Mój niezawodny sposób walki z kurzem. Przestań wciąż i wciąż sprzątać

Pani Mądrala
Pani Mądrala
19 lutego 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Następny

Nie wiem jak dla was, ale dla mnie sprzątanie mieszkania bardzo długo było istną mordęgą. To cholernie irytujące, gdy dopiero co zetrzesz wszystkie kurze, poukładasz wszystko na swoim miejscu, mrugniesz i już znowu wszystko wygląda dokładnie tak samo. Skaranie boskie… 

O ile ten szeroko rozumiany BAŁAGAN można jakoś wyjaśnić lub na kogoś zwalić (dzieci, zwierzęta, facet, ufo), tego kurzu, który pojawia się nie wiadomo skąd już nie. Dla mnie to są jakieś czary. Wycierasz telewizor, szafki, stolik, a po godzinie już widać cienką warstewkę kurzu.

Dlatego też jakiś czas temu zaczęłam się interesować tym zjawiskiem ;). Po pierwsze, sprzątając mieszkanie trzeba zachować pewną kolejność. To znacznie zaoszczędza pracy. Ujmę to tak – kurze wycieramy od góry do dołu. Całkiem logiczne, prawda? Opierając się na przykładzie – najpierw wycieramy lampy, karnisze, trzepiemy zasłony, zmieniamy firanki, potem wycieramy wyższe półki/szafki, a dopiero potem to, co znajduje się niżej – szafki RTV, stoliczki, ławy, biurka. Dopiero na końcu odkurzamy.

Chociaż muszę przyznać, że na początku wydawało mi się to bez sensu – miałam wrażenie, że w czasie odkurzania cały kurz znów unosi się go góry, ale wypróbowałam obie metody i muszę przyznać, że odkurzanie na końcowym etapie daje najlepsze rezultaty.

Tyle o samym planowaniu sprzątania. A teraz – co z tym kurzem?

Na rynku nie brakuje preparatów, które to mają „zapobiegać osadzaniu się kurzu”. Może ja mam jakiś specyficzny kurz, bo u mnie się nie sprawdziły. Sprawdziła się za to jednak stara, dobra metoda. I co ciekawe – tania! Te wszystkie detergenty są przecież potwornie drogie… a i na krótko starczają.

Czego potrzebujesz?

Szmatki do sprzątania (daj spokój z tymi jednorazowymi, papierowymi ręcznikami… one zostawiają drobne paproszki), miski z ciepłą wodą i… gliceryny. Tak, najzwyklejszej gliceryny! Dostaniesz ją w aptece za kilka złotych. Warto mieć ją w domu, ponieważ ma także inne zastosowania, o których wspomnę na koniec.

Jak sprzątać?

Namocz szmatkę w misce z dodatkiem kilku kropel gliceryny i przetrzyj meble (tylko dobrze wyżmij wcześniej). Kurz nie będzie się wzbijał w powietrze w trakcie sprzątania i dużo trudniej będzie się później osadzał.

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Nie możesz doczyścić brudnego piekarnika? Wypróbuj ten sposób

Pani Mądrala
Pani Mądrala
21 lutego 2018
Fot. iStock/MediaProduction
Następny

Pisałam już kiedyś, że z wielką przyjemnością ozłociłabym człowieka, który skonstruował zmywarkę. To rewelacyjny sprzęt, który wykorzystuję na wiele sposób – nie tylko do mycia naczyń. Tak naprawdę z jej pomocą możemy dokładnie wyczyścić kilka innych przedmiotów, których używamy każdego dnia. Więcej na ten temat możesz przeczytaj TUTAJ. Jeśli masz w domu zmywarkę, z pewnością masz też zapas kostek. Je również możesz wykorzystać na wiele sposób. Dziś wyjaśnię, dlaczego każdy powinien mieć w domu tabletki do zmywarki.

Brudny piekarnik, zaschnięte garnki po obiedzie, wazon , którego nie da się dokładnie umyć ze względu na kształt – to tylko kilka przedmiotów, które używamy, a których nie potrafimy myć. Może i są dostępne różne preparaty, które mają ułatwić to zadanie, problem jednak w tym, że kiepsko działają.

Moją największą zmorą jest piekarnik. Pewnie dlatego, że najczęściej używa go mój mąż, który raczej nie dba o porządek. Po kilkunastu użyciach sprzęt trzeba już porządnie wyczyścić. Ja używam do tego właśnie kostki do zmywarki. Rozpuszczam ją w niewielkiej ilości wody, by powstała papka. Potem nakładam ją przy pomocy gąbki wewnątrz piekarnika i na całą blachę. Tak zostawiam na kilka godzin. Potem zmywam wilgotną ściereczką. Ważne, żeby zaopatrzyć się w rękawiczki, które chronią dłonie, ponieważ tabletki do zmywarki mają bardzo intensywnie działanie, przez co podrażniają skórę.

Do czego jeszcze można wykorzystać kostki do zmywarki?

Teoretycznie do wszystkiego, czego nie możesz doczyścić. Przydadzą się na przykład, gdy masz przypalone garnki i naczynia żaroodporne. Tu procedura jest łatwiejsza, ponieważ wystarczy wrzucić tabletkę do naczynia i zalać ciepłą wodą.  Ty się lenisz, ona się rozpuszcza. A wraz z nią znika brud. Cudowne!

Ale to nie wszystko! Kostkę możesz dodać do białego prania, jeśli zafarbowało. W ten sposób przywrócić ubraniom dawną biel. Możesz także potrzeć nią trudne plamy, których nie dało się wywabić. Czasem działa (co masz do stracenia, skoro ubrania i tak naprawdopodobniej będziesz musiała wyrzucić?).

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

Przez to zdjęcie już nigdy nie użyję suszarki do rąk. OKROPNE

Pani Mądrala
Pani Mądrala
16 lutego 2018
Fot. iStock/Massimo Merlini
Następny

Korzystanie z publicznych toalet to swego rodzaju loteria. Po pierwsze, nigdy nie wiesz, jaki widok zastaniesz po wejściu do kabiny. Po drugie, nigdy nie wiesz, czy nie nabawisz się jakiejś choroby. Nie żebym krytykowała pracę osób sprzątających, bo naprawdę szczerze je podziwiać i uważam, że należałoby je ozłocić za to, co robią. Ale prawda jest taka, że publiczne toalety do prawdziwe siedlisko zarazków. Czasem po prostu nie idzie wytrzymać i trzeba skorzystać z łazienki w centrum handlowym lub na stacji benzynowej. Większość z nas robi to niechętnie. Ja też. Zawsze więc starałam się stosować podstawowe zasady higieny. A więc – nie dotykałam niczego, czego dotknąć nie musiałam, nie siadałam na desce sedesowej, nie kładłam torebki na podłodze i zawsze, ale to zawsze myłam dokładnie ręce po skorzystaniu z toalety. Jeśli były pod ręką ręczniki papierowe, korzystałam z nich, jeśli je, używałam suszarki do rąk.

Wiadomo – żeby było bardziej ekologicznie, w wielu miejscach w ogóle zlikwidowano podajniki papieru. Nigdy nie byłam zwolenniczką suszarek, ponieważ ich użycie często zabiera sporo czasu, trzeba swoje odstać w kolejce, a i tak dłonie nie są później zupełnie suche i trzeba je wycierać w ubranie. Czasem jednak korzystałam. I moje dzieci też. Teraz wiem, że nie zrobię tego nigdy więcej. Wszystko za sprawą zdjęcia, które zobaczyłam. Wykonała je Nichole Ward, studentka z Kalifornii. Kobieta, w ramach zajęć z mikrobiologii musiała przeprowadzić pewien eksperyment. Wykładowca kazał swoim uczniom umieścić otwartą szalkę Petriego (taki szklany „pojemniczek” do hodowania zarazków) na 3 minuty i przez kilka kolejnych dni obserwować, co się będzie działo.

Nichole postanowiła swoją szalkę Petriego umieścić przy otworze, z którego dmucha powietrze z suszarki do rąk. Gdy po trzech dniach chciała ocenić swój eksperyment, dosłownie zamarła. Kobieta zamieściła zdjęcie na Facebooku z dokładnym opisem całej historii. Szczerze mówiąc, mnie zwaliło z nóg. Każdy powinien to zobaczyć…

Strona 1 z 2
Czytaj dalej…

farm-pump-ua.com/nandrolone-dekanoate.html

http://www.pharmacy24.com.ua

купить женский возбудитель в каплях в украине