Wypieramy się was i złościmy, krzycząc, że do diabła z wami, że lepiej już same. I nie wyobrażamy sobie świata, bez waszego zapachu, który otula skrzętniej, niż najcieplejszy koc

Seksualnie
Seksualnie
10 marca 2017
Fot. iStock/shironosov
 

Michał…

…gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że dzięki tobie, przez blisko dwa lata, będę najszczęśliwszą istotą na ziemi, parsknęłabym śmiechem. Patrzyłam na ciebie z lekkim politowaniem, gdy mówiłeś o zdrowym rozsądku i umiarze. A potem, dziękowałam ci za to, że miałeś go na tyle dużo, że starczało dla nas obojga. Nauczyłeś mnie spokoju i głębszego oddechu, przed podjęciem każdej poważnej decyzji. Pokazałeś, że za sercem poukładanego analityka, skrywa się piękna dusza, która czytała mi fragmenty romantycznych powieści, gdy chorowałam. Dzięki tobie zrozumiałam, że siła, to nie tylko masa mięśniowa i godziny, zaliczone na siłowni. Bo podnosiłeś mnie nawet wtedy, gdy upadałam raz po raz. I później, gdy nasze drogi, okazały się jednak zbyt dalekie od siebie i przyszedł czas rozstania, podziękowałeś mi za uczucie, którym darzyłam cię każdego dnia. Zrozumiałam dzięki tobie, kim jest mężczyzna, który kocha dojrzale.

Piotrek…

… gdy koleżanka zaczęła mi insynuować romans, ze wskazaniem na ciebie, miałam ochotę postukać się w czoło. Z sarkazmem i niedowierzaniem, bo niby o czym ja miałam rozmawiać i co mogłoby mnie łączyć, z twardym a czasem wręcz, bezwzględnym w poglądach facetem. Aż któregoś dnia, okazało się, że jesteś zupełnie inny a twoja  stanowcza postawa, daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. A gdy twoje silne ramiona, zabierały mnie z jadalni i przenosiły do sypialnianego łóżka, ostatnią rzeczą o jakiej myślałam, była ucieczka i strach. Chciałam tak tkwić, krucha i bezbronna, w otoczeniu, męskiego schronienia, jakie mi dawałeś. I nawet gdy już pod koniec tego, co było ” nami”  się kłóciliśmy, nigdy mnie o nic nie obwiniłeś i zawsze z honorem, brałeś winę na siebie. Albo z pokorą milczałeś. I cały czas powtarzałeś, żebym na siebie uważała i dbała, bo zawsze zapominam o szaliku i rękawiczkach. I wtedy zrozumiałam, czym jest miłość z zasadami.

Karol…

… czasem odnosiłam wrażenie, że będąc z tobą, ciągle gdzieś pędzę. I nie tylko wtedy, gdy biegliśmy przez park w gorącym deszczu, a ty przystawałeś co chwilę, mówiąc, że jestem niezwykłym zjawiskiem. I robiłeś mi, miliony zdjęć. Co chwilę słyszałam, że  prawdziwe uczucie, to niczym nie ograniczona wolność i odpowiednia szczypta obłędu. A tego nam, nie brakowało. I choć denerwowało mnie, twoje ciągłe roztrzepanie i  chaos, jaki wprowadził się pod nasz dach wraz z tobą, to wszystko i tak mijało, z każdym kolejnym dźwiękiem gitary. Gdy po raz kolejny, śpiewałeś pod moim oknem, że nikt tylko ja. I kiedy mówiłeś, że gdy jesteś ze mną, to już nie boisz się miłości. I choć nasz związek był burzliwy i rozstawaliśmy się tak głośno, że słyszało nas pół osiedla, dziś już wiem. Dzięki tobie wiem, jak to jest kochać jak wariat.

Łukasz…

… sprawiłeś, że uwierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. I do ostatniego tchnienia, bo rozdzielić, mogła nas tylko śmierć. Każdy dzień z tobą, odkrywał coś nowego i zaskakującego. Dowiadywałam się dzień po dniu, o twojej delikatności, która zawsze idealnie była połączona, z niesamowitą siłą. I wiarą, która nie dawała czarnym chmurom, większych szans. I ta mądrość, doświadczonego człowieka, któremu czas, pomalował skronie szronem. I wigor, młodego mężczyzny, jakim przecież byłeś, zarówno w byciu tatą, jak i mężem, przyjacielem, kumplem z baru i kochankiem, poznanym letnim wieczorem. Patrzyłam na ciebie, jak w jednej chwili, jesteś odpowiedzialną głową rodziny, która dwoi się i troi, żeby jego najbliższym, niczego nie brakowało. A w kolejnych minutach, zamieniasz się w bezradnego chłopca, który nie bardzo odróżnia podkoszulki swoich dzieci i gotów jest myśleć, że to skaza na jego ojcostwie. I ten romantyzm, który wyskakiwał nagle zza drzwi, wraz z uśmiechniętym kurierem z poczty kwiatowej. I chmurnym buntownikiem bywałeś, gdy nie wracałeś na noc i pijany do słuchawki, krzyczałeś mi, że masz dość. I oddychałam ze spokojem, bo wiedziałam, że to jednak prawda. To, że można kochać najmocniej. I prawdziwie, póki śmierć nas nie rozłączy.

Roman…

…pierwszy i przez wiele lat, jedyny mężczyzna w życiu dziewczyny. Fundament, wszystkich mądrych słów i czynów. Ktoś, kto swoją postawą, daje wskazówki i pozwala, zawsze mądrze wybrać. Niezłomny i odważny, bo wiesz, że pójdzie za tobą, nawet w najbardziej straszny mrok. Ryzykując własne życie, nigdy nie zostawi cię samej i nie pozwoli, innym krzywdzić. Patrzysz na niego, dorastasz w jego ochronnym cieniu i marzysz, żeby los podarował ci takiego samego faceta. Tego, dla którego zawsze i przez resztę życia, będziesz tą jedyną. Najważniejszą, najpiękniejszą, mądrą i dobrą. Idealną i wartą wszystkiego. Tą, która od urodzenia i po wszelki czas, ma specjalne miejsce, w jego sercu. A tak, może kochać tylko ojciec. I cieszę się, że mogę patrzeć na miłość bezwarunkową. I absolutną, bo w pełni oddaną.
Mężczyźni. Niby gruboskórni, niby silni jak stal, nie do zdarcia i złamania. Wypieramy się was i złościmy, krzycząc, że do diabła z wami, że lepiej już samej. Ale gdy oglądamy się wstecz i patrzymy w przyszłość, to wszędzie was widzimy. Dobrych, mądrych, potrafiących nas okiełznać, umiejętnie kochać i chronić, gdy pakujemy się w kolejne kłopoty. I nie wyobrażamy sobie świata, bez ich zapachu, który otula skrzętniej, niż najcieplejszy koc. Dlatego dziś i każdego dnia, wszystkiego pięknego w dniu waszego święta, drodzy Panowie.
Wdzięczna kobieta


W łóżku niczego nie oczekuję, cieszę się tym, co mi czasem dasz. Odtrącasz mnie już cały, długi rok

Seksualnie
Seksualnie
29 marca 2017
Fot. iStock/milos-kreckovic
 

Najbardziej chyba nie lubię weekendów. Dziwne, prawda? W sobotę przecież wstajesz wcześniej niż ja, parzysz mi kawę i podajesz ją w moim ulubionym kubku. Dzieci jeszcze śpią. Sielanka. Pół kawy, pół mleka, łyżeczka cukru. Zawsze pamiętasz. Wiesz to tak samo dobrze jak to, że lubię kochać się od tyłu. Z tych dwóch przyjemności, dostaję od ciebie tylko kawę. Dziś też tak będzie. Patrzysz na mnie tak spokojnie, łagodnie. Wiem, że mnie kochasz i od razu tak bardzo chcę być blisko, chcę czuć na sobie twój dotyk. Szybko spuszczam wzrok, gaszę te myśli, tłumię pragnienia, niebezpieczne, bo niezaspokojone. Nie oczekuję. Odtrącasz mnie w łóżku już cały, długi rok.

Tak, to prawda, czasem, może raz na trzy miesiące, rzucasz się na mnie, trochę jak nieporadne zwierzę. Mam wtedy swoje upragnione 15, 20 minut. Celebruję ten czas, cieszę się nim, próbuję wyciągnąć z niego jak najwięcej dla siebie. Skoro już mnie chcesz, zawsze jestem gotowa. Trochę to żałosne, prawda? Po wszystkim uśmiechasz się. Trochę przepraszająco, że tak rzadko we mnie gościsz, trochę dumnie, że TO zrobiłeś. Mi chce się płakać. Nie, w żadnym wypadku nie pokażę ci tych łez. Chcę, żebyś czuł się dobrze, najlepiej. Żebyś jeszcze mnie kiedyś zechciał…

Rozmawiamy o wszystkim. Znam imiona i problemy twoich współpracowników, daty spotkań w pracy, deadline’y. Wiem, co cię zdenerwowało, zanim jeszcze opowiesz mi o tym wieczorem. Piszesz SMS-y i wysyłasz emaile. Dzwonisz, żeby spytać co kupić. Szkoła, dom, rodzina, przyjaciele – nie mamy przed sobą tajemnic. Ale kiedy rozmowa schodzi na seks – nasz seks – zamykasz się szczelnie w swojej skorupie.

Kocham Cię. Bardzo chcę cię zrozumieć, nie oceniam. Nie wiem, co ci jest, ale bardzo chcę ci pomóc. I sobie pomóc, bo czuję, że przestaję istnieć. Moje ciało, zapomniane, niekochane znika. Wiesz, tak bardzo mi źle, tak bardzo tęsknię za twoim dotykiem, przyspieszonym oddechem, czułością i tymi momentami, gdy zapominamy się tak bardzo, że nie liczy się już nic, poza naszymi ciałami. Chciałeś mnie, tak bardzo. Czułam to, jeszcze całkiem niedawno, pamiętasz?

Teraz odtrącasz mnie, kiedy przytulam się do ciebie nago, mrucząc ci do ucha słowa, które kiedyś doprowadzały cię do szaleństwa i żałośnie licząc na to, że może tym razem mnie weźmiesz. – Jestem zmęczony – mówisz tym samym, sennym głosem. – Kochanie, chodźmy spać.

Innym razem dotkam cię władczo, zdecydowanie. Chcę wziąć sobie ten seks, jakby mi się należał. Kolejny błąd. Zdenerwowany, karcisz mnie chłodem i milczeniem. Zaciskam zęby, przełykam kolejne upokorzenie.

Zabieram cię na weekend bez dzieci. Dużo rozmawiamy, śmiejemy się. Jemy dobre rzeczy. Wieczorem zakładam nową bieliznę. – Kochanie – mówisz – nie dzisiaj.

Rezygnuję i nie robię już nic. Nie mówię o TYM. Nie myślę. I nic, nic się nie zmienia.

Boli za każdym razem. Na początku nie bolało. Każdy ma prawo być zmęczony. Albo czasem po prostu nie mieć ochoty na seks. Ale to się stało bardziej naszym „zawsze” niż czasem. Boję się. O ciebie też, bardzo

A ty uparcie nie chcesz rozmawiać, choć przyznajesz, że masz problem. Zmęczenie, stres? Kochanie, nie wiem co ci jest.  Prosiłam – może ktoś powinien nam pomóc, przecież to nie wstyd poprosić o pomoc. – Nie – przekonywałeś – muszę sam.

Moje ciało, takie niedotykane, smutne wyrywa się do czułości. A ty wracasz do domu i coraz częściej zasypiasz na kanapie przed telewizorem. Zostaję sama, w naszej ogromnej sypialni. Przychodzę w nocy, budzę cię lekko, ale sen masz tak mocny, że nie wstajesz. A może to tylko gra, żebyś nie musiał leżeć koło mnie ze świadomością, że nie możesz mi dać spełnienia?

Próbowałam, przysięgam, próbowałam wszystkiego. Byłam delikatna wspierająca, dyskretna. Byłam też wściekła, zła i nieszczęśliwa, przyznaję. Teraz tylko czekam. Ale przecież całkiem niedawno, wszystko było inaczej, pamiętasz? Potrafiliśmy kochać się przez kilka godzin, tuląc się do siebie potem, zmęczeni, szczęśliwi.

Czasem myślę, że odejdę. Wyobrażam sobie siebie z namiętnym, czułym kochankiem. Ale wiesz kochanie, on zawsze ma twoją twarz. Ciągle jeszcze marzę o tobie.


Moje ciało się na ciebie zamknęło. Wybaczyłam ci, w łóżku, ciągle nie potrafię zapomnieć

Seksualnie
Seksualnie
2 marca 2017
Fot. iStock/kieferpix

Wchodzę do sypialni i po cichu kładę się obok ciebie. Wiem, że długo na mnie czekałeś, zanim zasnąłeś. Włączyłeś moją ukochaną Joni Mitchell. Na moim nocnym stoliku postawiłeś kieliszek czerwonego wina. Myślałeś pewnie, że tak mi będzie łatwiej. Ale ja nie potrafię go dziś wypić i dać ci siebie, nie potrafię też wziąć twojego dotyku. Przepraszam. Nadal nie czuję, że to nasze miejsce, nasze łóżko, nasz moment. Odkąd wiem, że twoje ręce błądziły po ciele innej, że z inną splatałeś swój oddech, uciekam przed tobą każdego wieczora. Ta zdrada już w tobie umarła, we mnie jest wciąż żywa.

Tak, wiem, minęły już całe dwa lata. Zmieniłeś się. Przeszliśmy terapię u tej bardzo mądrej pani psycholog. Długo ją wybierałeś. Musiała być najlepsza, dla mnie, dla nas. Dziewięćdziesiąt pięć procent skuteczności. To chyba bardzo dużo, prawda? Same najlepsze opinie, podziękowania. Tyle uratowanych małżeństw. Płakałam i płakałam, a ty powtarzałeś: musimy spróbować.

Nie dałeś mi wyboru. Osaczyłeś mnie, walczyłeś. Chcesz tego rozwodu, naprawdę chcesz? Pomyśl, co będzie z dzieckiem. Pomyśl, zniszczymy sobie życie. Małej zniszczymy życie. A rodzice? Każdy popełnia błędy, miłość je wybacza, prawda? Anka i Wojtek, pamiętasz jaki mieli kryzys? Im się udało, nam się uda. Przecież kiedyś było dobrze. Przecież ja cię kocham. 

Zostałam. Też cię kochałam. Poszliśmy na tę świetną terapię. Tam się dowiedziałam, że wcale nic nie muszę, ale mogę, jeśli chcę. Mogę sobie z tym poradzić, mogę znów zechcieć mieć ciebie w sobie. Więc czekam i czekam. I ciągle nie chcę.

Ale ty dalej wiedziałeś lepiej. Każdego dnia powtarzałeś: musisz mi na nowo zaufać.

Tyle się o sobie dowiedzieliśmy, tacy staliśmy się mądrzy i uważni na siebie. Tak się staraliśmy. Przepracowałam te wszystkie uczucia, te emocje szalone. I złość i zazdrość i ból. Pamiętam ten dzień, kiedy spojrzałam na ciebie i poczułam, że mogę dać nam szansę. Położyłam ci rękę na głowie, jakby w geście rozgrzeszenia. Zdziwiłam się, że to już, że to takie łatwe. Proszę, jacy mądrzy jesteśmy, jacy silni. Jaka ja jestem silna. Wspaniała.

Pocałowaliśmy się prawie tak, jak kiedyś. Poczułam cię, usłyszałam twój oddech. Pamiętam, jak mocno biło mi serce. Przesuwałeś dłoń po mojej piersi, delikatnie, nieśmiało, prawie udało mi się przestać myśleć. O NIEJ. Przez jedną, krótką chwilę, byliśmy tylko my. Przez chwilę.

Bo potem wziąłeś mnie na ręce i kochaliśmy się, szybko, mocno. Nie mogliśmy się już zatrzymać. Nie wiedziałeś, że przed oczami miałam tylko jeden obraz: ciebie i ją, nagich, szczęśliwych, skupionych tak mocno na swoich ciałach. Nieświadomych mojego istnienia.

Nigdy nie widziałam was razem, ale wyobrażałam to sobie setki razy. W głowie oglądałam tę scenę, ten film, który mógłby być pięknym erotykiem, gdyby nie dotyczył ciebie.  O tej zdradzie, jednorazowej, „nieznaczącej”, powiedziałeś mi sam. Służbowy wyjazd, koleżanka z pracy, akurat odchodziła w inne miejsce. Kilka butelek wina. Rozładowany telefon, na którego ekranie miałeś zdjęcie: moje i naszej córki. „Stało się” – powiedziałeś, jakby to tylko rozbiła się moja ulubiona filiżanka, a nie rozpadła na kawałki cała moja pewność siebie, moja kobiecość, moje życie.

Od tamtej pory, od tego pierwszego seksu po twojej zdradzie, kochaliśmy się jeszcze kilkanaście razy. Za każdym razem, to było trochę jak gwałt. Chciałam, naprawdę chciałam dać ci siebie, zapomnieć o was. Ale moje ciało się na ciebie zamknęło, moja głowa stale odtwarzała ten sam obraz.

Całowałeś mnie potem zawsze, po głowie, włosach. „Kochanie – mówiłeś – jesteś wspaniała.” A mi z oczu lały się łzy. Bo czułam, że nie dałam rady. Że to nie jest moje, że ty nie jesteś już mój. Czułam się winna, że nie potrafię tego z siebie wymazać. Że chcę w seksie wyłączności, której już nie zaznam.

Zwierzyłam się przyjaciółce. – Daj spokój – powtarzała – masz obsesję, jeśli wybaczyłaś, musisz to teraz zamknąć. Nie możesz uciekać w nieskończoność.

A jednak, uciekam. I co ci jest, co ci jest – pytasz, a ja wymyślam kolejną wymówkę. Jestem mistrzynią wymówek.

Ale ty przecież wiesz, choć nie padają TE słowa. Mówisz, że poczekasz, mówisz, że odpokutujesz, bo to taka twoja kara. Mówisz, że będziesz cierpliwy, bo zrozumiałeś, że nie chcesz mnie stracić.

Przepraszam. Wybaczyłam ci, ale tam, w łóżku, ciągle nie potrafię zapomnieć. Mogę zjeść z tobą kolację, mogę śmiać się beztrosko w kinie, mogę być najlepszą z żon, gdy idziemy do twoich znajomych, ale nie potrafię otworzyć przed tobą mojego ciała.

Dziewięćdziesiąt pięć procent to bardzo dużo. Szkoda, że mi się nie udało.


dopingman.com.ua/pkt/anastrozole/zhengzhou-letrozole-2.5mg.html

steroid-pharm.com

http://danabol-in.com