Czy warto inwestować pieniądze w zabawki?

Optymistycznie
Optymistycznie
24 października 2017
 

Ubranka, kosmetyki, mleko, deserki, szczepienia, leki, witaminy, okołodzieciowe gadżety, smoczki, butelki, pieluchy, pościele, kocyki, łóżeczko, materac, wózek… i te „nieszczęsne” zabawki. Nie ma co ukrywać, dziecko to „studnia bez dna”… Dlatego próbujemy oszczędzać na czym tylko się da.

O ile przywiązujemy dużą wagę np. do materaca, który zanim wybierzemy przeczytamy wszystkie artykuły dotyczące materacy jakie tylko istnieją w internetach, albo kosmetyki dla niemowlaka – nie kupisz przecież pierwszych lepszych, najpierw trzy miesiące ciąży będziesz szkolić się w kierunku ich składów i wybierzesz te najlepsze, najbardziej eko, koszty grają w tym momencie rolę drugoplanową.

Butelki, smoczki, czy pieluchy to produkty na których da się oszczędzać. Butelka za 10 czy za 50zł, osobiście nie widzę dużej różnicy. Na początku używaliśmy najtańszych, bo Nikola tylko ich smoczki tolerowała, później zmieniliśmy na Avent, mój brat używał ich butelki i mama miała rację – są nie do zdarcia.

Laktator, podgrzewacz, wózek… Mimo że sama wszystko kupiłam nowe, teraz jestem mądrzejsza o doświadczenia i tu zaoszczędziłabym przynajmniej połowę pieniędzy kupując używane. Jeden z największych błędów jakie popełniłam. Z wózkiem jak z samochodem, wyjeżdżasz z „salonu” i już tracisz, mijają miesiące, nagle Twój wózek wychodzi w edycji „po lifcie” i znów tracisz, zanim się obejrzysz traci gwarancję i… nie zgadniesz – tracisz więcej mamony, tak samo dzieje się z każdą kolejną ryską, a nie powiesz przecież, że „babka pod eklerkiem wózkiem wgnietła” ?

Dobra, wyszedł mi dość długi wstęp, ale pora przejść do meritum.

Przy wyborze zabawek dla Nikoli kieruję się… dwoma przysłowiami, jedno podsłuchane od mojego taty: „nas biedaków nie stać na tanie rzeczy„, a drugie od mamy „chytry dwa razy traci„.

Uważam, że zabawki to te „gadżety” na których po prostu nie ma sensu oszczędzać. Osobiście wolę, aby Nikola miała 5 porządnych, fajnych, drogich zabawek, niż 10 tańszych, gorszych jakościowo, że tak się ustosunkuję do powiedzenia taty.

Owszem, kupowaliśmy Nikoli tanie zabawki, te z pepco czy auchan, bilans? Żadna nie przetrwała do dziś. W zamian za te zabawki, musieliśmy kupić kolejne – i tu sprawdza się powiedzenie mamy ? Bo jeśli pierwszą kupiliśmy za 20zł, kolejną (już byliśmy mądrzejsi i wybraliśmy lepszą) za 80, to równie dobrze mogliśmy kupić od razu jeszcze fajniejszą zabawkę jak ta druga, za 100zł. Ale cóż… już nie popełniamy tych błędów.

Jakie więc zabawki kupować, by później nie żałować?

Klocki!

Wszystkie dzieci kochają klocki! Chyba nikt nie zaprzeczy? Jednak klocki mają to do siebie, że tak samo jak fajnie się je układa, tak fajnie się te budowle… demoluje. Tak samo fajnie odbijają się od ściany, szafy, komody. Jednak nie fajnie, kiedy zamiast się układać, nie trzymają się siebie nawzajem – to te klocki, których nie lubimy, a niestety często kupując te tańsze tak właśnie się dzieje. Mój brat około 10 lat temu miał kupowane drogie klocki (pamiętam, że były kupowane na wagę), potem zostały schowane w piwnicy, kiedy jakiś czas temu je odnalazłam i pokazałam Nikoli – oszalała na ich punkcie, dlatego klocków mamy wszędzie po trochu. Noo i to kolejny dowód na to, że droższe (w przypadku zabawek) znaczy lepsze.

Drewniane!

Drewniane zabawki to moje, yy tzn, Nikoli ulubione! Fakt, nie należą do najtańszych, ale posłużą bardzo wiele lat. Dodatkowo są chyba niezniszczalne. A kiedy nam się znudzą, możemy je np. przemalować. Nawet kiedy dziecko z nich wyrośnie mogą pełnić funkcje dekoracyjną w pokoju dziecka (te nowoczesne na prawdę cieszą oko), albo zwyczajnie sprzedać nawet za pół ceny!

Piankowe puzzle!

W przypadku tych puzzli też celowałabym w te droższe. Chciałam dokupić Nikoli jeszcze inne, podobne, ale znalazłam tylko tanie, cienkie, wątpliwej jakości i stwierdziłam, że te 6 puzzelków, które ma Nikola jej póki co wystarczą. Widzę, że czasem jak coś się jej nie spodoba to wpycha na siłę, ciągnie, rzuca… Takie puzzle muszą być jednak wytrzymałe, szczególnie dla takiego nerwusa jakim jest Nikola.

Interaktywne plastikowce!

Kolejne ulubione zabawki Nikoli. Nic dziwnego, grają, liczą, śpiewają, są kolorowe, uczą przez zabawę. Kochają je dzieci i dorośli. Jeśli chodzi o ten rodzaj zabawek największym zaufaniem darzę firmę fisher-price. Nie ukrywam, że ceny tych zabawek dosłownie wymiatają… Mnie… Ze sklepu. Choć wiem, że wszystkie te zabawki na prawdę są warte swojej ceny. Baterie tam są chyba z kosmosu, i nigdy się nie rozładowują, można po nich skakać, rzucać je a one… jak nówki. Dodatkowo lubię to, że każda ich zabawka oprócz podstawowej funkcji, ma jeszcze dodatkowe, które wydłużają ich przydatność. Zwykła ciuchcia za 40zł nadaje się dla maluszka i dla większego dziecka. Oprócz tego, że możemy nią „jeździć”, można ułożyć z niej wieżę, uczy kolorów, cyferek, a dodatkowo zajmuje mało miejsca – oba wagony można włożyć do lokomotywy, dzięki czemu z pewnością zmieści nam się do walizki w czasie wyjazdu.

Jak zatem zaoszczędzić, a jednocześnie posiadać drogie, dobre jakościowo zabawki, których po dwóch zabawach nie będziemy musiały wyrzucić?

Odkupuj

Nie ukrywam, że często zdarza mi się odkupować zabawki fishera, ich zawrotne ceny powodują, że zamiast 10 zabawek tej firmy Nikola miałaby może 5. Zawsze zabawki te są jak nowe, sprawne i w bardzo przystępnych cenach.

Miej życzenia

Tzn, dziecko niech ma ? Jeśli np. Twoi rodzice nie wiedzą co mają kupić Twojemu dziecku, zamiast trzech tanich samochodzików/lalek, powiedz że lepiej byłoby kupić np. drewniany domek dla lalek, czy po prostu coś porządniejszego.

Zrzutka

Ciocia, wujek, dziadkowie, rodzice… złóżcie się wszyscy na coś lepszego. Ja już zapowiedziałam mojej rodzince, że w tym roku zbieramy dla Nikoli na kuchnie. Będzie zbita całej rodziny, ale i cel szczytny dzięki temu w Nikolkowym pokoju zagości piękna, porządna, drewniana kuchnia, zamiast plastikowca i 10 innych (często zbędnych) zabawek.

Sprzedawaj

Jak już kupujesz lepszej jakości zabawki, możesz je sprzedać. A za odłożone ze sprzedaży pieniądze kupić nowe, te które dziecko sobie zażyczy.


7 rzeczy, których nie wypada Matce Polce

Optymistycznie
Optymistycznie
30 września 2017
Fot. iStock / jonathanfilskov-photography

Zostałaś mamą, wspaniale. Teraz już nic nie będzie takie samo, ale to już wiesz. Twoje obowiązki spotęgowały się, a lista rzeczy, których nie wypada Ci już robić wydłużyła się o kilka kolejnych pozycji. Jeśli myślisz, że uda Ci się bezkarnie nosić miniówki lub odpocząć podczas drzemki dziecka – jesteś w wielkim błędzie. Oto lista rzeczy, których Matce już nie wypada.

1. Nosić miniówki i krótkie spodenki: oooo kochana, chyba nie myślisz, że wyjdziesz z dzieckiem w miniówce na spacer? Tobie nie wolno! Jeśli chcesz już pokazać kawałek nogi – to zdradzę Ci sekret, że dla matek są zarezerwowane spódniczki midi i rybaczki. Ma to związek z oszczędnością czasu na golenie nóg, który możemy spożytkować w cenniejszy sposób.

2. Spożywanie alkoholunieważne czy to impreza, czy romantyczny wieczór z mężem. Ciąża to odwyk, po której pozostaje Ci „wszywka” w postaci mleka w piersiach. A nawet jeśli przestaniesz karmić, matce po prostu nie wypada spożywać alkoholu. No chyba, że wyjdziesz z niedzieciatą koleżanką na babski wieczór…

3. Wyjść z koleżanką na babski wieczór: kolegów i tak już nie masz od kiedy zaszłaś w ciążę.  Bo niby z kim zostanie dziecko na ten wieczór? Z ojcem, który później będzie „odbijał sobie” jeden wieczór kilka razy? Zresztą teściowa i tak Cię zaraz zachlasta, że „nie dość że nic nie robisz to jeszcze biedny po pracy siedzi, a tyodpoczywasz w klubie”.

4. Odpoczywać: kto Ci w ogóle pozwolił? Nawet jeśli jakimś cudem masz ogarnięte całe mieszkanie, obiad z trzech dań deser gotowy, ciasto stygnie w piekarniku,  a dziecko śpi –  na pewno znajdzie się coś do roboty! Trawka podcięta? Za grzejnikiem kurz sprzątnięty? Pamiętaj! Jest niepisana zasada – Matka nie ma prawa do odpoczynku! Nawet jeśli bierze ją przeziębienie.

5. Zachorować lub źle się czuć: Nie wypada Ci zachorować tym bardziej na weekend, bo wtedy większość Twoich obowiązków jest na głowie szanownego męża. Jeśli chcesz to choruj sobie od poniedziałku do piątku w godzinach roboczych Twego lubego. Pamiętasz reklamę Vicks’a, mamy nie biorą zwolnienia? Więc pamiętaj, że masz obowiązki i nie możesz sobie tylko zachorować i zajmować się dzieckiem, bo wtedy łamiesz punkt numer 4 i odpoczywasz!

6. Dobrze wyglądać: a na pewno nie lepiej niż nasze bezdzietne koleżanki! Wtedy już wszystkie serdeczne psiapsiółki zrobią sieczkę z mózgu naszemu mężczyźnie, że skoro jesteś taka zadbana to na pewno nic nie robisz w domu, a chyba nie chcesz, by Twój sekret o nicnierobieniu się wydał? Więc lepiej nie dbaj o siebie wyglądaj tak sobie. Mile widziany zdarty lakier na paznokciach.

7. Nie potrafić gotować: wstyd i hańba. Każda prawdziwa żona to gospocha, która co niedziele stawia na stół rosół z własnoręcznie ciętym makaronem (teraz tak myślę, że dobrze gdybyś też kurę wypatroszyła, a nie kupiła w sklepie… nierobie ???? ), oraz schabowego na cały talerz, koniecznie w podwójnej panierce! Za to w tygodniu raczy podniebienie swojego wybranka wymyślnymi posiłkami rodem z restauracji oznaczonych gwiazdką Michelin.


dapoxetine resumen

https://steroid-pharm.com/boldever.html

виагра 50мг