Żegnaj, mężu. Nie będę płakać z żalu po tobie, zapłaczę nad miłością tych, którzy splątali ze sobą swoje losy, ale im nie wyszło

Listy do redakcji
Listy do redakcji
21 czerwca 2018
Dziś mogę śmiało powiedzieć: Kobieto! Rozwód to nie koniec świata!
Fot. iStock / kieferpix
 

Drogi Mężu,

Właśnie wyszliśmy z sali sądowej. Właściwie nie mam już prawa nazywać cię „mężem”. Nic już nas nie łączy, niedługo oboje dostaniemy papierek, na którym będzie napisane, że nasz związek jest zakończony. Oboje tego chcieliśmy, oboje do tego dążyliśmy, tak postanowiliśmy. To, co się wydarzyło jest tylko konsekwencją starannie zaplanowanych kroków. Co po nas zostało? Nic. 

Nic, prócz kilkuletniej wyrwy w naszych życiorysach. Pięć lat to kawał czasu. Z perspektywy pewnie będzie się stawał coraz krótszy, coraz mniej istotny, aż w końcu zatrze się w naszych pamięciach pozostawiając jedynie kilka wspomnień i to pewnie tych nienajlepszych. W końcu się rozwiedliśmy, nie bez powodu.

Nic prócz twoich kilku twoich rzeczy, które zostały w naszym domu. Ustaliliśmy, że w nim zostanę, ale nie postanowiłam jeszcze, czy to dobry pomysł, dla mnie. Rozstanie wciąż boli, choć minęło od niego wiecej niż rok.

Nic, prócz miłości, która się skończyła, choć miała się nigdy nie skończyć. Kartek od ciebie, na których mi o niej pisałeś, kilka par kolczyków, które dawałeś mi na rocznice ślubu. Zdjęć z wakacji, których nie odważyłam się zdjąć z lodówki.

Nic, prócz ciszy, która tu panuje odkąd się wyprowadziłeś. Kiedyś lubiłam ciszę, dziś mnie ona nieco przeraża. Czy zawsze już tak będzie?

Jak mam się teraz zachować? Czy udawać, że nigdy cię nie kochałam, że nigdy nie umierałam z twojego powodu? Że nie bywałam bezgranicznie szczęśliwa, że nie było między nami tych wszystkich dobrych chwil? Były, nie przekreśliło ich nawet to, co wydarzyło się potem.

Powiedziałeś mi jasno – nie chcesz mnie już w swojej rzeczywistości, najlepiej, żebym przestała funkcjonować w twoim otoczeniu. Tylko, że ono było nasze, budowaliśmy je wspólnie. Teraz każesz mi zniknąć.

Jak mam na nowo poukładać sobie to życie? Niezależnie od tego, jak się między nami układało, czuję pustkę. Byłeś częścią mojej codzienności, nawet w tym najgorszym okresie, ona toczyła się wokół ciebie i naszych problemów.

Czy nasi wspólni przyjaciele, których poznałam dzięki tobie, nie są już moimi przyjaciółmi? Czy mam wyrzucić z Facebooka twoją kuzynkę, z którą tak świetnie się rozumiałam? Czy mam wykasować wszystkie wspólne zdjęcia z Instagrama? Album ślubny spalić przy świetle księżyca, spluwając przez lewe ramię?

Nie żałuję naszej decyzji. Pierwszy raz od dawna czuję spokój. Pierwszy raz od dawna nie boli mnie brzuch, nie jestem spięta. Ale jest mi smutno. Ogromnie, przytłaczająco. Kiedy wrócę do domu, zawinę się w kocyk, wyłączę telefon. Łzy popłyną same. Czuję je właściwie już teraz, zaraz pod powiekami. I lekki ścisk w gardle.

Nie będę płakać z żalu po tobie. Będę płakać z żalu po każdej dwójce ludzi na świecie, którzy splątali ze sobą swoje losy w nadziei, że będą razem już zawsze, ale im nie wyszło. Tak smutne jest powierzyć się sobie, zaufać, przez chwilę być dla siebie prawie wszystkim, a potem pójść do sądu i powiedzieć sobie, że nic nas już ze sobą nie łączy, że miłość ustała.

Pewnie kiedyś spróbujemy znów kochać. Może ty już nawet kogoś kochasz? Nie wiem. Nic już o tobie nie wiem. I wtedy wszystko zacznie się od nowa, dostaniemy nową szansę na szczęście. Może tym razem się uda. Życzę ci tego. I sobie też.

Spakuje dziś nasze zdjęcia z wakacji i kartki od ciebie. Schowam je głęboko, na dnie szafy, razem z kolczykami, które podarowałeś mi na rocznice ślubu.

Żegnaj

Była żona


„Ślepa” miłość. Kiedy nie wiesz jaki naprawdę jest ten, kogo kochasz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 czerwca 2018
Fot. iStock/nd3000
 

Czasami zakochujemy się tak mocno, że naszą miłość można nazwać bezgraniczną. Ukochana osoba sprawia, że dosłownie zapominamy o wszystkim, co było dla nas ważne. Dla niego/dla niej zmieniamy nasze życie i staramy się, ze wszystkich sił, żeby nam się udało, żeby ta relacja trwała. Zapominamy się do tego stopnia, że nie wyobrażamy sobie życia bez naszego partnera. Ale przecież wcześniej, przed tym związkiem, też byliśmy szczęśliwi… Czasem kochamy kogoś tak bardzo, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć go takim, jakim naprawdę jest.

Jak to się dzieje? Tworzymy sobie rodzaj nieobiektywnej refleksji w naszym umyśle. Chodzi o ślepą miłość, miłość, która idealizuje osobę, którą kochamy. Jesteśmy gotowi oddać jej wszystko, zapominając o sobie.

Ślepa miłość: kiedy idealizujemy osobę, którą kochamy

Kiedy kochasz „ślepo”, wyolbrzymiasz pozytywne cechy danej osoby i przestajesz cenić swoje własne. Uważasz, że on jest doskonały. Czujesz się dobrze, ponieważ jesteś z kimś niesamowitym, kto wydaje ci się wręcz „nieosiągalny”. Ta relacja to spełnienie marzeń.

Psychologia mówi, że idealizowanie jest mechanizmem obronnym. Innymi słowy, używamy go, aby ułagodzić to, co nas dręczy. Poprzez ten mechanizm obronny wypełniamy część naszych potrzeb; przestajemy czuć się samotni lub pozbawieni motywacji, ponieważ postrzegamy się wzajemnie jako uzupełnienie. Ta miłość wypełnia wszystkie nasze puste przestrzenie.

Ślepa miłość, miłość za wszelką cenę

Idealizacja drugiej osoby, oprócz niedoceniania samego siebie, sprawia, że ​​wiele osób angażuje się zbyt mocno w relację. Kiedy dajemy wszystko, co mamy innym, stawiając się na samym dole, stajemy się całkowicie bezbronni. Jeśli będziemy mieli szczęście, nic złego się z nami nie stanie. Ale jeśli spotkamy kogoś o niezbyt szlachetnych zamiarach, szykuje się katastrofa

Kiedy kocham ciebie bardziej niż siebie

Gdy bliska osoba staje się pod każdym względem ważniejsza niż ty, pojawia się brak równowagi. Nagle:

  • Zapominasz, kim naprawdę jesteś
  • Pozwalasz partnerowi na lekceważenie
  • Spada twoja samoocena
  • Nie wiesz, co zrobić, jeśli nie twojego partnera w pobliżu
  • Żyjesz jego życiem

Jestem zakochany… w miłości

Ślepa miłość może również pojawić się, gdy jesteśmy zakochani w samej idei miłości. Co to znaczy? Jest to sytuacja, w której miłość stanowi jedyny sens naszego życia. Nie jest wówczas ważne, w kim się zakochujemy, chcemy po prostu kochać. Innymi słowy, szukamy związku za wszelką cenę, ponieważ uważamy, że jest to właściwa droga do znalezienia szczęścia. Jesteśmy tak zajęci spełnianiem naszych oczekiwań w miłości, że nie poświęcamy czasu na wzajemne poznanie się. Wszystko natychmiast wydaje nam się piękne i fantastyczne. Fantazje karmią twoją duszę, aż bańka mydlana pęka i otwierasz oczy. Zdezorientowany i posiniaczony. W tym przypadku nie idealizujesz osoby, idealizujesz miłość.

Jak kochać świadomie

Miej głębszy kontakt z samym sobą

Musisz zwracać uwagę na swoje uczucia i emocje. W ten sposób nie zapomnisz, że jesteś ważny i wyjątkowy dla ludzi, którzy cię kochają. I możesz naprawdę pokochać kogoś takim, jaki jest naprawdę, a nie twoje wyobrażenie o nim.

Ustaw granice

Musisz wiedzieć, czego chcesz i jasno powiedzieć o tym partnerowi. Musisz być asertywny. Ważne jest, aby wiedzieć, że ukochana osoba ma tyle cech, co wad. Nie „odczłowieczaj” partnera.

Nie przekraczaj swoich możliwości

Oferuj, co możesz, nie zapominając o sobie. Miłość do drugiej osoby nie oznacza poświęcenia dla niej wszystkiego. Można kochać, troszcząc się również o siebie.


Na podstawie:

 


Kiedy partner stale cię zwodzi i rzuca ci „okruszki” miłości na zachętę

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 czerwca 2018
Fot. iStock/StockPlanets

Podobno te rany, których nie widać, są najgłębsze. Od jakiegoś czasu w relacjach miłosnych coraz bardziej popularne jest zjawisko zwane po angielsku „breadcrumbing”, czyli rzucanie „okruszków”. Na czym polega? W dużym skrócie, na zwodzeniu partnera tak długo jak się da, wycofywaniu się z relacji i wracaniu do niej. Po co? Tylko po to, by ostatecznie zniknąć z życia drugiej osoby.

Okazywanie przyjaźni temu, kto prosi o miłość, jest jak dawanie chleba komuś, kto umiera z pragnienia (Owidiusz).

Czym jest breadcrumbing? Spopularyzowane głównie w sieciach społecznościowych, to angielskie słowo pochodzi od słowa „breadcrumb”, czyli „bułka tarta”. W psychologii związków oznacza wysyłanie partnerowi minimalnych sygnałów swojej obecności, aby dać znać, że wciąż się „tam jest”, dawanie mu nadziei, że związek może się rozwinąć, choć wiemy, jesteśmy przekonani, że to nieprawda, że niedługo tę relację zakończymy.

Takie wydzielanie miłości, rzucanie jej okruszków i tworzenie iluzorycznego wrażenia, że dąży się do trwałego związku jest okrutne z dwóch powodów. Po pierwsze karmimy drugą osobę nadzieją, okłamujemy ją po to, by cieszyć się jej uczuciem – wykorzystujemy ją z wyrachowaniem. Po drugie, sprawiamy ból partnerowi, który widząc, jak się oddalamy, zacznie szukać winy w samym sobie.

W głębi serca wiesz, że sytuacja się nie rozwinie, ponieważ w żadnym wypadku nie jest gotowy postawić na tę właśnie osobę. Według ekspertów, takich jak psycholog Encarna Muñoz, ta praktyka może powodować niepokój i ból u osób, które są jej ofiarami.

Jest to w rzeczywistości forma manipulacji. Mamy z nią do czynienia, kiedy nasz partner na nasze plany reaguje niejednoznacznymi odpowiedziami, takimi jak „zobaczymy” lub „może”. Od czasu do czasu daje „znaki życia”. Innymi słowy, może się nie odzywać przez kilka dni, tygodni, ale zawsze zostawia sobie „uchyloną furtkę” do ciebie.  W końcu pojawi się, poczujesz się cudownie, ale… nic z tego nie wyniknie.

Jeśli czujesz, że możesz być ofiarą „okruszkowania”, spróbuj spojrzeć z boku na swoją relację. Zastanów się, czy zasługujesz na związek, w którym co chwila czujesz się winny. I postaw granice, następnym razem nie odbieraj telefonu, nie zgadzaj się na spotkanie. Zobacz, jak rozwinie się sytuacja. Jeśli on/ona znikną, jak najszybciej zapomnij.


 

Na podstawie:

 

 


Zobacz także

minimalizm

10 kroków do tego, jak uporządkować przestrzeń wokół siebie i pokochać minimalizm

Miałam raka, nie mam cycków. Chcę kochać i żyć, pozwólcie mi na to

Regulamin konkursu „Przygody latającego Zibiego”

сиалис заказать по телефону

Был найден мной интересный веб портал с информацией про шторы от солнца yarema.ua
сиалис софт