5 rzeczy, przy których rodzice powinni się upierać mimo wszystko

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
14 czerwca 2017
Fot. iStock/BraunS
 

Większość rodziców doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że dzieci powinny mieć jasno ustalone zasady i reguły, których będą przestrzegać. Nie wynika to wcale z ich zamiłowania do surowości i chęci „rządzenia” dzieckiem, ale z troski, w celu zapewnienia dzieciom poczucia bezpieczeństwa, nauczenia ich odróżniania dobra od zła i regulowania stosunków społecznych. Nie jest łatwo być konsekwentnym i ciągle wymagać, dlatego często odpuszczamy, przymykamy oko, machamy ręką na pewne sprawy i ulegamy prośbom najmłodszych. Są jednak rzeczy, przy których rodzice powinni upierać się mimo wszystko i być asertywnymi przy próbach negocjacji ze strony najmłodszych.

Dobre maniery

To wcale nie są staromodne zwyczaje i minione tradycje. Kultura osobista to coś, czego wymagać należy także i od dziecka – nie warto czekać aż zrozumie, dojrzeje, samo będzie chciało, wszak „czego Jaś się nie nauczył…”. Proszę, przepraszam, dziękuję. Dzień dobry i do widzenia. Grzeczne zachowanie się w sklepie, w stosunku do sąsiadów, nauczycieli, członków rodziny.  Kultura osobista to cenny kapitał, z którym ruszamy w świat, nowe środowiska! Wyposażcie w nią swoje pociechy i sami dawajcie dobry przykład – maluchy najlepiej uczą się poprzez naśladowanie i obserwację dorosłych.

Kwestie zdrowotne i bezpieczeństwo

Ze zdrowiem nie ma żartów, także w przypadku dzieciaków. I wcale nie chodzi tutaj o ubieranie się w pięć warstw, pamiętanie o czapce 365 dni w roku i mycie rąk co pięć sekund. Chodzi o budowanie odpowiednich postaw i nawyków prozdrowotnych – bycia aktywnym ruchowo, korzystania z komputera, telewizora i innych sprzętów rozsądnie i z umiarem, dobre odżywianie się zamiast opychania „śmieciowym” i niezdrowym jedzeniem, unikanie nadmiernego ryzyka, typu zabawa piłą mechaniczną czy skoki z dachu wieżowca. Pewne kwestie zdrowotne i sprawy bezpieczeństwa nie podlegają negocjacjom i choćby dziecko prosiło, groziło i strzelało najlepszego focha w swojej karierze, to jako mądrzejsi i odpowiedzialni nie możemy się ugiąć.

Sen

Sen to jedna z podstawowych potrzeb każdego człowieka, a zwłaszcza tego małego, dlatego żelazna konsekwencja w tym obszarze jest wyrazem troski o dobro pociechy. Harcujące po nocach dziecko nie przyniesie nic dobrego – spróbujcie potem ściągnąć z łóżka takiego kilkuletniego „zombie” i zaprowadzić go rano do przedszkola. Koszmar i stanowczo zbyt dużo nerwów dla obu stron! Rodzice powinni w miarę możliwości ustalić rytm dnia dziecka i porę, o której powinno być w łóżku,  a potem pamiętać o stworzonych zasadach i nie zmieniać ich bez potrzeby. Jasne, wakacje czy święta to zupełnie inna bajka, ale dziecko powinno wiedzieć, że to wyjątkowe sytuacje i w normalne dni nie ma pola do negocjacji. Wyspane dziecko, to zdrowe, radosne i gotowe do nauki dziecko!

Ponoszenie odpowiedzialności

Można wychować dzieciaki w poczuciu, że wszystko za nich naprawimy, wiele ujdzie im płazem, pewne sprawy można zlekceważyć, ale takim postępowaniem działamy na własną szkodę. Ogólnie przyjęte zasady i reguły – w szkole, później w pracy, w środowisku społecznym – należy respektować, bowiem porządkują one relacje z innymi i ułatwiają nam życie. Obowiązki, których się podjęliśmy, to też nie zabawa, trzeba się z nich wywiązywać (np. opieka nad zwierzęciem, uczestnictwo w zajęciach dodatkowych, pomoc w organizacji uroczystości szkolnej), bo ktoś na nas liczy, ktoś czeka, komuś daliśmy słowo. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie, swoje rzeczy, osoby w naszym otoczeniu, a każde nasze działanie niesie ze sobą pewne skutki i konsekwencje.

Szacunek i życzliwość wobec innych

Każdemu człowiekowi należy się szacunek – tak po prostu, bez żadnej konkretnej przyczyny, bez zasług. To bardzo ważne, by dzieci wiedziały, że plotkowaniem, wyzywaniem, odrzucaniem i wykluczaniem z towarzystwa wyrządzają komuś krzywdę. Nie powinno być tolerancji dla wyśmiewania się z innych, obrażania, czy stosowania jakiejkolwiek przemocy. Nauka takiego zachowania zaczyna się od domu rodzinnego – od relacji z rodzeństwem i rodzicami – i jest jednym z najistotniejszych aspektów rodzicielstwa. Do innych należy odnosić się życzliwie i z sympatią, a odpowiedzą nam tym samym. Poza tym, ludzie którzy są życzliwi wobec innych i patrzą na świat z serdecznością, cieszą się dużo szczęśliwszym życiem, a przecież tego właśnie pragną rodzice dla swoich dzieci.


Sposoby na piękną i pachnącą sypialnię

Redakcja
Redakcja
14 czerwca 2017
Fot. Materiały prasowe
 

Sypialnia to miejsce, w którym rozpoczynamy i kończymy każdy dzień. Od nocnego wypoczynku zależy nasz nastrój i energia do realizacji codziennych małych i dużych celów. Dlatego warto zadbać o sypialnię, jej wystrój i atmosferę.

Ciemność rządzi

Promienie słoneczne wpadające do sypialni o poranku mogą skracać zasłużony wypoczynek. Wieczorami mogą natomiast utrudniać zaśnięcie, nie wspominając o komforcie śpiochów, którzy lubią uciąć sobie energetyczną drzemkę w ciągu dnia. Dlatego zasłony w sypialni to rzecz obowiązkowa. Ale wybierając je, nie kierujmy się jedynie ich wzorem i kolorem. Jasny materiał rozproszy wpadające światło, ale przyciemni wnętrza. Lepiej więc postawić na ciemne tkaniny. Jeśli wystrój twojej sypialni na to nie pozwala, wybierz rolety. Skutecznie blokują promienie słoneczne, a po zwinięciu po prostu znikają w dyskretnej zasłonie.

Powietrze: świeże, nawilżone, czyste

Atmosfera w sypialni to nie tylko design, przestrzeń i dekoracje. Liczy się przede wszystkim jakość powietrza. Śpiąc, spędzamy nawet osiem godzin w jednym pomieszczeniu. Jeśli nie lubimy otwierać na noc okna, zadbajmy o to, by wywietrzyć sypialnię przed udaniem się na spoczynek. Zainwestujmy w nawilżacz powietrza, by dopieścić skórę i układ oddechowy. Nowoczesne nawilżacze są niewielkie i eleganckie, z łatwością dopasują się do aranżacji wnętrza. Unikaj kurzu i pyłu – zwłaszcza, jeśli masz problemy z alergią. Regularnie odkurzaj i wycieraj meble. Nie przesadzaj też z dekoracjami – każda z nich zbiera kurz i rozprasza zmęczone oczy.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Materac, król sypialni

Kiedy już zasłonimy okna i udamy się na spoczynek, za nasz komfort odpowiada najważniejszy element sypialni, czyli materac. Od niego zależy, czy się wyśpimy i jak zregeneruje się nasz organizm. Wiele osób jest przekonanych, że im twardszy materac, tym zdrowszy sen. To jednak nieprawda. – Twardość materaca trzeba dobrać do kształtu i wielkości ciała oraz wieku – mówi Tomasz Goc, Dyrektor Handlowy Fabryki Materacy JANPOL. – Świetnie sprawdzają się produkty z wysokoelastycznych pianek, np. wykonany w innowacyjnej technologii materac Plantpur Dream, który idealnie wspiera kręgosłup, jest stabilny i dopasowuje się do naturalnych krzywizn ciała. Pianka Plantpur wyróżnia się zawartością blisko 50% naturalnych olejów roślinnych. Dla par, które znacznie różnią się od siebie ciężarem i rozmiarem, odpowiedni będzie wyjątkowo wysoki materac Harmonia z termoelastycznej pianki i lateksu. Dzięki swoim właściwościom zapewnia znakomity komfort snu po obu stronach materaca – podkreśla ekspert.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Jak dbać o materac?

Warto pamiętać, że materac powinien być cyklicznie obracany przodem do tyłu – takie działania zapobiegają punktowemu odkształcaniu. Jeśli jesteśmy posiadaczami modelu dwustronnego – zaleca się jego obracanie w pozycji góra – dół. W niektórych materacach możemy spotkać się z letnią i zimową stroną. Pierwsza powinna znajdować się na wierzchu przez cieplejszą część roku, natomiast druga w chłodniejsze miesiące.

– Ze względu na to, że ciało nagrzewa się w czasie snu, po wstaniu z łóżka warto zostawić materac odkryty na około 20 minut. Pozwoli to na odparowanie nagromadzonej w nim wilgoci. W celu przedłużenia żywotności materaca warto także wyposażyć się w specjalny pokrowiec lub nakładkę higieniczną. Chronią one materac przed zabrudzeniami, a w razie zalania zmniejszają ryzyko przeniknięcia płynu do jego środka. – mówi Tomasz Goc, Dyrektor Handlowy Fabryki Materacy JANPOL.

Rada na lato

Nawet jeden malutki komar może skutecznie zrujnować nasz wypoczynek podczas gorącej letniej nocy. Każdy zna złowieszcze „bzyczenie” nad uchem, które nie pozwala zasnąć i rozdrażnia lub tańczące i hałasujące przy lampie ćmy. Przy odrobinie wysiłku możemy uniknąć takich sytuacji. W sklepach dostępne są wyjątkowo proste w montażu moskitiery. Można założyć je na okno samodzielnie w kilka chwil. Należy pamiętać, by zmierzyć framugę przed udaniem się na zakupy.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pościel niech pachnie

Pościel to kwestia indywidualna. Każdy powinien sam zdecydować, czym zechce się otulić. Czy będzie to satynowa, luksusowa pościel, wykrochmalona bawełna, czy delikatna i miękka flanela – to zależy tylko od ciebie. Podobnie jest ze wzorem pościeli. Nie musi być dopasowana kolorystycznie do wnętrza. Ma podobać się właścicielowi na tyle, by widząc ją, miał ochotę wskoczyć do łóżka i zasnąć. By spotęgować wieczorne wrażenia, warto dodać do prania intensywnie pachnące płyny do płukania lub granulki zapachowe. Jeśli zastosujesz się do wszystkich powyższych zasad, nie będzie dnia, w którym wstaniesz lewą nogą.


Artykuł powstał we współpracy z Janpol


Fit Matka Wariatka: „To jest najfajniejsza rzecz: pomóc i zobaczyć szczęście w ich oczach. I jeszcze, jak czytam: „próbowałam ćwiczyć z każdą, tylko dzięki tobie mi się udało”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 czerwca 2017
Fot. Antonina Dolani

Kiedy umawiamy się na wywiad, powtarza, że właściwie nie wie o czym ma mówić. Ale potem rozmawia mi się z nią jak z kimś, kogo znam od lat. W jej treningach online uczestniczy nawet jej mama, pokazując, że o dobrą formę można zawalczyć w każdym wieku, a profil Asi na Facebooku śledzą kobiety, które próbowały już pracować nad swoimi ciałami z bardziej znanymi instruktorkami, ale tylko ona potrafi ich do siebie przekonać. Jeśli jeszcze jej nie znacie poznajcie Fit Matkę Wariatkę. Trenerkę inną niż wszystkie, bo… autentyczną.

Anna Frydrychewicz: Mówisz, że szanujesz te nasze narodowe trenerki…  

Joanna Kajstura Fit Matka Wariatka: Ale ja naprawdę je szanuję!

Ja też je szanuję, ale żadna z nich nie wygląda tak, jak ja.

No proszę cię, widziałaś, jak one wyglądają w trakcie treningów? Jak modelki.

Lubię też podglądać, jak gotują. Dlaczego ty nie gotujesz?

Nie chciałabyś zobaczyć, jak wygląda moja kuchnia, wstyd by mi było kogoś tam zaprosić i ugotować. Na filmikach Lewandowskiej, czy Chodakowskiej wszystko tak wyreżyserowane, dla mnie to nieporozumienie. Poza tym, ja gotuję ziemniaki z maślanką.

I nie lubisz bezglutenowych pączków?

No nie. Nie kupuję też takich produktów jak jarmuż, czy nasion chia. Nie dlatego, że mi to nie smakuje, nawet tego nie próbowałam. Po prostu uważam, że jest tyle normalnych rzeczy do jedzenia, że wcale nie trzeba podążać za tym trendem.

Zawsze byłaś taka umięśniona?

Jeszcze nie tak dawno wyglądałam jak zapałka. Wtedy wdawało mi się, że wyglądam świetnie, dopóki pewnego dnia nie zobaczyłam się w lustrze przymierzalni w sklepie. Od tego właściwie się wszystko zaczęło. Miałam taki cellulit jak kratery wulkaniczne. Mimo tego, że byłam naprawdę szczupła, ten cellulit było mi widać przez dżinsy, rozumiesz?

I to był ten szok, ten kopniak? Powiedziałaś sobie: „muszę coś z tym zrobić”?

Tak. Pojechałam kupić sobie jakieś spodnie. Zdjęłam ubranie w tym trupim świetle, nie wiem dlaczego, ale akurat takie mają zawsze w przymierzalniach. Zdjęłam te spodnie do wysokości kolan, zobaczyłam to, co zobaczyłam i… po prostu wyszłam stamtąd. Następnego dnia już byłam na ćwiczeniach.

Kiedy to było?

Cztery lata temu, miałam wtedy 35 lat.

A co ty wcześniej robiłaś ze swoim życiem, ciałem?

Dłubałam w nosie i oglądałam amerykańskie seriale. Przychodziłam z pracy do domu, czasem robiłam obiad, ale dzieciaki były już duże, nie musiałam pilnować posiłków. Włączałam sobie ukochany serial, na przykład True blood, Breaking bad, albo Homeland i potrafiłam obejrzeć 8 odcinków w jedno popołudnie. Kładłam się spać po 3-ciej w nocy, wstawałam rano. W międzyczasie zjadałam paczkę popcornu, trzy paczki słonecznika, czekoladę i popijałam to pepsi. Widzisz, nie robiłam kompletnie nic, a byłam tak zmęczona, jakbym co najmniej dziennie przerzuciła pół tira ziemniaków.

Nie dziwię się… Ale w tej przymierzalni, to co się stało właściwie?

Mam dalece rozwinięte poczucie estetyki. Nigdy wcześniej nie patrzyłam na siebie w ten sposób, nigdy się sobie tak uważnie nie przyglądałam. Ale jak się zobaczyłam w tej przymierzalni, to jakby ktoś mnie obuchem w łeb walnął. Pomyślałam sobie „stara, ty masz 35 lat, a nie 60”, jak ty wyglądasz? To nie była kwestia wagi, ale jędrności ciała. W ogóle nie miałam tyłka, tego miejsca, gdzie kończy się pośladek a, zaczyna udo.

Ostatnie ćwiczenia, jakie pamiętałam, wykonywałam w ogólniaku, więc postanowiłam skorzystać z usług trenera personalnego. Na początku chodziłam na zajęcia trzy, potem cztery razy w tygodniu. Byłam zmotywowana, płaciłam, wiedziałam, że muszę być na daną godzinę. Najgorszy był pierwszy miesiąc. Człowiek się tak szybko wdraża, bardzo szybko widziałam efekty. Dziś sama pomagam trenować innym.

Nadal oglądasz seriale?

Nie, nie pamiętam, kiedy ostatni raz cokolwiek oglądałam. Teraz wieczorami, kiedy wracam z pracy, czyli z zajęć, jestem na treningach online.

Bierzesz czasem wolne?

Bardzo rzadko mi się to zdarza, bo wzięłam na siebie odpowiedzialność. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że to tak będzie wyglądało, zrobiło się z tego coś naprawdę poważnego.

W którym momencie wpadłaś na pomysł, że będziesz to robiła online, że powstanie strona, że chcesz się tym dzielić?

Kiedy stwierdziłam, że zaczyna mi brakować pieniędzy na trenera personalnego, zdecydowałam, że na tyle długo już chodzę na zajęcia, że jestem w stanie ćwiczyć sama. Umiałam już ułożyć sobie program treningowy na daną partię ciała. Wyszłam jednak z założenia, wielu rzeczy nadal nie wiem. Byłam świadoma, że żeby sobie nie zrobić krzywdy, muszę mieć jeszcze jakąś podstawę, wiedzę, której mi trenerka nie przekazała.

Zrobiłam sobie na własny użytek licencję trenera personalnego, instruktora sportów siłowych, instruktora fitness. Sama dla siebie, dla świadomości, że ćwiczę bezpiecznie, krzywdy sobie nie zrobię. Nie myślałam wtedy o żadnej stronie, o żadnej „mojej” sali. Ale kiedy zaczęła mi spadać motywacja, pomyślałam, że fajnie byłoby znaleźć kogoś, kto jest w podobnej sytuacji jak ja: ma dzieci, dom, „starego”, który czasem doprowadza cię do szału. Szukałam kogoś, kto czasem napisze: „u mnie dzisiaj beznadziejnie, źle się czuję, ale może pójdę potrenuję, to poczuję się lepiej”. 

I co znalazłaś?

Znalazłam Chodakowską, która była tak „słodka”, że nie mogłam na nią patrzeć. Ona jest dla mnie przeciwieństwem normalności. Zmotywowała mnóstwo dziewczyn i za to należy jej się ogromny szacunek, ale udało jej się to po prostu chyba dlatego, że była pierwsza. Ale jej oferta nie jest dla mnie. Dla mnie to szczyt sztuczności. Ja się z tym nie utożsamiam, ona jest dla mnie z innej planety. Nie ma dzieci, nie ma problemów jak normalni ludzie. Nawet się nie ubiera jak normalni ludzie, nie wygląda jak normalni ludzie, nie ma portfela jak normalni ludzie. Ona nie ma nic jak normalni ludzie (śmiech). A na jej stronie – same serca. Ale szanuję ją za to, że zmotywowała tyle osób. Podoba mi się też to, że jest kobietą i jej się udało. Chodakowska jest dowodem na to, że każdemu może się udać. Anna Lewandowska jest sportowcem, „z krwi i kości”. Z nas wszystkich ma największą wiedzę. Wydaje mi się też mniej sztuczna.

Nie zrozum mnie źle, ja uważam, że one obie są klasą, że są jakimiś ikonami. Jestem zwykłą dziewczyną, która zaczęła pisać, bo stwierdziła, że może gdzieś są takie dwie, trzy osoby, o podobnych problemach: ciężko się im zorganizować, mają dzieci, ale chciałyby coś ze sobą zrobić, poćwiczyć ze mną. Strona powstała w 10 minut, wieczorem. Wstaję rano, a tam 366 lajków. I potem jakoś tak poszło, to się rozwinęło.

Bez planu, wielkich oczekiwań?

No właśnie najfajniejsze jest to, że tu nie ma żadnego „parcia”, oczekiwań, biznesplanu – często to podkreślam. Układam i pokazuje ćwiczenia kierując się komentarzami, odpowiadam na interakcję. A w międzyczasie wrzucam post, na przykład o tym, że mam okres. I to się komuś nie spodoba. Zawsze piszę to co myślę, nie zdarzyło mi się nie napisać czegoś tylko dlatego, że wiem, że to jest niepoprawne, że to mi może zaszkodzić. Denerwuje mnie to, że ludzie nie rozumieją, że jeśli coś im się nie podoba, stronę można odlajkować. I że ta strona jest moim domem. Zdarzyło się, że obrażane są dziewczyny, które ze mną ćwiczą, bo mają nadwagę. Zawsze będę z tym walczyć.

Płaczesz czasem z tego powodu?

Nie, ale wku*wiam się. Ja się nie złoszczę dlatego, że mi jest przykro. Przez Facebooka nie płaczę. Ale w życiu prywatnym – tak. Co do hejtu – pozwalam sobie dobitnie komuś odpisać, a to jest marketingowo słabe. Mam znajomego, który mi powiedział, że moja strona to ewenement, coś niewytłumaczalnego. Bo w tym świecie trzeba być miłym i mieć serduszka. Jak Chodakowska.

Co cię motywuje najbardziej, żeby to mimo wszystko kontynuować? Odpowiedzialność, o której mówiłaś?

Tak, i te wszystkie osoby, z którymi jestem w kontakcie. Komentują, piszą do mnie wiadomości, wysyłają zdjęcia jak zmieniło się ich ciało. Ogromną przyjemność sprawia mi pomaganie ludziom. To jest najfajniejsza rzecz: pomóc i zobaczyć szczęście w ich oczach. I jeszcze, jak czytam: „próbowałam ćwiczyć z każdą, tylko dzięki tobie mi się udało”. Nie mogę powiedzieć „nie chce mi się”. Ale tak po ludzku, po prostu lubię to robić, bo to pomaga mi czuć się lepszym człowiekiem. Media mnie nie lubią. Podejrzewam, że przez moją niepoprawność. Ale ja jestem autentyczna. Na Facebooku masz całą mnie – cały wylew emocji od ekscytacji po dramat.


Fot. Facebook/Fit Matka Wariatka

Fot. Facebook/Fit Matka Wariatka

Fit Matka Wariatka, czyli Joanna Kajstura, trenerką została właściwie przez przypadek. Któregoś dnia, poszła kupić sobie nowe spodnie. To, co zobaczyła w lustrze przymierzalni tak ją zdenerwowało, że już następnego dnia ćwiczyła pod okiem instruktorki. A potem, „jakoś tak wyszło”. Jak sama o sobie pisze, jest żywym przykładem na to, że można z totalnego lenia zamienić się w pasjonatkę ćwiczeń – nie tylko na siłowni. Właśnie wydała swoją pierwszą książkę „Cały ten burdel. Nieporadnik Fit Matki Wariatki”.

Profil Asi na Facebooku znajdziecie .

 


Zobacz także

Wiele już zostało powiedziane. Powtórzę więc najważniejsze: Mówimy NIE

Kocham się, bo jestem tego warta! 9 kroków do miłości własnej

Najczęstsze błędy w relacji rodzic – dorosłe dziecko. Unikaj ich jeśli chcesz rodzinnego szczęścia

steroid-pharm.com/

steroid-pharm.com

https://buysteroids.in.ua