Sesja zdjęciowa, za którą kryje się wyjątkowa historia

Redakcja
Redakcja
1 października 2018
Fot. Facebook /This Life With Levi
 

Czasami za jednym zdjęciem kryje się niesamowita historia, z której nie zdajemy sobie sprawy. Na stronie Facebooka czytamy:

„Zostałam mamą w wieku 18 lat. Odkąd Levi skończył sześć miesięcy wychowywałam go sama. Odeszłam z toksycznego związku, wsiadłam w samolot z półrocznym dzieckiem i marynarskim workiem i czekałam na to, co przyniesie mi życie. Byliśmy bezdomni przez dobre osiem miesięcy. Ale później znalazłam pracę, dom. Wszystko zaczęło się dobrze układać.

W miarę upływu czasu, kiedy Levi zaczął chodzić do przedszkola, zauważyłam, że coś jest nie tak. Był inny. Stawał się agresywny, nie panował nad emocjami. Szukałam specjalistów, chciałam, żeby postawili nam jakąś diagnozę. amiętam, że jego przedszkolanka mówiła, że mój syn zachowuje się w ten sposób, kiedy nie dostaje tego, czego chce, tymczasem on tkwił w skrajnym emocjonalnym i psychicznym niepokoju. Poranki spędzałam razem z nim na podłodze, kiedy on płakał i błagał, żeby nie wysyłała go do przedszkola, a później szkoły. W końcu psycholodzy zajęli się moim synem. Chodziliśmy do różnych szkół, ale nie pozwalano mojemu synowi normalnie uczestniczyć w zajęciach.

Codzienne walki ze szkołą i lekarzami nie pozwoliły mi skoncentrować się na pracy. Znalazłam fotografię. Zakochałam się w niej, ale przez lata zmagałam się z diagnozą syna, nie podobała mi się. Modliłam się o normalny dzień, normalne życie.

Kilka tygodni temu w naszym życiu pojawił się trudny czas. Ja potrzebowałam operacji kręgosłupa, a mój syn zmagał się z problemami emocjonalnymi po rozpoczęciu nowego roku szkolnego. Kiedy siedziałam i płakałam z bezsilności, mój syn usiadł obok mnie i powiedział, że jestem dobrym człowiekiem, dobrą mamą. I wtedy zdałam sobie sprawę, że wszystko, czego on potrzebuje, to akceptacja tego, kim jest. Płaczę, gdy to piszę, zawiodłam jako matka. Włożyłam masę energii w urazę do tego, co powiedzieli mi lekarze, ale przecież nie przestałam kochać tego genialnego, małego człowieka, który przy mnie siedział. Tak pojawiła się potrzeba pokazania, jak niesamowity on jest w jedyny znany mi sposób – przez fotografię.

Lola, 5-letnia dziewczynka ze zdjęć jest najlepszym przyjacielem mojego syna, jego kuzynką. Od lat są nierozłączni. Uwielbia go bezwarunkowo i kocha tak, jak chciałbym, żeby wszyscy mogli go pokochać. Oboje zawsze uwielbiali się przebierać, szczególnie Levi. Za każdym razem, gdy widzi nową postać, tworzy kostium. Od Ghostbusters, przez funkcjonariuszy policji, szefów kuchni i prawników. Jeśli nie jest w jakimś kostiumie, prawie zawsze można go zobaczyć w garniturze i krawacie. Ubrania zawsze były jego obsesją, często wyniszczającą codzienne życie i funkcje. Zauważy, co kto nosi, i zapamiętuje wszystkie szczegóły.

Tak więc, podczas gdy wiele osób nie rozumie, dlaczego jego autyzm lub inne szczególne potrzeby mają coś wspólnego z tą sesją, to chciałam wam powiedzieć, że on jest tutaj w swoim żywiole. Nie ma wymuszonych uśmiechów, przekupstwa, udawania szczęścia. Jest zabawny, serdeczny chłopak, który jest moim synem”.

Tym razem w roli dinozaura. Zobaczcie tę niezwykłą sesję.


5 znaków, że tyjesz przez… swój związek (i jak to naprawić)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 października 2018
Fot. iStock
 

Kiedy wchodzisz w związek wiele w twoim życiu się zmienia i pojawia się zupełnie nowa dynamika codzienności.  W większości przypadków badania sugerują, że bycie w związku ma pozytywny wpływ na samopoczucie. Ale jest też inne zjawisko, które zaobserwowali naukowcy. Wielka miłość tuczy…

„Jesteśmy istotami społecznymi, więc wpływ na nas mają zachowania i przekonania ludzi wokół nas. Jeśli nasz partner ma tendencję do bycia bardziej zrelaksowanym przy jedzeniu, nieuchronnie to wybierzemy. „- mówi Jennifer Sygo. Ważne jest, aby zauważyć kilka znaków i przycisnąć temat, zanim będzie za późno (a może za ciężko?). Oto kilka znaków, że twój partner sprawia, że ​​przytyjesz – i jak to naprawić.

5 znaków, że tyjesz przez… swój związek (i jak to naprawić)

1. Pijesz więcej alkoholu

Kiedy zaczynasz się z kimś  najprawdopodobniej czeka cię sporo randek i sporo alkoholu.  Najpopularniejsze i najczęstsze rodzaje randek to spotkania w restauracji, knajpce, kawiarni… i zazwyczaj alkohol. A to wyskakujecie na drinka, a to czeka na ciebie romantyczne wino…

Podczas gdy możesz próbować zdrowo się odżywiać przy różnych okazjach, napoje alkoholowe często prześlizgują się w dużej ilości. Ponadto badania wykazały, że ten wpływ mają nawet osoby, które pozostają w związkach od dawna. W rzeczywistości, kobiety zamężne piją około trzy drinki więcej niż samotne kobiety.

Jeśli nie potrafisz sobie odmówić tej lampki wina i drinka… unikaj pokusy. Na randkę można pójść w wiele innych miejsc.

2. Odpuszczasz salę gimnastyczną na rzecz randki

Jeśli jesteś kimś, kto regularnie ćwiczy: chodzisz na siłownię, fit zajęcia czy chociaż regularne spacery, nie rzucaj tego, gdy znajdziesz miłość.

Czasami związek może spowodować pominięcie zwykłych aktywności na rzecz spędzania czasu ze swoim partnerem. Niestety ta zmiana w rutynie często wiąże się z przejściem od czegoś aktywnego i zdrowego, do czegoś, co prawdopodobnie wymaga dużo odpoczynku lub… więcej odpoczynku. Ach i nie wmawiaj sobie, że nadrobisz seksem…

Nie ma nic złego w tym, że odpoczywamy od czasu do czasu, ale uczmy się znaleźć kompromis. Jeśli twój partner chce spędzić z tobą więcej czasu, zaproś go, aby poszedł z tobą na siłownię, na zajęcia fitness lub na spacer. W ten sposób możecie być razem, robiąc coś zdrowego i aktywnego. Nie tylko utrzymasz swoją własną kondycję w ryzach, ale możesz po prostu pomóc swojemu partnerowi wprowadzić nowy nawyk do życia.

3. Wokół ciebie jest więcej jedzenia

Jeśli jesteś kimś, kto przywiązuje wagę do tego, co je, będzie ci łatwiej utrzymać żywieniową niepodległość. Ale przyznajmy szczerze, że panowie rzadziej odmawiają sobie żywieniowych grzeszków. Nagle w twoim życiu pojawi się pizza, chipsy do filmu i Fast food na mieście…  Nie ma co tu kryć, we dwoje jakoś grzech mniej razi, przynajmniej do czasu wejścia na wagę. Powodzenia w utrzymaniu silnej woli!

4. Twój partner ma inne nawyki żywieniowe

Czy twój partner zawsze coś przekąsza podczas oglądania telewizji? Czy zjada zdecydowanie większe posiłki od ciebie, częściej je, czy też mają zwyczaj spożywania przekąsek? Możliwe, że możesz powoli podążać za tym schematem i nawet tego nie zauważyć.

Nawet partner jedzący szybciej niż ty, może sprawić, że nieświadomie odzwierciedlisz jego zachowanie, robimy takie rzeczy nieświadomie, a to może prowadzić do większego rozmiaru…

Aby rozwiązać ten problem, musisz być świadomy siebie.

Bądź świadomy, jakie nawyki wykonuje twój partner, na co się natknąłeś. Oczywiście nie masz zamiaru zmieniać nawyków swojego partnera. Zamiast tego znajdź alternatywy, z których możesz skorzystać. Zjedz kawałek owocu podczas oglądania telewizji ze swoim partnerem, celowo zwalniaj podczas jedzenia lub serwuj sobie mniejsze porcje i upewnij się, że masz w domu zdrowe przekąski.

5. Czujesz się atrakcyjna bez względu na wszystko

Zgadnij co to oznacza? Coś wspaniałego. Miłość sprawia, że dużo lepiej postrzegamy siebie. Kiedy ktoś okazuje nam swój zachwyt, przestajemy się wreszcie siebie czepiać. Bo oto mamy najlepszy dowód na świecie, że jesteśmy boginiami. Czujesz się na tyle bezpieczny, że nawet jeśli przytyjesz, partner nadal będzie cię kochał – i bardzo dobrze!

Uwaga, jest też ciemna strona tej mocy. Ten typ pozytywnego myślenia jest niesamowity, jest tylko jeden problem – oznacza to, że możesz stracić część swojej motywacji do ćwiczeń. Możesz już nie zawracać sobie głowy uprawianiem jogi, jeśli myślisz, że to już nie ma żadnego znaczenia lub pozwolić sobie na bardziej grzeszną dietę niż zwykle. Pamiętaj, żeby nie popaść w skrajności.

Oczywiście nie chodzi o to by katować się dietą w obawie przed utratą ukochanego – to pierwszy sygnał, że z naszym związkiem coś jest nie tak. Ale nie zapominaj o sobie. To ty masz się dobrze czuć w swoim ciele!

źródło: 


Faceci też rozpaczliwie pragną związku. Bywa, że kobiety się nimi bawią potrzebując dowartościowania, jak Krzyśkiem

Gościnnie w Horizon-school.ru
Gościnnie w Horizon-school.ru
1 października 2018
Fot. iStock / OcusFocus

Poznałam Krzyśka w specjalistycznej przychodni lekarskiej. Należeliśmy do grupy przypadków trudnych. Spędzaliśmy wiele czasu na badaniach i siłą rzeczy, rozmawialiśmy. Nie lubię o chorobach, stąd przeszliśmy na inne tematy. Bardzo szybko się otworzył. Byłam w szoku jak mężczyzna obcej kobiecie opowiada o swoim życiu. Trochę mnie nawet to męczyło, ale słuchałam, bo co robić w poczekalni pełnej ludzi czekających na swoje badania?

Mówił dużo, ze szczegółami. Wykształcony, trochę narzucający własne zdanie. Uprzejmy, kulturalny. Bardzo szczupły, niewysoki. Koło czterdziestki. Samotny. Akurat nie mój typ. Po prostu znajomy.

Były marynarz, który żonę ponoć zastał w łóżku z innym wracając szybciej z rejsu. Uniósł się honorem. Rozwiódł się. Od tej pory zaczął poszukiwać. Namiętnie. I ciągle nie może znaleźć tej jedynej. Nawet mnie to zastanawiało, gdzie co nie gra, skoro uczciwy facet nie może spotkać drugiej połówki.

Mnie też próbował delikatnie podrywać. Absolutnie nie w sposób wulgarny. Jednak propozycja wspólnego rejsu totalnie mnie zaskoczyła. Jestem dość szalona w życiu, ale żeby z obcym facetem na tydzień gdzieś wyjechać tak o? No opcji nie ma! Pomysłów miał wiele. Kawa, kina, wypad w góry, rolki, basen. Chciał razem spędzać czas, ja jednak, mimo problemów osobistych, nie wyobrażałam sobie, żeby ruszyć w nieznane z kimś, kogo ledwo znam. Owszem, sporo o nim wiem. Szczególnie pod względem zdrowia, ale nie na tyle dużo, by tak ponieść się beztroskiej fantazji. Ten jego entuzjazm nawet mnie męczył.

Krzysztof więc zaloty wobec mnie odpuścił. Zaczął traktować jak powiernika i psychologa zarazem. Nadziwić się nie mogłam, że nawiązując znajomości przez internet sporo o sobie mówi. Praktycznie od razu wszystko. O pracy, samotności, byłej żonie i chorobie. I każdą z  nich traktuje jak potencjalną partnerkę.

Pisze z tymi kobietami, wita rano, żegna wieczorem, cały dzień podtrzymując kontakt. Wysyła zdjęcia kawy, którą by z nią wypił. Obiadu, jaki by z nią zjadł. Kwiatów, jakie by jej rzucił do stóp. Ponoć z nim piszą, otwierają się, a gdy ma dojść do spotkania zaraz znikają, zmieniają zdanie, nie mają czasu, chorują, odwiedzają ciotkę albo ciotka je, jadą do lekarza, na fitness, do biblioteki i supermarketu. Albo po prostu nie odbierają telefonu. No co za pech.

Takich akcji Krzysztof miał kilkanaście i zaczynam się zastanawiać, gdzie on popełnia błąd. To raczej uczciwy facet, nie babiarz. Ma dom, pracuje. Dba o zdrowie. Nałogów brak. No kurczę, niezła partia. Koszykarzem nie zostanie. Strongmanem też nie, ale przecież nie każdy musi. A te baby wciąż od niego uciekają.

Najbardziej mi go żal, gdy na Whatsapp ustawia status, że samotność zabija, że brak ludzi to brak powietrza itp. i zastanawiam się, co czują te, które z nim piszą, robią mu nadzieję, a potem nagle czasu nie mają. Pewnie się śmieją, że taki naiwny. Nawet mu zakazałam tych statusów, żeby się nie ośmieszał.  Z drugiej strony to po prostu uczuciowy mężczyzna, szybko się angażujący, rozpaczliwie pragnący związku. I tak sobie myślę, czego nam kobietom cholera brakuje? Jak drań to płaczemy. Jak do rany przyłóż, to mówimy, że baba nie chłop. Jak nie pokazuje emocji to bez serca, a jak jednak pokaże to cienias.

Te kobiety z nim piszą. Nie komunikują, że nie są zainteresowane związkiem. Póki je adoruje na odległość, dowartościuje, to jest dobrze. Jak chce bliżej poznać, robi się problem. I pytam się dlaczego. Dlatego, że on od razu sprawę traktuje poważnie (to chyba dobrze?), że podtrzymuje kontakt i dąży do spotkania. Taka chyba kolej rzeczy. A jednak ta jego adoracja, ciągła obecność i dostępność odpycha. I fakt, że on coś czuje. I stąd też zastanawiam się naprawdę czego my kobiety chcemy.

Krzysztof dziś znów niestety zmienił status zamieszczając ckliwy cytat wierząc, że może ją to ruszy. Potem pewnie ona wymyśli wymówkę, typu moja świnka morska ma grypę. Krzysztof wybaczy i uwierzy, że ta, z którą pisze od kilku tygodni w końcu znajdzie czas.

Życzę mu dobrze, ale nie wiem czemu czuję, że niedługo znów mi napisze, że ponownie się nie udało. Pytanie tylko dlaczego?

Poli-Ann


Zobacz także

Schudła 30 kilogramów jedząc tylko owoce. Dzisiaj Tina z Warszawy mieszka na Bali, jest szczęśliwa i nie wyobraża sobie innej diety

Przepis na domowe mleko migdałowe

10 korzyści z mleka migdałowego, dla których warto po nie sięgać

Im więcej tatuaży, tym więcej zdrowia

Im więcej tatuaży, tym więcej zdrowia. Nie poprzestawaj na jednym