Chwile zatrzymane w pamiątkach

MamaM&M
MamaM&M
4 lutego 2018
© MamaM&M
 

Nie jestem typem zbieracza. Najbardziej ze wszystkich pamiątek cenię zdjęcia. Co jakiś czas umawiamy się do zaprzyjaźnionych fotografów na sesje. Ostatnio zaczęliśmy wyciągać albumy i wspominać czas, kiedy byłam w pierwszej ciąży i urodził się starszy M. Minęły tylko 3 lata, ale to właśnie w zdjęciach zatrzymało się najwięcej momentów, które z głowy tak szybko uciekają.

 

Nie mam testów ciążowych z pozytywnym wynikiem, pępowiny, pierwszych obciętych włosów naszych synów, ale kilka przedmiotów zatrzymałam. Największym wariactwem, na jakie sobie pozwoliłam, był odlew ciążowego brzucha. Sam odlew jest dość toporny, nieustawny, zajmuje sporo miejsca, kurzy się, ale za każdym razem, gdy  go odświeżam, uśmiecham się na myśl, jak został zrobiony. Zabraliśmy się do niego razem z TatąM&M. Gips kupiliśmy przez internet. Pierwsza próba była kompletnie nieudana, a przy drugiej łzy płynęły mi po policzkach, ale wiedziałam, że, gdy tylko brzuch mi się poruszy, całą pracę kolejny raz szlag trafi. Do gipsu przykleiły się włosy rosnące na brzuchu, mimo, że miałam założony t-shirt. Śmiechu było co nie miara.

 

Później gipsowy odlew pomalowała uczennica naszego gimnazjum. Jest to niewątpliwie element wystroju naszego mieszkania, który zwraca uwagę naszych gości…

 

pamiątki_po_dzieciach_mamamandm_2

 

Lubię od czasu do czasu przymierzyć odlew i przypomnieć sobie, jak to jest, kiedy nie widzi się własnych stóp.

 

Mamy też odciski dłoni i stóp Marka i Mariusza i, co u mnie jest niespotykane, zostawiłam ubranka, a konkretnie body, w które chłopcy byli ubrani, gdy przywoziliśmy ich ze szpitala. Do kompletu zostawiłam bransoletki szpitalne, które zakładane są dzieciom od razu po porodzie.

 

pamiątki_po_dzieciach_mamamandm_3

 

Zbieram też w kartonie na strychu Marka prace ze żłobka i przedszkola, a także kartki, które otrzymują od rodziny i znajomych na urodziny. Niedługo do zbiorów dołączy karton „żłobkowy” Mariusza. Postanowiłam, że nie będę im tego pokazywała. Wyciągnę te moje skromne, bo skromne, ale jakże cenne zbiory w jakimś ważnym momencie ich życia i po prostu dam ich w prezencie. A może sami znajdą podczas zabaw/poszukiwań na strychu. Na pewno sprawi im radość oglądanie arcydzieł malarstwa wczesnodziecięcego.

 

pamiątki_po_dzieciach_mamamandm_4

 

Nasi synowie nie zostali ochrzczeni, więc u nas odpadają wszystkie pamiątki religijne, które są powszechne w innych rodzinach (szatki, świece, pamiątki chrztu).

 

 

 

Sama do dzisiaj mam w szufladzie z bielizną ceratowe gacie, w które wkładało się pieluchy tetrowe. Mama przy robieniu porządków podczas przeprowadzki dała mi je i powiedziała, że były moje. Uśmiecham się, kiedy je wyciągam i podziwiam, jakie miałam chude nóżki.

A Wy jakie pamiątki magazynujecie w swoich szafach i piwnicach?

 


Jak polubiłam sklepy stacjonarne…

MamaM&M
MamaM&M
11 marca 2018
© MamaM&M
 

Mam niezbyt konsumpcyjna naturę. Kupuję przedmioty, które są mi rzeczywiście potrzebne. Na palcach jednej ręki mogę policzyć zbędne wydatki, źle podjęte zakupowe decyzje. Wyprawkę dla pierwszego dziecka niemal w komplecie dostaliśmy w prezencie, drugie dziecko ma wszystko markowe – czyli po Marku… Są jednak miejsca, które jako rodzic odwiedzam chętnie. Jest w okolicy kilka sklepów, które polubiłam z różnych powodów.  Zmieniłam też zdanie na temat targów i akcji sprzedażowych…

Sklepy w moim mieście dzielę na różne kategorie:
– ostatniej szansy,
– przemyślanych wyborów,
– najtańszych zakupów.

Najczęściej kupuję wszystko z wyprzedzeniem, przez internet, dostaję i potem wyciągam z garażu. Często zdarza się jednak, że potrzebuję coś kupić na ostatnią chwilę. W dniu imprezy okazuje się, że koszula Marka ma plamę, której w ostatnim praniu nie udało się usunąć, w dniu wyjazdu okazuje się, że spodnie narciarskie są za małe, a sezon zimowy w sklepach przeszedł do historii kilka tygodni temu. W naszym mieście jest jednak sklep, w którym z podziemi załoga wykopie to, czego potrzebuję i wówczas cena nie gra roli. Po prostu o 16:50 wpadam do sklepu i o 16:59 wychodzę z tym, czego potrzebuję. O 17:00 sklep jest już zamknięty…

Znajomi prowadzą świetnie zaopatrzony sklep z zabawkami – . Znajduję tam wszystkie klocki, pociągi, gry, jakie tylko dzieci wpisują w formularz listu do Gwiazdora, Zająca i „Ciotki z Ameryki”.

Jest też miejsce, gdzie, w miarę posiadanego czasu, personel jest w stanie sprowadzić wiele przedmiotów w bardzo atrakcyjnych cenach. Moje miasto ma jednak jedną wadę. Jest małe, więc wybór producentów, marek, kolorów jest ograniczony i raczej odpowiada popytowi „statystycznego Kowalskiego”, więc gdy koleżanka lubi żółty, ja niebieski, to w Świebodzinie znajdę zielony.

Zmiana fotelika, o której pisałam kilka tygodni temu, sprawiła, że wybraliśmy się do sąsiedniego miasta i tylko dzięki temu, że mieliśmy upatrzony model, producenta i kolor (ostatecznie wybraliśmy inna tapicerkę niż zakładaliśmy na początku), odwiedziliśmy miejsce, do którego normalnie nigdy bym się nie wybrała.

Świat wielkich sklepów, sieciówek nie jest moim światem. Jedynym wyjątkiem są duże sklepy dla sportowców, bo gdzieś musimy robić zakupy na organizowane przez stowarzyszenie imprezy, a Internet jeszcze nie daje możliwości posmyrania zza monitora i sprawdzenia jakości materiałów, czy przekonania się, czy odzież już pozbyła się zapachu chińskiego kontenera.

Jestem uparta i jak już coś sobie sama wmówię, to się tego potrafię trzymać latami. Dlatego, choć może wydawać się to śmieszne, wyprawa po fotelik była dla mnie przełomowa, bo pokazała mi, że warto jest odwiedzać duże, dobrze zaopatrzone sklepy z artykułami dziecięcymi, że warto porównywać, pytać i nie zawsze „używane” (jestem fanką zakupów z drugiej ręki”) jest bezpieczne.

Zielonogórski sklep TOBI to miejsce, które pokochałam od pierwszego wejrzenia, a załoga sprawiła, że czułam się tam na tyle komfortowo, że chcę tam wracać. W najbliższym czasie organizują targi dziecięce. Weekend z Axkidem pokazał, że właściciele podchodzą profesjonalnie do takich wydarzeń (a na organizacji wydarzeń trochę się znam), personel jest przygotowany, magazyn jest zaopatrzony, a to ważne, żeby od razu mieć możliwość kupić, to, co się wybrało. Do tego ceny są w trakcie takich akcji atrakcyjne, promocje znaczące dla portfela.

Nie mam za wiele czasu ostatnio. Jutro zacznie się najbardziej zwariowany tydzień w tym roku, ale postaram się znaleźć czas na to, aby pojechać i pooglądać to, co w Tobi przygotowano na targi, popytać i porozmawiać z rodzicami, co myślą o takich wydarzeniach…

Jak ktoś z moich czytelników jest z Zielonej Góry lub z woj lubuskiego, to zapraszam…

O tym, że naprawdę rzadko odwiedzam wielkie sklepy, niech świadczą słowa starszego M: „Mamo, dlaczego w tym przedszkolu nie ma szatni”?

 

Tekst nie jest sponsorowany.  i świebodziński nie sponsorowały tego wpisu (w sumie szkoda, ale co się odwlecze… 😉 ). Wszystkie opinie na tym blogu są subiektywne. Piszę zawsze, co myślę…

 


RWF – dlaczego tak się na niego uparłam?

MamaM&M
MamaM&M
28 stycznia 2018
W doborze fotelika najważniejsze jest bezpieczeństwo dziecka

Przyszedł czas na wybór kolejnego fotelika dla młodszego M. Do tej pory przewożony był w markowym (po Marku) foteliku RECARO Privia. Niemal półtora roku spędził więc w samochodzie na leżąco. Postanowiliśmy, że czas najwyższy  na kolejny zakup. Czytałam, sprawdzałam, pytałam, oglądałam. Zdecydowana byłam na rozwiązanie RWF. Gdybym miała taką samą wiedzę kilkanaście miesięcy temu, starszy M też jeździłby RWF-em. Niestety moja świadomość była wtedy żadna…

 

RWF (Rear Way Facing) czyli tyłem do kierunku jazdy. Przeciwieństwo FWF (przodem do kierunku jazdy). Wymyślili je Skandynawowie i tam – w Skandynawii – są bardzo popularne. U nas nadal słyszy się, że dziecku jest niewygodnie i nic nie widzi, jeżdżąc tyłem do kierunku jazdy. Nie mówi się jednak nic o tym, że są to najbezpieczniejsze rozwiązania do przewożenia dzieci. Niewiele (choć na szczęście coraz więcej – skoro i do mnie te informacje dotarły) jest informacji o tym, że w całym tym „niewygodnie”, „mało widać”, „brudne oparcia”, „niepraktyczne”, „trzeba ściągać buty” patrzymy ze swojego „dorosłego” punktu widzenia, nie próbujemy postawić się na miejscu dziecka, które do tej pory – od urodzenia – tyłem było przewożone (mam nadzieję), mamy zakodowane pewne ograniczenia, pewne schematy, poza które nie chcemy, a nawet często nie próbujemy się wyłamać.

 

Jesteśmy wierni Świebodzinowi, polskiemu morzu, Peugeotowi i do tej pory byliśmy także fotelikom RECARO. Pierwszy, czyli Privię wraz z bazą iso fix dostaliśmy od pracodawcy TatyM&M, czyli właśnie od firmy RECARO (ależ przypadek), drugi kupiliśmy, kiedy starszy M miał niemal dwa lata i jest to RECARO Young Sport Hero. Kiedy dowiedziałam się o RWF-ach i o tym, że to najbezpieczniejsze foteliki dla dzieci do 25 kilogramów, szukaliśmy oczywiście modelu produkowanego przez RECARO. No ale na Zero.1 i-Size nie zdecydowaliśmy się szarpnąć. Koszt ponad 2100 zł nas przerósł, a może po prostu stwierdziliśmy, że nie ma sensu wydawać tyle, jeśli za ładnych parę stówek mniej możemy kupić równie bezpieczny fotelik szwedzkiej firmy Axkid. A kiedy zaczęliśmy czytać więcej, okazało się, że to będzie najlepsza inwestycja w bezpieczeństwo i życie młodszego M.

 

© MamaM&M Pomoc w montażu fotelika RECARO

© MamaM&M  Pomoc w montażu fotelika RECARO

 

Poznaliśmy przez ostatnie miesiące sklep osiemgwiazdek.pl (polecam bardzo) i właśnie tam (do poznańskiego sklepu) zamierzaliśmy się wybrać na początku lutego, aby (co bardzo ważne) przymierzyć młodszego M do fotelika i (co najważniejsze) fotelik do naszego samochodu, czyli Peugeota 308.  Wcześniej kupowaliśmy przez Internet. Żadnych przymiarek, żadnego sprawdzenia, nikogo nie pytaliśmy o fachową poradę, całkowite zdanie się na intuicję i zasobność portfela. Koleżanka, z którą wcześniej o fotelikach rozmawiałam, napisała mi kilka dni temu, że Axkid organizuje akcję informacyjną w sklepie Tobi w Zielonej Górze i będzie można uzyskać rabat 10% na foteliki tej firmy oraz firmy Takata (jeszcze wyższa półka cenowa niż RECARO). Ze Świebodzina do Zielonej Góry jest rzut beretem, a na pewno bliżej niż do Poznania, więc postanowiliśmy pojechać i przynajmniej zobaczyć, czy  Axkid będzie dla nas, a zwłaszcza dla Mariusza odpowiedni.

 

Wybieraliśmy jeden z trzech modeli marki Axkid

Wybieraliśmy jeden z trzech modeli marki Axkid

 

Bardzo mile byliśmy zaskoczeni. Mimo sporej kolejki klientów zainteresowanych fotelikami Axkid, załoga sklepu Tobi (oraz pracownicy osiemgwiazdek.pl z Łodzi) zadbała o to, aby czas mijał nam szybko i w miłej atmosferze. Dzieciaki dostały słodycze, zabawki, gadżety, balony. Co chwilę coś innego, więc nie było szans na nudę. Kiedy już przyszła nasza kolej, otrzymaliśmy masę informacji – część wcześniej znaleźliśmy w internecie, część to były nowe rzeczy, które dotyczyły między innymi montażu w samochodzie. Wybieraliśmy między modelami: Wolmax, Minikid oraz Kidzone (ceny od 1200 do około 1800 zł).  Ostatecznie wybraliśmy Minikida. Zajmuje stosunkowo niedużo miejsca, ma ciekawe i bardzo ułatwiające użytkowanie rozwiązania, jest bezpieczny, ma wytrzymałą tapicerkę, można w nim przewozić dzieci do około 125 cm wzrostu.

 

fotelik_axkid_minikid_mamamandm0003

 

Po zamontowaniu wybranego ostatecznie Minikida, pracownik Axkida (edit: dowiedziałam się, że był to Piotr Kaj –  naprawdę rzetelny doradca fotelików), przełożył starszemu M fotelik za siedzenie kierowcy, pomógł obrócić przekręcony pas bezpieczeństwa (ale wstyd), na co poświęcił masę czasu, pokazał, jak „instalować” dzieci, pytał i odpowiadał na nasze pytania i, co naprawdę istotne, nie był sfiksowany tylko na Axkida. Nie krytykował produktów innych marek, ale rzeczowo mówił, jakie mają wady i zalety. Czuliśmy, że mamy do czynienia z profesjonalistą, który nas nie naciąga, który doradza, a nie wciska. Axkid – gratulujemy personelu, a panu Piotrowi należy się dodatkowa premia 😉 Nasz doradca obiecał odwiedzić w drodze powrotnej Świebodzin i zrobić sobie selfie z najbrzydszym pomnikiem w tej części kraju…

 

fotelik_axkid_minikid_mamamandm0007

 

Ze strony producenta dowiadujemy się: „Axkid zawsze stawia dzieci na pierwszym miejscu i pragnie aby były możliwie najbezpieczniejsze podczas jazdy samochodem. Zalecamy aby twoje dziecko podróżowało tyłem do kierunku jazdy możliwie jak najdłużej, nawet do wagi 25 kg lub wieku 6 lat. Fotelik montowany tyłem redukuje ryzyko urazu nawet o 90%”. Nas przekonały w RWF-ach właśnie te procenty, filmiki, które pokazują, co dzieje się z dzieckiem przewożonym przodem i tyłem do kierunku jazdy podczas kolizji i wypadków. Młodszy M, jest ciężki, ale jest malutki. Sporo podróżujemy, chcemy, aby był bezpieczny. Starszemu M półtora roku temu wybieraliśmy najbezpieczniejszy fotelik, jaki wówczas wydawało nam się, że jest na rynku. Teraz tak naprawdę mam trochę moralnego kaca, że wówczas nie próbowałam nawet szukać informacji na  temat transportu dzieci tyłem do kierunku jazdy. Na szczęście do tej pory nie mieliśmy żadnych kolizji i wypadków. Mam też nadzieję, że RECARO Young Sport Hero zapewniłby starszemu M bezpieczeństwo.

 

fotelik_axkid_minikid_mamamandm0011

 

Axkidy mają zaliczony Test Plus. Cóż to takiego? To testy wprowadzone przez szwedzkie instytucje motoryzacyjne VTI i NFT (Krajowe Towarzystwo Bezpieczeństwa Drogowego), które badają obciążenia głowy i szyi dziecka podczas zdarzeń drogowych. Aby zaliczyć Test Plus nie można przekroczyć nacisku na szyję u 3-latka 122 kg, natomiast u 6-latka 164 kg, ponieważ większe siły powodują złamania w obrębie szyi. Właśnie dlatego foteliki RWF są bezpieczniejsze. Dziecko jest w nich doskonale chronione przed uszkodzeniami. Jest podczas wypadku niejako wbijane w fotelik, a nie z niego wyrywane. Chroni go cały tył fotelika, a nie tylko pasy.

 

fotelik_axkid_minikid_mamamandm0009

 

Naprawdę polecam poczytać o RWF-ach, jeśli stoicie przed wyborem fotelika. Naprawdę polecam przewozić dzieci tyłem do kierunku jazy tak długo, jak się da, a przynajmniej do osiągnięcia przez wasze pociechy wagi 25 kg. Dajcie swoim dzieciom to, co jest najważniejsze, bezpieczeństwo.

 

Wiem, że dzieci nie powinny być przewożone w kurtkach.  Przymierzaliśmy się, na dworze było zimno, a młodszy M jeszcze się nie ogarnął po ostatnim zapaleniu oskrzeli, więc nie chcieliśmy ryzykować…

 

Tekst nie jest sponsorowany. Firmy , , firma nie sponsorowały tego wpisu, a na comiesięczny przelew z RECARO TataM&M rzetelnie pracuje każdego dnia przez 8 godzin 🙂 Wszystkie opinie są subiektywne. Piszę zawsze, co myślę…

 


https://steroid.in.ua

www.farm-pump-ua.com

левитра варденафил отзывы