„Minione chwile”. Są miłości, które chciałoby się przeżyć i książki, które trzeba przeczytać!

Oh!Books
Oh!Books
4 kwietnia 2018
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Wiosna, słońce i cieplejsze dni. Nie ma lepszej okazji, by kupić sobie nową, dobra książkę. A potem spokojnie usiąść z nią w parku na ławce!

Już dziś premiera nowej powieści Gabrieli Gargaś. Będzie romantycznie, namiętnie i tajemniczo, bo miłość nigdy nie jest oczywista…!

Są miłości, które chciałoby się przeżyć i książki, które trzeba przeczytać!

GABRIELA GARGAŚ

Anna pozostawia wszystko za sobą i wyjeżdża do Szkocji, by wyleczyć złamane serce. Znajduje tam pracę w posiadłości Lady Abigail, mając nadzieję, że to koniec jej problemów. Jednak w murach starego dworu w West Lothian odżywa przeszłość, a przyczajone demony wychodzą z ukrycia.

Historia starszej pani wstrząsa młodą dziewczyną. Lady Abigail kochała kiedyś ze wzajemnością młodego, polskiego oficera, Waldemara Leśniewieckiego. Jednak wszystko sprzysięgło się przeciw tej miłości. W młodym oficerze zrodziły się bunt i niezgoda na niesprawiedliwość. Przegrany zwycięzca opuścił Szkocję i wrócił do ojczyzny. Jednak jego losy potoczyły się zupełnie inaczej, niż by sobie tego życzył. Uciekając przed podejrzeniami o szpiegostwo powrócił do Szkocji, by na nowo złączyć swój los z Abigail. Jednak czy to ona była mu przeznaczona?

Dwie kobiety, jeden mężczyzna i wielka miłość we wszystkich jej odcieniach – od namiętności do śmiertelnej nienawiści i kary za zdradę. Burzliwe losy rodziny McGregorów ujrzą światło dzienne na tle chłodnych wrzosowisk, wysokich klifów i starych budowli, opowiadających swoje własne, przejmujące historie.

Fot. Materiały prasowe

OPRAWA MIĘKKA, 400 STRON, FORMAT 130×197, ISBN 978-83-8075-425-6, PREMIERA 4.04.2018 , CENA DETALICZNA 36,90 zł


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Filia

 


Kim jest Babcocha? Przypomina nam o tej niezwykłej odrobinie magii, którą nosimy w sobie od dzieciństwa

Oh!Books
Oh!Books
4 kwietnia 2018
Mat. prasowe
Mat. prasowe
 

Każdy z nas potrzebuje w życiu trochę czarów. Myślimy, że są one przeznaczone tylko dla dzieci. Później doroślejemy, wydaje się nam, że powinniśmy być poważni i przestać wierzyć we wróżki, czarownice i różne dziwne postaci, które potrafią odmienić naszą rzeczywistość. 

Czy aby na pewno? Czy nie jest tak, że za tą odrobiną magicznego świata nieustannie tęsknimy? Czujemy to zwłaszcza, gdy na świat przychodzą dzieci, a my sięgamy po książki z naszego dzieciństwa i wracamy wyobraźnią tam, gdzie lubiliśmy się chować przed rzeczywistością.

Bycie rodzicem ma wiele przywilejów, jednym z nich jest odkrywanie nowych lektur, historii, poznawanie nowych bohaterów opowieści, po które jako dorośli pewnie już nigdy byśmy nie sięgnęli. Jeśli nie poznaliście jeszcze książek Justyny Bednarek, to po powinniście sięgnąć jak najszybciej. Tytułowa Babcocha to czarownica z wielkim nosem, małym koczkiem i walizką pełną czarodziejskich mazideł, która do Grajdołka położonego między Krzywym, Końskim i Dydnią, przyleciała przyczepiona do wielkiej gradowej chmury. Jej obecność odmieniła życie mieszkańców wioski całkowicie, zwłaszcza Bernadetty – dziewczynki z warkoczami, którą Babcocha zabrała w podróż, przygotowała niespodziankę, gdy nie mogła pojechać z klasą do ZOO. Ale też uratowała sołtysa, młynarza i sprzedawcę przez trzema życzeniami złotej rybki.

potrafi wszystko: cofnąć czas, zmienić żołędzie w złote dukaty, siebie w muchę, a narzekającego Józka w wiatrak. Towarzyszy jej Licho – Orzechowe Licho. W 54 niedługich rozdziałach zapisane są przygody czarownicy i mieszkańców Grajdołka, które naprawdę warto poznać. Całość została opatrzona fantastycznymi rysunkami Daniela de Latour.  Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Poradnia K.

To książka, której nie powinno zabraknąć na domowej półce – zarówno w sypialni dzieci, jak i ich rodziców. Każdy w niej znajdzie tę nieuchwytną magię, która zostaje w nas na całe życie, jeśli tylko chcemy wierzyć, że dobre czarownice istnieją. Tak jak Babcocha.

Babcocha_okładka


Maria Szarapowa „Niepowstrzymana”. Wbrew pozorom to nie jest książka o tenisie

Oh!Books
Oh!Books
3 kwietnia 2018
Fot. Facebook /Maria Szarapova
Fot. Facebook /Maria Szarapova

Wyobraźcie sobie małą dziewczynkę. Ma sześć lat, jest jeszcze dzieckiem zupełnie nieświadomym tego, co się wokół niej dzieje. To właśnie tę dziewczynkę ojciec zabiera do Stanów Zjednoczonych wierząc w jej talent i wszystko stawiając na jedną kartę. Co więcej, wyjeżdżają z Rosji, gdzie trudno było uzyskać wizę, a co dopiero wizę dla ojca i córki, tylko dlatego, że on jest przekonany, że świat usłyszy o jego Maszy. Lądują w Stanach z niewielką ilością gotówki i tylko łut szczęścia i przychylność obcych osób sprawiają, że zaczyna spełniać się marzenie. Marzenie ojca czy małej dziewczynki o olbrzymim talencie?

To historia prawdziwa. Nawet ten, kto nigdy nie interesował się tenisem z pewnością choć raz usłyszał o Marii Szarapowej. Pierwszej rakiecie świata, która wygrywała z najlepszymi i sama była najlepsza.

Choć w moim życiu sport jest nieustannie obecny, akurat tenis nie jest dyscypliną sportu, która by mnie specjalnie pociągała. Owszem znam kilka tych najsłynniejszych nazwisk, znajomi i dzieci znajomych grają w tenisa, więc dlaczego miałabym sięgnąć po książkę ? Może z ciekawości, trochę z przekory, może żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tenisowym świecie. Książkę po kilku stronach zawsze można odłożyć, ale ta wciągnęła mnie od samego początku, tak, że przeczytałam ją jednym tchem.

To historia dziewczynki i jej zdeterminowanego ojca, bo najpierw to on musi wierzyć, to on musi być jej motywacją, gdy ona staje ze zbyt dużą rakietą na kortach amerykańskich tenisowych szkółek. Myślę, że gdyby ojciec Marii opowiedziałby tę historię, byłaby ona zupełnie inna. My tymczasem mamy okazję poznać ją od strony dziecięcej naiwności, trochę beztroski, choć między niewypowiedzianymi słowami można dostrzec znacznie więcej. Maria Szarapowa się nie skarży, ona stwierdza fakty, przyjmuje, że tak jak zwycięstwa, w jej życiu też pojawiają się porażki. Tyle, że nie ma co nad nimi rozkładać bezradnie rąk, ale trzeba iść dalej, szukać rozwiązania, być coraz lepszym.

Jak sama mówi – po każdym podniesieniu trofeum, zaraz przychodzi refleksja, co trzeba poprawić, jak trenować i z kim.

Wbrew pozorom to nie jest książka o tenisie. To opowieść o wytrwałości i sile. O tym, jak krok po kroku osiąga się cel. Nie jest to łatwa droga. Naprawdę. W życiu Marii Szarapowej pojawiało się wiele przeciwności. Wiele osób chciało ją wykorzystać, użyć do własnych celów. Ale ona niepowstrzymana szła do przodu. Próżno w tej historii szukać łzawych momentów, intymnych chwil z życia wielkiej tenisistki. Szarapowa nie sprzedaje swojej prywatności. To, co zaskakuje, to przekazana prostą formą historia sportowca, która ma wiele ukrytych przesłań, nieopowiedzianych do końca sytuacji. Która zmusza do refleksji, kosztem jakich wyrzeczeń odnosi się tak wielki międzynarodowy sukces na sportowej arenie.

Tenis jest dyscypliną indywidualną. Samotną. Każda koleżanka z kortu jest potencjalną rywalką. Tu nie tworzą się zespoły, nie zawiązują przyjaźnie. Szarapowa mówi, że najbardziej nieszczere słowa padają pod siatką, kiedy tenisiści na koniec meczu podają sobie ręce i wymieniają pozorne uprzejmości. Ona miała wsparcie w ojcu przez wiele lat, w trenerach, ekipie, która jej towarzyszy. Oskarżona o doping musiała się zmierzyć z tym, kto jest z nią także w porażkach, nie tylko w zwycięstwach.

Jeśli nie interesujecie się tenisem, ale ciekawią was ludzie i prawdziwe, szczerze opowiedziane losy ich życia – zachęcam do przeczytania , bo myślę, że tych, którzy tenisem się interesują, zachęcać w ogóle nie trzeba. To lektura obowiązkowa.

SZARAPOWA_front