Życie jednak nie kończy się na jednej walizce, a i tę zawsze można przepakować. Co w głowie, to w życiu!

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
17 września 2017
Fot. iStock / South_agency
 

Człowiek to taki twór trochę skomplikowany. Ma ciało, które funkcjonuje w niezwykły sposób, umysł, pełen obrazów, który ma moc kształtowania rzeczywistości i duszę, która zna człowieka na wylot i jak nic na świecie nadaje kierunek ludzkim żywotom. Wszystkie trzy elementy składają się na perfekcyjną całość jeżeli są zbalansowane, zadbane, otoczone uwagą i miłością. Gorzej, jak na skutek samego życia, podejmowanych decyzji, czynionych wyborów, a także okoliczności zewnętrznych, takich od człowieka niezależnych, cała ta harmonia chwieje się niebezpiecznie, a bywa też, że niczym domek z kart, rozpada się w drobny mak.

Ludzkie ciało, jak się tak dobrze zastanowić, samo z siebie nie choruje. Jeżeli człowiek rodzi się zdrowy, bez wad jawnych czy ukrytych, to jego ciało stanowi zdrowy punkt wyjścia. Ma też ciało potencjał na utrzymanie dobrego zdrowia przez lata całe, aż starość stanie się zbyt oczywista i w naturalny sposób w proch człowieka na powrót obróci. Zadbane, dobrze odżywione ciało, regularnie wyprowadzane na spacery i sprawnie usuwane z sytuacji stresowych czy toksycznych, to ciało do polegania. Ciało na bank. Nawet w sytuacji lekkiego zagrożenia takie ciało już dobrze wie, jak naprawiać urazy i szkody.

Żeby jednak ciało mogło z powodzeniem swoją rolę spełniać, centrum ludzkiego dowodzenia, z którego zarządzają człowiekiem myśli i emocje, nie może sabotować wysiłków ciała. Tymczasem zapraszam wszystkich do własnej głowy, na taką, nazwijmy ją: małą inspekcję. Śmiało człowieku… weź i przyjrzyj się swoim myślom. Przejedź po nich dłonią i poczuj ich fakturę, weź je w rękę i poczuj ich wagę, spójrz na nie i powiedz jaki maja kolor.

Nosimy myśli w głowie przez cały boży dzień. Jesteśmy jak fabryka myślowych obrazów, która nieustannie pracuje. Sama myśl przy tym to jeszcze nic. Bo człowiek ma taką tendencję, że aby myśl przywieść do życia na pełnych obrotach, odziewa ją w emocje. Ubiera myśl w coś, co nadaje jej potencjał zamanifestowania się w fizycznym świecie. Miłość dla przykładu.. gdy kochamy, myśli mamy najpiękniejsze i tworzymy świat pełen niezwykłości. Kiedy jednak myśli mamy czarne, świat nasz też kolorów raczej nie nosi. A w ślad za światem, ciało jak na komendę zaczyna nas boleć, uwierać, snuć się bez energii, chorować na różnorakie przypadłości. Tak właśnie ciało komunikuje, że coś się psuje, coś burzy harmonię. To coś najczęściej w naszej siedzi głowie i postać ma myśli powleczonej emocją. Bo co w głowie to i poza głową. Na to nie ma bata.

Oczywiście, że czasem niezwykle jest trudno przywołać myśli do zdrowego porządku. Myśli bowiem mamy takie jakie doświadczenia, a te nierzadko bywają bolesne. Także nasz system wartości, który wzrastał w nas przez całe lata, jest niczym innym jak interpretacyjnym filtrem, przez który przeciska się myśl za myślą, stając się w rezultacie emocją i zyskując konkretne znaczenie. Wszystko ma dla nas taki sens, jaki sami mu nadajemy, korzystając z takich narzędzi w jakie zostaliśmy wyposażeni. Innymi słowy to, jak interpretujemy świat i zachodzące w nim zdarzenia, bierze się właśnie z naszych przekonań. Wszystko poniekąd wsparte jest obserwacją, doświadczeniem i tym systemem zasad, które podarowali nam rodzina i społeczeństwo. Bywa, że pakiet ten jest tak skomplikowany że, kumuluje się w toksyczną bombę, która w naszych słabszych momentach pęka jak purchawa powodując powszechne skażenie.

Ciało nasze niestety jest czułe na takie wewnętrzne zawirowania i niemalże natychmiast zaczyna nas boleć i uwierać. My jednak często nie traktujemy takiego ciała poważnie. Chodzimy z bólem pleców, głowy, zasmarkani, przeziębieni, przemęczeni. Pozwalamy by stres nas dręczył, toksyczni ludzie zatruwali, telewizor wciągał w kolejny głupi serial. Nie kochamy i nie szanujemy siebie, często dlatego, że nie wiemy nawet co takiego taka miłość oznacza. Jesteśmy dla siebie surowi, nieczuli, nierzadko po prostu okrutni. A kiedy powala nas rak jesteśmy w szoku.

Naprawdę? Czy my naprawdę mamy podstawy by czuć się tak bardzo zaskoczeni? Czy nasze życie przed rakiem to taki był cud, że słowem złym nie można go potraktować? Czy nasze myśli były piękne i wzmacniające, a nasze pragnienia realizowane? Tak szczerze. Tak prawdziwie… odpowiedzmy sobie na te pytania. Bez naciągania i oszukiwania. Spójrzmy w najgłębszy głąb siebie i zapytajmy o stan naszego życia przed rakiem…

Nie twierdzę, że rak to tylko wina złego myślenia. Choroba ta aż nadto jest skomplikowana, a do tego rozwija się latami, podstępnie, zanim uwypukli się w rakowego guza. Skażone środowisko czy zmutowane geny to dorzutki do pieca, których co gorsza za bardzo kontrolować nie możemy. Wiele jednak rakotwórczych czynników, zależy bezpośrednio od nas. W tym stres, który narzuca nam niezdrowy styl życia powiązany z beznadziejnym z reguły myśleniem.

Tymczasem, nad jakością naszych myśli możemy przecież pracować. Nad systemem naszych przekonań również. Ktoś nam może i wmówił kiedyś, że niewiele jesteśmy warci, że na szczęście nie zasługujemy, że nie jesteśmy perfekcyjni (choć przecież powinniśmy być) i że naszym zadaniem jest spełnianie oczekiwań innych ludzi. Ktoś nam kiedyś może nawet i krzywdę jeszcze większą zrobił. Każdy z nas ma jakiś bagaż przecież. Życie jednak nie kończy się na jednej walizce, a i tę zawsze można przepakować. Identyfikacja i eliminacja tych przekonań, które zaczerniają nasze myślenie powinna stać się nasza misją. Tym bardziej, że przekonanie, choć wydaje nam się być czymś nieziemsko trwałym, jest niczym innym jak nomen omen, nieustannie powtarzaną myślą. To powtórka tak ją utrwaliła i powtórka może ją zmienić. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie tego by zacząć powtarzać sobie nową myśl. Zdrową, pozytywną, budującą, wspierającą myśl, która zastąpi starą śpiewkę, dając nam nowy, silny fundament i dziką chęć do życia.

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź oraz na .

 


„Chciała, by wścibskie ciotki przestały pytać o męża. By w pracy nie patrzyli na nią jak na wygłodniałą sukę, która poluje na kolegów”. Akcja „Napisz nam swoją historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 września 2017
Fot. iStock/Emir Memedovski
 

Przybiegła do kawiarni spóźniona. Z zaróżowionymi policzkami. Zebranie w pracy jej się przedłużyło. Standard. W korporacji na wysokim stanowisku zawsze dokądś się pędzi. Iza cmoknęła mnie w polik, usiadła. Z uśmiechem zamówiła latte. Wzięła głęboki oddech. To był nasz czas. Spotkanie raz na kwartał w dobrej kawiarni, potem w pubie i rozmowy do rana.

Przez te kilka miesięcy zawsze coś się u nas dzieje. I w pracy, i w życiu osobistym. Ja mam dwójkę dzieci, męża, pracę zdalną, ale stabilną. Nie lubię jej, myślę o zmianie. Póki co dzieci pochłaniają mój czas, jestem podporządkowana ich potrzebom, zajęciom. Na moje aspiracje przyjdzie później czas. Artur, mój mąż, pracuje bardzo dużo. Rzadko jest w domu. Nie mamy teraz dobrego czasu. Opowiem o tym Izie dziś na pewno. Mamy cały wieczór. Wiem jednak, że ona bardziej potrzebuje zacząć mówić o sobie. Wałkujemy ten temat od kilkunastu miesięcy. I jestem pewna, że trwa to dalej. Relacja pełna emocji jak sinusoida. Jak rollercoaster. Góra, dół. Ostro, gwałtownie.

Poznała go przez znajomych. Bardzo męski, przystojny. Brunet, lekki zarost, mocne rysy. Z urody typ łobuza, który jednym uśmiechem łamie serca wszystkich dziewcząt. Iza pięknością nie jest. Zadbana, elegancka, pewna siebie, bystra i niezależna. Mężczyźni się jej bali, bo w firmie szła jak burza. Taka kobieta potrzebuje samca alfa, a Grzegorz właśnie nim był. Trener personalny z zamiłowania i teraz z zawodu. Skończył matematykę, ale nie chciał być nauczycielem ani zostać na uczelni. Kochał wysiłek fizyczny i z pasji uczynił sposób na życie. Świetnie zbudowany, inteligentny, wesoły, typ dominanta. Od razu zwróciła na niego uwagę. Taki facet był jej potrzebny.

Chciała, by wścibskie ciotki przestały pytać o męża. By w pracy nie patrzyli na nią jak na wygłodniałą sukę, która poluje na kolegów albo wyżywa się na teamie, bo jest niezaspokojona. A przede wszystkim jej się podobał. Obok różnych ewentualnych korzyści pojawiła się chemia. Z jej strony. Jemu chyba imponowała stanowiskiem i niezależnością. Była singielką, 10 lat starszą, dojrzałą. Nie będzie robiła afer, wydzwaniała po nocach. Zaczęli się spotykać. Iza się zakochała. Do tej pory mężczyźni ją nudzili.

Grzegorz był niedostępny. Fascynował ją. Po trudnym rozwodzie, miał synka, którego kochał nad życie. Mały zajmował w jego hierarchii pierwsze miejsce. Po jakimś czasie zaakceptował Izę. A Grzegorz zaufał jej na tyle, by zostawiać go pod jej opieką, gdy jechał na szkolenie lub miał na siłowni dyżur do późna. Z byłą żoną utrzymywał poprawne kontakty, synkiem często się zajmował. Taki układ mu odpowiadał. Ma dziecko, luźny związek, fajną pracę. Zarobki pozwoliły mu spłacić jego eks. Iza chciała być obok, razem zamieszkać. Po cichu marzyła o ślubie cywilnym w przyszłości, gdy Grzegorz zrozumie, że nie każda kobieta zdradza i zostawia. Miała świetną posadę, pewną pozycję, mogła odpuścić trochę, by mieć czas dla nowej rodziny. Mogłaby pracować zdalnie, zająć się Małym, a przy odrobinie szczęścia zajść w ciążę. To był ostatni dzwonek. On jednak nie chciał. Wołał mieszkać sam, absolutnie nie zamierzał legalizować związku. Było mu wygodnie, gdy prasowała mu koszule. Widywali się niemal codziennie, ale gdy potrzebował przestrzeni dla siebie to ją po prostu miał.

W swoim mieszkaniu. Mógł spotykać się z kumplami. Wychodzić i wracać bez kontroli. A Iza była na wyciągnięcie ręki. Jechał do niej, gdy chciał. Znał rozkład jej dnia. Jego był elastyczny. To był dla niego duży . Miał kobietę, ale był wolny. To ona w tym układzie (tak nazywał to Grzesiek) kochała bardziej. Albo inaczej, to ona kochała. On twierdził, że kochać nie umie. Że już nigdy nie pokocha, bo się sparzył. Izę lubi, bardzo, ale nie chce być na jej wyłączność. W żadnym aspekcie. Fizycznym, psychicznym, finansowym. Choć w tym ostatnim to ona go ratowała, gdy w poprzednim miejscu pracy nie płacili regularnie. Albo gdy mu się zepsuło auto. Wtedy jeździł jej suvem.

Najłatwiej by było powiedzieć, że powinna odejść. Znaleźć kogoś, z kim będzie szczęśliwa i kto będzie ją kochał, a nie tylko lubił. Jednak po 40-tce to nie było łatwe. Poznać kogoś, kto myśli o związku i chce się zaangażować. Grzegorza niby miała. Tworzyli jakąś relację, wg mnie chorą, ale Iza uparcie się jej trzymała. Uzależniła się od Grześka i emocji, które jej dawał. A dawał ich mnóstwo, od łez ze szczęścia do łez z rozpaczy. Tych drugich było więcej. Wiem jak była szczęśliwa, gdy jechali na urlop, na wypad weekendowy. Był cały jej. Te dni wyglądały tak, jakby chciała by było na co dzień. Wspólne posiłki, wycieczki i seks nieziemski. Grzegorz był bardzo przystojny. I wg niej wspaniały w te klocki, które mogli układać kilka razy dziennie. Pociągał nie tylko ją. Także inne kobiety, a że był otwarty, lubiany i niezależny szybko okazało się, że ma to odzwierciedlenie w praktyce. Tak jak zawsze mówił, nie był na jej wyłączność. Poznawał kobiety, chodził z nimi do kina, restauracji, a najczęściej do łóżka, bo seks traktował jak trening. Przyjemne rozluźnienie. Nie angażował się w te układy. Zawsze miły, nie prowokował kłótni. Był z nimi szczery. Wiedziały, że nie myśli o związku, że uwielbia seks i na tym będzie polegać ta znajomość. A gdy któraś kobieta się zakochiwała, przestawał dzwonić lub otwarcie mówił to, co wcześniej. Nie jest zainteresowany związkiem. Nie umie w nim być. Na swój sposób jest szczęśliwy.

Skąd Iza wiedziała o układach? Kilka razy przeczytała SMS-y. Te kobiety pisały do niego. Gorąco i namiętnie. Było ich sporo. Zaletą Grzegorza była szczerość. Przyznawał, że z nimi spał. Nie kończył jednak tych przyjemności. Stawał się coraz bardziej ostrożny, by Izy nie denerwować. Bo przecież po co się kłócić. Ona doskonale wiedziała, w co się pakuje. A jeśli w swojej naiwności wierzyła, że go uleczy, to była po prostu głupia. Chciała kilka razy odejść. Potem wracała. Tłumaczyła sobie, że to tylko seks, że przecież zawsze wraca do niej, że to ona opiekuje się Małym, że z nią jeździ na wakacje. On jej powtarzał, że jest taka dobra, że gdyby mógł, to by się z nią ożenił, ale wie, że będzie ranił, więc tego jej nie zrobi.

Wyjaśniałam Izie, że ta relacja jest toksyczna, że jemu jest wygodnie, że robi co chce i że jest niedojrzały, a swoim rzekomym bólem po rozwodzie usprawiedliwia gładko swoje seksprzygody. Ona doskonale to wiedziała. Ale zawsze znalazła wymówkę.

Teraz też płacze, bo wczoraj, gdy u niej był i mieli wspaniały seks, przyszło kilka wiadomości od jakiejś Karoliny. Podziękowała mu za emocje, jakie dziś jej dał. Była w separacji chyba i poczuła się piękna, i seksowna. Nic od niego nie chce. Może czasem skradzionej chwili, by zapomnieć o nieudanym małżeństwie. Czuje lekki wstyd, bo była wzorową żoną i matką. Teraz jest sama i nie rozważa związku. Zawsze krytykowała relacje typu „friends with benefits”, tu jednak przyznała otwarcie, że jest zainteresowana.

Grzegorz ponownie nic nie wyjaśniał. Mówił, że to tylko sport. Iza szaleje, znów czuje się oszukana, choć za chwilę przyznaje, że powinna się opanować, bo zasady są jasne. Musi podjąć decyzję czy odejść. Nie namawiam jej tym razem. Nie lituję się nad nią. Nie pocieszam, nie wycieram łez, nie przytulam i nie płaczę z nią. Jesteśmy już w pubie. Po trzecim mohito walę prosto z mostu, że jest głupia. Że nie będę jej współczuć, bo na własne życzenie ma taki układ. Że może sama bzyknę jej Grzegorza, żeby się w końcu ogarnęła. Że jak chce być Matką Teresą to szkoda życia, a jak chce być dymana w d…to niech nie narzeka i albo się dyma, albo ucieka.

Prawie się zakrztusila swoim drinkiem. Nie spodziewała się tego. Zawsze płakałam razem z nią, byłam wyrozumiała. Tym razem pękłam. Wystrzeliłam jak z kbks. Iza wstała, miała już nieco w nogach. Poszła do baru trzymając ścian. Albo do szatni. Przez chwilę zastanawiałam się co teraz. Wróciła. Szła trochę zygzakiem na wysokich obcasach. Jak zawsze elegancka, niby zwykła, ale ciekawa. W jej oczach była złość, żal, szok. Gdyby mi wylała drinka w twarz, to nie byłabym zaskoczona.

Usiadła. Prosta, sztywna. Chłodny wzrok. Źrenice szerokie, lodowaty błękit oczu mroził wszystko wokół. Królowa śniegu. Takie spojrzenie pewnie miała na negocjacjach, które tak świetnie prowadziła. Zawsze z sukcesem. Twarda, pewna siebie, nieustępliwa. Jak to jest, że w firmie, nikt jej nie podskoczył, a prywatnie była małą dziewczynką, niebędącą w stanie podjąć decyzji, choć w pracy podejmowała ich wiele. Taki utarty stereotyp. Dwie osoby w jednym ciele. Iza miała normalny dom. Fajnych rodziców. Siostrę. Zero problemów z nieobecnym ojcem, nałogami czy wykorzystywaniem seksualnym. Nie jestem psychologiem. Nie wiem, czemu tak działała. Pewnie coś głęboko w niej tkwiło, co sprawiało, że tak właśnie funkcjonuje.

Postawiła drinka przede mną. Czarne paznokcie odbijały się w szkle. Perfekcyjny makijaż. Nic się nie rozmazało. Stać ją było na najlepsze kosmetyki i zabiegi. Kazała mi wypić, powiedziała to stanowczym tonem i wyszła. Nadal pewnie, ale nie do końca prosto. Stwierdziłam, że nie będę jej gonić. Musi strawić moją surową porcję prawdy, podaną na zimno. Na ostro. Albo ją wypluje, albo będzie trawić długo i do dojdzie do jakiegoś wniosku.

Wróciłam do domu. Dziś Izie o sobie nic nie powiedziałam. Choć moje problemy w porównaniu z jej, były niczym. Ja żyłam dziećmi i rodziną. Czasami miałam wrażenie, że jestem niewolnicą w domu. Chciałam wolności i chwili dla siebie.

Tym razem nie było narzekania i płaczu nad naszym losem. Został zimny drink, na który już nie miałam ochoty. Chłód bijący od Izy i SMS od niej, który przyszedł rano. „Dzięki Wiedźmo, może twoje zaklęcie w końcu zadziała”.

Iza zdecydowała się odejść od Grzegorza. On na razie nie walczy, bo myśli, że jej przejdzie. To początek długiego wychodzenia z uzależnienia. Zrobiła pierwszy krok, jest świadoma toksyczności tej relacji. Musi być konsekwentna. Nie dać się złamać, gdy Grzegorz będzie prosił. O ile będzie. Taki scenariusz musi wziąć pod uwagę, że odpuści, że te dwa lata w jakimś stopniu zmarnowała, że ta inwestycja się nie zwróci. Może będzie musiała przyznać się do porażki. A może skrycie marzy, że Grzegorz się cudownie odmieni, że zawalczy, zaryzykuje, zerwie swoje seksukłady.
Mamy z Izą nadal kontakt, nazywa mnie Wiedźmą. Podesłała mi fajne zlecenie. Duże i długofalowe. Może w końcu założę własną firmę. Iza dodaje mi otuchy, pomaga. Może ja też w jakimś stopniu się uwolnię i będę zawodowo robić, co chcę. Rozwinę skrzydła i posłucham ambicji.

Prosiła, bym na razie o nic nie pytała. Sama chce zmierzyć się z demonami. Dziś zapytała, kiedy robimy kolejny sabat. Prosiła tajemniczo o kolejne zaklęcia, ale nie zdradziła w jakiej sprawie. Póki co mam ich trochę, może rzucę na nią urok. Może odlecimy na naszych miotłach razem, może w różnych kierunkach. Może ku ciemniejszej, może ku jaśniejszej stronie. Obie jednak wiemy, że sabaty będą zawsze, bo obie czerpiemy z siebie siłę.


autorka: Poli Ann 

Akcja „Napisz nam swoją historię”

Przez cały miesiąc będziemy czekać na wasze historie pod adresem [email protected] Będzie nam niezmiernie miło, gdy zechcecie się podzielić tym, co wam w duszy gra. Co was boli, a co cieszy, kim jesteście i gdzie byście chciały być. Najciekawsze z historii opublikujemy na łamach portalu, a najlepsze z nich nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Horizon-school.ru.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Nagrody:

10 x zestaw 7 dwufazowych ampułek POWER EFFECT Bi-Phase serum od KLAPP Cosmetics, idealny jako 7-dniowa intensywna kuracja

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


10 x zestaw kosmetyków Kneipp® – W HARMONII Z NATURĄ, składający się z:

Bestseller marki Kneipp®BIO-Olejek do ciała,

BioOel_100ml_Pl_hi_40

Kneipp®Balsam pod prysznic Kwiat migdała Jedwabna skóra,

BC_PSD0308Duschbalsam_Mandelbluete102_hi_40

Kneipp®Olejek do ciała Kwiat migdała Jedwabna skóra,

Hautoel_Mandel_100ml_Pl_hi_40

Kneipp®Olejek do kąpieli Kwiat migdała Jedwabna skóra,

Oelbad_Mandel_20ml_Pl_hi_40


8 x egzemplarz książki „Projekt: Związek”

To książka, która ukazuje wszystko to co ważne i poważne w naszym związku w formie komiksu. Fantastyczna lektura, w której temat najważniejszej dla nas relacji potraktowano w nietuzinkowy sposób.

projekt zwiazek druk


10 x film „Azyl” na nośniku DVD

FILMOSTRADA_logo_bez_tla

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W Polsce, w 1939 roku, Antonina Żabińska (dwukrotnie nominowana do Oscara ® Jessica Chastain) i jej mąż, z powodzeniem zarządzają warszawskim ZOO, gdzie mieszkają wraz z rodziną w idyllicznych warunkach. Jednak ich świat wali się w gruzy, gdy hitlerowcy napadają na Polskę, a oni zostają podporządkowani przybyłemu z Rzeszy zoologowi (Daniel Brühl). Dla odzyskania wszystkiego co stracili, Żabińscy ryzykują życiem, podejmując współpracę z ruchem oporu, wykorzystując klatki i sekretne tunele ZOO do ratowania ludzi przed okrucieństwem nazistów.

To jedna z takich historii, o które kino musiało się upomnieć. Poruszająca filmowa opowieść, która wydarzyła się naprawdę. Antonina Żabińska, żona dyrektora warszawskiego zoo, wspólnie z mężem, Janem, ukrywali podczas II wojny światowej dziesiątki Żydów. Osobiście wydostawali ich z getta i pomagali przetrwać w opustoszałych murach ogrodu zoologicznego. Niektórzy ukrywani byli w miejscach przeznaczonych dla zwierząt, inni w willi Żabińskich. W 1965 roku Jan i Antonina Żabińscy zostali odznaczeni przez instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Scenariusz filmu powstał w oparciu o wstrząsającą książkę Diane Ackerman „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo”.

O samej Antoninie mówiono, że była nie tylko piękną kobietą, ale także mądrym, dobrym, odważnym człowiekiem, który dobro innych stawiał nad własne bezpieczeństwo. W roli Antoniny zobaczymy dwukrotnie nominowaną do Oscara Jessicę Chastain. W pozostałych rolach m.in.: Johan Hendelbergh (w roli Jana Żabińskiego) i Daniel Brühl.

Czas trwania akcji: 05.09.2017 – 05.10.2017 roku. Wyniki zostaną opublikowane na horizon-school.ru do dnia 15.10.2017.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Chcesz schudnąć? Pij wino! To naprawdę działa i dowodzą tego naukowcy!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 września 2017
Fot. iStock/microgen

Kto z nas nie lubi zasiąść przy lampce dobrego wina wieczorem, do kolacji albo do rozmowy z przyjaciółką. Niestety zawsze nas straszą tymi pustymi kaloriami w alkoholu, które z całą pewnością nie pójdą nam w cycki. 

Okazuje się jednak, że te kalorie, to nie jest cała prawda o winie, a ono samo posiada szereg właściwości, które – uwaga – sprzyjają naszemu zdrowiu, a ponadto pomagają nam schudnąć! W ostatnich latach w Wielkiej Brytanii romans z butelką wina staje się coraz bardziej powszechny, ponieważ w coraz większym stopniu pomaga w walce z otyłością. Jedna z kobiet wypowiadająca się dla Dalimail podkreślała, że codzienne picie lampki wina zdecydowanie zmniejsza jej ochotę na słodycze.

13-letnie badanie Uniwersytetu Harvarda przeprowadzone na 20 000 kobiet wykazało, że ci, którzy piją pół butelki wina dziennie, mieli o 70 procent zmniejszone ryzyko otyłości w porównaniu do osób niepijących wina. A oficjalny urząd zajmujący się kwestią spożywania alkoholu i jego nadużyć w Stanach Zjednoczonych stwierdził, że gdy zamiast węglowodanów spożywamy alkohol, to pomimo kalorii w nim zwartych, osoby pijące mają tendencję do utraty wagi zyskując ponadto więcej energii niż te, które zajadają się słodyczami.

Inne badania, przedstawione na jednej Europejskich Konferencji o Otyłości, dowodzą, że kieliszek czerwonego wina każdego wieczoru zwiększa poziom dobrego cholesterolu. Tym samym wino może pomóc w zmniejszeniu ryzyka zachorowań na cukrzycę, gdyż korzystanie wpływa na nasz organizm, a przede wszystkim na metabolizm glukozy.

Oczywiście, że wszystko jest dla ludzi, jeśli korzystamy z głową z wszelkich dobrodziejstw. Tak też jest i z winem, czy alkoholem w ogóle. Jednak mały kieliszek wina do posiłku może sprawić, że nasza waga nie będzie rosnąć. Zobaczcie na Francuzki – one są szczupłe, a wino zawsze gości na ich stole. Tak się składa, że szczególnie czerwone wino zawiera wysokie stężenie resweratrolu, które znajduje się w skórze winogron, a ten związek według jednego z badań pomaga  nam zmniejszyć całkowitą ilość tłuszczu w organizmie.

Innym dowodem na to,  że wino może przyczynić się do naszej zdrowej wagi jest fakt, że proces trawienia wina pozwala spalić kalorie, zwłaszcza u kobiet, które wytwarzają mniejszą ilość enzymu metabolizującego alkohol niż mężczyźni. Oznacza to, że aby strawić alkohol, musimy przez dłuższy czas kontynuować produkcję enzymu, który wymaga od ciała spalania energii. To co wypijemy, to spalimy, a może nawet i ciut więcej.

Innymi słowy, nie zawsze chodzi tylko o kalorie, ale o to, jak dany produkt oddziałuje na nasz organizm i do czego zmusza nasze ciało. Zauważcie, że w zestawieniu czekolada – wino – to wino wypada zdecydowanie korzystniej, bo choć zawiera kalorie, to jednak sprawia, że dość sporo po lampce wina ich spalamy i to wcale nie wymaga biegania na siłownię. Więc może zamiast przekąsek o podobnej zawartości kalorii, lepiej sięgnąć po lampkę wina. 😉 Hmm… kusząca propozycja.


 

źródło:


Zobacz także

Mąż, to dla kobiety dodatkowe 7 godzin pracy! W domu on odpoczywa, ona przejmuje większość obowiązków

5 języków miłości

Żeby być szczęśliwym, nie potrzebujesz wielkiej miłości, starczy „wystarczająco dobry” związek

Zanim rozstaniecie się z powodu tych rzeczy, zastanówcie się czy nie szkoda wam czasu! Inteligencja i fakultety mają się nijak do tych argumentów…

www.best-cooler.reviews

Нандролон Дека купить

Рерайтинг