Lubisz mruczenie kota? 7 powodów, dla których kot jest najlepszym terapeutą

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
20 października 2016
Fot. iStock / SHipskyy
 

Mruczące, łaszące się do nóg puchate kulki? Oczywiście, chodzi o koty, których miłośników nie brakuje. Zwierzęta uznawane za indywidualistów, mogą dać wiele dobrego opiekunowi. Przede wszystkim miłe towarzystwo ciepłego futerka w zimne wieczory, kojące mruczenie i nienachalne towarzystwo. 

Kojące dla człowieka jest zwłaszcza mruczenie futrzaków, które wprowadza w błogostan. Nic nie relaksuje tak, jak niskie, kocie dźwięki, szczególnie gdy zwierz leży na kolanach czy brzuchu właściciela.

Mruczenie — klucz do dobrego samopoczucia i zdrowia 

1. Wzmacnia psychikę

To chyba najbardziej oczywista zaleta wsłuchiwania się w ciche mruczenie. Kocie mruczenie obniża poziom hormonów stresu w naszym organizmie, łagodzi stres i pomaga w leczeniu depresji. Udomowione koty mruczą na częstotliwości około 25 Hz, co jest zgodne z biorytmem ludzkiego organizmu.

2. Wspiera powrót do zdrowia

Ta sama częstotliwość, wpływa także na wzmacnianie odporności. Dzięki kociemu mruczeniu zmniejszają się stany zapalne w organizmie, także w obrębie stawów i ścięgien. Odnotowano również ich kojący wpływ u osób, cierpiących z powodu zapalenia okrężnicy, przy wzdęciach, zapaleniu błony śluzowej żołądka, wrzodach żołądka, grypie, bezsenności.

3. Przyspiesza zrastanie się kości

Kocie wibracje o 20% wzmacniają proces zrastania się połamanych kości, ale także regeneracji uszkodzonych mięśni.

Fot. iStock /MilanEXPO

Fot. iStock /MilanEXPO

4. Chroni serce

Koty doskonale łagodzą napięcie psychiczne i pomagają w relaksie. Z tego tez powodu, pozytywnie wpływają na ochronę przed chorobami serca na tle nerwowym i obniżają ciśnienie tętnicze krwi, stabilizują rytm serca. Badania przeprowadzone przez University of Minnesota wykazały, że ryzyko wystąpienia chorób serca oraz zawału u właścicieli kotów jest o 40% niższe, niż osób nieposiadających kotów.

5. Wydłuża życie 

Chcesz żyć dłużej nawet o 4-5 lat? Koniecznie przygarnij kotka. Badaniom poddano właścicieli wszystkich zwierząt domowych, w tym kotów. Ci ostatni odnoszą największe korzyści z posiadania zwierzaka, ponieważ podczas głaskania kota, między nim a właścicielem pojawia się „bioenergetyczny kontakt”. To z kolei powoduje, że centralny układ nerwowy człowieka odbiera pozytywne impulsy, które wywołują u niego dobry nastrój. Dobry nastrój, mniej stresu i dłuższe życie — tak można podsumować to oddziaływanie.

6. Mogą zapobiegać astmie u dzieci

Jeśli dziecko nie ma kłopotów alergicznych, towarzystwo kota może być dla niego znakomitą ochroną przed nimi. Ich obecność powoduje wytwarzanie w organizmie przeciwciał, które pomagają zapobiegać astmie.

7. Kot jako narzędzie terapeutyczne

Mruczenie emitowane przez kota, to potężne narzędzie terapeutyczne. W USA i Wielkiej Brytanii rozwija się  z powodzeniem „kototerapia”. Kot bezbłędnie wyczuwa miejsca na ciele, w których człowiek odczuwa ból lub dyskomfort i kładzie się bezpośrednio na nich. Z tego powodu przyspieszają powrót do zdrowia fizycznego i psychicznego.


źródło: , 

 


Niska samoocena w związku, to kiepski partner na życie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
20 października 2016
Fot. iStock / Maksim Toome
 

Jeśli jesteś osobą, która nie wierzy w swoje siły, trudniej ci odnaleźć się w wielu zwykłych, życiowych sytuacjach. Niskie poczucie własnej wartości może przekładać się na brak powodzenia w pracy, na kanwie koleżeńskiej czy rodzinnej, a także w związku. Jest to sytuacja trudna, zarówno dla osoby z zachwianą wiarą we własne możliwości, jak i jej partnera. Niestety, bez koniecznych zmian w nastawieniu do siebie samej, trudno będzie przełamać złą passę i poczuć się dobrze w każdej roli, jaką przyjdzie ci pełnić.

Skąd się bierze brak wiary w siebie?

Brak wiary w siebie sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi i nie możemy złapać wiatru w żagle. Dryfujemy przez życie, nie czerpiąc z niego tak, jak mogłybyśmy to robić. Za naszą wiedzą i poniekąd zgodą, omija nas najlepsze. W takiej perspektywie trudno jest żyć na własnych zasadach, opierając się na swoich planach i marzeniach. Co gorsza, brak wiary we własne siły może powodować, że stajemy się bardziej podatne na manipulację innych osób.

To poczucie bycia gorszym, mniej zaradnym, może towarzyszyć nam przez całe życie, bez względu na faktyczne osiągnięcia. Może dotykać całokształtu lub tylko jednej dziedziny, np. powodzenia w związku z partnerem. Kompleksy gdzieś głęboko utykają w głowie i nie pozwalają zobaczyć wszystkiego w prawdziwej perspektywie.

Fot. iStock /Maksim Toome

Fot. iStock /Maksim Toome

Powody takiego postrzegania siebie, mogą być różne. Najczęściej sięgają jeszcze czasów dzieciństwa, gdzie brakowało nam akceptacji naszych niedoskonałości ze strony rodziny lub otoczenia. Trudno nieść ciężar, który zalega na naszych barkach od dawien dawna. Ciężko jest również go ot tak porzucić, bo staje się cechą naturalną. Jacy byliśmy, tacy jesteśmy. A to zgubne myślenie, krzywdzące tak samo osoby czujące się niepewnie, jak i ich bliskich.

Związki kobiet z niskim poczuciem wartości nie należą do łatwych

Poczucie bycia „gorszą” negatywnie przekłada się na relacje z partnerem. Będąc na gorszej pozycji, trudno budować szczęśliwą relację, bez wiary w to, że może się udać. A jak już się udaje, kobieta zachodzi w głowę, jakim cudem TEN facet akurat ją wybrał, skoro ona na niego nie zasłużyła. Rozmyśla, sprawdza, wystawiana próbę cierpliwość partnera. I to rodzi ogrom problemów, które rozbijają związek od środka.

8 sposobów, w jakie kobiety o niskim poczuciu własne wartości niszczą związki 

1. Chcą związku za wszelką cenę

Z tego powodu zwracają się ku każdemu, kto obrzuci je cieplejszym spojrzeniem. Są tak złaknione relacji, że nie wnikają w faktyczne intencje drugiej osoby. Bo skoro może „coś” z tego wyjść, to łapią  pierwszą lepszą okazję. Szukając szczęścia, godzą się na wszystkie, nie zawsze uczciwe warunki i wymagania wobec niej ze strony partnera.

2. Są przesadnie ostrożne

Zwłaszcza, gdy w najbliższym otoczeniu obserwowały przykłady kłamstw czy rozwodów i rozpadu pozornie dobranych par. Wolą się za bardzo nie angażować, nie otwierać przed partnerem, tak na wszelki wypadek. Nie mają także zaufania do partnera, bo skoro gdzieś indziej układ idealny zawiódł, tu może stać się to samo.

3. Mają wygórowane oczekiwania

Nie zaznając wcześniej szczęścia i spełnienia, kobiety mogą stawiać wysoko poprzeczkę, czyniąc ją zbyt wysoką do pokonania dla potencjalnego partnera. Niestety rzadko się zdarza, że tuż za rogiem czeka armia idealnych rycerzy w lśniącej zbroi, a kobiety zostają same, nadal bez spełnienia swoich potrzeb.

4. Obawiają się bliskości

Bliskość drugiej osoby, intymność, jest nieunikniona w związku. Na tym oraz na zaufaniu powinien się on opierać. Jednak kobiety z zaniżoną samooceną boją się dotyku, nagości, zbliżeń, traktują jak obcą, nienaturalną konieczność. W efekcie, gdy partner podejmuje kolejne kroki skracające dystans, kobieta ucieka, czasem kończy relację, nie dając sobie szans na spróbowanie czegoś innego. Bo tak jest dla niej pewniej, bezpieczniej.

Fot. iStock / Bokeshi

Fot. iStock / Bokeshi

5. Sprawdzają, sprawdzają i jeszcze raz sprawdzają

Przede wszystkim testują wierność, uczciwość i zaangażowanie partnera. Osobie z niską samooceną trudno jest uwierzyć, że ktoś pokochał ją bezinteresownie. Dla własnego komfortu i pewności postawy partnera, zadręczają go pytaniami, stawiają przed nim nowe zadania, a on, nawet gdy się stara, nie potrafi przekonać kobiety do swojej intencji. I tak się kończą kolejne związki.

6. Chcą zbyt szybkiego osiągnięcia celu

Zamiast zdać się na naturalny rozwój sytuacji w związku, kobiety z obniżoną samooceną próbują od razu wskoczyć na wyższy etap związku. Wynika to z obawy, że coś może się nie udać, więc napierając na drugą osobę, chcą kuć żelazo, póki gorące. Jednak pomijając naturalny bieg wydarzeń, kobieta naciska na partnera za bardzo, powodując u niego chęć ucieczki w obawie przed narzuconym tempem.

7. Wchodzą w fikcyjne relacje

Chcąc zrekompensować sobie pewne braki, np. w sferze materialnej, niedowartościowane kobiety mogą wchodzić w relacje nie dla uczucia, ale dla pieniędzy. Jednak zaspokajając niedostatek z jednego obszaru, nadal odczuwają braki w innym, więc takie działanie szczęścia z reguły nie przynosi, a krzywdzi nie tylko kobiety, ale także ich partnerów, gdy intencje stają się jasne.

8. Powtarzają stare błędy

Jeśli kobieta miała już wątpliwą przyjemność skosztować związku trudnego, niedającego spełnienia i satysfakcji, następnym razem powinna trzymać się z dala od popełniania tych samych błędów. A jednak tak nie jest. Jeśli pojawia się kłopot z poczuciem własnej wartości, kobieta asekuracyjnie godzi się na wchodzenie w podobną relację, bo to już zna i potrafi się poruszać w jej obrębie.  Gdy świat jawi się jako niebezpieczne miejsce, kobiecie brakuje sił, by zmagać się z czymś nowym, więc wraca do znanego typu związków.

Można i trzeba pracować nad problemem niskiej samooceny, znaleźć źródło problemów. Jeśli nie jesteś w stanie samodzielnie pokonać swoich słabości i zmienić nastawienia, skorzystaj z terapii. To pozwoli przejść przez niełatwy proces zmian i żyć szczęśliwie na własnych zasadach, z uczciwą oceną samej siebie.


źródło: , ,


Alimentacyjny absurd goni absurd, a rząd myśli, że dokonuje przełomu. Śmiech na sali, proszę Państwa

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 października 2016
Alimentacyjny absurd goni absurd, a rząd myśli, że dokonuje przełomu. Śmiech na sali, proszę Państwa
Fot. iStock/ SinanAyhan

Polska to raj dla tych, co nie mają zamiaru płacić alimentów. I to wcale nie raj utracony, wręcz przeciwnie, to co się dzieje wokół prawa alimentacyjnego tchnie nadzieją w tych wszystkich, co płacić nie chcą i nie zamierzają.

A miało być tak pięknie. Minister Sprawiedliwości miesiąc temu zaproponował zmiany i ogłosił, że dłużnicy alimentacyjni będę wsadzani do więzienia. Trzy miesiące zalegania z alimentami i prokurator wyciągnie po niesfornego dłużnika rączkę, żeby dać mu upomnienie i szansę na uregulowanie długu. A jak nie ureguluje, to wtedy dostanie dozór elektroniczny, albo do więzienia na rok go wsadzą.

Ach się dusza cieszy, prawda? Pytanie, czyja dusza? Rozłóżmy tę propozycję ministerstwa na czynniki pierwsze. Załóżmy – dziecko nie dostaje alimentów przez trzy miesiące. Pełnomocnik dziecka, czyli drugi z rodziców zgłasza ten fakt i… czeka. Na co? Na pewno nie na pieniądze. Bo, by podjąć jakiekolwiek czynności zgodnie z proponowanymi zmianami, najpierw prokurator musi się zorientować, czy są zaspokojone podstawowe potrzeby dziecka. Dopiero, gdy okaże się, że dziecko chodzi głodne, nie ma gdzie mieszkać i w co się ubrać, prokurator podejmie działania. Brawo za dobre serce. Mam tylko jedną prośbę – bardzo proszę rodzica zajmującego się dzieckiem o maila, telefon, komentarz pod tym tekstem, który dopuściłby się takiego zaniedbania swojego dziecka. Rodzica, który nie nakarmi, nie ubierze? Przecież nie jest żadną tajemnicą, że matki pracują na dwa, trzy etaty próbując dorobić, ile się da, by dziecku zaoszczędzić przykrości, wynagrodzić brak ojca, który ma je w dupie i płacić nie zamierza.

No ale wróćmy do pomysłu ministerstwa. Załóżmy, że dziecko jest głodne, brudne i bezdomne. Dłużnik może więc otrzymać grzywnę – ciekawe kto i jakim cudem ją wyegzekwuje od gościa, którego nie stać na płacenie alimentów? Może matka, albo nowa żona zapłaci, albo były pracodawca? Jak nikt chętny się nie znajdzie, to może z grzywną dadzą sobie spokój i wsadzą go do więzienia? Po jakim czasie? Ile od momentu zgłoszenia, do momentu wsadzenia delikwenta za kratki musi upłynąć? Kolejne trzy miesiące, pół roku? Zakładając, że ponad milion dzieci nie otrzymuje alimentów, to takich spraw będzie setki tysięcy, czy nasz system prawny to udźwignie? To jedno, a drugie: a co, kiedy delikwent trafi do więzienia? Na rok? Kto da dziecku alimenty?

Państwo? Fundusz Alimentacyjny? Te 500 złotych, które przysługuje jedynie tym, którzy nie zarabiają więcej niż 725 złotych na członka swojej i tak okrojonej rodziny? A co, gdy matka zaradna, gdy pracuje, zarabia, ma być karana za to, że sobie w życiu radzi, że dzieci na wakacje zabrać może? No chyba, że zrezygnuje z pracy, przejdzie na pół etatu i porzuci możliwość dorobienia dodatkowych pieniędzy. Tak każe się za zaradność, tak w naszym państwie wspiera się złodziei, którzy okradają państwo.

Alimenty to zakichany obowiązek rodzica. Nie prawo. Obowiązek. To odpowiedzialność za własne dziecko, tylko dłużnikom tej odpowiedzialności brak. Za to nie brak im cwaniactwa, sprytu i ironicznego uśmiechu, którym śmieją się byłym żonom, dzieciom i państwu w nos.

Idźmy dalej. Miesięczny koszt utrzymania dłużnika w więzieniu to 3000 złotych. No więc, nie dość, że my jako podatnicy będziemy płacić alimenty na jego dziecko (jeśli FA je wypłaci). Ale co tam, w końcu niech dłużnik zna nasze dobre serce. To jeszcze będziemy go utrzymywać – karmić, ubierać dostarczać rozrywki – każdego, kto do więzienia trafi. A co, gdy dziecko i tak alimentów nie zobaczy, bo mama z pracy nie zrezygnuje i zarobi więcej niż te 725 złotych na siebie i dzieci?

Och już widzę, jak dłużnicy alimentacyjni drżą przed zmianą prawa. Jak się boją, że do więzienia trafią. Zmiana nie przewiduje wycofania z artykułu 209 kodeksu karnego słowa „uchyla się”. Uchyla się ten, co nie płaci wcale, ale jak on choć te 10 złotych miesięcznie wpłaci? To się nie uchyla przecież, no płaci ile może, w końcu pracy nie ma, a że spółka na matkę, że w poprzednim zakładzie pracy siedzi osiem godzin na kawie i właśnie nowym autem zaczął jeździć zarejestrowanym na nową partnerkę? Co z tego?!? 10 złotych ma, to zapłaci, a niech dziecko ma na lody, może na jakiś zeszyt jeszcze wystarczy i długopis do szkoły.

Nie ma co, świetna zmiana z tych proponowanych przez rząd. Pytanie, w kogo bardziej znowu uderza? Kogo ma przestraszyć? Na razie straszy się kobiety, które alimenty z Funduszu otrzymują. Czym? A to tym, że średnia krajowa ma zostać podwyższona, czy chwali się nasz rząd. Grzmi, że każdy 2000 złotych zarabiać powinien! Która z matek pracujących za głodowe dotychczas stawki, której codzienność utrzymania dzieci ratowały alimenty od państwa, będzie chciała zarobić 2000 złotych? Z taką „wielką” kasą nie ma szans na pomoc z Funduszu Alimentacyjnego wychowując jedno dziecko. A co, jak pracodawca wpadnie na pomysł wynagrodzenia jej przy dwójce dzieci kwotą 2270 złotych? Ups… próg przeskoczony, a czynsz za mieszkanie płacić trzeba, dzieciom buty na zimę kupić, jedzenie, leki, a o dodatkowym angielskim, czy wymarzonej grze na gitarze jej dzieci mogą tylko pomarzyć. Za to ojciec – ciepło, w więzieniu, najedzony, oprany, książki sobie w więziennej bibliotece poczytać może w ciszy i spokoju. I guzik go obchodzi, co jego dzieci zjedzą na obiad.

Krew mnie zalewa, bo absurd goni absurd. Bo stylistyczne poprawki do prawa karnego dotyczącego dłużników alimentacyjnych szumnie nazywane są dobrą zmianą? Ja się pytam, jaką zmianą?

Jeśli szukać pozytywów, to jest jeden, bardzo ważny. Kobiety przestały się wstydzić. Mówią głośno o tym, że je to przerasta, żądają sprawiedliwości. Bo czemu dzieci są winne? Dlaczego one mają tracić, tylko dlatego, że ich ojciec jest uchylającym się od ich utrzymania dupkiem (co by nie powiedzieć mocniej). Kobiety zaczęły walczyć o to, co ich dzieciom zwyczajnie się należy, zaczęły patrzeć na ręce politykom, żądać zmian, wskazywać problem. I brawo za to! Brawo także za to, że dają sobie radę, że nie oddają swoich dzieci do adopcji, że nie uciekają przed problemami. A przecież mogłyby. Skoro on może, to dlaczego one nie?

Może ktoś w końcu zacznie ich słuchać, może usłyszy z czym na co dzień się zmagają, jakie ścieżki wydeptały między komornikiem, sądem i policją? Może potraktuje ich głos poważnie, otworzy szerzej oczy i zobaczy, że w tej sprawie najważniejsze jest dziecko, a nie dorosły i o dobro tego dziecka zacznie się w końcu dbać, a nie złodziei i dłużników.

P.S. Nim fala komentarzy spłynie – piszę o matkach, bo one stanowią 95% rodziców, których dzieci alimentów nie otrzymują. Piszę o dłużnikach, pamiętając, że jest masa ojców, którzy alimenty płacą – ale tekst nie o was Panowie tym razem.

 


Zobacz także

„Wtrącasz się, osaczasz, nie rozumiesz”. Dlaczego kobieta nie lubi swojej teściowej

„Chcę byś wiedział, że jesteś dla mnie wszystkim, cudem nad cudami”. Akcja „List do dziecka”

Pierwszy krok, czyli dialog o tym jak ruszyć z miejsca, aby odnaleźć siebie

https://pharmacy24.com.ua

левитра нужен ли рецепт

сиалис отзывы цена в украине