Luksus, jakim jest… czas dla samej siebie. Ja już wiem, jak go wykorzystać

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 marca 2018
Fot. iStock
 

Godzina 17:00. Teoretycznie największy sajgon powinnam mieć już za sobą – wyszłam przecież z pracy. Teraz tylko odebrać dziecko z przedszkola i wrócić do domu. Terefere. Robię ostatni, kontrolny rzut okiem do mojego kalendarza, który pęka w szwach. To notowanie już kilka razy uratowało mnie przed wpadką. Patrzę, czytam, analizuję. No tak, usiąść to ja dzisiaj wieczorem nie usiądę. 

Trzeba jeszcze odwiedzić pocztę i odebrać awizo. Potem wizyta w pralni – przecież oddałam do czyszczenia wiosenny płaszcz. Wypadałoby kupić prezent na sobotnią imprezę urodzinową koleżanki z przedszkola mojego syna i zrobić jakieś drobne zakupy. Tyle na mieście. A w domu? Oooo, tam na pewno znajdzie się zajęcie – coś ugotuję, pobawię się z dzieckiem, ogarnę pranie, które od kilku dni wisi smętnie na suszarce w salonie, położę dziecko. Jak dobrze pójdzie, około 22:00 powinnam mieć czas dla siebie. Trochę późno, ale przecież wszystkie dzisiaj tak żyjemy.

Czas stał się dobrem luksusowym. Na wagę złota są szczególnie te momenty, które możemy wykorzystać tylko dla siebie, a ponieważ najczęściej przypadają na wieczór, warto sprawić, by stały się pewnymi rytuałami, które wprowadzą nas w dobry nastrój, wyciszą i zrelaksują. Mój niezawodny sposób? Pielęgnacja całego ciała. Jeśli można połączyć przyjemne z pożytecznym, to czemu nie? Współczesne kobiety mają to już opanowane do perfekcji.

Oczyszczanie

Mam skórę suchą i wrażliwą, dlatego potrzebuję kosmetyku, który dokładnie zmyje makijaż, ale jej dodatkowo nie podrażni. Idealnie sprawdza się tutaj . Ekstrakt z aloesu koi i nawilża skórę wokół oczu, pozostawiając ją wolną od wszelkich zanieczyszczeń i resztek kosmetyków. Skóra na twarzy pozostaje miękka i aksamitna dzięki zawartości wody jaśminowej i alantoiny. Teoretycznie wystarczyłoby, ale przecież jest to czas dla mnie – dlaczego nie wykorzystać go na małe, domowe SPA?

Walka ze zmarszczkami

Teraz czas na maseczkę, a co! Wybieram tę przeciwzmarszczkową, która jednocześnie pobudza mikrokrążenie, dzięki czemu odżywia i ujędrnia skórę. zawiera ekstrakt z rozmarynu, który ma działanie rewitalizujące, a dodatkowo redukuje zmarszczki, pomagając zachować młodość. Uwielbiam ją przede wszystkim za to, że  przywraca naturalny koloryt skóry. Wystarczy wmasować ją w skórę twarzy i pozostawić na 15 minut. To dobry moment na relaksującą kąpiel. Kwadrans zdecydowanie wystarczy. Czasem po prostu zbieram nadmiar maseczki wacikiem. Dziś jednak chcę w pełni dopieścić moją skórę. Zmywam więc maseczkę wodą.

Nocna pielęgnacja

Czas na krem do skóry suchej i wrażliwej. Tu znów sięgam po produkt z aloesem. został dodatkowo wzbogacony o pięć drogocennych olejków: ostropestowy, oliwkowy, kukurydziany, sezamowy i makadamia. Takie połączenie zapewnia mojej skórze intensywne nawilżenie, wygładzenie i uelastycznienie. Kiedy ja będę spać, krem będzie robił to, co do niego należy.

Ciało! Byłabym zapomniała!

Wiem, czasem się nie chce, ale warto zadbać i o całe ciało. Żeby wprawić się w dobry nastrój przed snem, warto postawić na melisę – jej zapach ukoi skołatane nerwy i ułatwi zasypianie. Idealnie sprawdzi się tu . Kosmetyk ten łagodzi podrażnienia, redukuje zaczerwienienia oraz zmniejsza wrażliwość skóry – to efekt działania ekstraktu z melisy, nawilżającej gliceryny, alantoiny oraz pantenolu. Dla mnie rewelacja!

Kropka nad „i”

Moim ostatnim, wieczornym rytuałem jest pielęgnacja dłoni. Niestety, po zimie są wysuszone i podrażnione. Ponieważ w ciągu dnia wiele razy je myję, w nocy potrzebują regeneracji. to kosmetyk bazujący aż na jedenastu cennych składnikach aktywnych. Wystarczy wmasować go w skórę i pozostawić na całą noc. Dla wzmocnienia efektu warto założyć bawełniane rękawiczki. Rano aż trudno uwierzyć, jak aksamitna i gładka jest skóra, która jeszcze kilka godzin temu była sucha i podrażniona. To wszystko dzięki kompozycji opartej na ekstrakcie z rozmarynu, glicerynie, moczniku, alantoinie, naturalnej wazelinie, maśle shea, oliwie z oliwek, lanolinie, witaminach A, E i F oraz pantenolu.

A teraz, otulona ziołowym zapachem, zrelaksowana i odprężona mogę iść spać. Jutro kolejny, ciężki dzień.


 

Artykuł powstał we współpracy z marką Buna


Jestem z nim na przeczekanie. Odejdę, gdy stanę na nogi

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 marca 2018
Fot. iStock/tatyana_tomsickova
Następny

Przez 7 lat żyłam w toksycznym związku. Byłam z facetem, który mnie nie szanował i nie doceniał. Jednak ja kochałam go tak mocno, że nie potrafiłam od niego odejść. Przejrzałam na oczy, gdy pierwszy raz dostałam pięścią w twarz. Drugiego razu już nie było. Wtedy, gdy pakowałam dwie walizki ubrań – moją i dziecka – postanowiłam, że już nigdy nie pozwolę, żeby ślepa miłość trzymała mnie u boku jakiegokolwiek faceta. Wymyśliłam sobie sprytny plan, jak uchronić się w przyszłości przed tego typu toksycznymi relacjami. Problem w tym, że wpadłam w kolejne bagno. Teraz to ja nie do końca gram fair. Zasada miała być jedna. Po nieudanym związku stwierdziłam, że nie będę sobie już zawracać głowy romantyczną miłością do grobowej deski. Mają u boku małe dziecko, moje życiowe priorytety stały się zupełnie inne. Nie ma znaczenia, czy ja kogoś kocham czy nie. To on ma kochać mnie. Tak to sobie wymyśliłam. Doszłam do wniosku, że taki facet nie skrzywdzi ani mnie, ani mojej córki. A ja… ja jakoś się przemęczę.

Po rozstaniu szybko zorientowałam się, że nie potrafię być sama. I nie chodziło wcale o bliskość drugiego człowieka czy dotkliwą samotność, chociaż to też. Po prostu przytłoczyła mnie proza życia i wychowanie dziecka. Potrzebowałam wsparcia – zarówno psychicznego, jak i fizycznego czy finansowego. Warunek jeden – on musiał pokochać mnie. I kurczę, znalazłam takiego faceta.

Mariusz jest człowiekiem o wielkim sercu. Wychowywali go dziadkowie, ponieważ jego rodzice pracowali za granicą. Nie ma swoich dzieci, nigdy nie był żonaty. To taki facet, który idealnie nadaje się pod pantofel. Zawsze miły, uczynny, pomocny. Szybko się zaangażował i początkowo nieco mnie to przeraziło. Bałam się, że to jakiś desperat. Trochę może i tak, ale w gruncie rzeczy jest dobrym, prostym człowiekiem. Nie knuje, nie wyżywa się, nie podnosi głosu. Wie, gdzie jego miejsce i szanuje kobiety.

Wiem, może się wydawać, że jestem wyrachowana. Kiedy jest się matką, myśli się nieco inaczej. Chcesz przetrwać – ty i twoje dziecko. To chyba lepsze, niż wiązanie się z kimś z miłości, z kimś, kto na tę miłość nie zasługuje, bo bije/wyzywa/zabiera pieniądze? Ktoś, kto nie stał przed takim wyborem, nigdy nie zrozumie, o co chodzi.

Znam samotne matki, które wierzą, że znajdą rycerza na białym koniu, w którym zakochają się bez pamięci. Może i tak, ale nie odrazu. Po co żyć marzeniami? Poza tym romantyczna miłość jest piękna, ale szalenie toksyczna. Kochałam do utraty tchu, a co otrzymałam w zamian? Lata pogardy i przemoc.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Bycie mamą, nawet w dojrzałym wieku, także stawia swoje wymagania, nawet te dotyczące wózka

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 marca 2018
Mat. prasowe

Dzwoni do mnie przyjaciółka: „Ratuj!” – wyrzuca z siebie. W panice myślę, co u diabła się stało, że mam ją ratować, dziecko chore, mąż nie wrócił z pracy już drugi dzień, czy może jej coś się stało?

Sprawa dość szybko się wyjaśniła. Otóż moja przyjaciółka została drugi raz mamą i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że jej starszy syn ma już 14 lat, a ona sama dobiega 40-tki. Dla niej drugie, to jakby pierwsze dziecko. „Nic nie pamiętam” – dzwoniła zaraz po porodzie. „Jestem jak dziecko we mgle, a podobno pewnych rzeczy się nie zapomina”. Śmiałyśmy się obie, jak macierzyństwo zmienia się wraz z wiekiem, ale też z z postępującym czasem. Ile dogodności mają teraz mamy, o których kiedyś byśmy nawet nie pomyślały.

Ale wracając do owego „ratuj”, okazało się, że chodzi o wózek. Co więcej – o spacerówkę. Faktycznie, mała ma już ponad rok, wiosna się zbliża, czas w końcu na porządny wózek, co to na spacerach się sprawdzi. Przyjaciółka wiedziała, do kogo zadzwonić, bo ja – gdy dzieci były małe, miałam fioła na punkcie dobrych wózków. Zwłaszcza spacerówek. Uwielbiam spacery, jak tylko robiło się cieplej, rzadko kiedy zostawałam z dziećmi w domu. W weekendy wyjeżdżaliśmy – nad morze, jezioro, w góry. Podstawą była świetna spacerówka. Starszy już zasuwał na nogach, a młodszego wkładaliśmy w wózek i nie było miejsca, w które byśmy się nie dostali.

Tak, spacerówka – jak się z czasem okazuje, to niezwykle ważna część naszego macierzyństwa i szczerze mówiąc, zawsze dziwiły mnie mamy, które korzystały z parasolek. Ja wiem, że to wygoda, lekkie, mało miejsca zajmuje. Ale z parasolką… Kurczę, to nawet do sklepu na zakupy trudno pójść, bo gdzie te wszystkie zakupy upchać?

Odkąd zostałam mamą, jestem zwolenniczką porządnych spacerówek. Takich, którym nie straszna żadna wyprawa.

Usiadłyśmy więc we dwie, najpierw ustalając do czego właściwie jest jej potrzebny wózek. „Wiesz, jak ja. Lubię chodzić, lubię być niezależna, nawet kiedy idę z dzieckiem, nie chcę, żeby coś mnie ograniczało, że gdzieś nie mogę z nim wejść, z czymś sobie poradzić. Chcę, żebyśmy, ja i Młoda, miały komfort. Ona będzie coraz większa, nie chcę jej zamykać w jakiejś małej spacerówce, żeby mi się kręciła i marudziła. Jej i mi ma być wygodnie”. No i to już był konkret.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Zaczęłyśmy przeglądać internet. Wózków jest cała masa. Od koloru do wyboru. Naprawdę, można dostać oczopląsu i, jeśli nie ma się jasno sprecyzowanego planu, ulec pokusie pierwszego wózka, który nam się spodoba.

My miałyśmy plan. Przede wszystkim spacerówka miała mieć pompowane koła. Tylko takie pozwalają się poruszać w każdym terenie – od piaszczystych plaż po nietrudne górskie szlaki. Wiem coś o tym, bo sama miałam spacerówkę, w której mój syn wjechał na Śnieżkę. Gdyby jeszcze wózek posiadał amortyzację tylnych kół… Skradłby moje serce.

Drugi punkt – obrotowe przednie koła, które można zablokować. Tylko tak wózek można bez problemu prowadzić nie pocąc się i nie męcząc. Zwłaszcza, gdy spieszysz się na ważne dla ciebie spotkanie. Takie wózki poza tym można pchać jedną ręką, co czasami bywa nie do przecenienia, kiedy dziecko zaśnie, a do ciebie dzwoni przyjaciółka, żeby porozmawiać. 😉

Trzeci – chodzi właśnie o to spanie. Dzieci nie śpią jedynie w gondoli, mój starszy syn spał w ciągu dnia do piątego roku życia. Zależało mi na tym, żeby, gdy jeszcze jeździł w spacerówce, mógł spokojnie, a co najważniejsze wygodnie, pospać. Wózek musiał mieć więc oparcie rozkładane do leżącej pozycji. Wtedy nie lecimy z wywieszonym językiem i jęczącym ze zmęczenia dzieckiem do domu, by położyć je spać. A jak jeszcze podnóżek jest dopasowany do rozwoju dziecka – cudownie.

Kolejny istotny, choć czasami bywa, że najistotniejszy, punkt – duży kosz na zakupy. Uwielbiam wózki, które takie kosze posiadają. Ile ja wózków odrzuciłam oglądając je właśnie pod tym kątem. Niby idealny – pompowane koła, duża spacerówka, a kosz… na dwie butelki wody mineralnej. Gdzie ta niezależność, o której mówiła przyjaciółka, gdzie ten komfort? Każda mama, która choć raz miała wózek z dużym koszem, nie zamieniłaby go na żaden inny. To niewiarygodne, ile rzeczy można tam zmieścić. A jak wózek ma jeszcze zupełnie niepozorne kieszonki, gdzie można włożyć portfel, ciasteczka, klucze i telefon? Marzenie.

I jeszcze ważne – żeby lekko się składał, by nie był zbyt ciężki przy swoich gabarytach i naszych wymaganiach. I żeby ładny był… oczywiście.

Spędziłyśmy dobrych kilka godzin przeglądając przeróżne oferty, odhaczając wózki, które na pewno się nam nie podobają i te, które ewentualnie wzięłybyśmy pod uwagę.

I wiecie co… Wybrałyśmy wózek firmy, w której ponad osiem lat temu jeździł mój syn. Wiadomo, tamtych modeli już nie ma. Za to znalazłyśmy idealną . Nie dość, że spełniała ona wszystkie wymienione szczegółowo wymagania, które przyjaciółka spisała skrupulatnie, to jeszcze okazało się, że ma powiększaną budę, pod którą dziecko może się całkowicie schować przed deszczem czy słońcem. Złożyć ten wózek można właściwie jedną ręką. Pokrowiec na nogi i śpiwór na chłodniejsze dni, to już bonus, którego nawet się nie spodziewałyśmy. A wózek przepiękny, w różnych kolorach do wyboru.

Nie było co szukać więcej. Zamówiony, opłacony. Teraz czekam na pierwszy wspólny z dziewczynami spacer. „Będzie ci się podobał, ma regulowaną wysokość rączki” – dostałam SMS-a. To fakt nie należę do niskich osób, więc ta opcja, dla mnie samej także miałaby znaczenie.

Jeśli szukacie idealnego wózka… To sprawdźcie modele Naprawdę polecam. Myślę, że żadna mama się na nich nie zawiedzie. Nie wierzycie – obejrzyjcie filmik.


 

Artykuł powstał we współpracy z Baby Design Group, właścicielem marek Espiro i Baby Design


Zobacz także

Błędy makijażowe, które najczęściej popełniają kobiety. Zobacz, czego powinnaś unikać

Niewiele rzeczy dzieje się szybko. O samotności w dążeniu do celu

ks. Jan Kaczkowski 1977 - 2016

Umarł ksiądz od umierania. Życie pełne jest paradoksów… Zmarł ks. Jan Kaczkowski

дженерик левитра купить в украине

Наш классный сайт , он рассказывает про Винстрол купить https://danabol-in.com
Узнайте про полезный веб портал , он рассказывает про www.steroid.in.ua.