Podróże kształcą, nawet te najmniejsze są cenną dla nas lekcją. Czego mogą nauczyć nas nasze małe wyprawy?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 maja 2017
Arch. prywatne
 

Wiecie, co jest największym szczęściem? Dla mnie to odnajdywanie siebie, radości i czasu w najmniejszych szczegółach. Doświadczanie – jak to mówi moja przyjaciółka – pierwotnych emocji. Bo kiedy wsiadasz na rower i w cztery osoby dorosłe, szóstkę dzieci półroczne niemowlę wyruszasz w drogę, to pierwsze, czego doświadczasz to właśnie tych podstawowych emocji i potrzeb. Wiesz, że musisz przetrwać w mega ulewie pośrodku pola, gdzie rower możesz tylko prowadzić, bo mapa cię „oszukała” z przejazdem. Musisz zjeść, odpocząć, położyć się spać. I nic więcej cię nie interesuje.

Podróże kształcą – mało które powiedzenie jest aż tak prawdziwe. I mało które tak prosto jest udowodnić. Pojechaliśmy na trzydniową wyprawę rowerową. Wbrew zapowiedziom pogody, wbrew temu, że każdy inny mówił, że będzie padać, będzie zimno i w ogóle właściwie po co jedziemy.

No więc, ja dzisiaj wiem po co pojechaliśmy…

– pojechaliśmy żeby pobyć razem

Nie na chwilę, nie pochylając się na dwie godziny nad planszówką i zabierając dzieci na lody, czy puszczając na plac zabaw sami ponownie skupiając się na sobie. „Musicie mieć jednego dorosłego w zasięgu wzroku” powtarzaliśmy tylko przez pierwszy dzień, bo później już wszyscy chcieli jechać razem, żeby pogadać, pośmiać się, pośpiewać wspólnie. Byliśmy razem bez półśrodków, bez oszukiwania, bez ściemy. Bez patrzenia w telefony, zerkania na zegarek. Okazało się, że niemal do północy można pograć w mafię, a dzieci zapominają o telewizorze, o telefonie siadając i grając w karty. Można przegadać każdy kilometr, a można pojechać jakiś czas samemu zostając ze swoimi myślami i nikogo to nie dziwi…

Gdzieś po drodze

Gdzieś po drodze

– pojechaliśmy, żeby sobie przypomnieć, że możemy na sobie polegać

Tak rzadko na co dzień o tym pamiętamy. A tu, na dziesięć rowerów, kiedy komuś coś się stanie, kiedy ktoś inny nie ma siły, ktoś musi się przepakować wiesz, że nie jest się samemu. Że nikt cię nie zostawi, nie wyśmieje, nie zdenerwuje się wyrzucając: „o jeny wszystko co złe, to przez ciebie”. Nie, w trakcie takiej podróży rozumiesz, że jesteś z ludźmi, na których możesz polegać, którzy poklepią po ramieniu, pożyczą buty, wysuszą twoje skarpetki, zrobią kawę albo drinka, wzruszą się razem z tobą i podetkną pod nos ostatni kawałek kiełbasy z ogniska.

– pojechaliśmy, żeby śmiać się do łez

Mam to szczęście, że wokół mnie są ludzie z dużym dystansem do siebie, do rzeczywistości. A więc płakaliśmy ze śmiechu moknąc w strugach gradu i deszczu próbując sobie nawzajem pomóc. Śmialiśmy się próbując podjechać pod górę, pod wiatr, kiedy już niemal nikt nie miał siły. Śmialiśmy się z tysiąca sytuacji, które już teraz na zawsze będą śmieszyć tylko nas, bo nikt inny ich nie zrozumie. I śmiejemy się dziś oglądając zdjęcia i filmiki z tej naszej małej wielkiej podróży.

– pojechaliśmy, żeby przypomnieć sobie, że są dobrzy ludzie

To, co jest największą wartością każdej, choćby tej najmniejszej podróży, to ludzie, których spotykasz. My mieliśmy szczęście. Najpierw od wielu lat niewidziany znajomy, który dał nam klucze od sali gimnastycznej w pewnej wsi, włączył ogrzewanie, żebyśmy mogli się wysuszyć i wyspać… A później pan w innej wsi zaprosił nas na swoje podwórko, pozwolił się rozgościć, rozpalić ognisko i po prostu odpocząć. I jeszcze gospodarze w agroturystyce, gdzie dostaliśmy „od firmy” jajka na jajecznicę i kiełbaski na ognisko. I odzyskujesz wiarę w to, że nadal są dobrzy ludzie, którzy uśmiechną się, porozmawiają, pozwolą zjeść lody na schodach pod swoim sklepem… Wzrusza mnie to niezmiennie i pozwala nauczyć moje dzieci, że ważny jest każdy spotkany człowiek… Że od każdego możemy wiele dostać.

Na podwórku u pewnego pana

Na podwórku u pewnego pana

– pojechaliśmy, żeby pokazać, że nikt nic nie musi, tylko może

„Ale nie musieliśmy temu panu płacić za drewno na ognisko” – spytały dzieci. „Nie musieliśmy, tak jak on nie musiał nas wpuszczać do siebie na podwórko” – odpowiedzieliśmy. I dociera do ciebie i do twoich dzieci, jak niewiele musimy, a jak wiele pozostaje po prostu naszym wyborem, naszą decyzją. Tak po prostu.

– pojechaliśmy, żeby wiedzieć, że czas może zwolnić do granic nieprzyzwoitości

I że to wcale nie świat pędzi, a nawet jeśli to on przyspiesza, my możemy zadecydować, kiedy chcemy wysiąść z tej karuzeli. Bo okazuje się, że możemy, że nie trzeba zerkać na zegarek, wszystkiego planować. Że owszem masz cel, ale nie on jest najważniejszy, bo liczy się droga, którą musisz do jego osiągnięcia przebyć. A jakość tej drogi znowu zależy od ciebie. Możesz gnać na złamanie karku ścigając się właściwie nie wiadomo z czym, a możesz delektować się podróżą, doświadczać, rozglądać się, zatrzymywać, żeby jak najwięcej skorzystać, żeby jak najwięcej się nauczyć. Masz czas poleżeć na trawie, zatrzymać się na godzinę po zaledwie 15 minutach podróży, tylko dlatego, że miejsce piękne, przyjazne, że zaprasza do odpoczynku. I nagle doba, o której wydłużeniu na co dzień marzysz staje się tak długa, że masz wrażenie, że w podróży nie jesteś dwa dni, ale tydzień i że nie przejechałeś 50 kilometrów, tylko 300. Dziwiliśmy się, dziwiły się dzieci: „Jeny, to się dzisiaj wydarzyło? A my mamy wrażenie, że z trzy dni temu”. Tak rzadko dajemy sobie przyzwolenie na czerpanie życia z każdej minuty…

– pojechaliśmy, żeby przypomnieć sobie, że nie wszystko zależy od nas

Nie wiadomo, jak byśmy się nie zapakowali, jak byśmy sobie nie zaplanowali trasy, zawsze zdarzy się coś, na co nie mamy wpływu. To deszcz, to droga, która istnieje tylko na mapie, to w końcu ludzie, którzy cię zatrzymują. Mój syn mówił: „Mamo, ile jeszcze czasu będziemy jechać”, a ja zgodnie z prawdą mogłam mu odpowiedzieć: „Nie mam pojęcia, zobacz, co się dzieje, nie wiem, kogo spotkamy, co się wydarzy”. Musimy być otwarci na to, co nas spotyka, okazuje się później, że nie tylko podczas podróży…

Dzieciaki, które zachwycają się miejscem

Dzieciaki, które zachwycają się miejscem

– pojechaliśmy, żeby rozejrzeć się wokół z uważnością

Bo niby znasz te miejsca, te mijane wsie, wiesz, że tam jest jezioro, a po drugiej stronie plaża. A jednak zauważasz, jak trawa faluje targana wiatrem, jak niemal z godziny na godzinę zielenieją się drzewa. Jak wiele możesz zobaczyć po sam horyzont, jak innego wymiaru nabierają szczegóły krajobrazu, kiedy nagle widzisz w środku lasu wiatę, gdzie możesz odpocząć, a w wiosce, którą mijasz co jakiś czas odnajdujesz miejsce, z którego nie chce ci się wyruszyć dalej, choć do domy już tak blisko. To doświadczanie uważności, rozglądanie się wokół siebie – na świat, na ludzi jest bezcenne. Tak jak nie do przecenienia jest pobycie z samym sobą. Nie uciekniesz od swoich myśli, emocji, od siebie. Nie zajrzysz w telefon, nie zamkniesz się w knajpie. Jesteś ty, droga, rower, twoje zmęczenie, twoje wzruszenie, radość…

– pojechaliśmy, żeby na nowo zrozumieć, jak niewiele do szczęścia potrzebujemy

Może nowy samochód, żeby był lepszy i szybszy. Może na kolację krewetki, albo sushi zamówić. Gdzie dzieci na obóz zapisać, co jeszcze im dać na lepszy start. A tymczasem okazuje się, że, aby poczuć szczęście, wystarczy kanapka z pasztetem lub konserwą, pomidorem wytarganym z czeluści torby, jabłko, kawałek czekolady i suche buty, i sklep, w którym można kupić suche majtki męskie i lody nasze ulubione (zresztą robi je mój kuzyn). Wracasz i rozumiesz, że to wszystko, co czuło się przez te kilka dni, to po prostu szczęście. Szczęście, że ten czas można było spędzić w towarzystwie ważnych i bliskich ludzi. Szczęście, kiedy okazuje się, że nie musimy stawiać sobie wcale wygórowanych celów, podnosić poprzeczki, że doświadczać szczęścia możemy w tak zdawałoby się drobnych, a okazuje się, że w tak ważnych dla nas rzeczach.

IMG_20170501_113116

Wróciliśmy z tej podróży inni, te trzy dni rowerem wokół komina dały nam takie poczucie szczęścia, radości, wspólnoty i wsparcia, że aż nie sposób to wszystko pomieścić w sobie. To energia, która rozpiera od wewnątrz i która przypomina, co tak naprawdę w tym naszym życiu jest dla nas najważniejsze.

Polecam… Może na ostatni dzień majówki. Wiecie przecież, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku.


„Powiedział, że nie wytrzymam bez niego nawet jednego dnia… Ale wie pan co? Ja wytrzymałam ten jeden cholerny dzień… Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 maja 2017
Fot. iStock/martin-dm
 

Środek tygodnia, południe. I jak zwykle o tej porze – niemal pusty lokal. Pod ścianą standardowo usadziła się ta przezroczysta kobieta, w której jedynym mocnym akcentem były fatalnie dobrane ramki do okularów: grube i ciężkie. Zawsze tam siadała – po prostu było najbliżej do gniazdka, do którego skwapliwie się podpinała z przechodzonym laptopem i łapczywie ścigała darmowe wi-fi.

Po raz setny sprawdził witrynę, ekspres i wyszedł dosłownie na chwilę do pakamery, a gdy wrócił, przy barze siedziała jakaś kobieta. Nerwowo szukała czegoś w torebce i dopiero na jego głośne:

– Dzień dobry! Co dla pani? – podniosła wzrok.

– Kawę…

– Jaką? – uśmiechnął się z zawodową uprzejmością.

– Jezus… Nie wiem! Jakąś… – zatopiła wzrok w czeluściach torby i nieustannie testowała jej zawartość zanurzoną w niej po łokieć ręką.

– Duża? Mała? – siłą się powstrzymał, żeby nie przewrócić oczami.

– Kawę, człowieku…. – skupiła wzrok na wielkim menu za jego plecami i jakby z ulgą sapnęła – Latte!

– Z syropem?

– Może być brandy… Macie tu w ogóle brandy? Czy tylko karmelek? – prychnęła.

Odwrócił się w stronę ekspresu i wziął gorącą szklankę. Z górnej półki zdjął butelkę i szybko odkręcił nakrętkę. Zanim zdążył przechylić ją nad szklanką, kobieta upomniała go:

– Tylko wie pan… Niech pan się nie oszczędza…

Spojrzał zdziwiony.

– Lubię kiedy brandy pachnie kawą, a nie na odwrót… – dorzuciła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Z dna torebki wyciągnęła papierosy i zapalniczkę, po czym beztrosko zapaliła. Wzięła tak głęboki wdech, że dym miał pełne prawo wydobyć się z jej stóp.

– Tu nie wolno palić… – powiedział zmęczonym głosem.

– Bo co? – bezczelnie wypuściła dym w jego stronę.

– Bo to przeszkadza innym gościom – dodał tonem wyjaśnienia.

– Jakim innym?! – zaśmiała się kpiąco. – Przecież tu nikogo nie ma!

Spojrzeniem wskazał tę internetowa kloszardkę. Kobieta przy barze odwróciła się powoli i omiotła ją wzrokiem. Po czym znów spojrzała na niego, kolejny raz zaciągnęła się dymem i unosząc w zdziwieniu brwi, uściśliła:

– Ta nudziara? Słowem się odezwie… Wygląda na taką, której wszyscy skaczą po głowie – papieros utknął w kąciku ust, a ona znów pochyliła się nad torebką. – Panu też wszyscy skaczą po głowie? – podniosła wzrok.

– To lokal dla niepalących – uparł się. Codziennie miał takie sytuacje… Przywykł i nie emocjonował się niepotrzebnie.

– To wezwij, służbisto, policję i niech mnie aresztują… – zaciągnęła się niepodlegle i powoli wypuściła dym. Na filtrze papierosa odbiła się jej szminka. Patrzył na ten ślad i zastanawiał się, jak ona wygląda bez makijażu. Teraz spora warstwa kosmetyków ewidentnie pokrywała koszmarne zmęczenie.

– No co z tą kawą? – upomniała się nie przestając się uśmiechać kpiąco.

– Proszę zgasić papierosa albo opuścić lokal – patrzyli na siebie chwilę i nagle poczuł, że ta scena zaczyna go wciągać.

Uśmiechnęła się lekko mrużąc oczy.

– No no no… Jaki dzielny… Ma tu pan na stanie jakąś popielniczkę? – zerknęła z żalem na wypalony do połowy papieros. Podsunął jej spodek, na którym z pasją go zgasiła.

– No i? Teraz kawę dostanę? Czy mam jeszcze jakoś specjalnie  poprosić? – zapytała z wyszukaną uprzejmością. Wzruszył ramionami i nalał mleko do dzbanka. Po chwili spieniony, gęsty obłok był już w szklance, wyraźnie odcinając się od warstwy alkoholu.

– Coś do kawy? – zapytał dla porządku.

– A co pan proponuje?

– Ciasta są w witrynce – wskazał na ekspozycję.

– Nie… – skrzywiła się. – Kawa wystarczy…

Dolał do mleka espresso i postawił przed nią szklankę.

– To jak? – wsypała do kawy brązowy cukier i patrzyła, jak złocisty stożek utrzymuje się na warstwie gęstej piany. Spojrzał pytająco.

– Wchodzą panu na głowę? – wbiła w niego wzrok.

– Kto?

– No… takie uciążliwe krowy? – ewidentna prowokacja. Nachalna, żałosna.

– Jakie?

– Jak ja…

Spojrzał na nią bardzo uważnie. Kpiący uśmiech nie schodził z jej ust. Zastanawiał się, co i komu tak bardzo chce udowodnić.

– Ilość brandy właściwa? – uciekł od odpowiedzi.

Upiła łyk i przymknęła oczy.

– W sam raz… – z przyjemnością oblizała usta. – Dawno tu jesteście? – wysiliła się na kurtuazyjną gadkę.

– Od siedmiu lat.

– O, do diabła! – zachichotała. – Rzadko bywam w tej części miasta – wytłumaczyła się ze swojej niewiedzy. Tęsknie spojrzała w stronę niedopałka. – I jak idzie?

– Jakoś idzie… – wyczuł, że kobieta urabia grunt pod coś innego. Znał ten zmęczony wzrok i namacalną wręcz chęć pogawędki z człowiekiem, którego widzi się pierwszy i z pewnością ostatni raz w życiu. Nie pomylił się… Chwilę kręciła się na krześle, zanurzyła rękę w torbie, wyciągnęła komórkę, coś tam przejrzała i wrzuciła ją z powrotem. Dał jej czas. Spokojnie przetarł szklanki, dosypał do młynka kawę, zmiótł z blatu kilka mikroskopijnych kryształków cukru. Usłyszał, że westchnęła i odwrócił się w jej stronę.

– Wie pan, jaki dziś jest dzień? – nawet na niego nie patrzyła. Utknęła gdzieś na szlaku nieprzyjemnych wspomnień i chyba nie mogła się wydostać.

– Środa – odparł zdziwiony.

– Środa? Środa…Może i środa… … – miała szeroko otwarte i suche oczy. – Kolejna środa w kolejnym tygodniu…To w tej chwili jest kompletnie nieistotne – wciąż wpatrywała się tępo w jeden punkt na blacie.

– A co jest? – zapytał spokojnie.

– Że się udało…

– Co… się udało? – nie zrozumiał.

– Muszę zapalić… Fuck, no muszę!… – Odwróciła się w stronę stolików i zapytała głośno: – Przeszkadza pani papieros?

Tamta nerwowo zaprzeczyła ruchem głowy.

– Mogę? – teraz już patrzyła na niego inaczej, bez tej bezczelnej kpiny.

Postawił przed nią czysty talerzyk. Szybko zapaliła i znów mocno się zaciągnęła, jakby ten pierwszy haust dymu miał uratować ją od szaleństwa. Przymknęła powieki i uśmiechnęła się.

– Powiedział, że nie wytrzymam bez niego nawet jednego dnia… – otworzyła oczy i wbiła w niego spojrzenie. – Ale wie pan co? Ja wytrzymałam ten jeden cholerny dzień i  jeszcze jeden, i kolejne… Wytrzymałam trzysta sześćdziesiąt pięć pieprzonych dni i dziś już wiem, że każdy następny nie miał najmniejszego znaczenia… Bo najważniejszy był właśnie tylko ten pierwszy dzień… bez niego…

Patrzył z niedowierzaniem, jak coraz bardziej zbliża żarzący się papieros do wierzchu swojej dłoni. Spokojnie, na zimno, z dziwnym namysłem. Nagle podniosła na niego pusty wzrok i zaciągnęła się dymem ostatni raz, a widząc jego zdziwione spojrzenie dodała:

– Ból jest najgorszy tylko chwilę po… A potem to tylko żmudna rekonwalescencja… – z pasją zdusiła niedopałek. – Ile za kawę?

autorka: Aldona Reich


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: [email protected]. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Horizon-school.ru.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie horizon-school.ru

Nagrody:

Foksal_logoWAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x

zestaw Detox na Maxa

2 x

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Sprawdź swój chronotyp. 4 typy ludzi i ich snu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
2 maja 2017
Fot. iStock / PavelKriuchkov
Następny

Czy wiesz, jaki jest twój chronotyp? Kiedyś mówiliśmy o rannych ptaszkach i nocnych markach, okazuje się, że nie myliliśmy się bardzo, bo to, jaki typ snu odpowiada nam najbardziej, determinuje to, jaki tryb życia wiedziemy i kiedy jesteśmy najbardziej efektywni.

Według psycholog dr Michael Breus mimo indywidualnych różnic między ludźmi, można wyróżnić cztery typy snu i właśnie do nich dopasować plan dnia tak, aby dany typ jak najlepiej funkcjonował w ciągu dnia.

Wyróżniamy cztery podstawowe typy: niedźwiedzia, lwa, wilka i delfina. Według specjalistów połowa z nas reprezentuje tryb życia niedźwiedzi, reszta ludzi – pozostałe typy.

Sprawdź, jakim swój chronotyp:

🐻 Niedźwiedź

Niedźwiedzie lubią dobrze wypocząć i dobrze się bawić. To nie ranne ptaszki. Ich szczyt formy przypada na popołudnie i wieczór. Nie chodzą zbyt późno spać, do funkcjonowani apotrzebują światła słonecznego.

Co jest najważniejsze dla niedźwiedzia? W nocy potrzebuje pełnych ośmiu godzin snu.

🐬 Delfin

Inteligentne, nieco neurotyczne, płochliwe. To delfiny. Nie potrzebują zbyt  wiele snu, wstają bardzo wcześnie rano i dobrze wykorzystują ten czas. Często cierpią na bezsenność.

🐺 Wilk

Wilki opisywane są, jako osoby kreatywne i ekstrawertyczne. Rano dobudzić wilka to nie lada wyzwanie, wilki potrafią budzić się przez pół godziny. Najwięcej energii mają późnym wieczorem.

Dobrze, gdy wilk po wstaniu z łóżka zapisze swoje myśli i znajdzie parę minut na ćwiczenia.

🦁 Lew

Lwy to optymiści. Chętnie wstają rano i rozpiera ich energia. Śniadanie to podstawa udanego dnia. Ich poranek można opisać słowami: żwawo, energetycznie, od razu na pełnych obrotach. Podobnie jak niedźwiedzie, kładą się wcześnie spać.

Plan dnia w zależności od chronotypu

Wiesz już, którym typem jesteś? Sprawdź najbardziej optymalny plan dnia dla swojego chronotypu.


Na podstawie: , , 

Zobacz także

„Nie jestem jednak w stanie odpowiadać za SPIE*DOLONY program po „reformie” edukacji”

8 znaków, że małżeństwo nie przetrwa (zdaniem prawników rozwodowych)

Do bólu prawdziwe ilustracje komentujące rzeczywistość. Warto obejrzeć

газоанализатор

bestseller.reviews/best-selling-books/

Наш популярный блог , он рассказывает про Декавер купить https://steroid.in.ua