„W życiu często wiele rzeczy wydarza się naraz i trzeba sobie z nimi radzić”. Wywiad z reżyserem „Loveling”, Gustawo Pizzim

Redakcja
Redakcja
3 sierpnia 2018
Mat. prasowe
 

Napisałeś podobnie jak twój poprzedni film, „Craft”, razem z aktorką grającą główną rolę, twoją byłą żoną, Karine Teles. Jak zaczęła się ta współpraca?

Gustawo Pizzi: Poznaliśmy się, kiedy kręciłem mój pierwszy dokument „Preterito Perfeito”. Karine bardzo mi pomogła przy tym filmie. Po jego ukończeniu zaczęliśmy myśleć o „Cratf”. Jego portugalski tytuł – „Riscado” – oznacza kogoś, kto zna się na swojej pracy. To była opowieść o utalentowanej aktorce, granej przez Karine, która nie może trafić na odpowiednie propozycje.

Kiedy się pobraliśmy, oboje mierzyliśmy się z podobnymi problemami. Ja próbowałem się przebić jako scenarzysta i reżyser, a Karine jako aktorka. Utknęliśmy, wykonując najróżniejsze dziwne zawody. Po wielu złych doświadczeniach zastanawialiśmy się, czego potrzeba, żeby osiągnąć sukces. Tamten film otworzył przed nami wiele drzwi. Gdyby nie „Craft”, nigdy nie powstałby „Loveling”.

Ale scenariusz „Craft” pisaliście oddzielnie. Zawsze tak pracujecie?

Kiedy decydujemy się pracować razem, każde z nas przykłada się w równym stopniu. Bardzo blisko ze sobą współpracujemy. Odbywamy wiele rozmów, wspólnie robimy rozeznanie, omawiamy ewentualne odniesienia. Jedno z nas coś pisze, a potem daje to drugiemu do przeczytania. Tworzymy różne wersje, aż powstaje pierwszy zarys. To proces ciągłego dzielenia się. Nie mamy wielu zasad, po prostu staramy się wzajemnie wspierać i rozwijać nasze pomysły. Ale nigdy nie piszemy razem, siedząc obok siebie. Tak jest nam łatwiej.

Wasz pierwszy film odzwierciedlał wasze własne doświadczenia. Czy z tym jest tak samo?

Jest tu wiele podobieństw do naszego życia. Oboje opuściliśmy rodzinne domy, kiedy byliśmy bardzo młodzi – ja miałem szesnaście, a Karine siedemnaście lat. Zdjęcia kręciliśmy w Petropolis, gdzie oboje się urodziliśmy. A ja, podobnie jak Fernando, grałem w piłkę ręczną. Wszystkie te elementy są bardzo ważne dla filmu, ale „Loveling” to raczej rzecz osobista, niż autobiograficzna.

Kiedy opuściłem dom, patrzyłem tylko przed siebie. Nie obchodzili mnie moi rodzice i bracia, których zostawiłem. Ale gdy sam zostałem ojcem, zacząłem myśleć o przeszłości. Wraz z Karine zaczęliśmy się zastanawiać, co nasi rodzice mogli wtedy czuć. Zapewne my też to poczujemy, kiedy nasze dzieci postanowią żyć samodzielnie. Dlatego oprócz tych znanych nam elementów, „Loveling” opowiada o czymś, czego tak naprawdę nie wiemy. Przynajmniej na razie.

Kiedy Irene dowiaduje się, że jej syn może nie być w stanie wyjechać z kraju na czas, uśmiecha się. Dlaczego?

Gdy Karine powiedziała swojej matce, że wyjeżdża, było nieco podobnie. Ona powiedziała: „Jestem chora, nie możesz jechać”. Każda osoba radzi sobie z taką sytuacją w inny sposób, a rodzice także bywają samolubni. Dlatego uważam, że to film dla wszystkich. Jedni rozpoznają siebie w synu, a inni w postaci matki.

Karine i ja byliśmy zawsze bardzo niezależni. A potem urodziły nam się bliźnięta. Nasi rodzice przyjechali do Rio, żeby nam pomóc i wtedy zaczęliśmy rozmawiać o filmie. Powiedziałem rodzicom: „Wyobrażam sobie, że było wam bardzo trudno, kiedy wyjechałem”. Niewiele odpowiedzieli, ale ich oczy mówiły wszystko, co chciałem wiedzieć. Potem wiedziałem już, że chcę opowiedzieć tę historię.

W filmie otaczasz tę rodzinę niezwykłym ciepłem. Nie mają pieniędzy, ich syn wyjeżdża, dom wokół nich dosłownie się rozsypuje. A jednak wydają się szczęśliwi.

W życiu często wiele rzeczy wydarza się naraz i trzeba sobie z nimi radzić. Ale w „Loveling” chciałem pokazać coś więcej niż cierpienie. Nadzieję.

Ta rodzina nie jest zamożna, ale nie mieszkają w fawelach. Walczą o lepsze życie. A brazylijskie kobiety zawsze muszą być silne. W moim kraju to one zazwyczaj zarządzają domem. Wielu mężczyzn porzuca rodziny, albo – jak Klaus – narzekają, że muszą pracować cały dzień, podczas gdy marzą o jakimś przedsięwzięciu, dzięki któremu by się wzbogacili. Kobiety muszą być bardziej pragmatyczne. Mówią: „Możesz sobie marzyć, ale mamy rachunki do opłacenia”. Irene i jej siostra Sonia są właśnie takie. Trzymają wszystko w ryzach. Jest trudno, niesprawiedliwie i obie trafiają na wiele przeszkód. Ale w prawdziwym życiu nawet w takich chwilach można doświadczyć radości, poczucia spełnienia, szczęścia.

Czy próbowałeś pokazać obecną sytuację twojego kraju? W jednej ze scen, kiedy sprawy nie układają się zgodnie z planem, ojciec Fernanda wzdycha: „Taka jest Brazylia”.

Film opowiada o Irene i o tym, jak ona radzi sobie z odejściem najstarszego syna z domu. Ale jednocześnie jest opowieścią o naszych czasach. Jak zwykle, aktualny kryzys dotyka najbardziej tych, którzy mają mniej pieniędzy. Małym firmom, takim jak ta Klausa, grozi bankructwo. Zamiast zatrudniać ludzi w fabrykach, przedsiębiorstwa wolą sprowadzać gotowe produkty z Chin. Ludzie próbują sprzedawać swoje nieruchomości, ale nikt nie chce ich kupować. Po latach wzrostu, żyjemy dziś w ciężkich czasach. Nasz rząd, co pokazało kilka nowo wprowadzonych ustaw, nie dba o zapewnienie praw robotników czy ludzi ubogich. Osoby takie jak Irene nie mają stałej pracy i coraz trudniej taką znaleźć. Dlatego o niej marzą.

Kiedy Klaus mówi o Brazylii, ma na myśli głównie biurokrację. Kiedy tylko próbujesz coś uzyskać od państwa lub dużej firmy, zrobią wszystko, żeby cię powstrzymać. W filmie biurokracja sprzyja Irene, ponieważ daje jej nieco więcej czasu z jej dzieckiem. Ale dla Fernanda to koszmar.

Kamera rzadko jest nieruchoma. Dlaczego postanowiłeś wykorzystać ją w taki sposób?

W rodzinie takiej, jak przedstawiona, rzadko cokolwiek jest nieruchome. Ciągle jest mnóstwo hałasu i ruchu. W tej historii mamy jeden główny punkt widzenia, czyli perspektywę Irene. Widzimy ją cały czas i po pewnym czasie zaczynamy rozumieć jej zmagania. Jednak w tej rodzinie są też inni ludzie. Założenie było takie, żeby stworzyć napięcie między tym, co może się dziać w jej głowie i w ich wspólnym życiu. Chciałem to przybliżać po trochu, ale bez tracenia Irene z oczu.

Dźwięk również wykorzystujesz w ciekawy sposób. Na przykład, kiedy ogłaszanie szczęśliwej nowiny zakłóca dziwny dźwięk. Okazuje się, że to tylko cieknący kran, ale cała scena staje się przez to napięta.

Kiedy Fernando ogłasza, że wyjeżdża do Niemiec, jego rodzina jest szczęśliwa, ale jednocześnie nieco zszokowana. Irene nie do końca wie, co się dzieje. Nie rozumie, że chłopak na dobre opuszcza dom. Nie myśli o tym, co to będzie dla niej znaczyło. Wszyscy gadają, inne dzieci krzyczą, a to pierwsza chwila w filmie, kiedy próbujemy się dostać do jej głowy. Ona przytula Fernanda i mu gratuluje, bo go kocha i życzy mu wszystkiego, co najlepsze. Przypuszcza, że to dla niego ważne, ale nie rozumie, dlaczego. Dźwięk, o którym wspomniałaś, pomaga stworzyć wrażenie zaskoczenia, choć jego wytłumaczenie szybko się znajduje. To manipulacja podkreślająca nastrój filmu – oscylujący między naturalizmem a stylizacją.

Jest w filmie taki moment, w którym dowiadujemy się nieco więcej o przeszłości Irene. Dlaczego postanowiłeś go włączyć?

To dodaje kolejną warstwę do jej postaci. Kiedy widzimy, że miała ciężkie życie i nie miała normalnego wykształcenia, zaczynamy rozumieć, dlaczego postrzega świat w odmienny sposób. „Loveling” to film stosunkowo prosty, bo w pewien sposób widz się spodziewa, co się wydarzy. Jej dziecko wyjeżdża – to normalne. To nie jest jakaś wielka sprawa. Inną rzeczą jest jednak to, jak ona sobie z tym poradzi. Gdyby Irene była taka, jak inni, popłakałaby sobie i pomachała mu na pożegnanie. Ale ona jest nieprzewidywalna. Na szczęście, gdy ma się tak dobrą aktorkę jak Karine, można spojrzeć na to jej oczami. Można poczuć to, co ona czuje.

Oprócz nastolatków, postanowiłeś też zatrudnić mniejsze dzieci. Jak do nich podchodziłeś?

Pomagało nam to – choć nie do końca ułatwiało – że bliźniaki to nasi synowie. Gdy pracuje się z dziećmi, ma się mniej czasu i trudno na dłużej skupić ich uwagę na czymś. Wciąż trzeba myśleć, jak im coś ułatwić i być czujnym na wypadek, gdyby zdarzyło się coś ciekawego. Na przykład – nigdy nie dawałem im scenariusza. Opisywałem sytuację i mówiłem, jakie są moje oczekiwania. Nie mogłem robić wielu powtórzeń, bo z dziećmi się tak nie da – zatraca się całą autentyczność. Dobrą rzeczą jest to, że kiedy postawi się dzieci przed kamerą, są tam całym sobą. One żyją daną sytuacją, podczas gdy dorośli zbyt główkują. To się dzieje naturalnie, ale trzeba wiedzieć, jak to sprowokować. Szczególnie, gdy dzieje się tak wiele. Na planie jest im czasem trudno udawać, że dookoła nikogo nie ma.

Jest też coś dziecięcego w tym, jak reaguje Irene. Przypomniało mi to tekst z piosenki Boba Dylana „Just Like a Woman”, gdy śpiewa: „Ona płacze jak mała dziewczynka”.

Ona nie pije alkoholu, zajada się cukierkami. Tańczy do „Esofago” Kariny Buhr, bo tego słucha Fernando. To ją łączy z jej dzieckiem. Trudno było znaleźć właściwą muzykę do tej sceny, bo chcieliśmy tam mieć coś mniej oczywistego i sprawić, żeby wyglądała jak radosny moment, chociaż oczywiście takim nie jest. Ona wydaje przyjęcie dla dzieci w środku nocy. Nie jest szalona, tylko nie wie, jak sobie poradzić z tym, co się dzieje. Zmaga się z tym i cierpi.

Ten film to w pewnym sensie historia o dojrzewaniu. Ale nie Fernanda, tylko Irene. To ona trafia w zupełnie inne miejsce niż to, z którego startowała i to przed nią otwiera się całkiem nowy świat.

LOVELING
W KINACH OD 24 SIERPNIA

Irene wraz z mężem i czwórką dzieci mieszka w małym miasteczku na obrzeżach Rio de Janeiro. Jej najstarszy syn Fernando jest utalentowanym graczem w piłkę ręczną. Pewnego dnia chłopak zostaje zaproszony do profesjonalnej drużyny w Niemczech. Rodzina musi podjąć szybką decyzję o wyjeździe, od którego zależy jego dalsza kariera.

Zaskoczona obrotem spraw Irene, stara się poradzić sobie z wizją nagłego rozstania z synem, pokonać własny niepokój i odkryć w sobie nowe siły, by przyzwyczaić się do życia bez ukochanego dziecka.

REALIZATORZY

reżyseria

Gustavo Pizzi

scenariusz

Gustavo Pizzi, Karine Teles

zdjęcia

Pedro Faerstein

montaż

Livia Serpa

muzyka

Dany Roland, Pedro Sá, Maximiliano Silveira

producent

Tatiana Leite, Gustavo Pizzi

OBSADA

Karine Teles – Irene

Otávio Müller – Klaus

Adriana Esteves – Sônia

Konstantinos Sarris – Fernando

César Troncoso – Alan

Artur Teles Pizzi – Fabiano

O FILMIE:

 

gatunek – dramat

czas – 98 min.

dystrybucja w Polsce: Best Film CO

data premiery w Polsce: 24 sierpnia 2018

Uniwersalna historia o miłości / ScreenDaily

Ten film ma nieokiełznany urok / Hollywood Reporter

Mieszanka humoru i melancholii / Variety


Magia otaczania się dobrymi osobami

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 sierpnia 2018
Fot. iStock/AleksandarGeorgiev
 

Dlatego mądrze wybierać „dobrych ludzi”, ludzi, którzy dają nam dobre uczucia? To dość proste. Ci, którzy nas uszczęśliwiają, sprawiają, że się śmiejesz, pomagają ci, kiedy ich potrzebujesz, którzy się o ciebie naprawdę troszczą, są jedynymi wartymi tego, by mieć ich blisko siebie. I tego, by odwdzięczyć się im tym samym.

Aby otaczać się jedynie dobrymi ludźmi, trzeba nauczyć się identyfikować osoby, które nam nie odpowiadają i trzymać je z dala od siebie. Zapomnij o tych wszystkich, którzy sprawiają, że czujesz się niekomfortowo. I powiedz to sobie szczerze: oni nie muszą być źli, po prostu nie pasujecie do siebie, macie inne priorytety, cele, wartości. Nigdy byście się nie zrozumieli. Nie musisz się dobrze rozumieć ze wszystkimi, ale powinieneś mieć dobre porozumienie  z tymi, którzy są blisko.

Pomyśl o ludziach, którzy sprawiają, że czujesz się nieswojo, o tych, dla których nie jesteś ważny, o tych, którzy męczą cię emocjonalnie, ci, którzy kradną twoją pozytywną energię, którzy fundują ci nieustanną krytykę, ale nigdy nie chwalą. Którzy śmieją się z twoich decyzji, ale nie proponują ci lepszych rozwiązań. Zastanów się dobrze, zanim zdecydujesz, czy naprawdę ich potrzebujesz w swoim życiu.

Taki proces „odsiania” jest bardzo ważny, ponieważ pomoże wykryć tego rodzaju toksyczne relacje w przyszłości. Na początku będzie trudno, będziesz musiał pożegnać się z ludźmi, których może nawet znasz od bardzo dawna. Ale nie trzeba czuć się winnym. Ten zabieg jest konieczny dla twojego zdrowia emocjonalnego. W życiu momenty rozstań przychodzą czasem w bardzo naturalny sposób.

Przyjaciele to wspaniały skarb, ale tylko wtedy, gdy naprawdę wzajemnie wnosicie coś do waszego życia. Ważne jest umieć przyciągać „właściwych” ludzi, a żeby to zrobić wystarczy być sobą. Osoby o podobnym pomyśle na życie, o podobnej wrażliwości potrafią odnaleźć się w tłumie. Uwierz w to, zaufaj temu.

Magia otaczania się dobrymi, życzliwymi nam osobami naprawdę działa.


Na podstawie:

 


On jest wysoki, ma 39 lat i pracuje w IT – uważaj, może być oszustem! 9 zaskakujących wskazówek

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 sierpnia 2018
Fot. iStock/PeopleImages

Umówmy się – nikt nie chce wiązać się z oszustem. I dałabym sobie rękę obciąć, że gdybyśmy tylko wiedzieli, że wiążemy się z kimś, kto będzie nas oszukiwał, zdradzał, to uciekalibyśmy, gdzie pieprz rośnie. Dużo jest sygnałów, na które powinniśmy zwrócić uwagę, ale wiadomo – miłość zaślepia i wolimy widzieć księcia na białym koniu, niż kogoś, kto nas zrani.

Ostatnio znalazłam wskazówki, które mają nas ustrzec przed oszustami. Powiem szczerze, że się uśmiałam, choć są one potwierdzone badaniami. I jasne, że można zwrócić uwagę na wiek faceta, z którym jesteśmy, na to, czy jest wysoki i z góry zakładać, że ma złe intencje. Jednak nim weźmiecie na śmiertelnie poważnie ten artykuł mam prośbę – nie popadajcie w paranoję. Tych kilka sygnałów, że osoba, z którą się wiążesz jest oszustem, nie może wszystkich wpychać do jednego worka, prawda?

Przecież trudno powiedzieć, że ktoś nas okłamuje tylko dlatego, że pracuje w IT. 😉 Ale może czasami warto wziąć te zaskakujące wskazówki pod uwagę?

Oszukują:

– ci, których wiek kończy się na 9

Uwaga, według badań opublikowanych w Proceedings of Natural Academy of Sciences, osoby, które mają 29, 39, 49, itd. lat częściej oszukują swoich partnerów. Dlaczego? Bo mają tendencję do dokonywania życiowych wyborów, zmian, gdy zbliżają się do nowej dekady życia

W rzeczywistości z 8 milionów ludzi na stronie internetowej, w której żonaci faceci szukają romansu, prawie milion jest w wieku 29, 39, 49 lub 59 lat.

– wysocy mężczyźni

Badanie jednego z serwisów randkowych wykazało, że faceci powyżej 180 cm wzrostu oszukują swoje partnerki dwa razy częściej niż niżsi… Cóż – jak dla mnie wychodzi, że co drugi z moich kolegów oszukuje swoją żonę. Hm, naciągane jak dla mnie.

– fani rocka

Wynik kolejnej ankiety przeprowadzonej na serwisie randkowym mówi, że 41% oszustów i kłamców słucha muzyki rockowej. Podobno najbardziej lojalni są fani rapu.

– faceci, którzy pracują w IT

Nie daj się zwieść ich miękkim bluzom, okularom i cierpliwości, jeśli chodzi o przywracanie funkcji w twoim smartfonie lub komputerze. Ci faceci są podstępnymi oszustami, oczywiście zgodnie z przeprowadzonym sondażem wśród zdradzających mężów.

– Francuzi

Czego można oczekiwać po związku z (podobno)najlepszymi kochankami na świecie? Wina, sera i… romansu, mówią badania, według których 75 procent Francuzów przyznaje się do oszustwa w związku.

– zakupoholiczki

To teraz czas na kobiety – żeby nie było, że tylko faceci są tacy straszni. Okazuje się, że kobiety, które wydają więcej niż wcześniej pieniędzy na ubrania, zdradzają mężów. Przyznają, że odkąd zaczęły romansować, bardziej dbają o siebie.

– nauczycielki

Jaki zawód wśród kobiet jest najbardziej skłonny do zdrady? Według przeprowadzonych ankiet okazuje się, że nauczycielka… Hm. Co wy na to?

– blondynki

Czy blondynki faktycznie częściej oszukują? Badanie przeprowadzone przez CheaterVille.com wykazało, że 42 procent kobiet, które zdradzają ma blond włosy, tylko 11% brunetek to oszustki.

Hm. Ciekawe (i trochę śmieszne), prawda. A może wam się coś zgadza?


źródło:

 


Zobacz także

Akcja #ListdoNiego

Rozwiązanie akcji #ListdoNiego

6 olejów dla różnych typów skóry. Który posłuży ci najlepiej?

5 rzeczy, które powinnaś wiedzieć o włosach