„Bo we mnie jest seks!”. Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą” wyzwanie #4

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 maja 2017
Fot. iStock
 

„Bo we mnie jest sek, gorący jak…” la la la la… no właśnie, gorący jak co? Dzisiejsze wyzwanie będzie bardzo trudne, bo będziecie musiały docenić same siebie! Praca, dom, dzieci, projekty, telefony… basta, pora odkryć na nowo własny seksapil! Co w sobie uważacie za „seksowne”. A może intrygujące?

Przyjrzyjcie się dziś sobie zupełnie inaczej, na nowo. Odkryjcie tę stronę waszej kobiecości. Bo seksapil, to nie wysokie szpilki i „fikuśna” bielizna, seksapil siedzi głęboko w nas. Trzeba tylko (i aż) pozwolić mu się ukazać w pełnej okazałości.

A może myślisz, że ta część ciebie już dawno schowała się gdzieś albo zgubiła? Oj, na to nie pozwalamy. Każda z nas ma w sobie coś wyjątkowego – i nie zawsze ma to związek z cielesnością. Może to twoje piegi na nosie, sposób w jaki przeczesujesz włosy albo to, jak uśmiechasz się nieśmiało, spojrzenie?

Co TY lubisz w sobie najbardziej? To co jest w tobie najbardziej seksownego?

Pamiętajcie, kobiecość nigdy nie umiera! Nie bójcie się – jesteście wspaniałe!

Wyzwanie #4

Nasze czwarte wyzwanie to:

Napisz nam, co seksownego widzisz sama w sobie! Uwaga, seksapil nie zawsze kryje się tylko w naszej cielesności. To może sposób w jaki odgarniasz włosy, twój uśmiech, wszystko to, co TY sama w sobie kochasz, podziwiasz, lubisz!

Co trzeba zrobić?

Być z nami! Przez najbliższe dni będziemy zachęcać was pochylenia się nad sobą, do zrozumienia, że powinniśmy być dla siebie ważne, powinniśmy mierzyć się z własnymi lękami i ograniczeniami. Będziemy pytać, co dla was znaczy być kobietą, czym jest dla was kobiecość.  Bądźcie w tym czasie z nami i pod artykułami piszcie swoje komentarze.

Najfajniejsze komentarze, zwłaszcza tych najbardziej aktywnych uczestniczek po zakończeniu akcji nagrodzimy podwójnymi zaproszeniami na naszą konferencję , która odbędzie się 27. maja w Warszawie, w Fortach Mokotów, a dokładnie w Studio 99. .

Akcja trwa od 08.05.2017 do 22.05.2017 roku. Wyniki akcji zostaną opublikowane do dnia 24.05.2017 roku na stronie horizon-school.ru.

Regulamin akcji znajdziecie TUTAJ.


9 zachowań, którymi zabijamy dziecięcą samodzielność

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
12 maja 2017
Fot. iStock / Lisa5201
 

Chcemy, by nasze dzieci potrafiły o siebie zadbać, opanowały niezbędne do tego umiejętności, nie czekały, aż coś samo się stanie, ale brały sprawy w swoje ręce i działały. Nie ma co ukrywać, że samodzielne dziecko to błogosławieństwo i skarb dla rodzica! W końcu można rano nieco mniej się śpieszyć, bo odpada ubieranie i pilnowanie przy myciu zębów, nie trzeba sprawdzać każdego zadania domowego, bo dziecko samo daje sobie radę, można wieczorem wyjść do znajomych, bez obaw, że potomek zgubi się w drodze z pokoju do łazienki, a gdy zabraknie czegoś do obiadu, można poprosić latorośl o szybki kurs do pobliskiego sklepu.  W końcu można nieco odetchnąć.

Samodzielność dziecka sama jednak się nie zrobi! Nie spadnie nagle z nieba, nie „wpełznie” w dziecko podczas snu, nie da się jej kupić w supermarkecie ani nawet przekazać w genach. Samodzielności trzeba dziecko nauczyć, ale przede wszystkim – trzeba mu na nią pozwolić! Bo tylko dając maluchowi odpowiednią ilość czasu, przestrzeni i okazji do ćwiczeń, wspieramy jego zaradność. Niestety wielu rodziców, pod wpływem pośpiechu, stresu i własnych emocji, albo z braku świadomości, zabija w dzieciach samodzielność pewnymi zachowaniami.

Wyręczanie

Czyli robienie wszystkiego za dziecko. Pierwszy i najgorszy wróg samodzielności, bo choć wyręczanie wydaje się nam oznaką miłości i troski, to tak naprawdę kształtuje w dzieciach wyuczoną bezradność  – postawę bierności i rezygnacji, myślenie „po co mam to robić, skoro mama/tata/babcia zrobi to za mnie”. To bardzo wygodne dla dziecka i nie ma się co dziwić, że gdy ma coś wykonać samo, buntuje się i wymusza na nas zrobienie tego za nie – w końcu tak go nauczyliśmy.

Zapominanie o tym, że dziecko… urosło

Ciągle widzimy w dziecku tego słodkiego, małego bobaska, który potrzebuje naszej nieustannej troski i opieki, jest nieporadny, całkowicie zdany na nas i niczego jeszcze nie potrafi. Czasami takie myślenie przeciąga się na wiek przedszkolny („jak to, to on już powinien sam zakładać buty?”), nastoletni („ja zrobię ci herbatkę, bo jeszcze się oparzysz”), a nawet dorosły („przynieś pranie, to wypiorę i odniosę wyprasowane”).

Brak wiary w jego możliwości

Z góry zakładamy, że dziecko czegoś nie potrafi, nie wie, nie da rady zrobić. Już na starcie podcinamy mu skrzydła i zniechęcamy – po takiej opinii na pewno maluch ma mniejszą ochotę by w ogóle próbować. Więcej wiary, ludzie – często nie doceniamy własnych dzieci i ich umiejętności. A nawet jeśli coś nie wyjdzie i się nie uda, to nic takiego – błędy i niepowodzenia to przystanki obowiązkowe w drodze do sukcesu.

Dawanie zbyt wielu wskazówek

Jak byście się czuli gdyby ktoś nieustannie instruował was we wszystkim, krok po kroku, w najdrobniejszych szczegółach mówił co i jak należy robić? Nie byłoby to raczej zbyt przyjemne. A jednak, często fundujemy dzieciakom takie właśnie zachowanie, które prowadzi do niskiego poczucia sprawstwa (czyli przekonania, że coś wiem, potrafię, mogę), a przez to do braku samodzielności.

Krytykowanie

Jeśli dziecko ciągle słyszy krytyczne uwagi i złe oceny tego, co robi, to nic dziwnego, że nie chce nadal próbować i powstrzymuje się od działania, co nie pozwala mu na wyćwiczenie samodzielności. Nikt nie, gdy wytyka mu się wady, podkreśla błędy albo wprost nazywa gapą, fleją, bałaganiarzem.

Poprawianie po dziecku

Syn posprzątał pokój, a ty wchodzisz do niego i zaczynasz wszystko przekładać według własnego uznania? Córka nakryła stół do obiadu, ale według ciebie wymaga on skorygowania? Ugotowany przez latorośl obiad tylko „trochę doprawiasz”, ostatecznie tworząc zupełnie inne danie? Nie dziw się, Pani Perfekcyjna, że potem twoja pociecha nie ma ochoty na kolejne próby samodzielnego działania. Po co, skoro i tak potem zrobisz to jeszcze raz, lepiej, bardziej idealnie.

Przekazywanie im naszych lęków

Nie przechodź prze ulicę, bo auto cię potrąci.
Nie chodź na basen, bo się utopisz,
Nie idź sam do sklepu, bo się zgubisz albo cię okradną.

Przenosimy nasze lęki i obawy na dzieci, wmawiamy im, że ich działanie przyniesie jakieś straszne efekty, często wręcz tragiczne.  Tak zaprogramowane na strach dzieciaki są nieufne wobec nowości, niechętnie próbują, przez co stają się niesamodzielne i mało pewne siebie.

Brak pochwał i doceniania postępów

Równie ważne jak unikanie krytyki i wytykania błędów jest umiejętne zauważanie postępów, starań  dziecka i docenianie ich – to dopiero motywacja! Pamiętajcie, że dla waszych dzieciaków jesteście najważniejsi na świecie i pochwała z waszej strony to nie byle co! Nie chwalcie za efekt (on często przychodzi dopiero po pewnym czasie) ale za sam wysiłek i włożoną pracę.

Wymaganie idealnych efektów

Zbyt wysoko ustawiona poprzeczka może zniechęcać do prób i podejmowania wysiłków. Jeśli np. każemy dwulatkowi ubrać się od stóp do głów, zapinać guziki i wiązać sznurówki, to niewielkie są szanse, że zrobi to bez naszej pomocy. Zacznijmy naukę od podstaw i stopniowo zwiększajmy trudność, dokładając nowe obowiązki i ucząc nowych umiejętności. Krok po kroku budujmy zaradność i samodzielność dziecka, a przede wszystkim bądźmy z niego dumni i mądrze wspierajmy je w jego rozwoju.

Zapisz


„Mobbing nie przyjmuje formy otwartej agresji, to raczej manipulacja słowna i psychiczna”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 maja 2017
Fot. iStock/Tharakorn

Nawet nie wiesz, kiedy trafiasz w ten potrzask. Jesteś jak zaszczute zwierzę, nie wiesz kompletnie dlaczego tak się dzieje?

Krystyna Andruszkiewicz jest ofiarą mobbingu, która postanowiła głośno powiedzieć, co ją spotkało, jak została potraktowana, by ostrzec każdego, który doświadcza tej przemocy ze strony swojego pracodawcy.

A zaczyna się trochę tak niewinnie. Szef unika spotkań z tobą, o wszystkich swoich oczekiwaniach i wymaganiach wobec ciebie informuje cię drogą służbową. Obrzydza ci życie, a co najgorsze jego taktyka sprawia, że przez ciebie zatruwa życie współpracownikom. – W moim przypadku wszystkie polecenia dostawałam na piśmie, nawet jednozdaniowe. Kto się tym zajmował – sekretarka, która zamiast wykonywać swoje obowiązki musiała do mnie ze wszystkim przychodzić. Każdy miałby dość – wspomina pani Krystyna.

Przez 27 lat pracowała w szkole jako nauczycielka. Najpierw uczyła języka rosyjskiego, później niemieckiego. Nigdy nie otrzymała żadnej nagany, wręcz przeciwnie – otrzymała nagrodę Wielkopolskiego Kuratora Oświaty za wybitne osiągnięcia w pracy dydaktyczno-wychowawczej, o którą wystąpiła była dyrektor szkoły, w której pani Krystyna uczyła. I to „była dyrektor” ma tu istotne znaczenie. Bo nowy dyrektor stał się autorem koszmaru, który spotkał nauczycielkę z wieloletnim stażem.

– W październiku otrzymałam nagrodę, a w maju zostałam zwolniona – opowiada Krystyna Andruszkiewicz.

Wszystko zaczęło się po zmianie dyrekcji w szkole. – Od początku było coś nie tak. Mobbing nie przyjmuje formy otwartej agresji, to raczej manipulacja słowna i psychiczna. W moim przypadku chodziło niestety o zawiść i zazdrość, które stały się przyczyną całej fali terroru. Nauczyciele to bardzo trudna grupa zawodowa, w której trudno przyjąć sukces kolegi czy koleżanki z pracy. Taka niestety jest prawda. Zaczęły do mnie docierać głosy, że umniejsza się moją nagrodę, krytykuje się nagle moje metody pracy, ale wtedy się specjalnie tym nie przejmowałam. Niestety na początku grudnia musiałam przejść operację tarczycy, tym samym byłam na miesięcznym zwolnieniu. Po powrocie dowiedziałam się, że zastępująca mnie nauczycielka była częstym gościem w gabinecie dyrektora niezbyt pochlebnie wypowiadając się o mojej pracy, nauczaniu, podejściu do uczniów. „Uważaj na nią” – taki komunikat dostałam. Ale, kto by się przejmował. Wiedziałam, że pracuję dobrze, że z dziećmi nie mam problemu, co mogło źle zadziałać?

A jednak. Po powrocie do szkoły pani Krystyna na własnej skórze odczuła zmiany w atmosferze pracy. Koledzy się od niej odsuwali, unikali jej. Unikał też dyrektor, do czasu, gdy wezwał oczywiście za pośrednictwem sekretarki, nauczycielkę do swojego gabinetu. Tam bez słowa wyjaśnienia podał jej kartkę, długopis i zaczął dyktować, co ma napisać. Kiedy okazało się, że to podanie o zwolnienie z pracy, pani Krystyna poprosiła o wyjaśnienia. – Usłyszałam, że nauczycielka, która miała już prawa emerytalne, stwierdziła, że na emeryturę nie przechodzi, więc ona zostaje, a ze mną dyrektor się żegna.

Można by było podkulić ogon, machnąć ręką, przypłacić całą sytuację depresją i odejść po cichu. Ale kiedy rodzi się w człowieku tak głębokie poczucie niesprawiedliwości, kiedy nie znajduje zrozumienia dla działań, które są nie wiedzieć czemu przeciwko niemu skierowane, to nie można siedzieć cicho. Pani Krystyna wysłała pismo do kuratorium. To oczywiste, że czuła się pokrzywdzona – ona przed emeryturą, zaangażowana nauczycielka nie tylko w nauczanie, ale i w pracę z uczniami po zajęciach, autorka publikacji, nauczyciel nagradzany i co? Nagle z braku rzekomego etatu ma ustąpić miejsca komuś, kto mógłby przejść na emeryturę, a zostaje tylko dlatego, że jej zrobił czarny PR???

Ale wtedy dopiero rozpętało się piekło. Że jak ona mogła uderzyć w dobre imię szkoły, jak mogła napisać donos na dyrektora do kuratorium, jak śmiała na zewnątrz wyjść ze swoimi problemami, Dyrektor szalał, zwołał Nadzwyczajna Radę Pedagogiczną, która miała na celu zrobienie z pani Krystyny potwora, zakałę całego zespołu. Dyrektor nauczycielom podsuwał do podpisu pisma szkalujące nauczycielkę, kazał pisma w podobnym tonie podpisywać uczniom. Chęć zniszczenia człowieka sprawiała, że posuwał się do absurdów. – Podczas rozprawy sądowej, bo sprawa w końcu trafiła do sądu, jedna z nauczycielek tłumaczyła, że owszem podpisała pismo, w którym przedstawiano mnie w jak najgorszym świetle. Tyle tylko, że po pytaniach sądu okazało się, że ta pani nigdy ze mną nie pracowała, przyszła do pracy, kiedy ja już walczyłam o swoje prawa w sądzie. Dyrektor miał jej powiedzieć: „To nic, że pani jej nie zna, jest pani częścią zespołu, musi pani podpisać” – wspomina pani Krystyna.

Wygrała sprawę. Sąd przywrócił ją do pracy, ale musiała wrócić do szkoły, w której potraktowano ją jak przestępcę. – Nigdzie nikt nie chciał mnie zatrudnić, a kto by chciał z taką reputacją, jaka została mi przez dyrektora i grupę przychylnych mu nauczycieli stworzona? Pracowałam do emerytury w szkolnej bibliotece, gdzie dyrektor do końca nie tyle otwarcie, a jednak skutecznie obrzydzał mi pracę. Ale wytrwałam. To nie było łatwe.

Pani Krystyna cały koszmar, który przeżyła odchorowała – depresją, załamaniem, wizytami u psychiatry i psychoterapeuty.

– Napisałam książkę „Smak mobbingu” z jednej strony traktując ją jako moją terapię, wyrzuciłam z siebie te wszystkie emocje, ale z drugiej strony przywołując odpowiednie przepisy chciałam dać prawne narzędzie każdemu, kto z mobbingiem spotyka się w pracy. Odeszłam ze szkoły bez pożegnania, bez słowa. Oddałam szkole 30 lat, po to, aby w ciągu ostatnich trzech lat mojej pracy ktoś taki, jak ten dyrektor zniszczył wszystko to, co osiągnęłam, nad czym pracowałam. On nadal jest dyrektorem, choć wcześniej był nauczycielem wychowania fizycznego, który znęcał się nad dziećmi… Dzisiaj wiem to od rodziców, którzy się do mnie odzywają, a którzy nie zdawali sobie sprawy z tego, co przeszłam. Najgorsze było to, że straciłam zaufanie do ludzi. Że pozwoliłam jemu, by zakorzenił we mnie przekonanie, że każdy jest hipokrytą, który uśmiecha się do ciebie, a za chwilę jest gotów wbić ci nóż w plecy. Na szczęście wróciłam do ludzi, dzięki pracy, którą dostałam w dużym markecie. Pracuję na kasie, dorabiam do emerytury. Dzięki obcojęzycznym klientom mogę szkolić nadal język. Uczę się angielskiego, bo syn mieszka w Londynie i powiedział, że do kraju, gdzie tak niszczy się dobrych ludzi, na pewno nie wróci.

Naprawdę teraz przyjazna, wspaniała atmosfera w pracy pozwala mi na nowo uwierzyć, że są dobrzy ludzie, że można pracować w zgranym zespole, gdzie nikt nikomu krzywdy nie zrobi. Moją przełożoną jest moja była uczennica, która poznając moją historię powiedziała, że to niemożliwe, żeby coś takiego mnie spotkało… Od dwóch lat jestem ławnikiem w sądzie i obserwuję, jak coraz więcej spraw o mobbing jest prowadzonych. I dobrze. Bo każdy ma prawdo do obrony, każdy ma prawo do bycia szanowanym przez pracodawcę. A gdy ten chce zniszczyć poczucie wartości, zniszczyć wszystko to, co sami sobie wypracowaliśmy, to mamy pełne prawo się temu przeciwstawić.


DSCN0252

Krystyna Andruszkiewicz autorka książki „Smak mobbingu” Smak_mobingu_okl


Zobacz także

Światu potrzeba dziś miłości… Listy do M3 dadzą wam jej tyle, ile potrzebujecie. Serio

„Razem możemy więcej” – charytatywny pokaz ENDO podczas Warsaw Fashion Street 2017

Wszystko cię przytłacza, na nic nie masz siły? Te 30 wskazówek pozwoli ci przetrwać i zrozumieć trudny dla ciebie czas

https://buysteroids.in.ua

женский возбудитель

pharmacy24.com.ua/cialis-tadalafil/kamagra-gel-kamagra-oral-jelly