Pierwszy krok w miłości do swojego ciała. Zrób go dla siebie

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
28 lipca 2016
fot. iStock/purposefully
 

Dużo mówi się o tym, że każda z nas powinna zaakceptować swoje ciało. I dobrze, że zaczyna się dyskusja w tym temacie, ale trochę gorzej, że kolejny raz każda z nas słyszy od kogoś zza szklanego ekranu, co powinna zrobić. Bo zamiast mówić, że powinnyśmy, lepiej byłoby powiedzieć, jak do tego doprowadzić. Doskonale wiem, że to trudne i wielowymiarowe zadanie, ale poznałam też jeden sposób na pokochanie siebie, którym chciałabym się z wami podzielić.

Stop porównywaniu

Zacznijmy od tego, że na różnorodność kobiecych ciał trzeba patrzeć z ogromną świadomością. Niby wszystkie zdajemy sobie sprawę z unikalności swojego DNA, a i tak chcemy wyglądać perfekcyjnie jak po użyciu Photoshopa czy innego programu graficznego, który w pięć minut wygładzi nam twarz, usunie boczki, a przy okazji jeszcze doda trochę więcej makijażu i objętości włosom. Porównujemy się do innych bez przerwy, chociaż powinnyśmy się skupić na sobie. Tak, to kolejny banał, ale uwierzcie – działa. Czasami zastanawiam się, jakim cudem nikt nie wymyślił aplikacji, w której mogłybyśmy się porównywać do innych dziewczyn. Wiecie, tak jak porównuje się sprzęt elektroniczny przed zakupem w sklepie internetowym. Coś mi się wydaje, że to byłby hit, zaoszczędziłby wiele czasu, który bezsensownie spędzamy przeglądając profile koleżanek.

Ocenisz ją? Oceniasz siebie!

Na pewnym spotkaniu z psychologiem, bardzo sympatyczna pani uświadomiła nam, że jeżeli nie lubimy danej cechy u kogoś, np. spóźnialstwa, najprawdopodobniej nie lubimy jej także u siebie, tylko do tego jest nam się już ciężej przyznać. Oceniając ludzi nie tylko pod względem charakteru, ale i wagi, kształtu ciała czy wyrazu twarzy, oceniamy przy okazji siebie. A przecież taki osąd potrafi być krzywdzący dla każdego, o kogo kogo dotyczy, ale także dla ciebie. W moim przypadku ocenianie innych polegało na krytyce grubszych dziewczyn za to, że ubierają się zbyt kolorowo, a przecież powinny chodzić ubrane skromnie i nie zwracać na siebie uwagi. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale zazdrościłam im. Potrafiły podkreślić swoje atuty, podczas gdy ja sama nie miałam odwagi założyć czegoś innego poza czarnym, długim swetrem i dżinsami.

Przełam się

Jedynym najszybszym rozwiązaniem, które pomoże ci się wyłamać z zaklętego kręgu oceniania innych i siebie samej jest zauważanie. Zauważanie tego, czego w sobie nie lubisz, co chciałabyś zmienić albo wręcz przeciwnie – czego zazdrościsz innym, a chciałabyś przenieść do swojego życia. Nie mówię tutaj o milionach dolarów i wakacjach na Bali, ale o tej najważniejszej rzeczy – akceptacji swojego ciała.

iStock_22094374_MEDIUM

Szczere przyznanie się przed sobą do swoich wad może być naprawdę bolesne, ale przy okazji oczyszczające. W międzyczasie zadaj sobie dwa pytanie: Czy to prawda, że tylko idealnie chude dziewczyny mogą być piękne? Co tak naprawdę znaczy piękno? Nie mam zamiaru mówić, kto może być piękny, a kto nie, bo według mnie nie ma kobiet brzydkich, są tylko takie, które nie wierzą w swój potencjał i po prostu go nie wykorzystują.

Do startu, gotowa?!

Nie dam ci gotowej recepty na to, jak w dwóch krokach pozbyć się nienawiści do swojego ciała i ciągłego oceniania siebie i innych, tabletek też niestety na to nie ma, przynajmniej na razie, bo na większość rzeczy już są. Wmawianie sobie, że po prostu musisz przestać myśleć negatywnie o innych kobietach po prostu nie działa. Jedynym wyjściem z tej krytycznej sytuacji jest rozpoczęcie powolnego i bardzo delikatnego procesu, dzięki któremu będziesz zauważać, co dzieje się dookoła, ale przede wszystkim, co tak naprawdę siebie w tobie. Czasem sprawcą wszystkiego co złe w naszych relacjach z ludźmi są kompleksy, które pojawiają się już we wczesnym dzieciństwie. Myślimy sobie, że definicją nas jest numer, który pojawia się na wadze czy rozmiar, który nosimy. Chociaż tak naprawdę piękno nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek matematyką, pomimo wszelkich zapewnień, że symetryczność jest najbardziej pożądana. Bzdura! Każda z nas jest piękna!

Zadanie domowe

Dawno takiego nie miałaś, co? Pewność siebie i akceptacja nie przyjdzie jednak sama, to naprawdę trudna i niejednokrotnie bolesna ścieżka, ale wiecie co? Naprawdę warto! Codziennie przez pięć minut staraj się przeglądać zdjęcia pięknych kobiet w różnych rozmiarach i kształtach. Nie chodzi tu o typowe modelki, ale raczej kobiety, które nie wstydzą się swojego ciała. Zdjęć jest pełno! Tumblr, Instagram, Pinterest – na pewno nie będziesz miała problemu ze znalezieniem. Zapisuj wszystkie myśli, które przychodzą ci do głowy w czasie małego „seansu”. Nie oceniaj, a raczej dostrzegaj swoje odczucia, a następnie ze spokojem przeczytaj, co napisałaś. Ok, nie zadziała od razu, ale najważniejsze jest zrozumienie, że nie tylko Heidi Klum może być piękna. Tak długo, jak sama nie zaakceptujesz siebie i nie pokochasz swojego ciała, będziesz oceniać innych, a przy okazji ranić samą siebie, czy na pewno tego potrzebujesz? Pamiętaj, każda z nas jest unikalna na swój sposób i pora to docenić!


Oni z pewnością zasługują na miano super ludzi!!! Obejrzyj koniecznie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 lipca 2016
Fot. Screen / You Tube
 

Za chwilę czekają nas emocje związane z Igrzyskami. Ci, którzy kochają sport i nawet ci, którzy kochają go mniej będą emocjonować się osiągnięciami sportowców. Będą zachwycać się wynikami, nowymi rekordami. Tymczasem zapominamy, że zaraz po igrzyskach zaczyna się paraolimpiada, z której nasi wyjątkowi sportowy cztery lata temu przywieźli aż 36 medali!

Czasami mam wrażenie, że to, co paraolimpijczycy są w stanie zrobić ze swoim nieidealnym ciałem, wykracza poza wszelkie normy. Ta wiara we własne możliwości, determinacja, upór i ambicja… – tego powinniśmy się od nich uczyć i za to bezwzględnie podziwiać sportowców z niepełnosprawnością.

Na całym świecie paraolimpiadę oglądają miliony ludzi, ale nie w Polsce – u nas jest marginelizowana. Czas to zmienić. Zobaczcie, jak sportowców, którzy będą walczyć w Rio de Janeiro promuje Channel 4.

Trudno się nie wzruszyć i nie otworzyć oczu ze zdumienia…


„Odchodzę wierząc, że istnieje miłość ponad śmierć. Potrzebna po to, by iść dalej”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
28 lipca 2016
Fot. iStock/101dalmatians

Ukochany mój, gdziekolwiek teraz jesteś! To nie tak, że przestałam cię kochać, że chcę już o tobie zapomnieć. To nie tak, że moje serce już cię eksmitowało, a wspomnienia rozpłynęły wraz z nadchodzącym świtem. To nie dlatego, że już przestałam być twoją żoną, że zdjęłam obrączkę. Przecież tego ostatniego dnia powiedziałeś mi, że zawsze będziesz mnie kochał. Nawet tam, wysoko nad nami. A ja ci wtedy odparłam, że w mojej duszy na zawsze już będziesz miał swoje miejsce. Zapytałeś jeszcze, dlaczego nie w sercu. Łzy odpowiedziały ci, że moje serce pękło, bo czuło jak się ze mną  żegnasz. Na zawsze. 
Pamiętam ten letni, ciepły dzień. Byłam jakaś taka pogodzona z losem, z tym, że jestem sama. Ty wtedy przestałeś o siebie walczyć, choroba nie dawała ci szans. I wtedy otworzyłam drzwi, za którymi stałeś. W twoich oczach było tyle ciepła, zrozumienia i tęsknoty za uczuciem. Od pierwszych chwil wiedziałam, że właśnie spełniają się moje marzenia. Moje pragnienia o miłości, jaka zdarza się w życiu tylko raz. Wystarczyło, że lekko dotknąłeś swoją dłonią mojej twarzy, że twój aksamitny głos wypowiedział moje imię. Wiedziałam, że póki śmierć nas nie rozłączy.

Pamiętam nawet zapachy z tamtych pięknych dni. To jak pachniała łąka, która kryła nas przed resztą świata. Jaki zapach unosił się nad górami, w których wydeptaliśmy wszystkie ścieżki. I bryzę znad morza, gdzie spędzaliśmy urlopy. I kwiaty na działce, pośród których tańczyliśmy boso. I lawendowy zapach nocy, którą przerywał mój krzyk i twój szept.

Wszystko pamiętam i nigdy nie zapomnę. Smaku twoich ust i spojrzenia, w którym można było się ogrzać. Dotyku, który dawał poczucie bezpieczeństwa. Dobroci, jaką mnie karmiłeś już o poranku. Tego, że nauczyłeś mnie żyć i oddychać. Dostrzegać to, o czym wcześniej nie miałam pojęcia, choć było tak blisko. Cieszyć się i dziękować losowi, za każdy nawet najgorszy dzień. Bo był nasz. Bo świt był zawsze pełen czułości a nocą wplatałeś swoje palce w moje. Zawsze trzymałeś moją dłoń i mówiłeś, że to na wypadek, gdyby pojawiły się koszmary. Że razem przez nie przejdziemy. I jeszcze to, że każdej minuty, dzięki tobie czułam się piękna, kochana i szczęśliwa. Najszczęśliwsza.

I tamten dzień pamiętam, gdy przyśniłeś mi się nad ranem. I patrząc na mnie z troską powiedziałeś, że teraz będę musiała poradzić sobie sama. Zerwałam się z łóżka, ubrałam w byle co. Pamiętam jak wbiegłam do szpitala i do sali, na której jeszcze wczoraj słyszałam bicie twojego serca. I twoje puste łóżko, i  torbę z twoimi rzeczami. Nie chciałam jej zabrać, pytałam, gdzie jesteś. Nie wierzyłam w ani jedno słowo lekarza.

Kazałam zaprowadzić się do prosektorium. Sama rozsunęłam zamek czarnego worka. Miałeś taką spokojną twarz, a ja krzyczałam, żebyś się obudził. Błagałam, żebyś przestał się wygłupiać. Ktoś mnie stamtąd wyciągnął i kazał wybrać kolor trumny. I wzór klepsydry i jakie kwiaty, na tę ostatnią podróż. A ja myślałam o tym, że za dwa miesiące mieliśmy obchodzić pierwszą rocznice ślubu. A Ty się tak pospieszyłeś i wyjechałeś sam. Nawet nie wiem gdzie. I czekałam kochany, czekałam aż wrócisz.

Parzyłam nam nadal kawę w dwóch kubkach. Stawiałam twój naprzeciwko mnie i denerwowałam, że ci wystygnie. Prałam i prasowałam twoje koszule na wypadek, gdybyś potrzebował, jak już przyjedziesz. A gdy przychodziła noc i nasze łóżko było tak przerażające puste, przykrywałam się twoim swetrem. Resztkami twojego zapachu, oplatając się  rękawami, jak twoimi ramionami. I na cmentarzu, przymarzałam do płyty pomnika, żeby być bliżej ciebie.

I mijały dni, miesiące i lata. I coraz boleśniej uświadamiałam sobie, że już nie wrócisz. Że umarłeś, że twoja podróż się skończyła. I że moja, czy tego chcę czy nie, trwa nadal. Przypomniałam sobie jak powtarzałeś, że chcesz, żebym jeszcze kiedyś była szczęśliwa. I, że nie umarłam razem z tobą. Choć tak mi się wtedy wydawało. I, że tak jak wtedy żegnałeś się ze mną, tak ja dziś żegnam się z tobą.

Żegnam i dziękuję, że miłość którą mi dałeś, pozwoliła mi przetrwać najgorszy czas. Czas, w którym tylko łzy, smutek i paniczny lęk. I rozpacz, która nie pozwalała oddychać. I przeszywający ból , który nie pozwalał postawić kroku. Żegnam i zabieram piękne wspomnienia, które zachowam w sobie, po kres swoich dni. Żegnam i pozwalam ci odejść, a sobie zacząć od nowa. Pakuję do kartonów nasze wspólne lata i zamykam drzwi naszego mieszkania. Ostatni raz oglądam się za siebie i ocierając łzy patrzę w okno, w którym lubiłeś stać. Podnoszę rękę i niemym szeptem, mówię ci że odchodzę. Odchodzę wierząc, że istnieje miłość ponad śmierć. Potrzebna po to, by iść dalej.

Nie bójcie się kochać, bo to, co prawdziwe, zostanie z wami już na zawsze. Nawet, gdy jedno z was wsiądzie do pociągu bez powrotnego biletu.


Zobacz także

Jak wychować chłopca na dobrego mężczyznę. 10 wskazówek dla rodziców

Siła dziecięcej wyobraźni, to więcej niż nam się wydaje. Zobaczcie „Super cienie”

Nie ma metody skuteczniejszej, niż prawda. O cienkiej granicy ludzkiego zaufania

www.steroid-pharm.com/boldenone.html

https://rs-clinic.com.ua

Этот важный веб сайт со статьями про www.plasticsurgery.com.ua.