„Jestem singielką i dobrze mi z tym! A miłość sama przyjdzie. Albo przyjedzie na białym koniu”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 września 2016
fot. iStock/mediaphotos
 

To nie będzie kolejna opowieść o tym, jacy faceci są źli, a bycie singielką bywa męczące. Dobrze, może czasem przydałby się ktoś do przytulenia. Jednak nauczyłam się, że życie w pojedynkę może dać mi więcej niż związek. Zacznijmy od początku. Mam 34 lata, rok temu wróciłam do Polski. Dziesięć lat spędziłam pracując na Wyspach. Byłam jedną z tych dziewczyn, które liczyły na dobrą przyszłość właśnie tam. Zakochałam się w Irlandii od pierwszego wejrzenia. Naprawdę! Nie przeszkadzał mi deszcz, wiatr… Zawsze mogłam przecież uciec na torfowiska i poczuć się, jak w moich ukochanych, rodzinnych Bieszczadach.

Przed emigracją rozstałam się ze swoim długoletnim chłopakiem. Z dnia na dzień zmieniły mu się plany na życie. Mieliśmy kupić wspólne mieszkanie, rozmawialiśmy o ślubie… A on postanowił wyjechać na platformę wiertniczą do Norwegii. Poinformował mnie o tym w dniu swojego wyjazdu, dodając uprzejmie, że nie widzi jednak dla nas przyszłości. Uroczo, czyż nie? Wtedy żyłam z dnia na dzień. Nie chciałam być w miejscu, w którym wszystko przypominało mi niedoszłego męża i potencjalnego ojca moich dzieci. Padło na Irlandię. Najpierw staż, potem długoletni kontrakt – praca stała się moim życiem.

Oczywiście nie oznaczało to, że żyłam w celibacie. Oj nie! W pracy poznałam Węgra. Był jak mój wymarzony książę z bajki. Ciemna karnacja, ciemne włosy… Dość szybko porzuciłam swoje pracowite życie na rzecz przystojnego „bratanka do wódki i szabli”. Zaręczyliśmy się. I znów zaczął się wir planowania mieszkania, dzieci, wesela… Może to jakieś przekleństwo? Tym razem to ja nie wytrzymałam tej presji, którą sama nakręcałam. Rozstaliśmy się.

I wpadłam w sidła Polaka. Polak w Irlandii, w dodatku z miejscowości obok mojej. Marzenie! Po roku zaczął znęcać się nade mną psychicznie. Potem uderzył. Raz, drugi… A ja myślałam, że to moja wina. Dopiero kiedy zaczął grozić mi nożem wyrzucając, że jak odejdę, znajdzie mnie i moją rodzinę, zrozumiałam, co się dzieje. Robił mi zdjęcia, gdy nie widziałam – w łóżku, wannie… Na wszystkich byłam naga. Myślał, że to będzie jego karta przetargowa. Przerażona wróciłam na kilka miesięcy do Polski. On się uspokoił. Chyba zrozumiał, że nie jestem jedną z tych słabych kobiet, które tylko czekają na męskie spojrzenie. Wtedy obiecałam sobie, że już nigdy nie dam się tak poniżyć. Wróciłam do swojej irlandzkiej pracy.

Przez dziesięć lat w Irlandii wspinałam się po szczebelkach kariery. Każdy związek powodował, że nie starałam się być kobietą sukcesu, bo po prostu nie miałam na to czasu. No i energii. Ciągle słyszę, że powinnam sobie znaleźć jakiegoś faceta. Bo mam już tyle lat, a zegar biologiczny tyka! Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że tyka. Jednak gdy przypomnę sobie mój ostatni związek, nie wiem czy potrafiłabym teraz stworzyć coś nowego. I zaufać do końca. Ostatnio poszłam na pierwszą randkę po długim czasie. Było cudownie! Wino, rozmowy, śmiech… Do momentu, aż spojrzałam na swój nadgarstek. Ciągle mam na nim ślady po nożu, od którego uciekłam. Dalej nie byłam już taka radosna.

Życie singielki wcale nie jest takie złe! Nie chodzi tylko o facetów, którzy nie mogą cię skrzywdzić. Po ostatecznym powrocie do Polski postanowiłam założyć swój własny biznes. Miałam przecież ogromne doświadczenie po dziesięciu latach zarządzania gastronomią. Może powinnam podziękować każdemu swojemu ex-partnerowi? Dzięki nim jestem teraz naprawdę silniejsza. I przede wszystkim, nie uciekam, gdy coś nie idzie po mojej myśli.

Związek wymaga poświęceń, uwagi dla drugiej osoby, czasu… Może to niezbyt wiele, ale skoro już wszyscy czepiają się mojego wieku, ja też się go uczepię! Mam 34 lata, świetne wykształcenie, genialne doświadczenie i kreatywne myślenie w pakiecie. Kiedy miałabym otwierać swój własny biznes, jak nie teraz? Okej, nie mam dziecka. Mam za to świetnie prosperującą restauracje.

Kilka dni temu miała miejsce zabawna sytuacja. Gość zachwycony kolacją, którą podaliśmy jego rodzinie z okazji urodzin żony, chciał rozmawiać z właścicielem lokalu. Z radością i butelką szampana podeszłam więc do ich stolika. Pan podziękował za szampana i poprosił, żebym jeszcze raz zawołała szefa. Uprzejmie odpowiedziałam, że to ja. Chciał więc rozmawiać z moim mężem, święcie przekonany, że prowadzimy biznes razem.

Często spotykam się ze swoimi rówieśniczkami, które bardzo młodo wyszły za mąż. To w żadnym momencie nie była przemyślana decyzja, choć wtedy myślały, że tak było. Dziś mają po dwójce dzieci, mężów, których już nienawidzą i pracę, do której z radością uciekają na kilka godzin dziennie. Kiedyś im zazdrościłam tej stabilizacji. Dzisiaj to one zazdroszczą mnie.

Jestem singielką. Singielką w małym mieście. Prowadzę dobrze prosperujący biznes, a jedyne kilka wolnych godzin w tygodniu które mam, mogę przeznaczyć dla siebie. Gdybym miała jeszcze gotować obiad, sprzątać i prać skarpetki, pewnie wylądowałabym w psychiatryku. Nie chodzi wcale o to, że nie chciałabym mieć u swego boku faceta. Cholernie bym chciała! Przestałam mieć na to ciśnienie. W moim przypadku szukanie miłości zawsze źle się kończyło. Choć ostatecznie dzięki nieudanym związkom dziś pasja jest moją pracą. Nie zmienia to jednak faktu, że na miłość wolę zaczekać. Sama przyjdzie. Albo przyjedzie na białym koniu.


Pierwszy dzień szkoły – kto się bardziej cieszy? Dzieci? A może rodzice?

Redakcja
Redakcja
1 września 2016
Fot. Facebook / Facebook
 

Pierwszy dzień roku szkolnego? Facebook dzieli się zdjęciami szkolaniaków z mniej lub bardziej zadowolonymi minami. A gdyby tak pokazać emocje rodziców w tym dniu? Czyż nie byłyby podobne do tych, na zdjęciach? 😉

Podzielcie się waszymi fotkami z pierwszego dnia szkoły.


Drogi Introwertyku, podpowiem ci jak sprawić, by życie tak bardzo nie bolało

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 września 2016
Fot. iStock/Martin Dimitrov

Widzę cię często, kiedy stojąc tak po cichu w samym kącie unikasz innych, żeby „na spokojnie”, w samotności przeżywać wszystko, co cię gnębi tam, głęboko w środku. Wydaje ci się, ze się dobrze maskujesz, że nikt nie domyśli się, co się dzieje w twojej głowie. Wystarczy jednak uważniej ci się przyjrzeć, żeby zrozumieć, że wewnątrz ciebie buzuje wulkan emocji. Może zdradzi to spojrzenie – dzikie, niespokojne, a może jedna pulsująca żyłka na twojej skroni? Drogi introwertyku, naprawdę wiem, jak bardzo jest ci ciężko.

Powiedz, to naprawdę nie ty?

Często myślisz o czymś tak intensywnie, tak mocno, że spędzasz bezsenne, bolesne noce, rozdarty między chęcią bycia samemu ze swoimi problemami, a potrzebą podzielenia się nimi z kimś bliskim.

Bardzo silnie odczuwasz wszystkie emocje (szczególnie te negatywne), ale robisz wszystko, by ich nie uzewnętrznić.  Przeżywasz dwa raz mocniej każdy lęk, rozpamiętujesz rozczarowanie i chowasz urazy, choć one ranią cię do żywego. Widzę, jak olbrzymi problem masz z tym, żeby „odpuścić” i pójść dalej.

Wiem, co się dzieje w twojej głowie, kiedy wyobrażasz sobie czyjeś negatywne odczucia w stosunku do ciebie. Dopiero z dystansu, z perspektywy, widzisz, że to, co myślisz, wynika z braku komunikacji. To ona jest twoim problemem, słabym punktem. Nie potrafisz mówić o tym, co sprawia, że czujesz się źle, co cię uwiera, co cię zabolało.

Większość znajomych odbiera cię jako spokojną, bezkonfliktową, pogodną osobę, a  przecież tyle jest sytuacji, w których tam, w środku, jesteś jednym wielkim krzykiem, łzą.

Cieszysz się też po cichu, do środka. Nie jesteś wylewny, o nie. Zamykasz się w sobie i zakładasz maskę, która ma gwarantować ci bezpieczeństwo. Przed czym tak uciekasz, przed czym chcesz się uchronić? Tak często wolisz się wycofać, ustąpić niż zawalczyć o swoje. Zrobiłeś już bilans zysków i strat?

Drogi Introwertyku, gdy poczujesz, że wszystko, co wrzuciłeś do środka, ciąży ci już niemożliwie, chciałabym powiedzieć ci:

Dbaj o swój komfort

Ulubiona muzyka, dobra książka, dobry film… Znajdź coś, co sprawia, że czujesz się bezpiecznie psychicznie, co pozwala ci się uspokoić. Możesz nawet zwinąć się w kłębek w łóżku wśród przytulanek (albo obok kota czy psa).

Wyrzucaj z siebie emocje

Przelej je na papier. Nie musisz mieć talentu pisarza, by prowadzić dziennik. Ale po pierwsze, zanim usiądziesz do pisania upewnij się, że masz wokół odpowiednią przestrzeń i spokój. Oswajaj swoje emocje.  I pamiętaj jeszcze: masz bogate życie wewnętrzne, jesteś empatyczny – uczyń z tego swój atut.

Nie bój się płakać

Przestań tłumić w sobie uczucia, bo wybuchną kiedyś takim strumieniem, którego nie dasz rady okiełznać. Wypuszczaj z siebie stłumiony ból. Zobaczysz, że kiedy skończysz płakać, twoje tętno i oddech uspokoją się. To ważny etap wyzwalania się od negatywnych emocji. Łzy oczyszczą cię z hormonów i toksyn, które gromadzą się w naszym organizmie, gdy jesteśmy zestresowani. Wyniki badań sugerują również, że płacz stymuluje produkcję endorfin, które naturalnie łagodzą ból i sprawiają, że czujemy się lepiej.

Wybierz się na spacer

Poważnie mówię. Opuść miejsce, w którym działo się to „coś” niedobrego i wybierz  się na spacer gdzieś, gdzie możesz nabrać dystansu do spraw, które cię martwią i odbierają ci spokój. Jeśli to słoneczny, ciepły dzień – tym lepiej: światło słoneczne to naturalny lek przeciwdepresyjny dla mózgu.

Ucz się O TYM mówić

Na początku będzie bardzo trudno. Zacznij od znalezienia jednej wspierającej cię osoby, która rozumie twój problem. Uważaj tylko, by nie stała się dla ciebie uzależnieniem, a ty dla niej – ciężarem.

Pracuj nad komunikacją

To następny etap twojej pracy nad emocjami. Jeśli między tobą a bliską ci osobą pojawił się  problem, najlepszą drogą do rozwiązania go jest wzajemna otwartość i całkowita szczerość. „Zamykając się” na drugiego człowieka doprowadzasz do nieporozumień. Jeśli nie mówisz co czujesz i co myślisz, nie możesz żądać by się twoją opinią czy uczuciem liczono.

Podejmuj działania

Myślisz i myślisz, nosisz się z jakimś zamiarem od dawna, tylko kropki nad tym „i” wciąż brak. Ćwicz. Nie odkładaj decyzji na „za chwilę”, za miesiąc, za rok. Inaczej, będziesz stale „zawieszony” w martwym punkcie..

Uświadom sobie, że jesteś tylko człowiekiem

Może to jest ten najważniejszy krok. Czasami zapominamy, że jesteśmy tylko ludźmi i że nie możemy rozwiązać każdego problemu od razu. My, introwertycy, wymagamy od siebie zbyt dużo. Bywa, że niszczy nasz gen perfekcjonizmu. Pracuj nad akceptacją siebie samego takim, jakim jesteś. Pozwalaj sobie na więcej, naucz się upadać i podnosić.

Dobrze znam to nieprzyjemne uczucie, gdzieś głęboko w żołądku i te fale gorąca, kiedy przyspieszony rytm bicia serca nie pozwala ci zasnąć w nocy. Te bóle brzucha i głowy, gdy fizycznie nic ci nie dolega. I znam ten zawód, kiedy znowu nie powiedziałeś tego, co naprawdę myślisz. Chciałam ci tylko powiedzieć, że możesz sobie pomóc. Masz coś dla innych – umiejętność słuchania. Miej coś dla siebie – umiejętność mówienia o tym, co boli.


Zobacz także

Mamy swoje życie, swoje problemy, ale nigdy o sobie nie zapominamy

„Chciałbyś mieć inną, nową mamę, która będzie dla Ciebie miła, bo nie będzie krzyczeć. Pamiętasz co Ci wtedy obiecałam? Już nigdy nie będę tego robić”. Akcja „List do dziecka”

„Chcę, żebyś wiedział, że jestem Twoim tatą, ale też najlepszym kolegą, przyjacielem oraz powiernikiem”. Akcja „List do dziecka”

https://buysteroids.in.ua

www.cialis-viagra.com.ua/avana/avana-100-mg

www.cialis-viagra.com.ua/viagra-sildenafil/