A psik !

(nie) idealna mama
(nie) idealna mama
8 października 2017
Przeziębienie? Phi - dzisiaj to już żaden problem. Wzmocnij odporność i nie daj się przeziębieniu
Fot. iStock / ArtMarie
 

Sezon chorobowy w pełni. Junior zasmarkany, a gdy kaszle mam wrażenie że wypluje płuca. Matka też zasmarkana,  chociaż podobno powinno się mówić że pociągająca. Nie mniej jednak mam romans z chusteczkami higienicznymi, ale żarty na bok…

Docelowo chciałam Wam powiedzieć czym i jak się ratujemy w stanach kryzysowych 🙂 Bardzo pomaga nam w tym moje apteczne odkrycie – na półkach podobno już od wielu lat Groprinosin. Pomaga budować odporność, ale działa też przy rozwiniętych infekcjach. No super, hiper ! Junior na to poszedł, bo przed podaniem obawiałam się,że wylądujemy w domu z receptą na antybiotyk, co dla mnie jest ostatecznością. Dla dzieci w syropie, dla dorosłych w tabsach, polecam. Poza tym leczymy się domowo. Mam to szczęście,że Młody lubi czosnek ! Wszyscy się dziwią, ja się cieszę. Na śniadanko grzaneczki z maminym masełkiem czosnkowym, a na obiad frytki z sosem czosnkowym. Przy przeziębieniu czy chorobie można sobie trochę pofolgować 😀 Spróbujcie mija też chorobowa chandra… W trybie wręcz natychmiastowym, a jak dodacie do tego sok pomarańczowy z mnóstwem witaminy C… to na drugi dzień staniecie na nogi, 100%.

Co więcej… Inhalacje ! Cud, miód ! Nie wiem kto wymyślił inhalator, ale urządzenie wielofunkcyjne, działa na kaszel, katar… Po stokroć brawo dla tego człowieka, bo jakoś się nie wyobrażam sobie Juniora, przykrytego ręcznikiem i nad garnkiem z gorącą wodą i olejkami… W zasadzie brzmi to jak science fiction. Serio. Poza tym, syrop odksztuśny  i wolne od przedszkola. Niestety… a tak jeszcze odnośnie miodu… to na dodatek do tego czosnkowego śniadanka herbatka-najlepiej malinowa słodzona właśnie miodem.

Wszystko prawie,że naturalnie  🙂

Życzę zdrówka wszystkim zasmarkanym !

 

przeziebienie

 

 

 


Różnice Pokoleniowe

(nie) idealna mama
(nie) idealna mama
26 października 2017
 

Kiedyś rodzina wielopokoleniowa pod jednym dachem to był standard, normalka, chleb powszedni. Nikt nikomu nie przeszkadzał, nikt nikomu nie zwracał uwagi że się wtrąca. Dzieci wychowywały się blisko dziadków, czasami cioć wujków… i było ok.

A jak jest teraz ? Świat popędził na przód, nie trudno nie zauważyć różnic między światopoglądem matki, a córki, babci, a wnuczki. Nie raz trudno się dogadać, przekonać do swojej racji.

Tak z autopsji. Po ślubie razem z mężem zamieszkaliśmy z moją babcią. Dlaczego ? A no dlatego,że ona mieszkała od 20 lat sama, w dużym dwupiętrowym domu. Wydawało by się,że to sytuacja wręcz idealna. Młode małżeństwo, duży dom, piękne podwórze. I w zasadzie wszystko było w porządku dopóki chodziłam do pracy. Wracałam, miałam ugotowany obiad, niczym nie musiałam się przejmować, ale za to ze wszystkiego trzeba się było tłumaczyć, bo babcia niczym Sherlock Holmes wszystko chciała wiedzieć. Gdzie wychodzę, z kim, po co, a czemu tak długo. Potem pojawiło się dziecko, i ja wiem,że wszystko z troski, z miłości ale gdzieś są granice…. Miałam wrażenie,że babci tok myślenia jest taki,że gdy Juniora nie ma w domu to dzieje mu się straszna krzywda. Było wydzwanianie co jadł, kiedy, gdzie jesteśmy, kiedy wrócimy, a dlaczego my tak to dziecko włóczymy. I nie ważne,czy byliśmy u znajomych, teściowej czy moich rodziców. Zawsze to samo. Nie dało się przetłumaczyć,że wiemy co robimy,że to nasze dziecko, i nasze życie… Tak też jest do tej pory i to nie tylko jeśli chodzi o Juniora. Kością niezgody jest też kuchnia. Bo ja nie gotuje tak jak babcia, dodaje za dużo przypraw i kombinuje. Ciągle na obiad jakieś wynalazki, ale my właśnie tak lubimy. Kiedy ja nie gotowałam, bo pracowałam mieliśmy w domu standardowe menu : pierogi, kopytka, mielone, schabowy, naleśniki, ryba. I tak na zmianę. Ja wiem,że trudno zmienić swoje przyzwyczajenia, wiem że też trudno jest się przekonać do czegoś nowego, ale skoro babcia wciska na tyłek dżinsy i wkłada klapki na koturnie to chyba można by  było spróbować czegoś nowego.

Kiedyś dogadywałyśmy się super, na studiach ja dzwoniłam do babci, babcia do mnie. Gdy przyjeżdżałam piekła szarlotkę.  Zawsze ja będąc w domu pytałam czy u niej ok, czy nic jej nie trzeba, czy nie zrobić zakupów. Teraz, odkąd ze sobą mieszkamy jest gorzej, trudno nam się dogadać, trudno coś przetłumaczyć. I tak zawsze medal ma dwie strony….

Zupełnie odwrotną sytuację miałam ze swoją mamą, kiedy mieszkałam w domu jakoś trudno było nam się dogadać, zawsze między nami było coś nie tak. Może po prostu wymagałyśmy od siebie czegoś innego. Natomiast teraz, gdy na świecie pojawił się Junior jest zupełnie inaczej. Mama jest moją kumpelą, moją podporą. Zawsze mogę na nią liczyć, zadzwonić w nocy o północy. Kocha Młodego z całego serca i staję w mojej obronie przed babcią. Nie,żeby było AŻ tak źle, ale czasami próbuje babci co nie co przetłumaczyć. A to teściowa jej jest, nie mama tak dla sprostowania.

Rożnice będą zawsze, i będą się pogłębiać. Ja będę akceptowała homoseksualistów, będą mi się podobać tatuaże, nie będę miała nic przeciwko ciemnoskórym, a mojej babci nie. Jakoś trzeba to pogodzić, tylko jak ….?


O Matko!

(nie) idealna mama
(nie) idealna mama
5 października 2017
Pierwsze chwile z dzieckiem? Tego nikt ci nie powie, a szkoda
Fot. iStock / sampsyseeds

Jakiś czas temu zostałaś mamą ? Gratulacje ! Twoje dziecko na pewno jest najpiękniejsze i najcudowniejsze na świecie. Jakże by inaczej. Wierzę Ci, mam podobnie. Podejrzewam,że łączy nas coś jeszcze. Przy pełnym poświęceniu rodzinie, Ty Droga Mamo zeszłaś na dalszy plan. Tym samym Twoje pragnienia, marzenia ( oprócz tego które masz w domu i być może właśnie teraz słodko śpi) i potrzeby zeszły na dalszy plan.

Słyszałaś też o tym,że szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko ? Ja o tym zapomniałam, dlatego teraz po czterech latach wyłączenia ze wszystkiego postanowiłam wziąć się w garść i zrobić coś z myślą o sobie. Nie jest to wcale egoistyczne posunięcie, po prostu uważam,że do tej pory odwaliłam kawał dobrej roboty ! Dbałam o Maluszka, o męża, o dom. O wszystko w zasadzie, tylko nie o siebie. Jaki tego skutek ? Nie byłam sobą, nie byłam szczęśliwa i moi najbliżsi jak mniemam też nie.

Kilka miesięcy temu poszłam do Urzędu Pracy, wzięłam dotacje i po studiach na kierunku Stosunki Międzynarodowe stałam się Projektantką, wnętrz i mebli na wymiar. I wcale nie jest to takie proste, wcale nie jest kolorowo, uczę się nowych rzeczy, uczę się tego jak być nie tylko dobra, ale najlepsza. Bo chcieć to móc. Pracuję w domu, bo tak mi wygodniej, mam nad wszystkim baczenie, sama ustałam sobie godziny pracy, mogę o dowolnej porze pojechać po synka do przedszkola, mogę się z nim bawić kiedy chcę, i pracować kiedy mam na to  ochotę. Fajnie, prawda ?

Ty też tak możesz, ale uwierz w siebie, uwierz,że potrafisz. Zrób to dla siebie, ale i dla dziecka, męża. Rozwijaj się, dokształcaj, nigdy nie jest za późno. Wszystko można ze sobą pogodzić. Zobaczysz wtedy świat przez różowe okulary, a nie przez sterty prania, prasowania, czy nie dokończonego obiadu Trzymam kciuki !


http://www.biceps-ua.com

www.steroid.in.ua

www.pharmacy24.com.ua