Wszystkiego najlepszego dla kobiecych zmysłów! Luksja obchodzi swoje 30-lecie

Redakcja
Redakcja
12 marca 2019
Fot. Materiały prasowe
 

Kobiety uwielbiają być rozpieszczane. Kwiaty, czekoladki, odprężające masaże – te drobne przyjemności pozwalają na chwilę zapomnienia. W świecie Luksji dbałość o kobiety i rozpieszczanie ich zmysłów to podstawa tworzenia każdego z produktów. W tym roku marka świętuje swoje 30-lecie i zachęca do wspólnego celebrowania, nie tylko wyjątkowych okazji, ale przede wszystkim każdego dnia, w którym Panie mogą obdarować się drobnymi przyjemnościami.

Pokochaj siebie i swoją skórę!

Aby cieszyć się każdym dniem, musimy najpierw w pełni pokochać siebie. Pamiętać o tym, że nie zawsze będziemy idealne i że możemy podarować sobie na co dzień chwilę przyjemności. Czasem wystarczy po prostu kilka minut relaksu i odpowiednia pielęgnacja! Doskonale wie o tym marka Luksja, która od ponad trzech dekad troszczy się o skórę kolejnych pokoleń Polek. To dla nich stworzona została linia kremowych i głęboko nawilżających żelów Care Pro, których formułę wzbogacono składnikami balsamu do ciała. Gliceryna i kwas mlekowy zapewniają odpowiednie nawilżenie skóry, emolienty zabezpieczają ją przed utratą wody, a polyquaternium sprawia, że skóra staje się gładka i wygląda pięknie. To dzięki nim szybki prysznic, zamieni się w codzienny rytuał pełen pielęgnacyjnej przyjemności.

Fot. Materiały prasowe

Aromaterapia w każdym domu

Kobiety znane są z tego, że uwielbiają otaczać się pięknymi zapachami. Dlatego Luksja troszczy się o to, aby zawarte w jej produktach kompozycje zapachowe, otulały ich skórę na długo. Jak to możliwe? Stoi za tym nie tylko sama marka, ale też ściśle z nią współpracujący dom perfumeryjny – Seven. To właśnie tam zespół profesjonalistów, już od ponad 30 lat, tworzy wyjątkowe receptury idealnie współgrające z naszą skórą. Po każdym myciu dłoni, czy ciała, przyjemna woń sprawia, że na naszej twarzy pojawia się uśmiech i możemy pozwolić sobie w ciągu dnia na mini aromaterapię. Dowodem na to są ostatnie nowości marki, pełne intensywnych zapachów i nietuzinkowych kompozycji, m.in. linie mydeł do rąk w płynie Essence oraz nowe żele pod prysznic: Uplifting, Relaxing, Calming i Refreshing. Inspiracją do ich stworzenia było to, co dla marki najważniejsze – natura. Możemy zatem poczuć na skórze cały wachlarz aromatów m.in. słodką wanilię, świeżą bawełnę czy orzeźwiająca limonkę i kiwi.

Fot. Materiały prasowe

Słodkie przyjemności

Zły nastrój, szaruga za oknem lub zmęczenie… co wtedy najlepiej sprawdzi się na poprawę nastroju? Oczywiście wszelkie małe grzeszki w postaci przeróżnych słodkości. Czasem może to być czekolada, innym razem duża porcja lodów waniliowych. Luksja stworzyła płyny do kąpieli, które dostarczają tyle samo szczęścia, co każdy, kolejny kęs słodkiej czekolady! Każdy z bogatego portfolio płynów do kąpieli Luksja zapewnia długą i relaksującą kąpiel w wannie pełnej kremowej piany. Co najprzyjemniejsze, jej zapach może przypominać słodką muffinkę, francuskie makaroniki, a nawet fondue z nutą pomarańczy!

Fot. Materiały prasowe

Do linii tych produktów dołączyły w ostatnim czasie także dwie nowości, które są odpowiedzią marki na stale zmieniające się trendy: Unicorn Magic i Magic Mermaid.

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z marka Luksja


Dziewięć powodów, dla których mężczyźni wolą seks ze starszymi kobietami

Redakcja
Redakcja
12 marca 2019
Fot. iStock/MilosStankovic
 

Nie ma co się obruszać, uśmiechać pod nosem i krzywić. Prawda jest taka, że dla mężczyzny seks ze starszą kobietą, niemal zawsze jest niesamowitym doświadczeniem. Co więcej – jest przyjemnością dla jednej i drugiej strony, zwłaszcza, gdy kobieta przez długi czas miała kontakt z rutyną, nudą i raczej męskim bólem głowy niż prawdziwym seksem.

Seks ze starszą kobietą nadal u nas jest tematem tabu, tymczasem w tym przypadku skorzystać mogą obie strony i nie ma co się wstydzić.

Oto dziewięć powodów, dla których faceci uważają, że seks z kobietą od nich starszą jest lepszy niż z tą młodszą.

Posiadają większe doświadczenie

Sam wiek kochanki oznacza przede wszystkim więcej lat doświadczenia, a czasami i więcej partnerów.

Mają świadomość, czego chcą

Samoświadomość seksualna kobiet pochodzi z wieloletniego doświadczenia i kontaktów z jednym czy kilkoma partnerami. Próbowały różnych pozycji, technik, fetyszy. Od wielu lat są już zadowolone z siebie i nie boją się komunikować światu, także w seksie, co lubią i czego pragną.

Są świadome, czego chcą mężczyźni

Dojrzałe kobiety chętnie odkrywają pragnienia swojego kochanka. Przez byłych partnerów zostały nauczone, co sprawiało im faktyczną przyjemność. Zadają pytania, analizują, a jak czegoś nie wiedzą, szukają odpowiedzi choćby w internecie.

Lubią seks tak samo, jak młodszy partner

Nie mają najmniejszego zamiaru łudzić się, że seks jest początkiem długotrwałego związku czy założenia rodziny. Lubią, podobnie jak mężczyźni, seks bez zobowiązań, co powoduje, że staje się on świetną zabawą.

Znają zalety seksu

Przede wszystkim nie używają seksu, jako karty przetargowej, sposoby na osiągnięcie jakiś korzyści, co niestety często nawet w związkach się zdarza. Dojrzałe kobiety znają po prostu psychiczne i fizyczne zalety seksu i zamierzają z nich korzystać.

Pochlebiają młodszym

Wbrew pozorom, nie to młodsi kochankowie pochlebiają kobietą swoim zainteresowaniem, ale wręcz odwrotnie. Kiedy atrakcyjna kobieta zwraca na nich uwagę, bardzo dużo to dla nich znaczy.

Lubią uczyć młodszych kochanków

Wiedzą, kiedy mają być dominujące, a kiedy uległe. Mężczyźni wyczuwa tę wiedzę i moc, która jest dla nich bardzo stymulująca. Starsza od swojego kochanka kobieta kupi książki, bieliznę, zabawki erotyczne, świece i wino, aby stworzyć odpowiedni nastrój.

Są pewne siebie

Młodsze kobiety mogą czuć się skrępowane w łóżku, starsze – nigdy. Mają świadomość swojego ciała, akceptują je w pełni, dlatego są niezwykle spontaniczne i potrafią naprawdę wiele z siebie dać. Nagość jest dla nich naturalną rzeczą.

Nie boją się rozmawiać

Mówią, czego chcą, czego pragną. Nie bawią się w gierki, w jakieś podchody, tylko komunikują na czym im zależy. Nie boją się, że stracą mężczyznę, z którym właśnie poszły do łóżka. Zrobiły to, bo miały ochotę na dobry seks, a nie na związek z młodszym facetem.


Agnieszka Lingas-Łoniewska: „Piszmy o miłości, bo to rzecz, o której zawsze warto pisać”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2019
Fot. Materiały prasowe

„Randka z Hugo Bosym” to emocjonalny rollercoaster, książka, która wciąga już od pierwszych stron. Jagoda, główna bohaterka to kobieta, która szuka miłości, a przypadkowe spotkanie z bardzo przystojnym mężczyzną, wywołuje lawinę sytuacji – zabawnych dla czytelnika, niekoniecznie dla samej Jagody. „Randka z Hugo Bosym” to już kolejna książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

Ewa Raczyńska: Jagoda pracuje w korporacji. Jej temperament i osobowość sprawiają, że często pakuje się w różne zaskakujące i nieprzewidziane sytuacje. Jak wiele z głównej bohaterki jest Pani?

Agnieszka Lingas-Łoniewska: Myślę, że pisarz zawsze w mniejszym lub większym stopniu, w zależności od tematyki, przemyca do swoich książek odrobinę siebie. W przypadku „Randki z Hugo Bosym”, która jest romantyczną komedia, a jej bohaterka ma trzydzieści kilka lat, pracuje w agencji kreatywnej, moi znajomi, którzy dobrze mnie znają, mogą w Jagodzie dostrzec pewne podobieństwa. Ona ma coś ze mnie. Ja też przez wiele lat, nim zajęłam się na poważniej pisarstwem, pracowałam w korporacji. Nie musiałam więc do tej książki robić specjalnego rozeznania, tylko mogłam korzystać z własnych doświadczeń.

Poza tym Jagoda – moja bohaterka, jest postacią kolorową bardzo dynamiczną. To gaduła, często wpada na szalone pomysły i nie ukrywam, że wiele cech mamy wspólnych. Ja także o wielu rzeczach zapominam, szybciej mówię niż myślę, często bardzo emocjonalnie reaguję na pewne rzeczy. Jagoda zachowuje się dokładnie w ten sam sposób, co sprawia, że na swoją głowę ściąga często wiele kłopotów.

Z wszystkich bohaterek Jagoda jest najbardziej do Pani podobna?

To nie jest jeden do jednego, bo ta powieść nie jest biografią. Faktem jednak jest, że zawsze w swoich książkach „użyczam” trochę siebie, zwłaszcza w komediach romantycznych, inaczej w przypadku kryminałów, thrillerów, bo tworzę książki różne gatunkowo. Tak się składa, że akurat Jagoda jest mi bliska, podobnie jak bohaterka książki, która ukazała się dwa lata temu: „Wszystko wina kota”. Tam bohaterka jest pisarką, a ja miałam ułatwione zadanie, bo nie musiałam szczegółowo, na potrzeby książki, poznawać świata wydawniczego i literackiego, który jest moją codziennością od kilku lat.

Jak sama Pani mówi, pracowała w korporacji, jak to się stało, że została Pani pisarką?

To było przeznaczenie. Zresztą właśnie „Randka z Hugo Bosym” zadedykowana została wszystkim, którzy wierzą w przeznaczenie z różnych względów. Ja także w nie wierzę. Natomiast historia mojej drogi do momentu, w którym dzisiaj jestem, zaczęła się bardzo dawno temu, kiedy jeszcze byłam dzieckiem. Zawsze wokół siebie miałam ludzi, którzy czytali książki, a te stanowiły treść mojego życia. Żyłam w świecie literackim od strony czytelniczej, uwielbiałam czytać, co zostało mi do dzisiaj. Z czasem doszły do tego moje własne ciągotki do tworzenia i wymyślania różnych historii. Pierwsza książka, którą napisałam w swoim życiu, była powieścią przygodową. To był przełom trzeciej i czwartej klasy szkoły podstawowej. Od tego się zaczęło.

Pisałam bardzo dużo, odręcznie w zeszycie. Ucieczka w wyimaginowany świat była dla mnie niesamowitą zabawą. Z pasji do literatury, ukończyłam filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim. W tym czasie nie było pracy dla polonistów we wrocławskich szkołach, więc życie skierowało mnie na inne tory ze względów ekonomicznych. Zaczęłam pracować w jednej firmie, potem w drugiej, aż w końcu trafiłam do korporacji, w której pracowałam wiele lat. W międzyczasie ukończyłam studia podyplomowe na dwóch kierunkach – rzecznictwo prasowe i planowanie kampanii public relations. Jednak jakoś w połowie mojej pracy zawodowej, kiedy już dużo osiągnęłam, pięłam się po szczeblach awansu, aż zostałam dyrektorem dużego działu, pomyślałam, że muszę zrobić coś dla siebie, coś, co sprawi mi ogromną przyjemność i frajdę.

Przypomniałam sobie czasy, kiedy wymyślałam historie i żyłam życiem moich bohaterów. Zatęskniłam za tym i zaczęłam znowu pisać, ale tylko dla siebie, do szuflady. Po pewnym czasie moje przyjaciółki zaczęły naciskać, żebym się z nimi podzieliła swoją twórczością. Wysyłałam im swoje teksty, a one były zachwycone. Oczywiście nie wierzyłam w ich komplementy, bo znamy się tyle lat, więc nawet jakby im się nie podobało, to by pewnie mi tego nie powiedziały. Moje podejście je wkurzało, znalazły więc fora literackie i podpuściły mnie, żebym wrzucała swoje teksty do internetu. I tak rozpętało się istne szaleństwo, niektóre moje historie miały prawie po milion odsłon. Dzięki temu pozyskałam bardzo wielu czytelników. W 2009 roku zdecydowałam się wysłać dwie pierwsze książki do wydawnictw jako propozycje wydawnicze. Po trzech miesiącach miałam podpisane obie umowy.

Pięknie.

Tak. Mój debiut „Bez przebaczenia” wydany w styczniu 2010 roku, sprzedał się błyskawicznie, dzięki tym ludziom, którzy czytali mnie w internecie. Kiedy dowiedzieli się, że wydaję książkę, kupili ją. Wydawca spytał, czy mam jeszcze jakieś książki w tej przysłowiowej szufladzie. Wtedy napisanych miałam siedem powieści. I tak to się rozkręciło. Podpisałam kolejną umowę, kontrakt na pięć lat, teraz kolejny kontrakt z wydawnictwem Burda.

A co z pracą w korporacji?

Odeszłam w 2012 roku. To była bardzo trudna życiowa decyzja. Coraz ciężej było mi jednak pogodzić pracę z licznymi spotkaniami autorskimi. Miałam wrażenie, że pracuję nie na dwóch, a trzech etatach. Stwierdziłam, że muszę coś zrobić, bo zwariuję. Złożyłam w pracy wypowiedzenie, podpisałam kontrakt wydawniczy i to pozwoliło mi zająć się tylko pisaniem. Praca jest moją pasją, a pasja stała się pracą.

Może być Pani przykładem dla wielu kobiet, że warto sięgać po swoje marzenia i robić to, co nam w duszy gra.

Bo naprawdę można to zrobić. I nie należy się bać, rysować scenariuszy w czarnych kolorach. Oczywiście ja też miałam mnóstwo wątpliwości. Zastanawiałam się, czy to się uda. W końcu bycie pisarzem, to wolny zawód, a nie etat ze stałą wypłatą, która regularnie wpływa na konto. To coś zupełnie nieprzewidywalnego. Nie wiedziałam, jak długo moje książki będą się sprzedawać, podobać się.

Czy nie zabraknie weny?

A propos weny, mam swoje zdanie na jej temat. Uważam, że wenę wymyślili ci, którzy są leniwi. Wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego, jak wena. Jest pomysł, który rodzi się w głowie. Wiadomo, że pisarz musi mieć wybujałą wyobraźnię, ale równie ważna jest samodyscyplina i czas, żeby nad tekstem móc pracować codziennie.

Nazywana jest Pani dilerką emocji.

To określenie, wymyśliła jedna z moich czytelniczek, z którą zresztą się zaprzyjaźniłam. Przylgnęło do mnie bardzo mocno. Czytelniczki mówią, że moje książki są jak narkotyk, jak już się zacznie czytać, nie można się od nich oderwać, pochłaniają całkowicie. I faktycznie – tworzę literaturę popularną, która ma zapewnić czytelnikowi rozrywkę, a nie przez pierwszych 50 stron męczyć, nim coś zacznie się dziać. U mnie akcja bardzo szybko się rozwija, by zatrzymać czytelnika od samego początku powieści. To taki mój znak rozpoznawczy.

Faktycznie „Randkę z Hugo Bosym” czyta się jednym tchem.

I bardzo się z tego cieszę. Mam nadzieję, że spodoba się także tym, którzy po moją twórczość sięgną po raz pierwszy, do czego serdecznie zachęcam.


Zobacz także

Idealna oprawa twoich oczu z SINSKIN – sprawdź jak stylizować brwi!

Idealna oprawa twoich oczu z SINSKIN – sprawdź, jak stylizować brwi!

Jak działają maseczki do twarzy?

Promienny wygląd cery – przywołaj wiosnę z ulubionym różem na policzkach