październik

OnaPoLeonie
OnaPoLeonie
31 października 2017
 

 

Zimno. Ciemno. Mgliście. Dziesiątki kartkówek, sprawdzianów i testów Starszaków, turniej gam pełen niepowodzeń, popisy w niedalekiej przyszłości, smutek, wkurw, kolejki do lekarzy i wykorzystane limity NFZ do końca roku, słowem – fucktober.

Wtem!

jesien

Spotykam Magdę. Zauroczoną, rozświetloną, uśmiechniętą łagodnie, tak inną od mijanych na co dzień ludzi. I Ona mi mówi, że to dlatego, że to Jej czas, Jej pora roku, Jej miesiące.

– Naucz mnie – proszę – jak nie polubić, to chociaż zaakceptować ten cholerny mordor zza okna.

W zasadzie każdy jej argument mogłam obalić swoim, przemyślanym przez lata, wypielęgnowanym głęboką nienawiścią, wypolerowanym nabytym pesymizmem, ozdobionym paskudnym charakterem i przystrojonym peemesem. Że zapach liści (chyba psich gówien). Że piękne pejzaże (chyba w kalendarzu z biedronki). Że ludzie są bliżej (chyba kaloryfera). I tak dalej.

A następnie rozszczelniłam te dwie szare komórki dryfujące w mym niewąskim łbie i pomyślałam, że wóz albo przewóz. Albo w istocie pogodzę się z jesienią, albo przez osiem miesięcy w roku (sierpień zwiastuje już klęskę) będę ubolewać, lamentować, narzekać, psuć humor sobie i, niczym wrzód na dupie, stanę się tematem tabu dla wszystkich wokół, którego ani wycisnąć, ani zaakceptować, a już na pewno nie polubić.

I po co mi to.

Zaczęłam słuchać Magdy bez waty w uszach i kontrargumentów w rękawie. Też lubię herbatę z cytryną. Też uwielbiam czytać pod kocem. Uwielbiam śliwki. I zapach cytrusów. I świeczki tu i ówdzie. Spokojny jazz sączący się w tle. Ciepłe swetry z przydługimi rękawami. Gry planszowe na środku dywanu. I góry jesienią są najcudowniejsze. Da się? Można!

I gdy już słońce zaczęło mi rozświetlać czarnych myśli krajobrazy, Melon dostał gorączki i wszystko trafił szlag!

 


O wielozadoniowości

OnaPoLeonie
OnaPoLeonie
16 listopada 2017
pozytywnaperspektywa.pl
 

Jak przeciętny człowiek posiadam dwie łapy. Na szczęście zdrowe. Najczęściej używam ich obu jednocześnie, nierzadko w różnych celach.

Ot na przykład jedną mieszam zupę, drugą trzymam Melona. Jedną wskazuję Malinie ważny fragment książki, drugą ustawiam wieżę z klocków. Jedną nalewam wody do kubka, by sparzyć upragnioną kawę, drugą zamiatam powłóczystym ruchem podłogę. Sprzątam łazienkę i jednocześnie gotuję obiad. Odkurzam i jednocześnie tańczę, by rozbawić towarzystwo. Chowam do pudeł zabawki i tłumaczę zawiłości gramatyki brytyjskiej. Myję zęby i przeczesuję włosy. Podkreślam rzęsy i kopię gumową piłkę. Kąpię się i lecę z pamięci rymowanki. Prowadzę samochód i planuję jadłospis na kolejne dni. Niosę Melona, wiolonczelę i skrzypce i wysłuchuję ryku zniecierpliwionego malca i dwóch relacji z całego dnia, jednej szczegółowej, drugiej zdecydowanie bardziej zdawkowej. Po cichu zsuwam jeansy i padam na łóżko, uwalniając pierś, by ukoić niepokój syna. Nawet książkę czytam, jednocześnie karmiąc. Poranną owsiankę przygotowuję, przewijając Melona i szykując odpowiedni przyodziewek. Korzystam z toalety, przygniatając nogą łazienkową szafkę pełną skarbów dla niemal połtoraroczniaka. Rozmawiam przez telefon, łapiąc syna lecącego z/do schodów. Nic, absolutnie nic nie robię pojedynczo. Mam wrażenie posiadania ośmiu odnóg, trzech mózgów z doskonałymi superszybkimi procesorami i motorka w dupie.

W minioną sobotę postanowiłam się zalogować w wannie pełnej aromatycznej piany. Zamknęłam drzwi, odesłałam rodzinę piętro niżej, zapaliłam świeczki, nalałam sobie kieliszek wina i włączyłam radio, a następnie otworzyłam książkę.

Bo odpoczywać też należy wielozadaniowo.

Edit.

Zapomniałam (ach, jakże mogłam o tym zapomnieć!?). Niemal zawsze trzecią, niewidzialną ręką rozdzielam skonfliktowane (cóż za eufemizm) rodzeństwo. No taka karma.

(fotografia: )


List nauczycielki

OnaPoLeonie
OnaPoLeonie
14 października 2017
Fot. iStock / alexeyrumyantsev

Kochany Uczniu, drogi Rodzicu, szanowny Kuratorze Oświaty.

Na wstępie pozdrawiam Was serdecznie. Tęsknię za Wami, naprawdę, zupełnie inaczej się Was postrzega z perspektywy przewijaka i nosidła manduca.

Zupełnie inaczej postrzega się i pojmuje również sens swojego wysiłku, wkładanego w trud nauczenia Was, Waszych pociech, Waszych podopiecznych.

Dlatego przepraszam Was, kochani, za to, że czasem nie zaspokajałam wszystkich Waszych potrzeb. Nie umiem tego zrobić w dwudziestoosobowej grupie.

Za to, że niektóre ćwiczenia wydawały Wam się nudne, bezsensowne, za długie, za krótkie, za trudne, za proste. Każdy z Was lubi co innego.

Za to, że zadania domowe były zbyt pracochłonne, za mało pracochłonne, za banalne, zbyt skomplikowane. Każdy z nas popełnia błędy.

Za to, że czasem  traciłam cierpliwość. Jestem tylko człowiekiem. Z wymaganiami z góry, z górki i z boku. Z chęcią zainteresowania tych mniej zaangażowanych i z potrzebą rozwoju tych chętniejszych. Z testami, które stają się nagle ważniejsze niż wiedza faktyczna i zainteresowanie. Ze swoją gonitwą myśli, swoimi troskami, utrapieniami bliskich.

Za to, że czasem nie było mnie w pracy. Dzieci chorują, to normalne, każdy z nas się z tym zmierzył. Moje dzieci także. Moje własne, w bólach urodzone i piersią wykarmione . Któż miał się nimi zająć?

Za to, że nie zawsze dawałam z siebie wszystko. Miewałam gorsze dni, ból brzucha, ból głowy, poronienie, strata bliskiej osoby. Nie zawsze było z wiatrem.

Nie jest łatwo być dziś nauczycielem. Oczekiwania wokół są wielkie, ale (co najgorsze) różne w zależności od punktu siedzenia. System nie ułatwia, media psioczą, gazety plotą bzdury. A jednak są wśród nas perełki.

Dbajcie o nie. Bez nich ta nasza polska szkoła nie ma sensu.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Bądźcie dla siebie dobrzy. I wyrozumiali. Wszyscy jesteśmy jeno ludźmi.

onapoleonie (nauczycielka na skraju wypalenia)


www.danabol-in.com/injection/trenbolon/trenbolone_acetat_sp_laboratories

https://steroid-pharm.com

www.steroid-pharm.com