Nie dajmy szkolnemu systemowi ograniczyć pasji w naszych dzieciach. Akcja „Lekcja przetrwania”

Redakcja
Redakcja
13 września 2018
Fot. iStock/Imgorthand
 

Szkoła mnie wkurza. To znaczy nie szkoła, ale system, w jakim uczą się nasze dzieci. System, który ogranicza, który nie wzmacnia, który mówi: „Pamiętaj, popraw oceny”, „Jak jesteś kiepski z matmy idź na korepetycje albo ucz się więcej”. Dlaczego nikt nie powie dziecku w trzeciej klasie: „Fantastycznie rysujesz, masz talent, chcesz, poćwiczymy razem”. Albo nie zwróci rodzicowi uwagi: „Pani syn pisze fantastyczne opowiadania, warto w nim rozwijać tę pasję”. Tymczasem słyszymy: „Po co mu dodatkowa matma, skoro jest najlepszy w klasie, będzie się nudził i przeszkadzał nauczycielce”. 

Buntuję się przeciwko temu systemowi, wypycham moje dzieci, by rozwijały się w tym, w czym czują się dobre. Historia? Jasne, jest ważna, ale nie zabijajmy się dla bardzo dobrych ocen? Fizyka? Ok, warto trochę o niej poczytać, bo to naprawdę może być interesujące, ale jeśli wolisz poszukać w sieci informacji z biologii – proszę bardzo. Często zapominamy o jednej podstawowej zasadzie: „Nie można być ze wszystkiego dobrym”, tak się nie da. Rozwijajmy w dzieciach pasje, przyglądajmy się, co je interesuje, nauka z jakiego przedmiotu przychodzi im z łatwością. Budujmy w nich poczucie wartości i pewność siebie opierającą się na tym, że są w przynajmniej jednej rzeczy świetni. Nie pozwólmy, by system zabił w nich miłość do przyrody, bo musieli ślęczeć nad rysunkami z plastyki, by były idealne albo nad matmą. Serio, korzystamy z całej wiedzy, jaką otrzymaliśmy w szkole? Ze zdań podwójnie złożonych? Z funkcji? Ze wzorów na pole rombu?

Pomyślcie, w czym wasze dziecko jest naprawdę świetne i wspierajcie je w tym, z całych waszych sił

 

Akcja „Lekcja przetrwania”

Chcesz wziąć udział w naszej akcji? Nic prostszego – pod każdym z artykułów dedykowanych naszej akcji znajdziesz pewne zdanie do wykonania. W komentarzu napisz, jak sobie z nim poradziłeś, co zrobiłeś, pomyślałeś, poczułeś.

ZADANIE #4

Napiszcie w komentarzach pod tym tekstem: w czym jest świetne wasze dziecko, co je interesuje i co możecie zrobić, by rozwijać jego zainteresowania.

Żeby wam umilić szkolny czas przetrwania, w naszej akcji mamy nie lada nagrody.

Nagrody:

5 x para  + torba bawełniana z logo firmy

Fot. Materiały prasowe


10 x zestaw składający się z:

– limitowanego zestawu długopisów , w tym wymazywalna kolekcja FriXion

– plecaka z oddychającymi plecami marki

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


10 x pasy bezpieczeństwa

Fot. Materiały prasowe


5 x karta podarunkowa o wartości 100 zł do wykorzystania w sklepach stacjonarnych


5 x voucher do  o wartości 100 zł 


5 x zestaw   składających się z:

– 44 opakowań produktu

 

Czy przekąska może być jeszcze bardziej super??

Podobają ci się nagrody – odwiedź naszych partnerów na Facebooku!

 | 

,

 

 | 

 | 

 | 

 | 

Czas trwania akcji: 29.08.2018 – 28.09.2018. Regulamin akcji znajdziecie TUTAJ.

 


Sześć fizycznych cech, które czynią kobiety atrakcyjnymi dla mężczyzn

Redakcja
Redakcja
14 września 2018
Fot. iStock/filadendron
 

Zastanawiasz się: „Co takiego ona w sobie ma, że on do niej lgnie. Przecież jestem fajniejsza, ładniejsza”, a jednak to ona przyciąga facetów jak magnes. Okazuje się, że są pewne stałe cechy, które czynią nas atrakcyjnymi dla mężczyzn. 

Oni najszybciej dostrzegają u kobiet cechy związane z płodnością, młodością i dobrym zdrowiem. „Czy ona może urodzić dzieci” – dokonują oceny pod tym kątem poza swoją świadomością. Atrakcyjna dla nich kobieta ma zdrowo wyglądającą skórę, większe biodra, większe piersi i pośladki oraz duże oczy.

Sześć fizycznych cech, które czynią nas atrakcyjnymi dla mężczyzn

1. Duże oczy (i kontakt wzrokowy)

Badania pokazują, że mężczyźni uważają duże oczy za bardziej atrakcyjne utożsamiając je z kobiecością, zdrowiem, młodością i płodnością. Dla mężczyzn to sygnał, że kobieta ma wyższy poziom estrogenu – hormonu płodności, którego duże stężenie zapobiega wzrostowi kości twarzy, co powoduje, że oczy stają się większe i bardziej widoczne.

Kontakt wzrokowy ma też ogromne znaczenie, jeśli chodzi o „przyciąganie”, wywołuje podniecenie i ożywienie seksualne.

2. Białe zęby (i uśmiech)

Piękne białe zęby są oznaką zdrowia i dobrych genów. Niektórzy ludzie kojarzą białe zęby z wyższym statusem. Często ubóstwo, choroba niszczą nasze zęby, co jest widoczne na pierwszy rzut oka.  Kobiecy uśmiech przesyła mężczyźnie sygnał pod tytułem: „jestem pozytywna, miła i otwarta”.

Jedne z badań wykazały, że rzeczą, na którą w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na randce, są zadbane zęby.

3. Pupa

Mężczyźni uważają, że duża pupa u kobiet jest niezwykle atrakcyjna. Naukowcy z Uniwersytetu w Bilkent w Turcji poprosili 300 mężczyzn o wybranie najbardziej atrakcyjnych kobiet na podstawie zdjęć. Większość wskazała na te, z większą pupą.

4. Stosunek talii do bioder

Jedną z bardziej znanych cech fizycznych, jaką mężczyźni preferują u kobiet, są (oprócz większej pupy) szerokie biodra. Jak bardzo szerokie? Otóż okazuje się, że idealny stosunek talii do bioder wynosi 7:10, ponieważ jest najlepszy do rodzenia dzieci. Mniej może sygnalizować, że kobiety nie nadają się do porodu, a więcej – problemy z płodnością związane z nadwagą.

5. Promienna skóra

Gładka, promienna skóra jest oznaką młodości, zdrowia i dobrych nawyków życiowych. Kobieta z dobrze wyglądającą skórą to znak, że trzyma zdrową dietę, nie sięga po używki (np. alkohol).  Faktycznie – piękna cera jest jednym z niewielu wskaźników dobrego stanu zdrowia, co samo w sobie jest atrakcyjną cechą.

6. Grube i zdrowe włosy

Gęste włosy to symbol zdrowia, młodości i witalności. Włosy wypadają, stają się cieńsze, kiedy źle się odżywiasz, chorujesz. Okazuje się ponadto, że długie, grube i zdrowe włosy stymulują mężczyzn seksualnie, łączą je z seksapilem i kobiecością.


źródło:


Apel grubasa. 7 rzeczy, których nie chcą słyszeć otyli ludzie

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 września 2018
Fot. iStock / shironosov

Ala, 31 lat, nauczycielka

– Szlag mnie trafia, gdy kolejny raz słyszę: wcale nie jesteś gruba… Naprawdę mam lustro i wagę w domu, a ta nie wskazuje 60 kg… tylko prawie 40 kg więcej. Naprawdę tak trudno czasem się powstrzymać? No ja pitolę, a co, jestem puchata, nadmuchana jak żaba czy jakby osa mnie użądliła i spuchłam?

– Nie przesadzasz? Przecież chyba nikt cię nie wita hasłem: „wcale nie jesteś gruba”? Może zaczepiasz?

– (śmiech) Nie, nikt mnie nie wita w ten sposób, ale chyba każdemu zdarza się gorszy dzień. Nie może mi się wypsnąć: „Boże, ale jestem gruba” przy koleżance tak jak innym kobietom: „Ale mam wory pod oczami”? Rozumiem, że ktoś chce mnie pocieszyć, ale na miłość boską, to trochę jakby komuś łysemu mówić: „Nie stary, przecież ty nie jesteś wcale łysy”…

Kasia, 41 lat, księgowa

– Najbardziej nie lubię tego gapienia, szczególnie jeśli gdzieś wychodzę z mężem. Zamiast być na randce, ciągle napotykam speszone spojrzenia. Mam wrażenie, że ludzie nagle uciekają wzrokiem, bo jeszcze sekundę wcześniej myśleli: „Ale gruba, Jezu, ciekawe, co zeżre…”. Nie przesadzam. Niektórzy się nie krępują i dyskutują o tym przy stoliku… A wiesz, co się dzieje, jak grubas publicznie je warzywa? „Tja, sałatka, a w domu sobie poprawi… jakby jadła sałatki, to by taka tłusta nie była”.

Jola, 46 lat, przedstawiciel handlowy

– To wkurzające, dla grubasa jest dużo takich irytujących rzeczy. Bo grubas nie jest upośledzony umysłowo, rozumie, wie, słyszy, zazwyczaj ciągle z czymś walczy. Ale dla ludzi jest osobliwością i własnością społeczną, zupełnie tak jak traktujemy w naszej kulturze ciężarne kobiety i młode matki.

Bo skoro grubas jest gruby (ojej, jakie to nieładne słowo), to znaczy, że nie wie, jak już grubasem nie być lub, co gorsza, lubuje się w swoim tłuszczu.

Jestem eks-grubaską, wiem i rozumiem, jak można się doprowadzić do „takiego stanu”. Wiem, jak trudno to zmienić, zrozumieć, znaleźć pomoc i siebie samego – gdzieś tam na dnie tych wszystkich fałd i kompleksów. I wiem, jak łatwo jest chrzanić głupoty, jeśli nigdy w podobnej sytuacji się nie było. Po latach większość tych rzeczy spływa po mnie jak po przysłowiowej kaczce. Na szczęście „gruba skóra” została.

*

Każda z nich jest inna. Ma inne życie, inne cele. Każda na planecie Dieta była milion razy i spotkała niekończące się rzesze dobrych Samarytan, którzy przecież tylko chcieli pomóc, pokrzepić i być miłym. Zazwyczaj tylko po to, by w domowym zaciszu lub w towarzystwie móc pochylić się nad smutną historią kolejnego ohydnego grubasa, a fuj.

Znam je. Wspaniałe matki, kobiety, zdolne graficzki, wytrwałe nauczycielki, zmęczone, samotne i te kochane miłością, godnej pozazdroszczenia. Ekonomistki, psycholożki, pielęgniarki, kwiaciarki – dla innych to bez różnicy, dla obcych zazwyczaj są tylko „tą grubą babą” z kadr, poczty i apteki…

„Taka wykształcona, a tak się zapuściła”.

„Ciekawe z czego jest taka gruba, przecież oni nie mają pieniędzy ciągle”.

„Jak można być takim grubym przy małych dzieciach, ja nawet na pięć minut nie mogłam usiąść…”.

Ile razy słyszeliście podobne zdania…?

Tak bardzo boimy się grubasów, że chcielibyśmy ich za wszelką cenę uleczyć. Nie przeszkadza nam w tym nawet fakt, że żaden z nas doktor House. Czasem lepiej ugryźć się w język i uzmysłowić sobie, że nasze dobre rady – to jedna wielka bujda na resorach. Porozmawiałam z kilkoma kobietami, tymi otyłymi i z nadwagą, i tymi, które zapłaciły bardzo wysoką cenę, za powrót do zdrowia. Tak powstał „Apel grubasa”. Zapamiętaj, że grubas, którego się boisz, naprawdę nie chcę słyszeć tych zdań!

Apel grubasa. 7 rzeczy, których nie chcą słyszeć otyli ludzie

Nie rozumiesz mnie, jeśli nigdy nie byłeś grubasem. Zazwyczaj też mnie nie znasz, a jednak nie przeszkadza ci to się nade mną litować lub rugać mnie, jak nieposłuszne dziecko. Tak jestem otyła, a jednak nie przestaje przez to być człowiekiem. Takim, jak ty – choć to porównanie przyprawia cię o gęsia skórkę. Ale pomimo tego wszystkiego, na co się wzdrygasz, nigdy nie mów mi proszę:

„Wcale nie jesteś gruba”

Wiem, że jestem gruba i ty to wiesz, i ten pan – o tam w kącie, też to widzi. Rozumiem, że to dla ciebie kłopotliwe, jeśli nie wiesz, jak zareagować – przemilcz to. I zrozum, że twoje „wcale nie jesteś gruba” nie jest dla mnie ani miłe ani budujące. Też czuje zakłopotanie. Przecież stoimy naprzeciw siebie i oboje wiemy, że kłamiesz…

„ALE jaką masz ładną buzię / piękne oczy”

Dlaczego to nie jest taktowne? Za każdym „ale jesteś”… kryje się: „jesteś bardzo gruba, wszyscy o tym, myślimy, ale z pewnością, znajdzie ktoś, kto coś w tobie kiedyś polubi”. Szczególnie, gdy pocieszanie ma na celu posklejanie złamanego serca.

Mąż cię zdradza i wyzywa od tłustych – nie szkodzi, przecież masz piękne oczy… – czy teraz mnie rozumiesz? My naprawdę jesteśmy napiętnowani.

„Chyba schudłaś?”

No właśnie nie, ale zapewne jestem tak bardzo gruba, że nie możesz przestać o tym myśleć. Czy naprawdę nie ma we mnie niczego, co można komplementować, jeśli tak bardzo chcesz to zrobić?

Jeśli chcesz mi sprawić przyjemność, po prostu powiedz, że ładnie/dobrze wyglądam. Jeśli będę chciała rozmawiać o mojej wadze, z pewnością pochwalę się sukcesem.

Jestem czymś więcej niż kilogramami… zauważ to.

„Ale z niego oblech/tłuścioch/prosię”

Nie chcę byś w mojej obecności wyśmiewał się z grubasów, bo jak mam się poczuć? Nieważne, że TY byś o MNIE nigdy tak nie powiedział. Za każdym razem, kiedy komentujesz „tę grubą świnię” dajesz mi gwarancję na to, że świat taką mnie widzi. Że dla kogoś ja jestem obleśna, tłusta i głupia. I tych ktosiów, jest bardzo dużo…

To kwestia kultury osobistej, czy oceniasz i wykorzystujesz jako broń czyjś wygląd. A ta nie działa wybiórczo.

„Najważniejsze, że tobie to pasuje”

Z pewnością każdy grubas już od przedszkola marzył o tym, by grubasem zostać. Zastanów się czasem zanim mi to powiesz. Skąd to przeświadczenie, że wiesz, co czuję i czego chcę? Przecież to zdanie rani głęboko ukrytym znaczeniem prosto w serce.

Czy mam je rozumieć właśnie tak: „Taki jestem tolerancyjny, że nawet twoja okropna tusza mi nie przeszkadza”? Czy to łaska?

„Powinnaś wiedzieć, że nie chodzi tylko o wygląd!”

„Nie możesz tego jeść, zabijasz się”,  „A próbowałaś tej diety, bo znajoma to na niej 10 kg zrzuciła…”- możesz mi uwierzyć, że większość z nas ma olbrzymią wiedzę na temat żywienia, diet i ćwiczeń. Zapytasz, dlaczego w takim razie wciąż jesteśmy grubi? To trochę tak, jakbyś dziwił się choremu na depresję, że się smuci, skoro wie, że to niezdrowe. A ty, dlaczego nie rzucisz palenia, nie przestaniesz pić. Nikt nie podchodzi do ciebie w restauracji, gdy zamawiasz kieliszek wina, z wizytówką grupy AA. Dlaczego więc obcy ludzie potrafią bez skrępowania wykrzykiwać mi numer telefonu do świetnego dietetyka, gdy idę ulicą?

To jest głęboko w głowie i zapędza cię w miejsce, z którego trudno jest wrócić. Nagle okazuje się, że,  aby schudnąć, powinieneś rzucić absolutnie wszystko: pracę, opiekę nad dziećmi, szkołę, wszystko. I z tym olbrzymim ciężarem, który na każdym kroku pokazuje ci, jak marne masz szanse na sukces, ćwiczyć, liczyć kalorie, ćwiczyć. Otyłość, dieta 800  kcal i trzy godziny ćwiczeń na siłowni – codziennie, czy potrafisz sobie to wyobrazić, jak sprawny i zdrowy człowiek miałby temu podołać? Tygodniami, miesiącami, bez odpoczynku. A niesprawny grubas? To nie wymówki, ale to, co dla ciebie jest meczące, dla mnie bywa barierą nie do pokonania.

I nie piszcie mi proszę, że skoro chcę być gruba, to nie powinnam się tak oburzać, że promuje chorobę. Czasem jesteśmy chorzy, czasem zagubieni, innym razem ukrywamy pod tuszą mroczne sekrety, z których pokonaniem nie radzą sobie najlepsi terapeuci. Ale prawie wszyscy ogromnie w tym cierpimy. Całe grube życie próbujemy zasłużyć na bycie ludźmi.

Zawsze i od zawsze walczymy ze sobą. Kobiety tyją duszą… Najpierw trzeba tę duszę odzyskać, by jakakolwiek dieta pomogła.


Wysłuchała: Hanna Szczygieł

Imiona bohaterek zostały zmienione.

 


Zobacz także

Koniec z białym i czerwonym winem. Przyszedł czas na wino niebieskie!

Oddam ci wszystko albo nie dam niczego. Niech twoje życie nie będzie opowieścią o straconych szansach

Oddam ci wszystko albo nie dam niczego. Niech twoje życie nie będzie opowieścią o straconych szansach

Przeżyj jeden dzień, tak jakbyś nie miał wolnej woli. Czyli dlaczego wiewiórki nie zasługują na więzienie?