnym i poniżającym ją mężczyzną z pewnością zostawiło trwałe ślady w psychice i zapewniło depresję. Także i młodsza siostra Sansy, Arya, zmaga się z demonami przeszłości. Była świadkiem śmierci wielu bliskich osób, sama także musi walczyć o życie i bezpieczeństwo.  Za swoją życiową mantrę obrała listę osób, których zamierza zabić, kieruje się chęcią zemsty i ogromnym gniewem. Jej prywatna vendetta stała się sposobem na oswojenie żałoby, której nie było dane jej przeżyć i zagłuszenie trudnych emocji, które wypiera.

Przyrodniego brata dziewcząt, Jona Snow, można podejrzewać o depresję – wychowywany jako bękart, odrzucony przez macochę, nieco na uboczu rodziny, ma obniżone poczucie własnej wartości i niską samoocenę. Życie na północy i służba w Nocnej Straży sprzyja jego wrodzonej melancholii. Jon cierpi też na kompleks ofiary, jego empatia i poczucie obowiązku są tak wielkie, że gotowy jest stać się męczennikiem dla dobra ogółu, oddać własne życie dla innych (całe szczęście,  niektórzy tam znają się na zmartwychwstaniach).

Manipulanci, sadyści i poddani

„Gra o tron” to opowieść o manipulatorach – bardzo wiele postaci posiada w tej dziedzinie wybitne wręcz zdolności. Jedną z nich jest Petyr Baelish, nazywany Littlefinger – jeśli ktoś coś knuje i szykuje się niemała intryga, możecie być pewni, że on maczał w tym palce lub przynajmniej dobrze wie, co się święci. Littlefinger marzy o wielkiej władzy i potędze, a jego żądze skłaniają go do używania innych niczym pionków w prowadzonej grze i wykorzystywania ich do własnych celów. Przy tym jest czarujący, ujmujący i znakomity z niego orator, czym wzbudza sympatię innych – lepiej jednak nie obdarzać go zbyt dużym zaufaniem, bo śliski z niego typ.

Wymieniony już wyżej Ramsay Bolton to wybitny manipulator i psychopata. Krzywdził innych bez cienia skruchy i z wielką radością – przyjemność sprawiało mu np. polowanie na uciekające dziewczyny – cierpiał na zaburzenia seksualne, sadyzm, wykazywał zachowania socjopatyczne i antyspołeczne. Nie tylko znęcał się i wykorzystywał seksualnie swoją żonę, ale też zniszczył psychicznie Theona Greyjoy’a i uprzedmiotowił go, sprowadził do roli sługi i poddańca. Theon to kolejny interesujący przypadek w serialu – oddany przez własnego ojca Starkom, na znak sojuszu i pokoju pomiędzy rodami, wychowywał się w poczuciu odrzucenia i niższości, stąd jego potrzeba wykazania się, udowodnienia własnej wartości i sukcesu. Po torturach i psychologicznej manipulacji Ramsay zamienia go w Fetora, który cierpi na syndrom sztokholmski, wykazuje niezdrowe przywiązanie do swojego oprawcy i wierzy w to, że w pełni zasługuje na cierpienie.

O „Grze o tron” można by pisać wiele i tworzyć rozmaite teorie – ten serial naprawdę fascynuje, wciąga i uzależnia! Ja sama przekonałam się do niego dopiero za drugim podejściem (początkowo wyłączyłam po zaledwie kwadransie), ale nie żałuję – nadrabianie było całkiem przyjemne. Nawet jeśli ktoś nie przepada za klimatami fantasy, przeraża go mnogość wątków i nieco mroczny klimat, to nie będzie żałował – to prawdziwy majstersztyk i uczta dla każdego miłośnika dobrych seriali. Ani się obejrzycie, a będzie razem z milionami fanów wołać „winter is here” i obstawiać, komu w końcu uda się zasiąść na żelaznym tronie.

Premiera siódmego sezonu 16 lipca w USA, a 17 lipca w Polsce w HBO – równo z amerykańską premierą o 3.00 w nocy, a następnie wieczorem, o  20.10.

Zapisz


Zobacz także

Może POTEM jest TERAZ?

Wszyscy chcielibyśmy być bardziej zdyscyplinowani. Badania pokazują, że osobom z wysoką samokontrolą częściej udaje się osiągać sukces w różnych dziedzinach życia.

Jak w zegarku. Czyli problem ze zbyt wysoką samokontrolą

11 sposobów na wzmocnienie więzi pomiędzy rodzeństwem

https://steroid-pharm.com

https://xn--e1agzba9f.com

http://militarycenter.com.ua