Żyłam złudzeniami, dziś potykam się o rzeczywistość. Miałam wszystko, nie mam nic

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 kwietnia 2018
Następny

Odkąd pamiętam, zawsze wydawało mi się, że „wszystko się ułoży”, zawsze żyłam z dnia na dzień, myśląc: „jakoś to będzie”. Najpierw w szkole, potem na studiach, wreszcie w życiu. Naiwność? Nie wiem, nie sądzę. Ja po prostu nie miałam zmartwień, trudnych momentów. Wszystko podawano mi na tacy. Gotowe rozwiązania na każdy problem dostarczano mi razem z przeświadczeniem, że nie ma czegoś takiego jak „konsekwencje”, bo wszystko da się załatwić. A raczej, że wszystko załatwią pieniądze. Tak mnie wychowano, trochę na „księżniczkę”, choć to pewnie eufemizm.

W dzieciństwie miałam to, co chciałam, nie wysilając się zbytnio i nie dając z siebie za wiele innym. Nie musiałam. Miałam rodziców, którzy dbali o mnie tak, jak umieli. Byli może niespecjalnie ciepli, niespecjalnie uważni, ale na swój sposób troszczyli się o mnie. Dobra szkoła, najlepsi korepetytorzy, dodatkowe zajęcia – takie, jakie akurat mnie zainteresowały. Wyjazdy w miejsca, o których inni mogli tylko marzyć, oglądając kolorowe pocztówki. Za to jestem rodzicom wdzięczna, dzięki temu nauczyłam się dość szybko języków. W wieku dziesięciu lat miałam już odłożoną przez nich sporą sumę pieniędzy „na przyszłość”, a jako nastolatka nosiłam tylko oryginalne, markowe ciuchy, których zazdrościły mi koleżanki. Mama uważała, że właśnie o tym marzą nastolatki. A może to było jej, niespełnione wcześniej marzenie?

W klasie maturalnej do szkoły przyjeżdżałam samochodem, który tata kupił mi na urodziny. I nadal żyłam w przekonaniu, że OK, może nie wszyscy w tym wieku mają własne auto, ale generalnie niewiele się od siebie różnimy. Długo nie rozumiałam tak właściwie, dlaczego szepce się o mnie za plecami „dziecko z bogatego domu”. Choć przecież od zawsze przyjaźń kupowałam. Zawsze miałam najlepszy rower, najnowszą grę, najszybszy komputer. Dzieliłam się tym chętnie, bo wiedziałam, że za chwilę dostanę coś nowego. I dzieliłam się też dlatego, żeby być bliżej innych. Miałam coś fajnego, drogiego, byłam interesująca. Takie są dzieci.

Miłość też była dla mnie czymś, co można mieć „za coś”. Odkąd skończyłam 16 lat, zawsze byłam zakochana. Niekoniecznie na długo, ale za każdym razem bardzo intensywnie. Kiedy kochałam, dawałam prezenty, takie, na które ON nie mógłby sobie pozwolić. Dzisiaj myślę, że żaden z moich związków nie był związkiem szczerym, z żadnej ze stron. To był układ handlowy, trochę jak między mną a moimi rodzicami. „Dam ci coś, spełnię twoje marzenie, ale masz być ze mną”. Swojemu pierwszemu chłopakowi podarowałam gitarę elektryczną. Myślałam wtedy, że tak trzeba, że na tym to polega. Ja mu coś daję, a on jest ze mną. Po prostu. Odszedł, złamał mi serce. Nie powiedział dlaczego. Ja wiem. Byłam zaborcza, już wtedy.

Skończyłam studia, poszłam do pracy i… zostałam sama. Pewnego deszczowego, paskudnego dnia, tata, wracając z mamą z firmy spowodował wypadek. Zginęli oboje. Z dnia na dzień straciłam rodziców i dostęp do ich portfela, bo jak się okazało, tata zostawił cały swój majątek swojemu synowi z pierwszego związku. Może i mogłabym coś dla siebie ugrać, ale jak? Nie wiedziałam, nie umiałam. Nie walczyłam.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

9 rzeczy, które przyniosą szczęście. Powinnaś mieć je w domu

Redakcja
Redakcja
18 kwietnia 2018
Fot. iStock/vgajic
Następny

Nie bez powodu mówi się, że „szczęściu trzeba pomagać”. Możemy zdać się na los i mieć nadzieję, że będzie dla nas łaskawy, ale możemy też otoczyć się dobrymi ludźmi i przedmiotami, które po prostu przynoszą szczęście. Niezależnie od tego, czy jesteś przesądna czy też nie, na pewno chciałabyś, żeby twoje życie było udane, a skoro można zrobić coś, co „podobno pomaga”, to dlaczego nie skorzystać?

Spokojnie, nikt nie zmusza cię do noszenia przy sobie żadnych talizmanów, króliczych ogonów, tudzież innych magicznych przedmiotów. Pozwól szczęściu rozgościć się w twoim domu innymi, mniej zwariowanymi sposobami. Oto kilka przedmiotów, które przynoszą pomyślność, zdrowie i fortunę.

Źródło:

Dlaczego niektórzy z nas lubią dominujących partnerów i czy takie związki są szczęśliwe

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 kwietnia 2018
Fot. istock/MStudioImages

Czy pociągają cię raczej łagodni partnerzy, czy tacy, którzy lubią tobą „dowodzić”? Zdaniem psychologów, odpowiedź na to pytanie zależy od twojej osobowości i… płci. Kobiety często wybierają „złych chłopców”, a mężczyźni o ugodowym charakterze, sterujące nimi „zdecydowane” panie.  Czy to dobrze? Niekoniecznie.

Ludzie o cechach dominujących są bardziej egocentryczni i niewrażliwi na uczucia innych, również bliskich. A przecież nie są to cechy, jakich się szuka w wymarzonym związku. Aby takie osoby stały się dla nas atrakcyjne, muszą łączyć tę dominującą osobowość z pewnymi cennymi zaletami, na przykład gotowością do niesienia pomocy innym, odwagą, przywiązaniem do bliskich nam wartości. Czymś, co będzie stanowiło interesujący kontrast.

Psycholodzy twierdzą, że kobiety preferują dominujących partnerów, ponieważ podświadomie uważają, że tacy mężczyźni mają lepsze geny (ach ta biologia) i nadają się na ojców.  Ale to nie wszystko. Naukowcy spekulują również, że jeśli obecny, bierny, choć miły partner jest przez nas postrzegany jako „nudny”, a my odczuwamy szczególny wstręt do znudzenia w życiu, najprawdopodobniej zostawimy go i wyruszymy na poszukiwanie „przygody”, czyli partnera dominującego. Będzie to równoznaczne z pragnieniem złożonych i intensywnych doznań i doświadczeń oraz chęcią podejmowania ryzyka na rzecz takich doświadczeń. A jak to się skończy (czasem boleśnie), to już zupełnie inna sprawa.

Psycholodzy uważają również, że panie, które odczuwają w życiu pewien stały poziom lęku, mogą preferować dominujących partnerów ze względu na emocjonalną ochronę (poczucie bezpieczeńsywa), którą ci im oferują, a nie dlatego, że  postrzegają ich jako szczególnie pociągających.

Czy takie związki są szczęśliwe? Oczywiście, to kwestia bardzo indywidualna i tak jak w przypadku bardziej kompatybilnych ze sobą partnerów, trzeba „czegoś więcej”, by relacja należała do udanych. Niemniej jednak, „wymiana potrzeb” gwarantuje obu stronom pewien poziom satysfakcji, dla którego warto zaryzykować…


Na podstawie:

 


Zobacz także

Rozwiązanie akcji "List do męża"

Regulamin akcji: „LIST DO MĘŻA”

9 irytujących uwag, które słyszą ludzie zawierający małżeństwo w młodym wieku

10 rzeczy, których nie wolno mówić ofiarom przemocy domowej

10 rzeczy, których nie wolno mówić ofiarom przemocy domowej