Nie „wychowuj” swojego faceta, on nie jest twoim dzieckiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 sierpnia 2018
Fot. iStock/sakkmesterke
 

Jest czarujący i zabawny, albo to po prostu „dobry facet”. Może być trochę nieporadny, ale za to bardzo spontaniczny. Łatwo się wciągasz, a potem nagle orientujesz się, że się nim opiekujesz, jak dzieckiem. Wychowujesz go, zamiast z nim być. To właśnie dzieje się w twoim związku, jeśli:

On mówi, że cię kocha, ale nic z tego nie wynika

Facet, którego trzeba prowadzić za rękę, pokazywać mu od A do Z jak dbać o związek, a najlepiej – dbać o związek za niego – to nieudacznik. Może i wie, co kiedy powiedzieć, ale czy to naprawdę wszystko, czego ci trzeba, by czuć się bezpiecznie w związku?

Wspierasz go finansowo

Jeśli twój facet jest bezrobotny lub ciągle zmienia pracę, bo nigdzie nie może zagrzać miejsca, być może nadszedł czas, aby dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje. Wszyscy wiemy, że każdy ma lepsze i gorsze momenty w życiu, ale w związku powinien obowiązywać podział 50/50 na wszystkich frontach…

Uważa, że każda praca, której się podejmuje jest poniżej jego umiejętności i doświadczenia

Być może tak jest, ale kiedy jesteś bezrobotny przez dłuższy czas, nie powinieneś gardzić pracą, którą ci zaoferowano. To nieodpowiedzialne. Dojrzały facet szanuje pracę, wykonuje ją sumiennie, a jeśli trzeba, szuka nowych możliwości.

To ty planujesz i… pilnujesz

Za niego, za was oboje. To ty pamiętasz o urodzinach jego matki, o ważnych spotkaniach. Dla niego taka sytuacja jest bardzo wygodna – ma swoją osobistą asystentkę. Ty dbasz, by się ze wszystkiego wywiązał, a on tylko… robi dobre wrażenie. Jeśli chodzi o wasz związek, również ty jesteś odpowiedzialna za wszelkie sprawy organizacyjne. To wy załatwiasz dla was mieszkanie, dopilnowujesz PITów, wyszukujesz propozycje wyjazdów. To ty się starasz, on nie. Powie ci co najwyżej, że świetnie ci to organizowanie idzie. A ty się tym zadowolisz.

Unika obowiązków

Szybki w tył zwrot i już go nie ma. Albo ciągle „zapomina”, że miał coś zrobić. Ewentualnie jest zbyt zmęczony, by się za to zabrać. Nieważne, że chodzi jedynie o odkurzenie w salonie, czy posegregowanie prania. Oczekuje, że ty się tym zajmiesz.

Nie kontroluje swoich emocji

Kłócicie się, a on kompletnie nie dba o to, ze cię rani. Powie wszystko, co chce byle wyrzucić z siebie złość, ale nie obchodzą go konsekwencje.Nie kontroluje swoich emocji. Nie byłby w stanie pomóc ci w trudnej emocjonalnie sytuacji, nie wiedziałby jak, bo by go to przerosło.

Dawno skończył 30-tkę, ale wciąż mieszka z rodzicami

Umówmy się, o ile nie są przewklekle chorzy i nie wymagają stałej opieki, facet w tym wieku powinien już mieć swój własny kąt. Nawet najmniejszy, ale oddzielny. Człowiek, który nie umie zatroszczyć się o samego siebie, nie będzie potrafił zatroszczyć się o ukochaną osobę, ani dać jej poczucia bezpieczeństwa.

Nie rozumie, o co ci chodzi

Nie jesteś w stanie z nim porozmawiać, szczerze, głębiej. Nie zrozumie o czym mówisz, gdy naświetlisz mu problemy w waszym związku. Jego zdaniem „czepiasz się”, a wszystko to są szczegóły. Daj mu spokój. On nie dojrzał do związku i prawdopodobnie nigdy do niego nie dojrzeje. Nie oczekuj od kogoś, kogo trzeba „niańczyć”, żeby budował z tobą prawdziwą, mocną relację. Nie wymagaj od niego zaangażowania, bo on nie wie, czym jest zaangażowanie.


Na podstawie:

 


5 mitów na temat schizofreników, które są dla nich szczególnie szkodliwe

Redakcja
Redakcja
6 sierpnia 2018
Fot. iStock
 

Mity na temat schizofreników utrwalają obraz osób, które przede wszystkim stanowią zagrożenie dla innych, są agresywne, nieobliczalne i krzywdzą swoich bliskich. Schizofrenia nie powinna wykluczać ze społeczeństwa. Z tego względu należy podnieść świadomość społeczną dotyczącą tej choroby.

5 mitów na temat schizofreników

Schizofrenicy są agresywni

Liczne badania wykazały, że osoby z poważnymi chorobami psychicznymi są częściej ofiarami przestępstw z użyciem przemocy niż sprawcami. Ataki z udziałem osób z zaburzeniami psychicznymi są po prostu bardziej medialnie nagłośnione. W rzeczywistości, osoby cierpiące na choroby psychiczne to jedne z najbardziej wrażliwych, kreatywnych i miłych osób, jakie kiedykolwiek spotkasz.

Są „odczłowieczeni”

To, że masz chorobę psychiczną, nie oznacza, że ​​jesteś mniej ludzki. Nadal myślisz i czujesz, czasem głębiej niż inni ludzie. Jeśli schizofrenik zachowuje się „dziwnie”, to po prostu reaguje na to, co mówi mu jego mózg.

Schizofrenia łączy się z posiadaniem wielu osobowości

To bardzo błędne przekonanie, że schizofrenia jest tym samym co dysocjacyjne zaburzenie tożsamości . Są to dwa, zupełnie różne Chociaż schizofrenia w języku łacińskim oznacza ” dwa umysły”, nie oznacza to, że chorzy posiadają dwie różne osobowości. Mają psychozę . Oznacza to, że głównym aspektem schizofrenii jest przekonanie, że chory widzi, słyszy lub doświadcza rzeczy, których nie ma.

Schizofrenik jest niezdolny do samodzielnego życia

Istnieje przekonanie, że schizofrenia to wyrok, dożywotnie pozbawienie możliwości normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Ale to nic innego jak choroba – choroba, z którą można sobie poradzić i którą można przezwyciężać. Chociaż niektórych jej symptomów chorzy nie pozbędą się nigdy, z pewnością nie zasługują na odrzucenie.

Wszyscy chorzy mają takie same objawy

Każda chora osoba jest wyjątkowa. Niektórzy mogą doświadczyć psychozy, inni mogą mieć halucynacje. Schizofrenia jest zaburzeniem spektrum , co oznacza, że ​​istnieje szeroki zakres możliwości, w jaki sposób ta choroba może się objawiać. Istnieje kilka typowych objawów, ale każdy choruje inaczej.


 

Na podstawie:


Kilka lekcji na temat związku od kobiet po rozwodzie. Czego nauczyło je małżeństwo

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 sierpnia 2018
Fot. iStock/AleksandarNakic

Rozwód najczęściej rozpatrujemy w kategorii własnej porażki. Bo przecież to nam się nie udało, to planów i marzeń nie udało się zrealizować. W końcu – może byliśmy za słabi, by walczyć, zbyt rozczarowani sobą nawzajem. Pamiętam rozmowę z przyjaciółką, która podjęła decyzję o rozwodzie mówiąc: „To największa przegrana w moim życiu”. Rozmawiałyśmy o tym, że do walki trzeba dwojga, że nie da się w tym przypadku niczego zrobić w pojedynkę. Dochodzą do tego wyrzuty sumienia, poczucie winy, że być może można było zrobić coś jeszcze. I co, gdy wykrzyczane w złości: „Jeszcze będziesz tego żałować” kiedyś w przyszłości się spełni? Będzie jak klątwa prześladować nas do końca życia?

Czas ma tu jednak kluczowe znaczenie. Spotkałam się ostatnio w babskim gronie. Rozmawiałyśmy – jak to kobiety, o facetach, związkach i… rozwodach, bo kilka już zdążyło się rozwieźć. Jedne nadal były same, inne z nowymi partnerami. Wniosek ogólny nasuwał się jeden – każda, dosłownie każda, wyniosła ze swojego rozwodu pewną lekcję, która otworzyła ją na to, co niosła przyszłość. Chciały to zobaczyć i wziąć. I dzisiaj powtarzają, że rozwód zmienił ich życie na lepsze, nie dlatego, że uwolniły się od małżeństwa, ale dlatego, że stały się bardziej świadome, dojrzałe.

Monika

„Poznaliśmy się na studiach, jeszcze przed obroną magisterki zaszłam w ciążę. Mąż robił karierę, a ja siedziałam w pieluchach. Myślałam sobie, że mój czas jeszcze przyjdzie. Ale nie nadchodził, bo on awansował, miał coraz ważniejsze projekty, angażował się coraz bardziej w pracę. Nie rozumiał mojej potrzeby zawodowego rozwoju. Że dość mam pieluch, że chcę do ludzi. Mówił: „Chcesz o zrobić dziecku? Zobacz, ile ja pracuję, jak ty wrócisz do pracy, kto z nim będzie?”. Długo zajęło mi zrozumienie, że to jemu było wygodnie i wcale nie chodziło o dziecko. Rozwiedliśmy się dopiero, jak Mateusz miał 10 lat, bo ja w końcu doszłam do wniosku, że nie mogę żyć z kimś, kto ma zupełnie inne spojrzenie na związek, na podział w nim ról. Ja – kura domowa, on – gość robiący karierę. No przepraszam. To nie było dla mnie. Decyzja o rozwodzie nie była łatwa, bo jak ja dam sobie radę? Dałam. Jak widać mam się świetnie. Dzisiaj wiem, że zawsze trzeba walczyć o swoje. Nie dać się stłamsić. Nie pozwolić, by ktoś kierował twoim życiem, dyktował ci to, co masz robić. Mój były mąż myślał, że będę szarą myszką, a ja – kiedy się poznaliśmy, że stworzymy związek oparty na partnerstwie. Oboje dość mocno rozminęliśmy się w naszych oczekiwaniach”.

Iza

„Moje małżeństwo nauczyło mnie jednego – jeśli ci intuicja podpowiada: „To nie ten facet”, to uciekaj przed nim, gdzie pieprz rośnie. Serio. Jak sobie pomyślę, ile sygnałów-znaków miałam. Ale ja głupia myślałam: „Oj tam, zmieni się, jak go zmienię, pokażę mu, że można być lepszym człowiekiem”. Dzisiaj myślę, że wtedy zwariowałam. Poważnie. Małżeństwo nauczyło mnie jednego – choćby skały srały, faceta nie zmienisz, nie wychowasz. Ty w ogóle od tego nie powinnaś być. Znajdź sobie gościa, który będzie fajny dla ciebie. I tyle. Jeśli on nie wykazuje żadnej chęci do zmiany, odpuść sobie kobieto. Mi to zajęło 12 lat, ale może jakaś inna dziewczyna, dzięki temu, co mówię, straci mniej czasu z takim typem nie dla niej”.

Agnieszka

„Kiedyś przeczytałam, że komunikacja ważniejsza niż miłość. W moje małżeństwo było dokładnie potwierdzeniem tej tezy, bo my w ogóle nie rozmawialiśmy. Wiesz, kiedy zaczęliśmy do siebie mówić – jak podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Oboje. Jakby ktoś nam rozwiązał języki, wylaliśmy sobie wszystkie żale, rozczarowania, pretensje. To było takie oczyszczające, ale też niestety za późno, bo za dużo rzeczy się nagromadziło. Jak to się mówi – czara goryczy się przelała. Po sześciu latach małżeństwa, kiedy to ja nie mogłam zajść w ciążę, kiedy stres i frustracja były straszne, kiedy żadne z nas nie mówiło głośno tego, co czuje, pękliśmy. Dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi, mamy fajne relacje. Mój były mąż jest chrzestnym mojego dziecka – serio. Tak można. Małżeństwo nam nie wyszło, bo baliśmy się mówić o tym, co czujemy. Z moim obecnym partnerem jest zupełnie inaczej. Kłócimy się, rozmawiamy, płaczemy razem i śmiejemy się. Wyciągnęłam naukę i dzisiaj jestem szczęśliwa”.

Monika 2 (były dwie Moniki)

„Gdyby dzisiaj, mając 41 lat wiedziała to, co wiem, to pewnie moje małżeństwo nigdy by się nie rozpadło. Być może nawet mój mąż by mnie nie zdradził. Ale dobra, to już było minęło. Powieliłam schemat mojej matki, babci, który nawet nie wiedziałam, że mam w sobie zakorzeniony. Byłam sprzątaczką, kucharką, panią do towarzystwa. Całe moje życie poświęciłam mężowi. On był najważniejszy, jego szczęście na pierwszym miejscu. Prałam mu gacie i skarpetki, piekłam ulubione ciasto w niedzielę, usprawiedliwiałam jego życiową nieporadność i nie dostrzegałam, bo nie chciałam, że nigdy nie wyszedł spod skrzydeł swoich rodziców. A on mnie zdradził. Wcale nie z młodszą czy ładniejszą. Później powiedział mi, że nie mógł znieść mojej nieustannej obecności w jego życiu, dobre nie? Jaka ja byłam wściekła. Myślałam, że go zabiję, zatłukę na śmierć, zakopię w ogrodzie i niech szukają gościa. Bo za dużo mnie było w jego życiu. Ale po rozwodzie spotkałam fajne, mądre babki. I wtedy zrozumiałam, że nie ma nic gorszego, niż poświęcić siebie dla faceta. Ja po rozwodzie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, jak dzieci szły do niego na weekend, to miejsca sobie nie mogłam znaleźć. Aż w końcu zapisałam się na kurs tańca – zawsze o tym marzyłam, poszłam na lekcje angielskiego, zaczęłam biegać. I odżyłam. Ledwo mi to przechodzi przez gardło, ale mój były mąż miał rację. Nie miałam swojego życia, byłam na nim uwieszona, nie wiedziałam, czego ja chcę, o czym marzę, co chciałabym robić. Najgorsze co możesz dla siebie zrobić, to tak bez reszty się oddać, myśląc, że na tym polega twoja rola w związku. Nic bardziej mylnego!”.

Pewnie niejedna z was dodałaby swoją opowieść. My rozmawiałyśmy niemal do rana. Śmiejąc się i płacząc. Ale wiecie co, wszystkie byłyśmy szczęśliwe, miałyśmy poczucie wspólnoty i wzajemnego zrozumienia. I żadnej z nas nie przeszkadzało, że faceci czekają na nas w domu. To był nasz czas.


Zobacz także

Tamtej nocy , wygrałam …

Nie wiesz, jak rozmawiać z nastolatkiem? Pokaż mu te filmy. Fantastyczna kampania!

„Rusz tyłek, miła”. Przestań planować, bać się, czekać. Działaj