Pan pozna panią. Nieśmiały Arnold pozna starszą od siebie, doświadczoną w kontaktach [ZOBACZ ZDJĘCIA]

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
6 kwietnia 2018
Fotomontaż / iStock
 

Witajcie, jeżeli szukacie partnera na życie,  uczciwego faceta, który wreszcie doceni to, jak wspaniałymi kobietami jesteście – dobrze trafiłyście! Specjalnie dla was, przygotowałyśmy serię publikacji starannie wyselekcjonowanych i sprawdzonych przez nas osobiście ogłoszeń: Pan pozna panią. Szukajcie ogłoszeń z serii Oh!love – bo prawdziwej miłości trzeba w życiu trochę pomóc i przede wszystkim dać szansę!

Arnold

Cześć,

mam na imię Arnold i szukam doświadczonej partnerki. Lubię Panie, które wiedzą, jak ze mną postępować. Potrzebuje wiele uwagi i troski, ale każda zainwestowana we mnie minuta, zwraca się trzykrotnie. Z przyjemnością pozwolę się oswoić – jeśli wiesz, co mam myśli.

Proszę o poważne oferty, cenię sobie kobiety, które wiedzą jak dobrze rozpocząć znajomość – sam jestem dość nieśmiały podczas pierwszych spotkań, ale za to później… Obiecuję niebo – a ja, obietnic zawsze dotrzymuję! Będę w Ciebie zapatrzony jak najwierniejszy pies, zawsze. Bardzo lubię relaks nad wodą.

Jeśli masz ochotę poznać introwertyka takiego, jak ja, zapraszam. Czekam na Ciebie.

Zobacz moje zdjęcia niżej.

Jeszcze niżej.

Fotomontaż / iStock

Fotomontaż / iStock

Fot. materiały prasowe

Fot. materiały prasowe

Zakochałaś się od pierwszego wejrzenia? Spotkajmy się w realu! Czekam na Ciebie w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Celestynowie (wejdź na moją stronę: ).

Nie jesteś gotowa na stały związek, możesz mnie odwiedzić lub wesprzeć przekazując swój . KRS 0000154454 W informacji dodatkowej koniecznie wpisz cel szczegółowy: Schronisko w Celestynowie.

Z miłością
Arnold

Fot. materiały prasowe

Fot. materiały prasowe

Fot. materiały prasowe

Fot. materiały prasowe

Opis Zwierzęcia

wielkość:duża
gatunek:pies
płeć:samiec
maść:czarna podpalana
wiek:5 lat 8 mies. 15 dn.

CHARAKTERYSTYKA ZWIERZĘCIA

Arni – pies rasy kundel, przeszłość nieznana, wiek nieznany. W schronisku jest od lipca 2016 roku. Trafił tu z ciasno zaciśniętą na szyi obrożą z kawałkiem metalowej części (jakby od łańcucha).

Poza tym ewidentnie przytachał ze sobą bagaż niemiłych wspomnień związanych z człowiekiem. Jakich to nie znamy, ale do tej pory (socjalizujemy go od ponad roku) jest bardzo wycofany, zalękniony i nieufny.

Nie lubi dotyku, trzęsie się i podrywa do ucieczki, toleruje głaskanie jedynie po głowie. Przez rok od kiedy trafił do schroniska nie było szans, żeby wyciągnąć go na spacer, więc odwiedzaliśmy go w boksie, próbowaliśmy nawiązać jakiś kontakt, ale bez żadnych znacznych rezultatów. Przyszedł moment, że udało się przypiąć mu smycz do obroży, ale wcale nie miał ochoty opuścić tych kilku znanych mu metrów kwadratowych. Strach był większy, a do przejścia było całe schronisko i setki ujadających psów.

Jakimś sposobem przeczołgał się przez ten newralgiczny odcinek i udało się wyjść do lasu. Tam ochłonął, zrelaksował się, spacerował idealnie, szedł spokojnie przy nodze, miał uśmiechniętą mordkę, której nikt z nas wcześniej nie widział, gdy przesiadywał w boksie. Teraz po paru tygodniach już bez problemu wychodzi z boksu i przechodzi obok szczekających psów, spaceruje tak samo grzecznie, co więcej cały czas spogląda na człowieka i nieśmiało muska noskiem dłoń.

Uwielbia wodę. Na spacerach nie reaguje zupełnie na inne psy, ale w boksie mieszka sam. Socjalizacja Arniego w schronisku to ciężka sprawa, widać, że pies jest inteligentny, mądry, ma potencjał, ale potrzebuje stałego kontaktu z człowiekiem i spokojnego otoczenia. W związku z tym zaczynamy powoli szukać mu domu, ale uwaga – wymaga doświadczonego opiekuna. O taki dom najtrudniej, ale może ktoś odpowiedni się znajdzie, podejmie wyzwanie i zyska wspaniałego psa jedynego w swoim rodzaju, wiernego, wpatrzonego w swojego człowieka jak w obrazek, bo taki z pewnością może się stać, ma zadatki.

kontakt:
[email protected]
tel. 22 789 70 61

Nie twój typ? Nic straconego – przeczytaj inne ogłoszenia tutaj. 


Artykuł powstał we współpracy z


Zaburzenia osobowości typu borderline. Możesz nie wiedzieć, że ktoś bliski ma problem

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 kwietnia 2018
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
Następny

Zazwyczaj ludzie mówili, że „ciągle ma PMS” albo żartowali, że „żyje na krawędzi”. I choć znamy się od lat i dostrzegałam pewne zachowania Aśki, zawsze zwalałam to na karb charakteru. Wiedziałam, że jest emocjonalna, wybuchowa, ale bardzo empatyczna i wrażliwa. Taki „chodzący wulkan”. Czasem niepewna siebie, czasem stająca w pierwszym rzędzie na barykadach. Zawsze się dogadywałyśmy, uzupełniałyśmy. Do tej pory nie widziałam powodu do zmartwień.

Do czasu aż ja sama wpakowałam się w związek, z którego nie mogłam się wygrzebać. Pomogła mi wówczas rozmowa z zaprzyjaźnioną psychoterapeutką. Otworzyła mi oczy nie tylko na samą siebie i swoje wnętrze, ale też na otoczenie. Wtedy spojrzałam na Aśkę inaczej. Nie bawiłam się w psychoterapeutę czy coacha, ale starałam się więcej z nią rozmawiać o emocjach. O tym, jak reaguje czy jak zachowuje się w pewnych sytuacjach i dlaczego do jasnej cholery znów wpakowała się w związek bez szans. Z facetem, przy którym ona chciała czuć się bardziej kobieco i bezpiecznie. A który miał dość jej „stabilnej niestabilności” i odszedł. Jak wszyscy przed nim.

Trafiłam w tym samym czasie na jakiś magazyn, w którym przedstawiono dane dotyczące osób z – nazwijmy go – syndromem „borderline”. Osobowość chwiejna emocjonalnie, bo tak dokładnie nazywa się ta choroba, dotyka prawie 2 proc. Amerykanów. Podejrzewam, że na polskim podwórku statystyki wcale nie są bardziej optymistyczne. Być może nie ma aktualnych badań? To jednak informacja dotyczyła osób zdiagnozowanych. Wg danych przedstawionych przez Narodowy Instytut Zdrowia (USA) borderline dotyczy prawie 10 proc. amerykańskiego społeczeństwa.

Zazwyczaj pod wpływem takich tekstów człowiek zastanawia się, tudzież zaczyna u siebie obserwować opisane zaburzenia. Ja jednak czytając artykuł miałam przed oczami Aśkę. I zapaliła mi się czerwona lampka. Dlaczego?

Brak pewności siebie tak charakterystyczny dla mojej przyjaciółki. Momentami. Wtedy, kiedy nie jest na fali ekscytacji jakimś pomysłem przestaje myśleć i funkcjonować samodzielnie. Staje się jednostką totalnie nieautonomiczną i może dlatego pakuje się w związki z dziwnymi typami. Szukając schronienia i kompletnie podporządkowując się swoim aktualnym facetom. Zmiana trampek na szpilki, potem znów na martensy. Tatuaż, koncerty jazzowe – w zależności od tego, czym akurat aktualny partner się interesuje. A potem zmiana. Plan? Jaki plan. Co najwyżej ten na długi weekend. Praca, mieszkanie, kredyt, zobowiązania – to wszystko jej nie dotyczy. Chyba, że aktualny partner jest stabilnym bankierem. Ale to oczywiście chwilowe.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Jeśli spotkasz dobrego faceta zaraz po zakończeniu toksycznego związku, to pewnie nie wykorzystasz tej szansy na szczęście. Wiesz dlaczego?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 kwietnia 2018
F
Następny

Dopóki w tym tkwisz, wszystko wydaje ci się pociągające, nawet jeśli cierpisz. To wiedza i niewiedza, niepewność co do tego, co się wydarzy. Ta nadzieja, że ​​to się zmieni i chwile szczęścia, kiedy jest „normalnie”. To „poznanie na pamięć” sytuacji i zachowań. W tym, że tak dobrze go znasz, znajdujesz pocieszenie. I nawet kiedy odchodzisz, często wracasz, bo za nim tęsknisz. Tęsknisz za przypływem adrenaliny, za intensywnością emocji.  Tęsknisz za przypływem adrenaliny, za intensywnością emocji. W końcu się uwalniasz i wyraźnie czujesz, jak bardzo negatywny wpływ miał na ciebie ten toksyczny związek. Zaczynasz wszystko od nowa.

Ale wtedy spotykasz „dobrego faceta”. I albo go odtrącisz albo nie uwierzysz w jego uczucie. Bo nie jesteś przyzwyczajony do bycia traktowaną „tak” dobrze.

Na początku spodziewasz się najgorszego

Po toksycznym związku nie ufasz nikomu. Nawet sobie samej. Zastanawiasz się, jak to możliwe, że tak długo tolerowałaś taki związek. I wchodzisz w każdą następną relację, oczekując najgorszego. Przez chwilę nie wierzysz, że dobrzy mężczyźni w ogóle istnieją.

W kółko analizujesz

Myślisz, że każdy ma jakiś ukryty motyw lub nie ma na myśli tego, co mówi. Tak często łapałaś byłego partnera na kłamstwie, że teraz ​​jesteś paranoikiem. Nie wierzysz, że osoba, którą spotkałaś, może być szczera. Zakładasz, że i tak cię wykorzysta. Kiedy zdobywasz się na szczerą rozmowę z mężczyzną, który się w tobie zakochał, on jest zdumiony. Jak mogłaś dość do takich wniosków?

Myślisz, że to jest zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe

Ktoś, kto traktuje cię tak dobrze, jest zbyt dobry, aby mógł być prawdziwy. Oczekujesz „drugiego dna”.  Spodziewacie się jakiegoś nagłego zakończenia tej relacji, bez wyjaśnień z jego strony. Ale on każdego dnia udowadnia ci, że jest tą samą osobą, którą zawsze był.

Odtrącasz go

Ktoś w przeszłości sprawił, że wierzysz, że ​​nie zasługujesz na najlepsze. Uciekasz. Boisz się „mieć” coś dobrego, bo nie chcesz tego stracić. Nie chcesz znowu być zraniona, więc najpierw sama próbujesz wszystko zepsuć.

I na tym zakończy się większość związków. Uciekniesz, zrezygnujesz. Nie dasz sobie szansy na miłość. Ale gdybyś podjęła ryzyko, ciąg dalszy wyglądałby pewnie tak…

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Lubisz żuć gumę? Nie przesadzaj z tym, bo możesz sobie zaszkodzić na 6 różnych sposobów

Patrycja Załug

Konkurs „Polko, pokochaj siebie prawdziwą”

Dopiero wtedy ogarnia nas przerażenie, gdy sobie uświadamiamy, że szmat życia przeżyliśmy nie żyjąc wcale

Dopiero wtedy ogarnia nas przerażenie, gdy sobie uświadamiamy, że szmat życia przeżyliśmy nie żyjąc wcale

www.ailavita.com.ua

ссылка fashioncarpet.com.ua

www.bestseller.reviews/back-to-traditions-or-main-secrets-of-first-class-hand-grinders/