Panowie, to czyny, nie czcze gadanie, czynią z was prawdziwych mężczyzn

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 października 2016
Fot. Screen z YouTube / kampania społeczna Falvit" / Falvitmama
 

Od kilku dni na portalach społecznościowych krąży zdjęcie, a na nim taka sytuacja: wagon metra, trzech panów zajmujących wygodnie miejsca siedzące, tuż obok stoi pani w zaawansowanej ciąży. Wygląda znajomo?

Nieistotne jest dla mnie, czy to zdjęcie zostało wykonane w Polsce albo czy to tylko prowokacja. Ja takie obrazki widuję w warszawskim metrze, o dowolnej porze dnia. Rano panowie poprzebierani za dżentelmenów, w odprasowanych koszulach i dobrych garniturach, prawie wbiegają do pociągu byle szybciej zająć miejsce. Po trupach do celu. A potem to już tylko gazeta, albo – częściej nawet – telefon, byle nie widzieć: kobiet w ciąży, matek z zaspanymi jeszcze przedszkolakami, starszych osób… Wzrok utkwiony w ekranie najnowszego aparatu albo w świeżo zapastowanych butach pozwala im „nie zauważać”.

Nie twierdzę, że tacy są „wszyscy” moi współpasażerowie. Ale niestety sytuacja, w której ktoś osobie potrzebującej ustępuje w komunikacji publicznej miejsca, staje się bardziej wyjątkiem niż oczywistością.

A, i jeszcze babcie (przepraszam wszystkie babcie, które tego nie robią) odbierające ze szkoły wnuków, (często jedynie niewiele niższych od siebie i raczej w pełni sił) i dźwigające za nimi plecaki albo usadzające ich wygodnie w metrze czy autobusie: Leć, siadaj, ja postoję.

Drodzy panowie! Tak jak broda nie świadczy o waszej męskości, tak czcze gadanie nie czyni was dżentelmenami. O tym, czy jest się prawdziwym mężczyzną świadczą czyny, ot co. Drogie panie i drodzy panowie! Uczmy chłopców od najmłodszych lat czym jest życzliwość, empatia i … dobre wychowanie.


Facet się rodzi i dostaje miłość. Kobieta się rodzi i dostaje niekończącą się listę obowiązków…

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
12 października 2016
Fot. iStock/tatyana_tomsickova
 

Facet się rodzi i dostaje miłość. Kobieta się rodzi i dostaje niekończącą się listę obowiązków. Od dziewczynki przez kobietkę po dojrzałą kobietę, pierze jej rodzina mózg. Chłopczyk tymczasem sobie hasa po sąsiedztwie, wdaje się we wszelakie towarzystwa, mamusia mu prasuje, układa w szafeczkach, skarpeteczki do koloru, buciki na sznurówki w rzędzie. Za wzór ma tatusia, a mamusia kocha go bezgranicznie, bez względu na wzgląd. Sobie więc młody panicz rośnie, życiowe plany snuje, czasem zrobi komuś dzieciaka przedwcześnie, czasem w prawdziwy biznes pójdzie i na milionera się wyklaruje, innym razem do polityki się zaprzęgnie bo ma taką fantazję, że teraz to on będzie jeszcze bardziej tworzył świat. Życie płata mu rzecz jasna różne figle, bywa że i surowo doświadcza, ale cóż …. takie jest życie. Jak w komunie, wszystkim po równo, chłopak czy dziewczynka. Grunt, że jeśli chodzi o mamusię to synuś najczęściej albo kochany jest nadmiernie albo przynajmniej matka mu się nie wtrąca w życie z receptą na każdy krok. To wystarcza do tego, by młody chłopak, już wkrótce mężczyzna, żył życie jakby bardziej od siebie zależne, samosprawcze i mniej na łańcuchu.

Dziewczynka tymczasem…. No pożal się nad nią Boże. Litanię oczekiwań słyszy od dziecka, wieczne rozkazy, nakazy, zakazy i inne „azy” przy pomocy których musztrowana jest na kobietę z wariackim wręcz zapałem przez matkę i wszystkie inne babki, które napatoczą się dziewczynce w życiu. Bo kobiety w życiu dziewczynki to mocarzowe. Z reguły. Choć bywa pewnie i tak, że nie mają żadnego impaktu bo same są niewidzialne i muślinowe takie. I tak źle i tak niedobrze, bo silna kobieta i słaba kobieta w życiu dorastającej, kształtującej się kobietki to katastrofa na każdym z biegunów. Jej efekt, jakże opłakany, to kobieta pogubiona, niezbalansowana, a do tego nierozumiejąca dlaczego w życiu nieustannie na różnorakie przeszkody trafia.

No bo właśnie… Kobieta w życiu kobiety. Jakże wiele kryje się w tym związku. Z jednej strony solidarność jajników, z drugiej wredota i złośliwość o jakiej nie śniło się filozofom (tym płci męskiej rzecz jasna). Kobieta bowiem potrafi. W każdym departamencie, czy to w tym wspierającym inne dziewuchy czy to w tym wykańczającym konkurentki. Jak się solidaryzujemy, to ustawy w sejmie nie przechodzą. Babska potęga straszną jest nawet dla posłów, którzy przecież żyją przekonani, że rozumy pozjadali. Nie na tyle jednak by opór stawić kobiecie z wieszakiem. Tu sprawy, nawet faceci mają prawidłowo poukładane, że jak te baby tak się skrzykną to lepiej nie stawiać oporu i potulnie wycofać się z pola bitwy (mamusia bowiem jakby nie kochała, tak na tyle rzeczywistość dobrze widziała, żeby tę jedną, zachowującą notabene przy życiu informację, synkowi w oprogramowaniu przekazać). Girls’ power to jest bowiem power i świat powoli zaczyna rozumieć, że tak właśnie jest.

Potem jest departament „konkurencja” i jej różnorakie odmiany zawierające zazdrość, zawiść, złośliwość, ogólną niechęć, czy czystą, meduzowatą, obślizgłą wredotę. Tutaj kobietki nie mają sobie równych. Zwłaszcza jeśli poruszają się czy to na polu zawodowym, czy też związkowym. Oj zdarzają się w tych kategoriach mistrzynie takie, że gdyby nie motywacja, która jest napędzającym je paliwem, to człowiek w głębokim ukłonie uznania by się z  lubością przed nimi pogrążył.

O ile jednak solidarność jajników to koncept jakże wzniosły, piękny i z idealnej miłości chyba wypływający o tyle ta druga dyscyplina, w której się specjalizujemy, wynika najwyraźniej z jakiegoś poważnego błędu wychowawczego. Ktoś nas bowiem konkurowania nauczyć kiedyś musiał, zwłaszcza jeżeli majstersztyk potrafimy odstawić w tym temacie taki o jakim świat nie słyszał. Niemożliwe to przecież by dziewczę urodziło się z takim talentem, tenże jak bowiem wszyscy wiemy, talentem jest nabytym, wyuczonym, wyszlifowanym na pięć . A więc kto? Matki, babki, mocarzowe? To one wstrzyknęły nam wirusa współzawodnictwa w makiawelistycznym stylu? Paluchem wskazywać nie będę, ale ktoś nam musiał zaszczepić bakcyla wredoty. Ten ktoś, co więcej, sztukę ową sam znać dobrze musiał, bo jak wiadomo uczeń z reguły jakiegoś tam mistrza ma.

Jest jeszcze jedna sfera, trochę taka jakby szarawa, ale też ma całkiem spory wydźwięk. Przyjaciółki. Ach! Jakże szczególny to związek, bo przecież oparty na więzi, na sympatii, na sprawach wspólnych, milionach godzin przegadanych, chichocie i radości, wylanych łzach wsparcia i zrozumienia i tym wszystkim czym przyjaźń się pisze. No w ogień nic tylko skakać, tak jedna drugiej deklaruje. Na co dzień. Od święta jednak, bywa że przyjaciółka przyjaciółce do oczu z pazurami skoczy. W otwartym geście i bez owijania w bawełnę. Wtedy przyjaźń się najczęściej kończy i nie ma szans na odbudowę tak spalonego mostu. Kiedy indziej bywa jeszcze ciekawiej. Sprawy bowiem nie są takie bezpośrednio oczywiste, lecz na subtelnym, niewidzialnym dla oka poziomie, rozgrywają kobiety akcję, która morderczy podtekst niesie. Tutaj nie tak łatwo jest się zorientować o co chodzi, bo wszystko jest tak doskonale niedopowiedziane, tak delikatne w swej formie i postaci, tak profesjonalne, że Hitchcock z tym swoim filmowo kreowanym rozwojem wypadków może się spokojnie schować. Tutaj bowiem napięcie jest tak mistrzowsko sterowane, i tak wyśrubowywane, że jak dochodzi do szczytu to iskry idą. A wszystko na subtelnym poziomie, dla oka niewidocznym.

Przyznać muszę, że wszystkie te intrygantki, konkurentki, kobiety niszczycielki od zawsze mnie niezmiernie zastanawiały. Czemuż bowiem ma służyć ta nieustająca destrukcja, ta złość, bo chyba złość to być musi, na inne kobiety. Ten brak akceptacji i zgody na to, że ona też może być w czymś dobra, ona też zasługuje na miłość, na uwagę,  na szacunek tych samych i innych ludzi. Czemuż służyć ma ta zawiść, zazdrość, to szpil wbijanie? Czemu kobiety nie lubią kobiet i co gorsza za nic w świecie nie chcą się do tego przyznać. Gdzie tu poza tym logika, skoro życie dowodzi raczej, że dostajemy to czego chcemy wtedy właśnie kiedy jesteśmy solidarne, a nie wtedy gdy tę rzepkę każda sobie skrobie kopiąc dołki pod kim się da byle to kobieta była. Jakby bowiem nie patrzeć, te wszystkie kobiece akty destrukcji to guzik dobrego wnoszą. Choć może się mylę….Może one jednak czemuś służą, może  mocarzowe zaszczepiły nam bakcyla wredoty z jakiegoś całkiem istotnego powodu? Demaskuje on przecież nasze słabości, brak poczucia własnej wartości, lęk przed tym, że ktoś może być lepszy od nas, strach, że nie zasługujemy na miłość i na szacunek. Demaskuje, jakby nie było brak miłości własnej. Tylko czy intrygantki, konkurentki i niszczycielki o tym wiedzą skoro mocarzowe bakcyla przekazały, robotę wykonały, ale instrukcji obsługi to niestety, przyjdzie nam po próżnicy szukać…

 


Sekrety makijażu według Magdy Pieczonki – makijażystki gwiazd

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 października 2016
Sekrety makijażu według Magdy Pieczonki
Magda Pieczonka - Makijażystka

Uważajcie, bo marzenia wypowiadane na głos, mogą się spełnić. Tak stało się w przypadku  – kobiety, od której na temat makijażu można dowiedzieć się wszystkiego. Magda pracuje przy największych produkcjach telewizyjnych, maluje gwiazdy, a pomyśleć, że skończyła marketing i nawet pracowała przez kilka lat w wyuczonym zawodzie.

– Po studiach nie trafiłam do firmy, która rozbudziłaby we mnie pasję do marketingu. Odeszłam z pracy, żeby… zająć się przedłużaniem rzęs – wspomina Magda dodając: – Może nie był to szczyt moich marzeń wtedy, ale szukałam sposobu na siebie. Aż w końcu pewnego dnia oglądając telewizję z moją przyjaciółką powiedziałam na głos, że chciałabym pracować jaki makijażystka przy dużych produkcjach telewizyjnych. I jakoś wszystko się szybko potoczyło. Przyjaciółka skontaktowała mnie z Ewą Gil – moją guru, a teraz niemal drugą mamą. I tak się wszystko zaczęło.

Nigdy nie wiązała swojej przyszłości zawodowej z podkładami, tuszami, różami, ale już w szkole średniej malowała swoje koleżanki. – Zupełnie o tym zapomniałam, przypomniały mi jakiś czas temu. Do dzisiaj mam wrażenie, że to wszystko co się wokół mnie dzieje, jest trochę jak sen. Ja nic nie planuję, nie myślę, jaki oddźwięk będzie miał mój kolejny krok. Robię coś, a potem okazuje się, że wywołuje to lawinę wielu zdarzeń, które pozwalają mi się rozwijać.

Ciężko pracuje. Widzimy się w gabinecie Magdy, mamy czas na szybką kawę i szybką rozmowę, obok nas śpi Szminka, pies Magdy, który wszędzie z nią jeździ. – Ktoś mówi: „ale ci fajnie”, a ja pracuję siedem dni w tygodniu, często kosztem swojego prywatnego życia. Teraz jestem chora, ale nie mam czasu poleżeć w łóżku.

Przez pierwsze dwa lata stawiania pierwszych kroków w makijażowym świecie była wycofana, nie wierzyła w siebie. – Jestem osobą, która raczej stoi z tyłu, mam w sobie dużo pokory. I szczerze mówiąc nawet nie wiem, kiedy to wszystko tak się rozkręciło. Jedna klientka powiedziała kolejnej, trafiła do mnie jakaś gwiazda i poszło to wszystko jakby trochę poza mną.

Kocha malować innych, ale sama siebie już niekoniecznie. – To pewnie wynika z tego, że wstaję zawsze na ostatnią chwilę. 20 minut przed wyjściem. Nie mam czasu na makijaż, denerwuję się, jak mi coś nie wychodzi. Nakładam na twarz fluid, rozświetlacz, rzęs nie maluję, bo kocham te doklejane, zresztą z tego słynę, robię kreskę na oku, czasami tylko do połowy i lecę do pracy.

Sekrety makijażu według Magdy Pieczonki

Magda śmieje się, że Ewa Chodakowska wprowadziła trend na to, żeby być szczupłą, a ona na to, żeby ładnie wyglądać, pewnie dlatego spytaliśmy Magdę o pięć najczęściej popełnianych błędów przy robieniu makijażu.

Fluid

Podstawowym problem jest dobór fluidu. Idź i nałóż sobie tester fluidu na twarz, zobacz, jak się zachowuje przez cały dzień, obejrzyj się w innym niż sklepowe świetle, bo nasza cera jest tak różna, tak różnice reaguje na ten sam produkt, że naprawdę – nic tu nie można doradzić, trzeba samemu próbować. Dlaczego nie nakładać fluidu na dłoń? Bo ta jest zawsze jaśniejsza. Dobór fluidu to nie jest łatwy temat. Magda radzi wybrać fluid zawsze o ton jaśniejszy, bo jeśli modelujemy twarz, to przyciemnia nam buzię, to po pierwsze. Po drugie – jeśli mamy skórę tłustą lub mieszaną, to fluidy często się utleniają – to jak z tłustą plamą na bluzce, która od razu robi się ciemniejsza, tak samo fluid ściemnieje. – Nigdy nie mówię, że dany fluid jest najlepszy. Nie polecam żadnych konkretnych. Ważne jeszcze, żeby fluid nie był zbyt ciemny, bo wtedy wyglądamy na bardziej zmęczone, dodajemy sobie lat, a nasza twarz wygląda sztucznie, jak maska. Także w przypadku fluidu lepiej mieć go o ciut jaśniejszym niż za ciemnym.

Brwi

Kobiety mają tendencję do robienia sobie zbyt ciemnych brwi i bardzo wyraźnie wyrysowanych. To bardzo często błąd, kiedy dobieramy cień do brwi pod kolor naszych włosów. Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę, że zawsze powinno dobrać się cień o ton lub dwa jaśniejszy, ponieważ nałożony na skórę zawsze wygląda ciemniej.

Oko

Bardzo częstym błędem są nieporozcierane cienie na powiekach, co powoduje, że oko wygląda, jakby była na nim jedna wielka plama. Dodatkowo im głębiej osadzone oko i mniej roztarty cień, tym oko wizualnie zapada się jeszcze bardziej. Ładne roztarcie cieni jest bardzo istotne.

Rzęsy

Magda jest wielką fanką i popularyzatorką doklejanych rzęs. Zwraca więc uwagę na często popełniany błąd – czyli doklejanie rzęs do samego końca powieki. Ten błąd sprawia, że oko wygląda, jakby miało opadnięte końcówki. Rzęsy zamiast podkreślać oko, uwydatniać je sprawiają, że wyglądamy jak psiak, który prosi o kolejną porcję przysmaku. Nie wygląda to dobrze.

Krem z bronzerem

Kobiety kochają bronzer i myślą, że używanie go jest super, a tak niestety nie jest. Używamy bronzera w nadmiarze, który zostawia czarne, brudne plamy na twarzy. Jeśli już chcemy używać ziemi egipskiej, to róbmy to naprawdę z umiarem, nie nakładajmy jej bezmyślnie na twarz.  Ciemne kolory nas postarzają, musimy o tym pamiętać.

– Mogłabym zbankrutować wydając pieniądze na kosmetyki, ale tak jak uważam, że warto wydać naprawdę więcej pieniędzy na dobry fluid – tu cena zawsze idzie w parze z jakością. Natomiast jeśli chodzi o cienie do powiek, to ta reguła już niekoniecznie się sprawdza. Sama jestem fanką cieni firmy Inglot, które nie są drogie, a świetnie się sprawdzają – mówi Magda dodając: – Z kosmetyków, których używam i mogę z czystym sumieniem polecić są , które są podstawową, a jednocześnie pełną pielęgnacją skóry. To co w nich wyjątkowe to zawartość olejków, które odżywiają i nawilżają skórę bez dodatkowych kremów i balsamów. Są naturalne, bez żadnej chemii i konserwantów.

Sekrety makijażu według Magdy Pieczonki

O swoim prywatnym życiu nie lubi mówić, ale przytakuje, że tak, że jest szczęśliwa. Pytana o plany bez zająknięcia wymienia: – Robię teraz program dla tvn player dla makijażystek i dla kobiet, które chcą się nauczyć malować – to pierwszy takiego typu program. Ponadto chciałabym powiększyć swoją szkołę makijaży, rozwinąć swój kanał na You Tubie, myślę też o swoich kosmetykach. Nie mówię o wszystkim, co planuję, choć wszystko kręci się wokół makijażu. Chcę się rozwijać, a za moim rozwojem stoi wiele osób, na to gdzie jestem, ma wpływ wiele przychylnych mi ludzi.

Dzisiaj Magda ma za sobą pracę między innymi przy „Tańcu z gwiazdami”, programach śniadaniowych, „Małych Gigantach”, maluje Maję Sablewską, Maję Bohosiewicz, Agnieszkę Jastrzębską, Dodę, Ewę Chodakowską. Prowadzi warsztaty dla makijażystek, także za granicą. I mówi: – Ja tylko maluję. Makijaż jest dla mnie wszystkim – jest moją pasją, moją pracą, tym, co kocham. Musiałam tylko to w sobie usłyszeć i się odnaleźć.

Może to jest właśnie przepis na sukces?


Zobacz także

„Co z tego że mam cellulit, sadło tu i tam, obwisłe cycki…To moje ciało i zrobię z nim co będę chciała”. Dziennikarka szczerze o tym, jak wygląda

„Nie chodziłam na imprezy, nie miałam chłopaka” Gdy jesteś dla siostry jak matka

Myślisz, że potrafisz dobrze ogolić nogi? Zła wiadomość: większość kobiet robi to źle

pills24.com.ua

www.buysteroids.in.ua

buysteroids.in.ua/tabletirovannyie-anabolicheskie-steroidyi/oksandrolon/oxanabol.html