Nienawidzę świąt, bo…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 marca 2016
Fot. Flickr / Six El Sid /
 

Nienawidzę świąt w Polsce, bo hipokryzja nasza nie ma umiaru. Ten sam, który na co dzień pije i bije- przystępuje do komunii, a ksiądz mu ją daję! „Nie jest moją rolą rozsądzać sumienia” – odpowiada mi kiedyś nasz ksiądz, gdy mówię mu, że ojciec nie był u spowiedzi od 20 lat chyba.

Nienawidzę świąt w Polsce, bo się pije przy stołach. Po jednodniowym poście, trzeba sobie odbić, a jakże! Do stołów zasiadają alkoholicy, anonimowi alkoholicy, drobne pijaczki, cała masa uzależnionych, którym w towarzystwie alkoholu siadać nie można. I te wszystkie udręczone żony, które narzekają na swoją dolę współuzależnionych, polewają im tę wódkę, dla świętego spokoju, pomimo tego, że w domu czeka je awantura o byle co i dają temu w ten sposób przyzwolenie.

Nienawidzę świąt, bo stoły uginają się od potraw i ciężkiego żarcia i nikt potem nie ma siły wstać, bo ma tak opasły brzuch. I to jest niemoralne, ile jedzenia marnuje się podczas gdy w Afryce dzieci umierają z głodu. Ba, głodują u nas w Polsce, nasze dzieci, nasi sąsiedzi z klatki obok. I co?

Nienawidzę jałowych rozmów z krewnymi, których widuję tylko w święta albo ewentualnie na Facebooku. Starsi wymieniają uprzejmości, mimo iż obsmarowują sobie tyłki, będąc zawistnymi o każdy sukces, każdy awans, remont domu czy nowy samochód. I zawsze pada to nic nie znaczące pytanie „co słychać”, na które nie masz pojęcia jak odpowiedzieć, bo chodzi o to, co wydarzyło się od roku, w zeszłym miesiącu, przed chwilą i czy co ci dzwoni teraz w uszach?

Nienawidzę też spacerów świątecznych. Żeby zrzucić trzysta gram (kawałek kiełbasy zaledwie) robimy obchód starego miasta albo trzy rundy po parku, wiatr wieje albo deszcz przycina, ale trzeba spacerować, bo to zdrowe i pozwala spalić nieco kalorii, i taki spacer w święta jest jakiś inny, dostojny, pełen powagi, bo i strój przecież elegancki, szpilki, płaszcz, torebka itepe.

I do tego te biedne dzieci. Rozwrzeszczane, znudzone, które kompletnie nie mają pojęcia, co robić, gdy wszystko pozamykane, więc co poniektóre z nosami w telefonach grają albo przeglądają fejsa, a te, którym starzy zabrali (bo nie wypada) nie wiedzą, co ze sobą zrobić, więc jęczą, złoszczą się i przeszkadzają.

Nienawidzę też tych świątecznych selfie. „Zróbmy sobie zdjęcie na Facebooka”- rzuca ktoś. Dalej dwadzieścia wersji jest omawianych z każdym po kolei, czy się zgadza, by go opublikować i czy można go oznaczyć i jaki filtr użyć. Starsi nie wiedzą o co chodzi, bo im wszystko jedno akurat.

I ta galeria na FB. Mazurki, pisanki, koszyczki, stoły, pasztety, torty, kompozycje kwiatowe – co kogo to obchodzi? Jakże przyjemnie jest trafić na kogoś, kto akurat jedzie na rowerze, sfotografował jakąś scenę na ulicy, wrzucił wiersz ulubionego poety. A tu wszędzie Alleluja, Mokrego Śmigusa, Wesołych.

Totalny żen to są te rymowanki wysyłane hurtem w SMS-ach. „Dużych jajeczek, wina pięć beczek, tłustego boczku, prostego kroczku” albo „Idą święta wielkiej nocy, maluj jajca bez pomocy, jedno czarne drugie białe i miej życie doskonałe”. I co ja mam niby na to odpowiedzieć?

Smsy zamiast telefonów. Nikt już sobie nie składa życzeń w rozmowie. Wystarczy SMS. Bezosobowy. Ten sam do wszystkich.

Kazania Księży. W większości nuda i powtarzalność.

Ignorancja znaczenia tych świąt. Zapytajcie przeciętnego Polaka, czym się różni Wielki Piątek od Wielkiej Soboty?

Kłótnie przy stołach. Wreszcie siedli razem i muszą rozmawiać. Nie potrafią.

Prawda, która wychodzi na jaw. Obcość. Żale. Złość.

Sztuczność. Udawanie. Pozy.

Zmartwychwstanie? Kto rozumie to słowo?

Dlatego nienawidzę świąt.

PS. Mój znajomy, który nie ma rodziny dodaje: „Nienawidzę być traktowany jak biblijny przybłęda, którego trzeba ugościć. Wszyscy mnie zapraszają, mówiąc „Chodź, co będziesz siedział sam w święta?”. A ja jestem sam i do tego ateista!

A.


Nigdy nie przestawaj chcieć żyć. O sile odrodzenia do zmian

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 marca 2016
Fot.Unsplash/Cayton Heath / CCO
 

Na ile sposobów może odrodzić się człowiek? To zależy, ile znajdzie powodów do tego, by ciągle jeszcze chcieć żyć lub, by chcieć żyć inaczej. Czasem odradzamy się, zaczynamy „od nowa” dla drugiej osoby, z miłości, z przywiązania. To piękne, ale jeszcze piękniej jest wtedy, gdy motywacją jest nasza miłość do siebie samego, gdy walczymy i czujemy, że stawką jest jakość i komfort naszego życia, a czasem i ono samo.

Spójrz na siebie. Masz tysiące powodów, by być

Życie podtyka ci je pod nos codziennie, choć pewnie nie zawsze to dostrzegasz. Możesz odrodzić się dla możliwości, których jeszcze nie zauważyłeś, mimo że są na wyciągnięcie ręki lub dla tych, które jeszcze się przed tobą pojawią. Kto inny potrafiłby je tak wykorzystać? To one sprawiają, że planujesz, że zakładasz sobie jakieś cele i do nich dążysz. Nie dostrzegając perspektyw przekreślasz szansę na zmiany i tkwisz ciągle w tym samym miejscu.

Czy nie masz wokół siebie miłości? Miłość to przecież nie tylko obecność kogoś bliskiego, to sposób w jaki podchodzisz do innych ludzi, do świata, do życia w końcu. Miłość to dostrzeganie w innych dobra, a w swojej rzeczywistości szansy na zdobywanie doświadczeń i wyciąganie z nich tego, co najlepsze dla siebie. Miłość to szacunek dla siebie i wybaczanie sobie swojej „nieidealności”, swoich błędów. To akceptacja złych i dobrych wydarzeń jako konsekwencji naszych wyborów z domieszką pewnej nieprzewidywalności, splotów okoliczności, na które już wpływu nie mamy. Ktoś, kto przyjmie wobec życia taką postawę tak naprawdę nigdy nie będzie samotny.

Możesz odrodzić się dla innego człowieka, tego konkretnego, który już jest, albo tego, który prędzej czy później się obok ciebie zjawi. Uczucie, że bliska osoba w ciebie wierzy powinno uskrzydlać, a nie podcinać skrzydła. Nie bój się, że zawiedziesz oczekiwania. Ten, który trwa przy tobie teraz, w tym trudnym momencie jest z tobą nie dlatego, że oczekuje twoich sukcesów, czy tego, że się podźwigniesz sam ze swoich problemów. Jest bo kocha czy lubi bezwarunkowo. Akceptuje.

A jeśli brak ci bliskiej osoby, pomyśl sobie, że na tym świecie jest siedem miliardów indywidualności. To wręcz niemożliwe, żeby ktoś wartościowy i warty, by i z jego powodu zawalczyć o siebie ,nie przeciął ani razu twojej drogi. A jeśli to się jeszcze nie wydarzyło, nastąpi niebawem. To nie wróżenie z fusów, to zwykły rachunek prawdopodobieństwa.

Jesteś w końcu Ty. Powód najważniejszy, choć pewnie tak jeszcze o sobie nie myślisz. Dlaczego? Jesteś swoim największym przyjacielem, osobą, której powinno na tobie najbardziej zależeć. Znasz siebie, swoje plany i marzenia (choćby i z przeszłości). Masz dobre wspomnienia, których nic ci nie odbierze. Wiesz przecież, że życie zatacza koło, że to, co trudne i złe przeminie. Że zasłużyłeś na to dobro, które jeszcze przed tobą. Chwilowo brak ci sił i wiary? Rozumiem. Przecież przeszedłeś tak długą drogę, jesteś po prostu zmęczony. Ale nigdy z siebie nie rezygnuj. Nie znam drugiej tak wyjątkowej osoby.

Jeśli jesteś teraz w bardzo trudnym momencie swojego życia, jeśli czujesz, że utknąłeś w martwym punkcie, to czego ci trzeba to właśnie odrodzenie, nowy początek, a nie rezygnacja z siebie. Rezygnacja nie jest rozwiązaniem, jest tylko biernym przyjmowaniem tego, co przynosi ci los, z twoim większym lub mniejszym udziałem. Rozwiązaniem są przemiany, które doprowadzą do nowego początku i wewnętrznie wzmocnią. Ja wierzę w tę moc.

Jak się odrodzić, jak zacząć od nowa?              

1.„Przeanalizuj siebie”

Daj sobie czas by zrozumieć, co cię blokuje, co sprawia, że nie radzisz sobie z obecną sytuacją. Zadawaj sobie pytania: „ Czego brak w moim życiu?, Co jest w nim dobre? Co sprawia, że nie podejmuję prób zmian?”

2. Zdecyduj, co powinieneś zmienić w sobie

Jesteś jedyną osobą, która tak naprawdę potrafi do tej zmiany doprowadzić. Pomyśl też o tym, by zmienić swoje oczekiwania wobec innych.

3. Określ jak powinno wyglądać twoje życie

Czyli zaplanuj sobie to, o czym dla siebie marzysz.

4. Zdecyduj jakie kroki zaprowadzą cię do oczekiwanych zmian

I ustal, które są najważniejsze, a które można odłożyć na „za chwilę”.

5. Zacznij działać 🙂


Świąteczny reset. Kto znajdzie jajo?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 marca 2016
Facebook

Swiąteczne popołudnia miewają to do siebie, że marzymy, by już nikt nie proponował nam nic do jedzenia. To jedno. Drugie, żeby oderwać się od rozmów z dawno niewidzianą ciotką czy wujkiem. Dlatego my proponujemy wam świąteczny reset, może zainteresujecie nim rodzinę

      Kto znajdzie jajo wśród wielkanocnych zająców?

Happy Easter! :)Can you find the EGG amongst the bunnies?Original picture:…

Opublikowany przez na 


Zobacz także

Choroby, których nie wyleczysz pigułką! Rozpoznaj objawy, nim będzie za późno

Prawdziwa przyjaźń

7 cytatów o przyjaźni, do których czasem dobrze wrócić

Cudowne suknie zaprojektowane w bardzo nietypowy sposób. Którą byś wybrała?

pills-generic.com

www.biceps-ua.com/

www.bestseller.reviews